Skopiuj CSS
poniedziałek, 02 lipca 2007
raz dwa trzy, próbuję. nie wiem, czy rzeczywiście utrzymam się tu tak długo, jak na tenbicie, ale spróbuję. jak na złość tenbit akurat teraz nie nawala...
poniedziałek, 02 października 2006
kurde no... pojechałam do silesii. weszłam, włożyłam reklamówkę do szafeczki, odeszłam od tesco, nagle słyszę: -basia? patrzę, a to tusia, jeszcze drobniejsza z twarzy, niż ją pamiętam. wpadłyśmy sobie w ramiona, chyba nawet mnie troszkę podniosła [tak to bywa, ma ok 180 wzrostu]. potem słysze drugie: -basia? a to kozusia margolcia. i też uściski, a gdzieś z oddali machał mi marcin i w wózku sklepowym, na nosidełku leżał mikołaj. podeszłam do niego, spał, przez chwilę patrzyłyśmy na niego, jak stroi miny, tusia pyta: -a ty go wcześniej widziałaś? ja: -nie! ona: -a tego? i pokazała na swój brzuszek. dopiero wtedy zauważyłam. taki śliczny, piłeczkowy. kochaniutki. po prostu szok. nie mogłam wyjść ze zdumienia. jeszcze niedawno mb109 mówił mi, że ten jej maciek, to najpierw chce się ustawić, potem ciocia hela mówiła, że nie, oni teraz będą spłacać kredyty, chociaż może to drugie to była zmyłka. nie no, co za rodzina. chwilami czuję się jak w wariatkowie. ale jest miło. płakać mi się troszkę chciało, ale już przeszło. poczekam. mikołajek śliczny. taki okrągły na buzi, już nie pomarszczony, miny wali takie, że aż nie da się wzroku oderwać... niesamowite są dzieci.
Tagi: rodzinnie
17:40, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
dawnio tu nie pisałam, ale tenbit nie działa, więc jest okazja. w sumie to chciałam o jednej odkrywczej gazecie, z której wiele się dowiedziałam... mianowicie tego, że jeśli chodzi o użycie zabawek w łóżku jestem na poziomie poniżej pierwszego roku, jeśli chodzi o staż związku. bo tak naprawdę to coś chyba ze mną nie tak, jeśli męczę tego biednego samczyska, żeby wykazał się własną inwencją i siłą, a nie zwalał połowy roboty na wibrator [swoją drogą ciekawe, kiedy zaczną w damskich gazetach proponować zaproszenie kolegi bądź koleżanki na seksyjkę...], bądź inne rzeczy. poza tym nie wiedziałam, że do wiązania się i zasłaniania oczu trzeba kupować specjalny gadżet. no, ale może są domy, gdzie nie ma nic zbędnego, nawet kawałka sznurka, czy szalika, a tych najulubieńszych części bielizny pani boi się poświęcić [bo wiadomo, po ognistym seksie, to mogą iść w pizdu... no, może nie dosłownie...] a już tekst o kulkach dopochwowych rozłożył mnie na łopatki, chichotałam, jak głupia w autobusie. że jak sobie je włożę na cały dzień, to jak tylko spotkam mojego mężczyznę, zawsze będę gotowa... [jak dotychczas wystarczyło mi, żebym założyła koronkową bieliznę - wtedy żyłam myślą, że chcę, żeby mnie zobaczył w niej i cholera, dopiero byłam gotowa, a raczej ugotowana...] a na sam koniec wniosek bardzo delikatny. z artykułu tego wywnioskowałam [jak wyłączyłam myślenie, bo artykuł wyraźnie do takich pań był wystosowany, żadna normalna nie szuka leku na własne kompleksy w gazetach...], że wszystkie kryzysy w związku biorą się z tego, że się w łóżku nie układa. że jedyne, co dobre w związku po 10 latach bycia razem, to seks. bez seksu. tfu, bez sensu. kurde no, mamy pięć lat i jakby nieco w lesie jesteśmy...
17:28, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
bielenda - mleczko i tonik - zielona herbata i endorfiny - bardzo przyjemny zapach, odświeżający i wprawiający w dobry nastrój. jeszcze mi się nie znudził. właściwości myjące - spore całkiem. nie muszę się męczyć pół godziny nawet z pudrem, czy tuszem do rzęs, po prostu schodzi. rossman - rumianek i kwiat lipy - mleczko i tonik - zdecydowanie nie dla cery wrażliwej, ale pomaga w pozbywaniu się pryszczy. mi pomagało na przykład. ma nieprzyjemny zapach, ale skutecznie oczyszcza twarz, tylko trochę brutalnie. ziaja mleczko i tonik nagietkowe - kiedyś to była najlepsza seria, a teraz nagle dostałam po tym bolesnego uczulenia, nie wiem, może trafiłam na felerny zestaw - tak jakby mi wypaliło twarz normalnie. czerwone plamki i w ogóle. zdecydowanie na nie. w przygotowaniu: chłodzący tonik w sprayu oriflame
Tagi: kosmetyki
04:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
margaret astor - swing & volume - nie wiem, czy jest jeszcze w sprzedaży. jedyny taki tusz, który tak mocno i naturalnie podkręcał rzęsy. nie zmywał się podczas deszczu, potrafiłam noc przespać po imprezie i nadal miałam go na rzęsach a nie na policzkach. oriflame - podkręcający tusz do rzęs - podkręca bardzo ładnie, nie pogrubia, co według mnie jest plusem, bo lubię naturalnie rzęsy - jak pomalowane, a nie wysmarowane tłuszczem. mam niebieski, na rzęsach jest ciemnoniebieski, aczkolwiek to nikłe porównanie, bo mam rzęsy bardzo czarne. nie jest wodoodporny, ale nie spływa przy pierwszej kropli deszczu, tylko po prostu przy demakijażu wystarczy przetrzeć rzęsy wacikiem z wodą. w przygotowaniu: pierre rene, eveline, rimmel
Tagi: kosmetyki
04:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
johnson&johnson holiday skin night - wszystko w sumie fajnie, tylko trochę bardzo opala, nie lubię takiego brązu, jestem przyzwyczajona do własnej bladości. nawilża skórę, a coraz bardziej przekonuję się, że to rzadka cecha u produktów samoopalających. przyzwyczaiłam się do zapachu jego w końcu. w sumie żadnych przerażających przygód z nim nie miałam...
Tagi: kosmetyki
04:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
duże pole do popisu to nie jest w moim przypadku :) dove - exfoliating cream bar - o, to to! delikatne mydełko, choć ja mydła praktycznie w ogóle nie używam, ale to mnie zachwyciło. pozostawia skórę lekko rozgrzaną, gładką i miękką. do tego ładnie pachnie, jak na dove to szczególny mój zachwyt, bo ogólnie zapachy dove mi nie pasują. irene eris - lirene dermoprogram - peeling ujędrniająco-oczyszczający - świetny w dotyku. przyjemnie pachnie. dość dobrze ściera skórę. niestety, bardzo źle się zmywa, czasem po kilka razy wchodziłam do wanny, żeby się dopłukać. oriflame - peeling do stóp. przyjemny do odświeżenia stóp po całodziennej bieganinie [u mnie raz w tygodniu, o ile pamiętam :)], mocno złuszcza i wybiela skórę, dlatego uwaga, jak się ma stopy opalone samoopalaczem, bo ja po pierwszym razie chodziłam w naturalnych białych skarpetkach. dodatkowo przydaje się właśnie do wypadków, kiedy samoopalacz nie wyjdzie, bo usuwa to, czego żadne peelingi nie zmyły.
Tagi: kosmetyki
04:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 czerwca 2006
poszłam sobie do kościoła. to żadna nowość, bo lubię to robić, nie sprawia mi to problemu zwykle [jedyne, czego nie trawię, to "ciebie, boże wielbimy", jedno wielkie larmo, jak dla mnie kicz nad kicze], a pozwala się uspokoić, na przykład dziś bardzo pomogło, ale nie będę tu się rozwodzić nad leczniczymi skutkami chodzenia do kościoła, bo nie napiszę nic, czego chodzący by nie wiedzieli, a ci, co nie chodzą i tak nie uwierzą.

maleńkie spostrzeżenie: rozmodlone stada. piszę "stada" z pełną świadomością, że kiedyś mi się za to oberwie. ale nie lubię pomijać słów, które mają bogatą symbolikę i duże znaczenie. wszędzie atmosfera duchowości, apostolstwo, wszyscy wierzymy, czytamy biblię, rozumiemy nauki jezusa.
przychodzi czas zbierania pieniędzy.
i co?
koszyk pełen banknotów.
a na co piniążki były zbierane?
na misje?
nieeee, wtedy wrzuca się tylko brzdąkacze.
na chore dziecko?
nieee, wtedy papierkowe wrzucają tylko ci, co znają chorego.

na odnowienie prezbiterium.

jak zbierają na mysłowickie hospicjum, to wszyscy jęczą, że nikogo teraz nie stać.

a wygląd [WYGLĄD, nasze prezbiterium nie jest w stanie, który zmuszałby do remontu ze względów bezpieczeństwa, tylko ma spełniać jakieś wymogi, które wymyślono na ostatnim zebraniu najważniejszych ludzi kościoła na świecie, zapomniałam, jak się nazywa, no i ładniej wyglądać - pasować do całej reszty] kościółka?
zastaw się, a postaw się?
czy raczej sprytnie zastawiona pułapka na wiernych słuchających inaczej?
Tagi: religijnie
08:17, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (4) »
sobota, 17 czerwca 2006
ha. jako, że bawiłam się miernie, a raczej humor miałam zdupcony jak cholera, to ocena będzie jak najbardziej obiektywna. narpiew to spóźnili się półtoraej godziny. próby były. a jeszcze wcześniej to była jazda, bo nie mieli pieczątki przy wejściu, więc czekaliśmy na nią. no, ale opieczętowaliśmy, zajęliśmy miejsca przy panie bodajże marianie, tym co ustawiał proporcje dźwiękowe [pozdrawiamy serdecznie, odstraszacz skuteczny, potem wyjaśnię...] i czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy. zaczął grać zespół nienerwowo. covery spoko. przy "would" wydawało mi się, że coś przekręcił tekst, ale okazało się potem, że to on miał rację, nie ja. fajnie grali, ale kolo śpiewał gardłem, więc ginął jego głos wśród instrumentów [panie marianie - grunge to nie jakiś pierdolony metal, gdzie się robi duży hałas, w grunge'u podtsawą jest WOKAL i GITARY. poza tym nie jesteśmy na zlocie dyskomułów, które muszą mieć przede wszystkim rytm, bo inaczej nie wiedzą, jak się gibać]. ale jak przeszli do własnych utworów zostałam ze szczęką u stóp. romnalnie szok. coma po prostu odpada przy nich, staje się nadpatosem, błędną plątaniną wielkich pojęć. teksty, normalnie to perełka. potem było bad apples [nie wiem, czemu kojarzy mi się z ostatnim albumem +SP, ale może to tytuł tamtego albumu jest z czegoś zerżnięty, nieważne...]. olek jest niesamowity. nie widziałam go nigdy wcześniej na koncertach. nie mówię, że wokalista nienerwowo był statyczny, ale olek to masakra - jednocześnie na scenie i w tłumie, tak jakby nie mógł się zdecydować, czy lepiej być wyżej, czy z ludźmi. wokalnie po tym pierwszym gościu wypadł o klasę lepiej, ale chłopak ma podejście do muzyki, kilka razy słuchałam jego gadania, więc mogę tak to ocenić. generation gap - no niestety - nie zmogłam. znaczy dobrze grali, ale grunge zbyt mocno chyba rozdarł stare rany, że tak się patetycznie wyrażę i wyszłam, a samiec ze mną. a może tylko miałam trudne dni. olka spotkaliśmy jeszcze na zewnątrz. zdecydowanie chłopak mija mnie wzrokiem. samczysko śmieje się, że on ma chyba do mnie takie podejście, jak trzype do samca. cóż. nie należę do dziewczyn, które MUSZĄ mieć dobre kontakty z kolegami swojego faceta.
14:58, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 czerwca 2006
jezu, to był mecz, ja normalnie kciuki rozprostowywałam w bólach potem chyba do pierwszej nad ranem. ale warto było oglądać. chłopaki grali jak marzenie. żałuję, że nie widziałam miny pewnej cipy, która do roboty przyszła w czapeczce niemiec, twierdząc, że "nasi" i tak nie wygrają. musiała nieźle głupieć, jak minęła dziewięćdziesiąta minuta, tu nic, niemcy dalej nie mogli sobie poradzić z magiczną zasłoną wiary kibicowskiej, bo to dało borucowi tyle szczęścia. nie, nie twierdzę, że grał źle, powiem, że patrzyłam na niego z taką samą przyjemnością, jak swego czasu na ravelliego, aczkolwiek tylko samiec zrozumie wagę tego komplementu... polubilam smolarka, kurde, taka wsza, małe to, cienkie, a żywotne jak nie wiem co. no i Walczący Jeleń. niesamowity po prostu. reprezentacja polski grała po mistrzowsku, z oglądanych przeze mnie w jej wykonaniu meczów to był chyba najlepszy. oczywiście już głosy - że sobolewski MÓGŁ nie faulować drugi raz, że to, że tamto, ale... przepraszam, jakie doświadczenie polska ma w finałach mistrzostw? niewielkie moim zdaniem. to tak jakby liczyć na to, że jakieś togo pokona no nie wiem, francję na przykład. remis byłby wieeeelkim sukcesem. przegrana w doliczonym czasie, kiedy gra się w dziesiątkę przeciwko jedenastu to też sukces. ja jestem z nich dumna, tak trzymać chłopaki! gierka słowna: tata wyszedł z pokoju. po chwili któryś z nas: -strzał na bramkę! tata: -kto szczał na bramkę? ja: -jeleń! gilon: -jakby się w lesie wychował! inna rzecz, że znowu gola nam wpakowali, gdy mama wyszła z pokoju po igłę. normalnie ją pokrzyczałam, jak mi to powiedziała. przez całe eliminacje strzelali nam gole, jak przestawała oglądać mecz. i nic ją to nie nauczyło!
wtorek, 13 czerwca 2006
leskowiec - szok po prostu. ja bym radziła zabierać jakąś dokładkę na drogę. elementem próbnym zwykle dla mnie są pierogi z grzybami i kapustą, które po prostu zawsze lubię. były owszem - smaczne, domowej roboty, ciasto wyśmienite, nadzienie idealne. ilościowo mało. jak na porcyjkę za 7zł w miejscu, gdzie na pewno jest spory dochód [groń jana pawła II], to mogliby się bardziej postarać.
11:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
byliśmy na leskowcu. ja pindolę, normalnie trasa jak marzenie, do dziś ją czuję w piszczelach, miałam adidasy [z lenistwa, bo nie chciało mi się jechać po stare glany do blondie ani szukać traktorów], więc nogi nie miały usztywnionych kostek, wszystko szło na łydki. a moje łydki nie potrzebują przytycia! wracając do trasy. w sumie nie taka ciężka, skoro my [ostatnie wyjście na szlak w październiku :/], przeszliśmy ją w czasie krótszy niż pisany, znaczy że nie jest trudna. niezmiernie widokowa, no po prostu nie wiadomo, gdzie oczy zwrócić - czy na drzewa "dosamegonieba", czy na doliny, część ścieżki pochylona w bok, wąska, jak się człowiek potknie, to wpadnie w przepaść. żartowałam, tak mocno to nie było. ale ładnie. mało zwierzyny, no, ale co chcieć od trasy, gdzie non-stop ktoś idzie? a potem na dole w andrychowie targi pszczelarskie... kupiłam sobie pyłek kwiatowy do żucia, niby na odporność, ale jak na razie pomógł mi na gardło, które swędzi odkąd pogoda się "poprawiła [:/]. nie znoszę lata. nie znoszę nagłego lata, nawet góry tracą dużo uroku przy takiej pogodzie, bo wracając mój głos robi się dziwny. ale wracając do targów - kupa ludzi, jakieś występy, jakiś dzieciak, może półroczny podpijał ojcu piwo, jak nikt nie widział, szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, bo tak to nigdy się nie dowiecie, jak to robił... powrót na śpiąco. pamiętam bielsko, a potem tychy.
Tagi: góry
09:25, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 czerwca 2006
nadal nie umiem dodać zdjęć do notek, to jakaś choroba, cy cuś?

jest poranek, samczysko śpi, ja już nie umiałam - ile można? w ciągu dnia, po nocce spałam ponad osiem godzin, potem od wieczora [...kto by nie zasnął po...] pięć.
wieczór był cudowny. samiec lekko załamany po wyniku meczu, bo całokształt meczu wyszedł według mnie całkiem ładnie, nasi grali, a nie przyglądali się grającym rywalom, końcówka to był rozpaczliwy atak, rozpaczliwy, ale nie nieprzemyślany, atakowali raz za razem, tylko niestety w słupki i poprzeczki, ale jakkolwiek często patrząc na naszą reprezentację mam wrażenie oglądania meczu w zawodach dziesięciolatków, tym razem to wszystko jakoś tak... miało ręce i nogi. sędzia jakiś ciulaty, aże się uniosłam, bo tu faul nieodgwizdany, tu odgwizdane coś, co faulem nie było [to nawet nie była sytuacja sporna jakaś], tu jakiś spalony, którego nie było, tu się zagapił, tam się zagapił, a myślałam że skośność oczu nie wpływa na umiejętność patrzenia...

za to potem? samiec jeszcze się rozżalał, aczkolwiek chyba troszkę nawet był dumny z tej gry polaków...
...ale szybko odwróciłam jego myślenie na myślenie o mnie. bo w tej kwestii raczej nie ma większych błędów, nie ma gwizdków, spalonych, faul to był w sumie jeden, ale po, bo chciał się wesprzeć na mnie i omal mi żeber nie połamał i ręki, normalnie już czułam, jak mi ramię wyskakuje ze stawu barkowego.
zasnęliśmy od razu.

a mi się śniło, że jechaliśmy do reala po co? po ptysie. i spotkaliśmy przed wejściem, przy kasach moich rodziców. i mama powiedziała mi, że sprawdzała już. i ptysiów nie było.

to już tydzień. siódmy dzień, kiedy szukam na śląsku ptysiów z prawdziwego zdarzenia - z kremem z białek. bo dorwałam jednego ptysia, który owszem, wyglądał nieźle, ale po otwarciu go zobaczyłam, że jest z masy ciastowej. mimo to postanowiłam zjeść. zjadłam pół smakował tak, że zastanawiałam się, czy nie sprzedano mi plastikowej atrapy. oddałam nuce, która po nim zaczęła tracić równowage. ale już jest ok.
czwartek, 08 czerwca 2006
johnson & johnson holiday skin do jasnej karnacji: generalnie w zeszłym roku byłam bardzo zadowolona - dawał lekką opaleniznę, nawet ja nie wyglądałam żółto w nim. skóra nie potrzebowała dodatkowego balsamu, zachowywała przyjemną gładkość i miękkość.[5, jedyny minus to zapach, ale można się do niego przyzwyczaić]
obecnie jestem nim zawiedziona - cholera - co oni do tego dodali? zostawia plamy na nadgarstkach, stracił wiele ze swojej wygody stosowania - kiedyś nie trzeba było odczekiwać, wyczekiwać, teraz nie ma mocnych - praktycznie zszedł do poziomu zwykłego samoopalacza. kiedy schodzi opalenizna wytowrzona przez niego, zostają okropne plamy.[3,5]

venita - solar - samoopalacz w sprayu: ładnie się nakłada. ładnie pachnie, tak słodkawo. po przepisowych trzech godzinach opalenizna jest lekka, delikatna.
po sześciu zostaje żółta maska wyobraźcie sobie, że użyłam go przed imprezą... miałam ochotę uciec, jak w kiblu przez przypadek spojrzałam do lustra. na szczęście nie było tam żadnych bab, a faceci nie przywiązują wagi do takich rzeczy, zresztą pijani byli... masakra. koszmar. bardzo wysusza skórę, więc najlepszy na niego jest dobry krem.[2,5
]

testowany obecnie:
johnsos & johnson - holiday skin na noc
johnson & johnson - holiday skin do twarzy, cera sucha i normalna
kolastyna - brązujący balsam do ciała dax - karmel brązujący
Tagi: kosmetyki
17:08, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (3) »
a jednak... najwyraźniej mam wolne w piątek. rodzice ciągną mnie w góry... dawno nie byłam tam, a na leskowcu to chyba z dziesięć lat. znowu wciągnąć świeże powietrze w płuca, znowu czuć zmęczenie w łydkach i całej reszcie, padać na łóżko i zasypiać bez problemu...

nie narzekam na śląsk. uwielbiam go, chyba nie zależy mi, żeby się stąd wyprowadzać - przecież tu jest całkiem zielono i ładnie, ten śląsk i zagłębie z XXIw. to nie to samo, co w XIX i XX. teraz jest tu czyściej, spokojniej.
owszem, miasta górnicze nadal straszą, ale coraz więcej parków, lasów. w centrum katowic sokoły, na muchowcu drozdy, w mysłowicach bażanty i nietoperze, sarny, zające, w jaworznie dziki i lisy.

jest cudownie, tylko trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć. niebo bywa szare, ale nie częściej, niż na przykład na końcu świata pod kielcami, czy na turbaczu.
jeśli miałabym się wyprowadzić, to gdzieś niedaleko, ale w gęsty las...
16:57, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
jest głosem wcześniejszego pokolenia, które ma nadzieję na to, że my, ludzie młodsi od nich o 10-15 lat, nauczymy się na ich błędach, nie staniemy się ciemną masą, że weźmiemy na siebie ciężar sprostowania tego kraju, że będziemy uczyć ich dzieci tego, co dobre, a nie tego co wygodne. głosi wolność jednostki i masy. znosi wszelkie przejawy władzy, a jednak sam w sumie jakąś władzę ma. jak dobry starszy brat, który martwi się o to, ze może rodzice nie koniecznie dużo czasu poświęcają jego młodszemu rodzeństwu. bardzo nie chcę, żeby go zabrakło, bo co wtedy będzie??? nie widzę w jego dziedzinie żadnych godnych następców. może jeszcze ktoś wyrośnie. o kim mowa?
Tagi: muzyka
07:18, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 czerwca 2006
jest kilka piosenek, które po prostu potrafię zaśpiewać, a może tylko mi się wydaje. jedną z nich jest "epitafium dla samej siebie" 2+1. czemu twierdzę, że mi się wydaje? w życiu nie myślałam, że mnie trema zżera tak podstępnie, ale w pamięci mam ten jeden raz, kiedy przyszedł pan marian, który szuka ludzi do kapeli i wtedy... boże, porażka normalnie, nadal mam kaca moralnego i artystycznego po tym. jak to jest? nie umiem wytworzyć sobie dystansu, kiedy ktoś jest tak blisko mnie. a dopóki nie będę się czuła sama w pomieszczeniu [trans jakowyś, cy cuś?], to nie zaśpiewam z głębi serca. wczoraj w nocy, jak w radio leciało "mój" goyi, to aż zamknęłam drzwi, żeby przypadkiem ktoś mi nie wlazł, żebym mogła czuć się bezpieczna. bezpieczna? chyba, gdybym naprawdę tak dobrze śpiewała, to nie czułabym się zagrożona tym, że ktoś może usłyszeć, jak śpiewam, czyż nie? a jednak... jakoś tak. dzikus jestem i tyle, a ostatnio coraz większy pod tym względem...
Tagi: śpiewanie
18:00, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 czerwca 2006
tenbit nadal nie działa, zeźliłam się więc.
może zacznę kopiować notki stamtąd tutaj?

w pracy sajgon po prostu, kiedyś robiło się po dziesięć godzin bez problemów, teraz po jednej takiej nocce byłam zombie, wlokłam się przez korytarz, w sumie nawet nie wiem po co, wtedy też nie wiedziałam, chyba tylko i wyłącznie po to, żeby nie zasnąć siedząc.

pani aisa coś się zająknęła, kiedy powiedziałam jej, że JA to przeżyję, bo JA mam urlop za tydzień, jakby chciała powiedzieć, że go nie dostanę, cy cuś. heh - na cztery sezony urlopowe w tej firmie, dwa razy miałam zmieniany termin urlopu planowanego, a tym razem jest mi bardzo potrzebny. jeśli ktoś mi zrobi problem, to powiem kierownikowi tak, jak on mi powiedział, kiedy nie chciałam urlopu w kwietniu [wtedy wyszło dobrze dla moni, bo ona sobie wzięła...]...

nieważne. obiecałam nie marudzić, a tu tyle okazji.
jeszcze na dodatek słońce napierdala świeci, cóż jak się wali to wszystko...
Tagi: praca
18:35, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 czerwca 2006
a tak się cieszyłam na rodzinną imprezkę... sama rozkosz miala być, picie [inni by pili, bo ja przed robotą], rozmowy, w ogóle - kozusia margolcia no i to powinno wszystko tłumaczyć, jak dla mnie ona jest ośrodkiem rodziny i zainteresowania własnego w chwili obecnej... i gówno. pati na L4, zastanawiam się, czy mam z tym coś wspólnego, nie wiem na razie czemu, ale zawsze w takich wypadkach dziwny dreszcz mnie przechodzi, chyba za dużo filmów i książek. aha - zapomniałam napisać o konsekwencjach - ja mam na 20, a nie na 22, msza za babcię jest o 18, więc nawet na mszę nie idę, bo jadę na 19 na gisz, żeby spotkać się z samcem... pierdolę taki system, chociaż w sumie wali mi to. nie bardzo mam ochotę się widzieć z pati, przyznaję. tak z tydzień i myślę, że jej foch przejdzie, bo to nic innego niż zwykły babski foch - ok, przyznaję, że ma powody by być zmierzłą, ja na jej miejscu zamarudziłabym kogoś na śmierć, nie się cieszą wszyscy ci, co nie są w mojej liście numerów na komórku. tak że, jak zwykle soczewiczka wielce psycholog i stoik usiłuje wszystkim pokazać, jaka to jest wspaniałomyślnie rozumiejąca i wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr... ulżyło trochę.
Tagi: plotkara
14:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 04 czerwca 2006
jak ja kocham te noce razem... poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu, że nie trzeba uciekać, nie trzeba gonić.

najpierw spacer po lesie. trochę po lesie, więcej kolejową. nietoperz. uroczy widok. pociągi. domki jednorodzinne - samczysko, jeśli by się udało, to przecież możemy zaadoptować mieszkanie nad nami, jakby się zwolniło... nawet gdybyśmy mieli płacić dwa czynsze, to będzie nas stać... potem w domu...
my. zabawa do upadku z łóżka, dziwne - są rzeczy, których nie opowiadam, że też jest coś, o czym trudno mi mówić, ale spadliśmy z łóżka, a właściwie to samiec chciał mnie przerzucić na swoja lewicę, no i pociągnęłam go za sobą, bo był na krawędzi łóżka.

były obietnice i nadzieje, były marzenia. następna taka noc pewnie za jakiś tydzień...
Tagi: seksualnie
20:34, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »