Skopiuj CSS
sobota, 21 lipca 2007
pogoda jak marzenie. lekko wilgotno, ale chłodniej niż wczoraj. w nocy burze, nuka na tabletkach uspakajających śpi na mieszkaniu, my u moich rodziców, znaczy on w drodze z tortami, ja po fryzjerze...
piątek, 20 lipca 2007
cieszę się tak w sumie jakby przed jakimś wyjazdem...
środa, 18 lipca 2007
o ironio, czasem trzeba mocno dostać w głowę, żeby zacząć od nowa budowanie optymizmu.
poniedziałek, 16 lipca 2007
fool enough to almost be it and fool enough to not quite see it and old enough to always feel this always old, I'll always feel this no more promise no more sorrow no longer will I follow can anybody hear me I just want to be me when I can, I will try to understand that when I can, I will
sobota, 14 lipca 2007
wszystko to, co dzieje się dookoła mnie jest jakieś przyćmione. nie potrafię się martwić, stresować tym, czym powinnam, nie czuję rozterek typu "czy aby na pewno?". tydzień przed ślubem...
środa, 11 lipca 2007
biust: 80, pas:75, biodra: 90. niesamowite, że jeszcze się mu podobam...
poniedziałek, 09 lipca 2007
słucham sobie avril, jest słodka, ma taki miły, wyraźny głos. do tego christina i alanis i w autobusie nawet o piątej rano spływa na mnie coś bardzo ożywczego i budującego. lubię kobiece głosy. muszę sama znowu sobie pośpiewac, może to stąd ten brak tlenu w moim mózgu, że odkąd jestem w ciąży, to myślę tylko o dzieciaku i mając wolny czas po prostu czytam mu książki, zapominając całkiem o tym, że kiedyś jeszcze śpiewalam?
piątek, 06 lipca 2007
po prostu czasem myślę, że pan b. o mnie totalnie zapomniał. tylu ludziom wokół mnie zsyła na głowę nieszczęścia, a ja, która milion razy powinnam już była być ukarana, nie cierpię w ogóle... wiem, nie powinnam tak myśleć, on pamięta o każdym swoim stworzeniu, ale dziś dostałam informację, po której zaczęłam w tej kwestii schizować...
czwartek, 05 lipca 2007
dziwne to wszystko, czasem człowiek chce jak najlepiej, a wychodzi gówno, nie wiem sama jak sobie poradzić z całym tym zamieszaniem...
środa, 04 lipca 2007
I can feel so unsexy for someone so beautiful So unloved for someone so fine I can feel so boring for someone so interesting So ignorant for someone of sound mind
wtorek, 03 lipca 2007
nie to, żeby mi się nie chciało, ale nienawidzę remontów...
poniedziałek, 02 lipca 2007
raz dwa trzy, próbuję. nie wiem, czy rzeczywiście utrzymam się tu tak długo, jak na tenbicie, ale spróbuję. jak na złość tenbit akurat teraz nie nawala...
poniedziałek, 02 października 2006
kurde no... pojechałam do silesii. weszłam, włożyłam reklamówkę do szafeczki, odeszłam od tesco, nagle słyszę: -basia? patrzę, a to tusia, jeszcze drobniejsza z twarzy, niż ją pamiętam. wpadłyśmy sobie w ramiona, chyba nawet mnie troszkę podniosła [tak to bywa, ma ok 180 wzrostu]. potem słysze drugie: -basia? a to kozusia margolcia. i też uściski, a gdzieś z oddali machał mi marcin i w wózku sklepowym, na nosidełku leżał mikołaj. podeszłam do niego, spał, przez chwilę patrzyłyśmy na niego, jak stroi miny, tusia pyta: -a ty go wcześniej widziałaś? ja: -nie! ona: -a tego? i pokazała na swój brzuszek. dopiero wtedy zauważyłam. taki śliczny, piłeczkowy. kochaniutki. po prostu szok. nie mogłam wyjść ze zdumienia. jeszcze niedawno mb109 mówił mi, że ten jej maciek, to najpierw chce się ustawić, potem ciocia hela mówiła, że nie, oni teraz będą spłacać kredyty, chociaż może to drugie to była zmyłka. nie no, co za rodzina. chwilami czuję się jak w wariatkowie. ale jest miło. płakać mi się troszkę chciało, ale już przeszło. poczekam. mikołajek śliczny. taki okrągły na buzi, już nie pomarszczony, miny wali takie, że aż nie da się wzroku oderwać... niesamowite są dzieci.
Tagi: rodzinnie
17:40, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
dawnio tu nie pisałam, ale tenbit nie działa, więc jest okazja. w sumie to chciałam o jednej odkrywczej gazecie, z której wiele się dowiedziałam... mianowicie tego, że jeśli chodzi o użycie zabawek w łóżku jestem na poziomie poniżej pierwszego roku, jeśli chodzi o staż związku. bo tak naprawdę to coś chyba ze mną nie tak, jeśli męczę tego biednego samczyska, żeby wykazał się własną inwencją i siłą, a nie zwalał połowy roboty na wibrator [swoją drogą ciekawe, kiedy zaczną w damskich gazetach proponować zaproszenie kolegi bądź koleżanki na seksyjkę...], bądź inne rzeczy. poza tym nie wiedziałam, że do wiązania się i zasłaniania oczu trzeba kupować specjalny gadżet. no, ale może są domy, gdzie nie ma nic zbędnego, nawet kawałka sznurka, czy szalika, a tych najulubieńszych części bielizny pani boi się poświęcić [bo wiadomo, po ognistym seksie, to mogą iść w pizdu... no, może nie dosłownie...] a już tekst o kulkach dopochwowych rozłożył mnie na łopatki, chichotałam, jak głupia w autobusie. że jak sobie je włożę na cały dzień, to jak tylko spotkam mojego mężczyznę, zawsze będę gotowa... [jak dotychczas wystarczyło mi, żebym założyła koronkową bieliznę - wtedy żyłam myślą, że chcę, żeby mnie zobaczył w niej i cholera, dopiero byłam gotowa, a raczej ugotowana...] a na sam koniec wniosek bardzo delikatny. z artykułu tego wywnioskowałam [jak wyłączyłam myślenie, bo artykuł wyraźnie do takich pań był wystosowany, żadna normalna nie szuka leku na własne kompleksy w gazetach...], że wszystkie kryzysy w związku biorą się z tego, że się w łóżku nie układa. że jedyne, co dobre w związku po 10 latach bycia razem, to seks. bez seksu. tfu, bez sensu. kurde no, mamy pięć lat i jakby nieco w lesie jesteśmy...
17:28, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
bielenda - mleczko i tonik - zielona herbata i endorfiny - bardzo przyjemny zapach, odświeżający i wprawiający w dobry nastrój. jeszcze mi się nie znudził. właściwości myjące - spore całkiem. nie muszę się męczyć pół godziny nawet z pudrem, czy tuszem do rzęs, po prostu schodzi. rossman - rumianek i kwiat lipy - mleczko i tonik - zdecydowanie nie dla cery wrażliwej, ale pomaga w pozbywaniu się pryszczy. mi pomagało na przykład. ma nieprzyjemny zapach, ale skutecznie oczyszcza twarz, tylko trochę brutalnie. ziaja mleczko i tonik nagietkowe - kiedyś to była najlepsza seria, a teraz nagle dostałam po tym bolesnego uczulenia, nie wiem, może trafiłam na felerny zestaw - tak jakby mi wypaliło twarz normalnie. czerwone plamki i w ogóle. zdecydowanie na nie. w przygotowaniu: chłodzący tonik w sprayu oriflame
Tagi: kosmetyki
04:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
margaret astor - swing & volume - nie wiem, czy jest jeszcze w sprzedaży. jedyny taki tusz, który tak mocno i naturalnie podkręcał rzęsy. nie zmywał się podczas deszczu, potrafiłam noc przespać po imprezie i nadal miałam go na rzęsach a nie na policzkach. oriflame - podkręcający tusz do rzęs - podkręca bardzo ładnie, nie pogrubia, co według mnie jest plusem, bo lubię naturalnie rzęsy - jak pomalowane, a nie wysmarowane tłuszczem. mam niebieski, na rzęsach jest ciemnoniebieski, aczkolwiek to nikłe porównanie, bo mam rzęsy bardzo czarne. nie jest wodoodporny, ale nie spływa przy pierwszej kropli deszczu, tylko po prostu przy demakijażu wystarczy przetrzeć rzęsy wacikiem z wodą. w przygotowaniu: pierre rene, eveline, rimmel
Tagi: kosmetyki
04:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
johnson&johnson holiday skin night - wszystko w sumie fajnie, tylko trochę bardzo opala, nie lubię takiego brązu, jestem przyzwyczajona do własnej bladości. nawilża skórę, a coraz bardziej przekonuję się, że to rzadka cecha u produktów samoopalających. przyzwyczaiłam się do zapachu jego w końcu. w sumie żadnych przerażających przygód z nim nie miałam...
Tagi: kosmetyki
04:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
duże pole do popisu to nie jest w moim przypadku :) dove - exfoliating cream bar - o, to to! delikatne mydełko, choć ja mydła praktycznie w ogóle nie używam, ale to mnie zachwyciło. pozostawia skórę lekko rozgrzaną, gładką i miękką. do tego ładnie pachnie, jak na dove to szczególny mój zachwyt, bo ogólnie zapachy dove mi nie pasują. irene eris - lirene dermoprogram - peeling ujędrniająco-oczyszczający - świetny w dotyku. przyjemnie pachnie. dość dobrze ściera skórę. niestety, bardzo źle się zmywa, czasem po kilka razy wchodziłam do wanny, żeby się dopłukać. oriflame - peeling do stóp. przyjemny do odświeżenia stóp po całodziennej bieganinie [u mnie raz w tygodniu, o ile pamiętam :)], mocno złuszcza i wybiela skórę, dlatego uwaga, jak się ma stopy opalone samoopalaczem, bo ja po pierwszym razie chodziłam w naturalnych białych skarpetkach. dodatkowo przydaje się właśnie do wypadków, kiedy samoopalacz nie wyjdzie, bo usuwa to, czego żadne peelingi nie zmyły.
Tagi: kosmetyki
04:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 czerwca 2006
poszłam sobie do kościoła. to żadna nowość, bo lubię to robić, nie sprawia mi to problemu zwykle [jedyne, czego nie trawię, to "ciebie, boże wielbimy", jedno wielkie larmo, jak dla mnie kicz nad kicze], a pozwala się uspokoić, na przykład dziś bardzo pomogło, ale nie będę tu się rozwodzić nad leczniczymi skutkami chodzenia do kościoła, bo nie napiszę nic, czego chodzący by nie wiedzieli, a ci, co nie chodzą i tak nie uwierzą.

maleńkie spostrzeżenie: rozmodlone stada. piszę "stada" z pełną świadomością, że kiedyś mi się za to oberwie. ale nie lubię pomijać słów, które mają bogatą symbolikę i duże znaczenie. wszędzie atmosfera duchowości, apostolstwo, wszyscy wierzymy, czytamy biblię, rozumiemy nauki jezusa.
przychodzi czas zbierania pieniędzy.
i co?
koszyk pełen banknotów.
a na co piniążki były zbierane?
na misje?
nieeee, wtedy wrzuca się tylko brzdąkacze.
na chore dziecko?
nieee, wtedy papierkowe wrzucają tylko ci, co znają chorego.

na odnowienie prezbiterium.

jak zbierają na mysłowickie hospicjum, to wszyscy jęczą, że nikogo teraz nie stać.

a wygląd [WYGLĄD, nasze prezbiterium nie jest w stanie, który zmuszałby do remontu ze względów bezpieczeństwa, tylko ma spełniać jakieś wymogi, które wymyślono na ostatnim zebraniu najważniejszych ludzi kościoła na świecie, zapomniałam, jak się nazywa, no i ładniej wyglądać - pasować do całej reszty] kościółka?
zastaw się, a postaw się?
czy raczej sprytnie zastawiona pułapka na wiernych słuchających inaczej?
Tagi: religijnie
08:17, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (4) »
sobota, 17 czerwca 2006
ha. jako, że bawiłam się miernie, a raczej humor miałam zdupcony jak cholera, to ocena będzie jak najbardziej obiektywna. narpiew to spóźnili się półtoraej godziny. próby były. a jeszcze wcześniej to była jazda, bo nie mieli pieczątki przy wejściu, więc czekaliśmy na nią. no, ale opieczętowaliśmy, zajęliśmy miejsca przy panie bodajże marianie, tym co ustawiał proporcje dźwiękowe [pozdrawiamy serdecznie, odstraszacz skuteczny, potem wyjaśnię...] i czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy. zaczął grać zespół nienerwowo. covery spoko. przy "would" wydawało mi się, że coś przekręcił tekst, ale okazało się potem, że to on miał rację, nie ja. fajnie grali, ale kolo śpiewał gardłem, więc ginął jego głos wśród instrumentów [panie marianie - grunge to nie jakiś pierdolony metal, gdzie się robi duży hałas, w grunge'u podtsawą jest WOKAL i GITARY. poza tym nie jesteśmy na zlocie dyskomułów, które muszą mieć przede wszystkim rytm, bo inaczej nie wiedzą, jak się gibać]. ale jak przeszli do własnych utworów zostałam ze szczęką u stóp. romnalnie szok. coma po prostu odpada przy nich, staje się nadpatosem, błędną plątaniną wielkich pojęć. teksty, normalnie to perełka. potem było bad apples [nie wiem, czemu kojarzy mi się z ostatnim albumem +SP, ale może to tytuł tamtego albumu jest z czegoś zerżnięty, nieważne...]. olek jest niesamowity. nie widziałam go nigdy wcześniej na koncertach. nie mówię, że wokalista nienerwowo był statyczny, ale olek to masakra - jednocześnie na scenie i w tłumie, tak jakby nie mógł się zdecydować, czy lepiej być wyżej, czy z ludźmi. wokalnie po tym pierwszym gościu wypadł o klasę lepiej, ale chłopak ma podejście do muzyki, kilka razy słuchałam jego gadania, więc mogę tak to ocenić. generation gap - no niestety - nie zmogłam. znaczy dobrze grali, ale grunge zbyt mocno chyba rozdarł stare rany, że tak się patetycznie wyrażę i wyszłam, a samiec ze mną. a może tylko miałam trudne dni. olka spotkaliśmy jeszcze na zewnątrz. zdecydowanie chłopak mija mnie wzrokiem. samczysko śmieje się, że on ma chyba do mnie takie podejście, jak trzype do samca. cóż. nie należę do dziewczyn, które MUSZĄ mieć dobre kontakty z kolegami swojego faceta.
14:58, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »