Skopiuj CSS

ciąża

wtorek, 19 stycznia 2010
niedziela, 04 października 2009
38 stopni temperatury, to niby nic wielkiego, ale...
nie dałam się spławić, dyżurny zajrzał w końcu do historii mojego życia i zadzwonił do n., który kazał mnie odstawić na porodówkę.

jest szansa, że jutro wrócę na patologię ciąży. a noc spędziłam na wąskiej, wysokiej kozetce.

boję się. dzieciak jest zdrowy i silny. skurczy nie mam. ale cały czas się boję. egoistycznie - o siebie.
19:23, dziewczynalenina , ciąża
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 października 2009
miałam koszmarny koszmar, śmierć wchodziła nam przez okno. nerwowa noc, bo nerwowa pani poszła na łatwiznę i zostawiła mi o 22 tabletki na 24 "bo pani i tak nie śpi". ok, o 22 nie spałam, ale do 24 to bym na sto procent pospała.

dziś jest ruda. fajna kobieta, pośmieje się z nami, powygłupia.

ale tamta mnie drażni. ja wiem, co jest dla mnie dobre. i jestem w stanie przyjąć bez dyskusji zalecenia lekarskie, ale z położnymi mam ochotę się czasem kłócić. rzadko, bo rzadko, ale jednak. bo jestem przewrażliwiona na branie leków, wystarczy że przeczytam ulotkę i już odczuwam prawie wszystkie lżejsze skutki uboczne.

mam wrażenie, że dziecko mi wystaje z wszystkich stron. masakra, sikać mi się chce non stop, na szczęście nie mam problemów z oddychaniem większych, może z powodu tej skróconej szyjki brzuch mam niżej, niż normalne kobiety.

tak mi brakuje tego dotyku, jestem w okresie, kiedy przede wszystkim potrzeba ciepła i czułości. a ja nie mam niestety w ilości wystarczającej. mężczyźni kobiet, które leżą w szpitalu powinni mieć możliwość nocowania tam. ja nie potrzebuję się z nim kochać, tylko żeby trzymał mnie za rękę. żebym słyszała jego oddech, nawet chrapanie.

i były zdziwione, kiedy stwierdziłam, że jeśli partner zdradza z osobą tej samej płci, to dla drugiej połowy jest to mniej dotkliwe.
i jeszcze twierdzą, że czułyby obrzydzenie, gdyby zastały swojego faceta z innym w łóżku?

a ja?

ja czuję obrzydzenie na myśl o tym, że mógł kiedyś tam, dawno przede mną, po pijaku stuknąć jakąś laskę.

i zdrada homoseksualna nie jest dla mnie bardziej obrzydliwa od tej hetero. po prostu zdrada to zdrada, ale nie zakładam, że każda boli tak samo.

z sesji wspólnego rozwiązywania krzyżówek:
"rogacz z tybetu"
"jak?"
"rogacz z tybetu"

w ogóle nie taki szpital straszny, chociaż w sytuacji strasznej, jeśli chodzi o finanse, przyjęcia wstrzymane. leżymy więc razem, żeby się potem nie okazało, że jak wyjdziemy, to nas nie przyjmą.
szkoda, bo klinika, jeśli chodzi o kadrę, jest świetna. jeśli zaś chodzi o wyposażenie, to podobno jest gorzej. ja nic w sumie nie potrzebuję, ale laski, które mają specjalistyczne usg w zleceniach twierdzą, że nienajlepsze tu mają. a mi zależy tylko na tym, żeby było w pobliżu centrum zdrowia matki i dziecka. i żeby miał kto ratować moje maleństwo, jakby co.
23:27, dziewczynalenina , ciąża
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 października 2009
nocą łóżka ze sobą rozmawiają. odzywa się jedno, pojękuje nawet nie cicho, tylko donośnym, żałosnym głosem, potem drugie, trzecie i czwarte. brzmi to jak okres godowy jakichś fantastycznych zwierząt.

nocą na szczęście mocniejsza tabletka powoduje, że jestem nieczuła na zbiorowe chrapanie, a kobiety w ciąży chrapią niesamowicie. ja pewnie też, ale wszystko jest mi obojętne, nie muszę się skupiać na przeżyciu, a tylko zachwycam się snami.

nocą, jak już skończy się kroplówka, ręce odpoczywają. zwykle bolą, nie, nie ponad siły, ale bolą od tych wszystkich nakłuć, ból stopniowo wspina się coraz wyżej, z dnia na dzień zagarniając coraz większe tereny.

dbam o siebie,  o higienę, o dietę. psychiczną też, chociaż trudniej bez tego kudłatego cielska, ramion przeciwko którym się czasem buntowałam, jeśli oplatały mnie zbyt ściśle. tęsknię do bólu prawie, miotam się.

i jednocześnie cieszę się. mam obsesję na punkcie własnej śmierci podczas cesarki, ale cieszę się każdym gramem maleństwa. każdym kolejnym dniem, ruchem. że jest, że nic mu się nie stało. już październik. marzyłam, żeby już był.

jestem "na wylocie". teoretycznie można się spodziewać, że w każdej chwili stanie się coś, co przyspieszy decyzję o zabiegu. i nie jestem niecierpliwa. opanowuję ten barankowy pęd dla maleństwa. wiecie, ile mnie to kosztuje?
17:33, dziewczynalenina , ciąża
Link Komentarze (1) »
środa, 30 września 2009
hania wyszła dziś, przyszła jakaś nowa dziewczyna. martyna wychodzi w piątek.
ja się czuję nienajlepiej, miałam jeden skurcz podczas ktg. magnezu nie dostaję już. źle, bardzo źle. hydroksyzynę tylko na noc.

mówią, że każdego można kupić, wszystko jest kwestią ceny. nie wiem. za pieniądze - niekoniecznie. za inne dobra? to w sumie każdy związek jest jak handel wymienny.

martwię się. jeszcze dwa tygodnie i będzie jeszcze lepiej. następne dwa tygodnie i już będzie spokój.
ale nie wytrzymam tyle, bo dziecko jest takie wielkie, że mam wrażenie, że mi już wystaje dziecko.

pół metra to za dużo na moją miniaturową macicę bez zabezpieczenia przed wypadaniem.

wtulić się tak wieczorem w jego ramiona, tak bardzo mi tego brakuje, oglądam sobie "ugly betty" i "sex and the city". to pierwsze jest fenomenalne na mój stan. takie słodkie i nieszkodliwe.
a drugie bardzo sympatyczne i pasuje mi całą ideologią.

no i od jutra słuchamy zakopowera. bo nam się podoba sebastian karpiel-bułecka. taki zbiorowy schiz.
:)

jak mi brakuje samca czasami. to znaczy prawie zawsze, ale wieczorem to koszmarnie. przyjeżdża co drugi-trzeci dzień, ale... no, wiecie. fizyczność też jest ważna.
21:38, dziewczynalenina , ciąża
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 września 2009
ostatnio zwróciłam pewnej osobie, o której zdanie mam raczej dobre, zwłaszcza w kwestii intelektu i zrozumienia, że ma błąd w zawiadomieniu o śmierci pewnej gwiazdy [swoją drogą gwiazdy, którą ja też uważam za swego rodzaju ikonę], co już samo w sobie jest dla mnie głupie, ale w tym wypadku w imieniu tejże gwiazdy był błąd. dostałam od niej [koleżanki, nie gwiazdy] wiadomość do profilu, że powinnam się wykazać jakąś empatią.

empatią? ale błąd w nazwie własnej to dla mnie brak szacunku. a zwłaszcza w jakimś dopracowanym nekrologu.
i trochę komicznie przypomina mi się, jak agatka na zajęciach robiła sobie taki artystyczny napis "przemek z energetyka"
dopracowała, poprawiła, wygładziła, wyrównała, pokolorowała.
w tym momencie któraś z nas trzech przyglądających się temu, spytała:
- "premek"?
:)

o "rmf fm najlepsza muzyka napisał już samiec. nie będę się powtarzać.

ps: znowu mogę do ubikacji. pan doktor na szczęście rozumie potrzebę higieny u kogoś, czyje dziecko zmarło na sepsę.
dowiedziałam się wielu rzeczy o tej poprzedniej ciąży i żałuję, że wtedy bałam się pytać, wiedzieć. gdybym wiedziała, już dawno miałabym drugie dziecko. strach ogranicza bardziej niż zewnętrzna władza.
19:02, dziewczynalenina , ciąża
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 września 2009
czasem nadal mam wrażenie bycia tylko w teraźniejszości, tak jakby wczoraj, jakiekolwiek wczoraj - czy to sprzed pięciu, dziesięciu, dwóch lat, czy sprzed pół roku nie istniało. może dlatego potrafię ze słodkim uporem, po baraniemu, walić głową w mur i milion razy popełniać ten sam błąd.
niedziela, 23 sierpnia 2009
jednak wybieram się wcześniej na ligotę. z najgłupszego powodu, jaki może być. nudzi mi się.
piątek, 21 sierpnia 2009
no, tak. choćbym nie wiem, co mówiła i lubiła samotność, w pewnym momencie brakuje mi ludzi...
wszystko mnie uwiera. dlaczego tak jest, ze chcac spelnic najprostsza potrzebe gatunku, kobieta musi sie tak nameczyc?
środa, 12 sierpnia 2009
rozczulił mnie tym. bo ja nadal, jak za długą mam przerwę między posiłkami, wymiotuję. i wychodzę dziś taka zmarnowana po rzyganiu, a samczysko mnie wita butelką mleka. bo pamiętał, że to pomaga na kwas w gardle.
sobota, 25 lipca 2009
znowu pada deszcz w dzień, kiedy chcieliśmy jechać gdzieś...
wtorek, 21 lipca 2009
nie to jest ważne, że stała się tragedia. to są tylko okoliczności. były takie, a nie inne. poza tym jest reszta życia. to tak, jakby zrezygnować z jedzenia czereśni, czy malin, bo zdarzają się robaki. albo jagód, bo przecież jest tasiemiec od lisów. nie można patrzeć na macierzyństwo przez pryzmat jednego falstartu. człowiek musi się podnieść i próbować raz za razem, choćby o było walenie głową w mur. zresztą - barany są specjalistami w uderzaniu głową.
są ludzie, którzy tego nie potrafią zrozumieć, z mojego pisania wyciągają tylko to, że mogą nastąpić nieprzewidziane komplikacje, a nie biorą pod uwagę tego, że człowiek jest elastyczny i nie da się go złamać. druga próba, drugie podejście, mamy 23 tygodnie - już prawie koniec, zaczyna się szósty miesiąc. maleństwo waży około pół kilograma. ja jestem coraz spokojniejsza, bo ono staje się samodzielne. do pełnej samodzielności brakuje mu jeszcze 16-17 tygodni. do względnej - 10. i damy sobie radę.
12:09, dziewczynalenina , ciąża
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 lipca 2009
te dodatki mają znaczenie, ale np: ja nie muszę przewijać, a samiec musi, więc ustawienia są ważne. oczywiście nie chodzi mi o to, żeby ktoś zmieniał sobie ustawienia w kompie pod mojego bloga, a z tymi dodatkami postaram się załatwić sprawę jakoś, jak wpadnę, w jaki sposób...
środa, 01 lipca 2009
wczoraj wieczorem jakiś kryzys - brzuch mnie bolał, podejrzewałam oczywiście, zapalenie wyrostka robaczkowego, ale przeszło - bo to było tylko zatwardzenie.

czasem jest mi smutno. ostatnio zadzwoniła koza, ale niewiele miałyśmy dla siebie czasu.

budzę się w nocy rzadziej, jakoś tak dobrze mi się śpi, dzisiaj wielkie porządki, bo jutro przyjeżdża moja mama :).

wiem, że bóg nie daje nam większego garba, niż moglibyśmy unieść, ale czasem myślę, że przegina w tym kierunku.
14:12, dziewczynalenina , ciąża
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 czerwca 2009
wczoraj wieczorem się zważyłam - 46,8. a wychodząc ze szpitala miałam 44,5-45. rozśmieszyło mnie to. jak tucznik normalnie, jak tucznik.
poniedziałek, 01 czerwca 2009
znowu anemia, no do cholery jasnej, nie umiem z tego wyjść.
czwartek, 28 maja 2009
rozleniwiona jestem strasznie, dodatkowo te zalecenia leżenia... nie powinnam aż tyle leżeć. wiadomo, dźwigać nie mogę, stać za długo, ale...
wtorek, 26 maja 2009
wszystko jest ok. szyjka zamknięta, więc jest dobrze. nawet blizna zaczęła się paprać.
czwartek, 07 maja 2009
przyjechała koza, wniosła nieco ożywienia do mojego bytowania, już nawet wymyśliłyśmy, że mój brat może mnie wozić do niej, a ona będzie mnie odzwozić do domu. baby są fajne. faceci też, ale w inny sposób.
 
1 , 2