Skopiuj CSS

chłop&baba

sobota, 29 maja 2010
Tak naprawdę jedyną bronią, jaka może mnie powalić, są słowa. Wprawdzie boję się przemocy fizycznej z użyciem narzędzi, ale nie wiem, jakoś tak potrafi ona pozostać bez większego urazu we mnie. Tzn: traumy jakieś pewnie są, jednakże nie pozostały we mnie ślady tych bójek jakoś tak specjalnie, wiem że się prałam z chłopakami w podstawówce równo, pamiętam, jak ujebałam w kolano moją ówczesną miłość [a mieliśmy dziewięć, czy dziesięć lat i próbowało ich ze trzech mnie obezwładnić, ale Adam wtedy mnie wkurzył specjalnie, bo mi jabłko z ręki wytrącił, tak tak - teraz mnie rozumiecie, wiem], czy jak mnie pewien kolega przerzucił przez żywopłot na Brzęczkach, przy kościele, jak teraz tak patrzę, wspominając, że skakaliśmy przez te krzaki, no i ten upadek pamiętam, to zastanawiam się, czy one tak wyrosły, czy myśmy po prostu byli tacy silni i wysportowani, ale że wtedy nie połamałam sobie nic, a przerzucił mnie dlatego, że stanęłam w obronie mojego brata, którey wtedy był ode mnie mniejszy jeszcze, no i ten kolega był zakochany we mnie przez jakieś pięć, czy sześć lat, tak mu zaimponowałam tym, że chwyciłam go za szmaty i pogroziłam. Faceci są dziwni, większość takich, którzy się za mną szlajali to były totalne łajzy. Jeden był tylko w porządku tak na dobrą sprawę. Ale popełnił jeden błąd, podstawowy zresztą - dał mi znać, co czuje. No, a ja małpa wredna jestem [zakładam, że normalny facet musi być wyjątkowy, jeśli wyznaje mi uczucie. Albo tylko nienormalnym się podobałam]. Dlatego też Samiec miał łatwo, bo on traktował mnie jakoś tak lekko.

A o czym to ja miałam... A, o słowach. Tak, dla mnie słowa to jak krasnoludów pratchettowskich. Słów się nie niszczy, bo wszystko powstało ze słów. Ja naprawdę taka jestem, że pięć razy w ciągu godziny zmieniam zdanie i za każdym razem wydaje się, że będę tkwić w uporze, jak Homer Simpson w Browarze Tyskim, gdyby tylko wiedział, że istnieje. Bo słowa są w stanie mnie przekonać. Nie kary, nagrody. Kazanie. Kazanie to coś, co DZIAŁA. Nienawidziłam kazań od dziecka, bo były przekonujące. Bo zmieniały mój światopogląd, zaczynałam widzieć wszystko oczami tego, kto mnie upominał.

To, że uwielbiam słowo pisane i chylę czoła przed każdym, kto potrafi sklecić wypowiedź o swoich poglądach, to wiadomo. Zresztą - z większością czytelników tego bloga mam kontakt dlatego, że lubię ich czytać. Naprawdę - dla mnie nie jest ważne, czy jesteście brzydcy, mądrzy, ładni, czy macie coś do powiedzenia. Najważniejsze, że umiecie mówić/pisać. Dzięki temu uważam Was za mądrych, pięknych i wartościowych w ogóle.

Ale słowo mówione... O, tak. Tak naprawdę to chciałam powiedzieć o jednej rzeczy i do tego ten cały wstęp. Lubię gadających facetów, ale takich, którzy nie gadają z nastawieniem damsko-męskim. Pytający o seks, czy prawiący komplementy odpadają w przedbiegach, choćby mówili językami ludzi i aniołów. Przekora, cóż. Jak facet jest pewien swojego ciała i szpanuje nim, jest to "wstrętna stara fuja", że tak pozwolę sobie zacytować Julkę. Kiedy mówi coś o swoim ciele [jeden z niesmaków to Maczo, który ostatnio coś przy Samcu mówił, że ma sadło na brzuchu, a ma go tyle może, co ja przed ciążami]. Albo o tym, że uważa, że dobrze wygląda w jakimś tam ubraniu i dlatego tak się ubiera. Ok, facet ma prawo dobrze wyglądać, ale ma to robić mimochodem. Nie mówiąc już o żenujących pieniach na temat penisów [do dziś nie wiem, co takiego wyjątkowego może być w tej części ciała. Jasne, fajny jest, przyjemny, ale tylko ten należący do mojego faceta, czyli pośrednio do mnie]. Ale za to...

Na początku naszej znajomości, było to trzecie, może czwarte, spotkanie, a może wcześniejsze nawet, ja już zaczynałam naprawdę świrować na punkcie Samca i on mi opowiadał o tym, jak kiedyś za pomocą prysznica dźwigał się po popijawie. Znaczy, że wziął prysznic, a nie, że trzymał się go, żeby wstać, kurwa, zepsułam klimat, sama z siebie rżę w tej chwili, uwielbiam dwuznaczności :).
Dobra, powaga. Łapiemy atmosferę z powrotem. No i on tak opowiadał, że najlepiej na przemian gorący i zimny, osłabia serce, ale pomaga otrzeźwieć. No i moja wyobraźnia działała. Nie umiałam potem spać, jak sobie tak wyobrażałam tą scenę. Można powiedzieć, że wtedy już mnie całkiem miał. Byłam zarówno ciekawa, jak ta woda spływała po jego plecach i kudłach na klacie... I nie tylko na klacie. Jak myje sobie głowę, ramiona, mmm...

Potem się dowiedziałam, że i tak słabo sobie wyobrażałam te jego kudły.

Miłych snów :):*...
22:33, dziewczynalenina , chłop&baba
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 lutego 2010
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Tych, co są, tych, co byli. I tych, co mogli być, ale coś nie poszło.
niedziela, 16 sierpnia 2009
jestem baranem. jestem zmęczonym baranem, którego powoli zaczyna nużyć walenie głową w mur niezależności mojego samca.
średnio co dwa tygodnie ostatnio mnie wkurwia. czyżby łagodzące wszystko hormonki przestały działać? mam nadzieję, że z ciążą jest wszystko w porządku.

czasami zastanawiam się, jak to jest - jedyny facet, którego wydawało mi się, nie trzeba tresować, z którym można przedyskutować pewne różnice w poglądach, a okazuje się, że ni chuja, no, delikatnie się nie da.

nie chce mi się. nie chce mi się denerwować, ale mnie wkurwia po prostu. myślę, że to nie ma sensu, tylko jeśli to nie ma sensu, to co ma? o jak na razie to ten związek jakoś ratował mój światopogląd. niestety - może ja nadwrażliwa jestem, a może po prostu straciłam cierpliwość. może po prostu mam za dużo zmartwień w tej chwili, żeby mieć ochotę jeszcze męczyć się z facetem, dla którego problemem jest wszystko, co jest dla mnie ważne?

naprawdę, zamykam się w sobie. że od dołu - to dobrze. ale ten kamień w klatce piersiowej daje w dupę.
21:06, dziewczynalenina , chłop&baba
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lipca 2009
piątek, 17 lipca 2009
nie cierpię mówić "a nie mówiłam?"
środa, 15 lipca 2009
dodałam tam ważne opowiadanie i czekam i czekam. ale jestem cierpliwa - te wszystkie lata spędzone na necie wyrobiły we mnie cierpliwość.
wtorek, 07 lipca 2009
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
nawet między nami. nawet jeśli samiec jest centrum łagodności wszechświata...
sobota, 24 stycznia 2009
magiczny element kobiecego stroju.
środa, 14 listopada 2007
sobota, 20 października 2007
rozumiem kobiety, które nie mogąc mieć własnych dzieci, porywają cudze...
wtorek, 16 października 2007
poniedziałek, 24 września 2007