Skopiuj CSS
sobota, 17 czerwca 2006
ha. jako, że bawiłam się miernie, a raczej humor miałam zdupcony jak cholera, to ocena będzie jak najbardziej obiektywna. narpiew to spóźnili się półtoraej godziny. próby były. a jeszcze wcześniej to była jazda, bo nie mieli pieczątki przy wejściu, więc czekaliśmy na nią. no, ale opieczętowaliśmy, zajęliśmy miejsca przy panie bodajże marianie, tym co ustawiał proporcje dźwiękowe [pozdrawiamy serdecznie, odstraszacz skuteczny, potem wyjaśnię...] i czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy. zaczął grać zespół nienerwowo. covery spoko. przy "would" wydawało mi się, że coś przekręcił tekst, ale okazało się potem, że to on miał rację, nie ja. fajnie grali, ale kolo śpiewał gardłem, więc ginął jego głos wśród instrumentów [panie marianie - grunge to nie jakiś pierdolony metal, gdzie się robi duży hałas, w grunge'u podtsawą jest WOKAL i GITARY. poza tym nie jesteśmy na zlocie dyskomułów, które muszą mieć przede wszystkim rytm, bo inaczej nie wiedzą, jak się gibać]. ale jak przeszli do własnych utworów zostałam ze szczęką u stóp. romnalnie szok. coma po prostu odpada przy nich, staje się nadpatosem, błędną plątaniną wielkich pojęć. teksty, normalnie to perełka. potem było bad apples [nie wiem, czemu kojarzy mi się z ostatnim albumem +SP, ale może to tytuł tamtego albumu jest z czegoś zerżnięty, nieważne...]. olek jest niesamowity. nie widziałam go nigdy wcześniej na koncertach. nie mówię, że wokalista nienerwowo był statyczny, ale olek to masakra - jednocześnie na scenie i w tłumie, tak jakby nie mógł się zdecydować, czy lepiej być wyżej, czy z ludźmi. wokalnie po tym pierwszym gościu wypadł o klasę lepiej, ale chłopak ma podejście do muzyki, kilka razy słuchałam jego gadania, więc mogę tak to ocenić. generation gap - no niestety - nie zmogłam. znaczy dobrze grali, ale grunge zbyt mocno chyba rozdarł stare rany, że tak się patetycznie wyrażę i wyszłam, a samiec ze mną. a może tylko miałam trudne dni. olka spotkaliśmy jeszcze na zewnątrz. zdecydowanie chłopak mija mnie wzrokiem. samczysko śmieje się, że on ma chyba do mnie takie podejście, jak trzype do samca. cóż. nie należę do dziewczyn, które MUSZĄ mieć dobre kontakty z kolegami swojego faceta.
14:58, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 czerwca 2006
jezu, to był mecz, ja normalnie kciuki rozprostowywałam w bólach potem chyba do pierwszej nad ranem. ale warto było oglądać. chłopaki grali jak marzenie. żałuję, że nie widziałam miny pewnej cipy, która do roboty przyszła w czapeczce niemiec, twierdząc, że "nasi" i tak nie wygrają. musiała nieźle głupieć, jak minęła dziewięćdziesiąta minuta, tu nic, niemcy dalej nie mogli sobie poradzić z magiczną zasłoną wiary kibicowskiej, bo to dało borucowi tyle szczęścia. nie, nie twierdzę, że grał źle, powiem, że patrzyłam na niego z taką samą przyjemnością, jak swego czasu na ravelliego, aczkolwiek tylko samiec zrozumie wagę tego komplementu... polubilam smolarka, kurde, taka wsza, małe to, cienkie, a żywotne jak nie wiem co. no i Walczący Jeleń. niesamowity po prostu. reprezentacja polski grała po mistrzowsku, z oglądanych przeze mnie w jej wykonaniu meczów to był chyba najlepszy. oczywiście już głosy - że sobolewski MÓGŁ nie faulować drugi raz, że to, że tamto, ale... przepraszam, jakie doświadczenie polska ma w finałach mistrzostw? niewielkie moim zdaniem. to tak jakby liczyć na to, że jakieś togo pokona no nie wiem, francję na przykład. remis byłby wieeeelkim sukcesem. przegrana w doliczonym czasie, kiedy gra się w dziesiątkę przeciwko jedenastu to też sukces. ja jestem z nich dumna, tak trzymać chłopaki! gierka słowna: tata wyszedł z pokoju. po chwili któryś z nas: -strzał na bramkę! tata: -kto szczał na bramkę? ja: -jeleń! gilon: -jakby się w lesie wychował! inna rzecz, że znowu gola nam wpakowali, gdy mama wyszła z pokoju po igłę. normalnie ją pokrzyczałam, jak mi to powiedziała. przez całe eliminacje strzelali nam gole, jak przestawała oglądać mecz. i nic ją to nie nauczyło!
wtorek, 13 czerwca 2006
leskowiec - szok po prostu. ja bym radziła zabierać jakąś dokładkę na drogę. elementem próbnym zwykle dla mnie są pierogi z grzybami i kapustą, które po prostu zawsze lubię. były owszem - smaczne, domowej roboty, ciasto wyśmienite, nadzienie idealne. ilościowo mało. jak na porcyjkę za 7zł w miejscu, gdzie na pewno jest spory dochód [groń jana pawła II], to mogliby się bardziej postarać.
11:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
byliśmy na leskowcu. ja pindolę, normalnie trasa jak marzenie, do dziś ją czuję w piszczelach, miałam adidasy [z lenistwa, bo nie chciało mi się jechać po stare glany do blondie ani szukać traktorów], więc nogi nie miały usztywnionych kostek, wszystko szło na łydki. a moje łydki nie potrzebują przytycia! wracając do trasy. w sumie nie taka ciężka, skoro my [ostatnie wyjście na szlak w październiku :/], przeszliśmy ją w czasie krótszy niż pisany, znaczy że nie jest trudna. niezmiernie widokowa, no po prostu nie wiadomo, gdzie oczy zwrócić - czy na drzewa "dosamegonieba", czy na doliny, część ścieżki pochylona w bok, wąska, jak się człowiek potknie, to wpadnie w przepaść. żartowałam, tak mocno to nie było. ale ładnie. mało zwierzyny, no, ale co chcieć od trasy, gdzie non-stop ktoś idzie? a potem na dole w andrychowie targi pszczelarskie... kupiłam sobie pyłek kwiatowy do żucia, niby na odporność, ale jak na razie pomógł mi na gardło, które swędzi odkąd pogoda się "poprawiła [:/]. nie znoszę lata. nie znoszę nagłego lata, nawet góry tracą dużo uroku przy takiej pogodzie, bo wracając mój głos robi się dziwny. ale wracając do targów - kupa ludzi, jakieś występy, jakiś dzieciak, może półroczny podpijał ojcu piwo, jak nikt nie widział, szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, bo tak to nigdy się nie dowiecie, jak to robił... powrót na śpiąco. pamiętam bielsko, a potem tychy.
Tagi: góry
09:25, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 czerwca 2006
nadal nie umiem dodać zdjęć do notek, to jakaś choroba, cy cuś?

jest poranek, samczysko śpi, ja już nie umiałam - ile można? w ciągu dnia, po nocce spałam ponad osiem godzin, potem od wieczora [...kto by nie zasnął po...] pięć.
wieczór był cudowny. samiec lekko załamany po wyniku meczu, bo całokształt meczu wyszedł według mnie całkiem ładnie, nasi grali, a nie przyglądali się grającym rywalom, końcówka to był rozpaczliwy atak, rozpaczliwy, ale nie nieprzemyślany, atakowali raz za razem, tylko niestety w słupki i poprzeczki, ale jakkolwiek często patrząc na naszą reprezentację mam wrażenie oglądania meczu w zawodach dziesięciolatków, tym razem to wszystko jakoś tak... miało ręce i nogi. sędzia jakiś ciulaty, aże się uniosłam, bo tu faul nieodgwizdany, tu odgwizdane coś, co faulem nie było [to nawet nie była sytuacja sporna jakaś], tu jakiś spalony, którego nie było, tu się zagapił, tam się zagapił, a myślałam że skośność oczu nie wpływa na umiejętność patrzenia...

za to potem? samiec jeszcze się rozżalał, aczkolwiek chyba troszkę nawet był dumny z tej gry polaków...
...ale szybko odwróciłam jego myślenie na myślenie o mnie. bo w tej kwestii raczej nie ma większych błędów, nie ma gwizdków, spalonych, faul to był w sumie jeden, ale po, bo chciał się wesprzeć na mnie i omal mi żeber nie połamał i ręki, normalnie już czułam, jak mi ramię wyskakuje ze stawu barkowego.
zasnęliśmy od razu.

a mi się śniło, że jechaliśmy do reala po co? po ptysie. i spotkaliśmy przed wejściem, przy kasach moich rodziców. i mama powiedziała mi, że sprawdzała już. i ptysiów nie było.

to już tydzień. siódmy dzień, kiedy szukam na śląsku ptysiów z prawdziwego zdarzenia - z kremem z białek. bo dorwałam jednego ptysia, który owszem, wyglądał nieźle, ale po otwarciu go zobaczyłam, że jest z masy ciastowej. mimo to postanowiłam zjeść. zjadłam pół smakował tak, że zastanawiałam się, czy nie sprzedano mi plastikowej atrapy. oddałam nuce, która po nim zaczęła tracić równowage. ale już jest ok.
czwartek, 08 czerwca 2006
johnson & johnson holiday skin do jasnej karnacji: generalnie w zeszłym roku byłam bardzo zadowolona - dawał lekką opaleniznę, nawet ja nie wyglądałam żółto w nim. skóra nie potrzebowała dodatkowego balsamu, zachowywała przyjemną gładkość i miękkość.[5, jedyny minus to zapach, ale można się do niego przyzwyczaić]
obecnie jestem nim zawiedziona - cholera - co oni do tego dodali? zostawia plamy na nadgarstkach, stracił wiele ze swojej wygody stosowania - kiedyś nie trzeba było odczekiwać, wyczekiwać, teraz nie ma mocnych - praktycznie zszedł do poziomu zwykłego samoopalacza. kiedy schodzi opalenizna wytowrzona przez niego, zostają okropne plamy.[3,5]

venita - solar - samoopalacz w sprayu: ładnie się nakłada. ładnie pachnie, tak słodkawo. po przepisowych trzech godzinach opalenizna jest lekka, delikatna.
po sześciu zostaje żółta maska wyobraźcie sobie, że użyłam go przed imprezą... miałam ochotę uciec, jak w kiblu przez przypadek spojrzałam do lustra. na szczęście nie było tam żadnych bab, a faceci nie przywiązują wagi do takich rzeczy, zresztą pijani byli... masakra. koszmar. bardzo wysusza skórę, więc najlepszy na niego jest dobry krem.[2,5
]

testowany obecnie:
johnsos & johnson - holiday skin na noc
johnson & johnson - holiday skin do twarzy, cera sucha i normalna
kolastyna - brązujący balsam do ciała dax - karmel brązujący
Tagi: kosmetyki
17:08, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (3) »
a jednak... najwyraźniej mam wolne w piątek. rodzice ciągną mnie w góry... dawno nie byłam tam, a na leskowcu to chyba z dziesięć lat. znowu wciągnąć świeże powietrze w płuca, znowu czuć zmęczenie w łydkach i całej reszcie, padać na łóżko i zasypiać bez problemu...

nie narzekam na śląsk. uwielbiam go, chyba nie zależy mi, żeby się stąd wyprowadzać - przecież tu jest całkiem zielono i ładnie, ten śląsk i zagłębie z XXIw. to nie to samo, co w XIX i XX. teraz jest tu czyściej, spokojniej.
owszem, miasta górnicze nadal straszą, ale coraz więcej parków, lasów. w centrum katowic sokoły, na muchowcu drozdy, w mysłowicach bażanty i nietoperze, sarny, zające, w jaworznie dziki i lisy.

jest cudownie, tylko trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć. niebo bywa szare, ale nie częściej, niż na przykład na końcu świata pod kielcami, czy na turbaczu.
jeśli miałabym się wyprowadzić, to gdzieś niedaleko, ale w gęsty las...
16:57, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
jest głosem wcześniejszego pokolenia, które ma nadzieję na to, że my, ludzie młodsi od nich o 10-15 lat, nauczymy się na ich błędach, nie staniemy się ciemną masą, że weźmiemy na siebie ciężar sprostowania tego kraju, że będziemy uczyć ich dzieci tego, co dobre, a nie tego co wygodne. głosi wolność jednostki i masy. znosi wszelkie przejawy władzy, a jednak sam w sumie jakąś władzę ma. jak dobry starszy brat, który martwi się o to, ze może rodzice nie koniecznie dużo czasu poświęcają jego młodszemu rodzeństwu. bardzo nie chcę, żeby go zabrakło, bo co wtedy będzie??? nie widzę w jego dziedzinie żadnych godnych następców. może jeszcze ktoś wyrośnie. o kim mowa?
Tagi: muzyka
07:18, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 czerwca 2006
jest kilka piosenek, które po prostu potrafię zaśpiewać, a może tylko mi się wydaje. jedną z nich jest "epitafium dla samej siebie" 2+1. czemu twierdzę, że mi się wydaje? w życiu nie myślałam, że mnie trema zżera tak podstępnie, ale w pamięci mam ten jeden raz, kiedy przyszedł pan marian, który szuka ludzi do kapeli i wtedy... boże, porażka normalnie, nadal mam kaca moralnego i artystycznego po tym. jak to jest? nie umiem wytworzyć sobie dystansu, kiedy ktoś jest tak blisko mnie. a dopóki nie będę się czuła sama w pomieszczeniu [trans jakowyś, cy cuś?], to nie zaśpiewam z głębi serca. wczoraj w nocy, jak w radio leciało "mój" goyi, to aż zamknęłam drzwi, żeby przypadkiem ktoś mi nie wlazł, żebym mogła czuć się bezpieczna. bezpieczna? chyba, gdybym naprawdę tak dobrze śpiewała, to nie czułabym się zagrożona tym, że ktoś może usłyszeć, jak śpiewam, czyż nie? a jednak... jakoś tak. dzikus jestem i tyle, a ostatnio coraz większy pod tym względem...
Tagi: śpiewanie
18:00, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 czerwca 2006
tenbit nadal nie działa, zeźliłam się więc.
może zacznę kopiować notki stamtąd tutaj?

w pracy sajgon po prostu, kiedyś robiło się po dziesięć godzin bez problemów, teraz po jednej takiej nocce byłam zombie, wlokłam się przez korytarz, w sumie nawet nie wiem po co, wtedy też nie wiedziałam, chyba tylko i wyłącznie po to, żeby nie zasnąć siedząc.

pani aisa coś się zająknęła, kiedy powiedziałam jej, że JA to przeżyję, bo JA mam urlop za tydzień, jakby chciała powiedzieć, że go nie dostanę, cy cuś. heh - na cztery sezony urlopowe w tej firmie, dwa razy miałam zmieniany termin urlopu planowanego, a tym razem jest mi bardzo potrzebny. jeśli ktoś mi zrobi problem, to powiem kierownikowi tak, jak on mi powiedział, kiedy nie chciałam urlopu w kwietniu [wtedy wyszło dobrze dla moni, bo ona sobie wzięła...]...

nieważne. obiecałam nie marudzić, a tu tyle okazji.
jeszcze na dodatek słońce napierdala świeci, cóż jak się wali to wszystko...
Tagi: praca
18:35, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 czerwca 2006
a tak się cieszyłam na rodzinną imprezkę... sama rozkosz miala być, picie [inni by pili, bo ja przed robotą], rozmowy, w ogóle - kozusia margolcia no i to powinno wszystko tłumaczyć, jak dla mnie ona jest ośrodkiem rodziny i zainteresowania własnego w chwili obecnej... i gówno. pati na L4, zastanawiam się, czy mam z tym coś wspólnego, nie wiem na razie czemu, ale zawsze w takich wypadkach dziwny dreszcz mnie przechodzi, chyba za dużo filmów i książek. aha - zapomniałam napisać o konsekwencjach - ja mam na 20, a nie na 22, msza za babcię jest o 18, więc nawet na mszę nie idę, bo jadę na 19 na gisz, żeby spotkać się z samcem... pierdolę taki system, chociaż w sumie wali mi to. nie bardzo mam ochotę się widzieć z pati, przyznaję. tak z tydzień i myślę, że jej foch przejdzie, bo to nic innego niż zwykły babski foch - ok, przyznaję, że ma powody by być zmierzłą, ja na jej miejscu zamarudziłabym kogoś na śmierć, nie się cieszą wszyscy ci, co nie są w mojej liście numerów na komórku. tak że, jak zwykle soczewiczka wielce psycholog i stoik usiłuje wszystkim pokazać, jaka to jest wspaniałomyślnie rozumiejąca i wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr... ulżyło trochę.
Tagi: plotkara
14:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 04 czerwca 2006
jak ja kocham te noce razem... poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu, że nie trzeba uciekać, nie trzeba gonić.

najpierw spacer po lesie. trochę po lesie, więcej kolejową. nietoperz. uroczy widok. pociągi. domki jednorodzinne - samczysko, jeśli by się udało, to przecież możemy zaadoptować mieszkanie nad nami, jakby się zwolniło... nawet gdybyśmy mieli płacić dwa czynsze, to będzie nas stać... potem w domu...
my. zabawa do upadku z łóżka, dziwne - są rzeczy, których nie opowiadam, że też jest coś, o czym trudno mi mówić, ale spadliśmy z łóżka, a właściwie to samiec chciał mnie przerzucić na swoja lewicę, no i pociągnęłam go za sobą, bo był na krawędzi łóżka.

były obietnice i nadzieje, były marzenia. następna taka noc pewnie za jakiś tydzień...
Tagi: seksualnie
20:34, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 czerwca 2006
głupie to jest to, że się słucha jakiegoś zespołu przez całe życie, a potem nie umie przypomnieć tytułu JEDNEJ piosenki, w moim przypadku "in the arms of sleep" [na razie nie moge nawet czcionki pochylić, bo siedzę na operze, a opera mojego brata nie ma tych wszystkich bajerów...] słuchałam ostatnio sheryl crow. kiedyś ktoś w radio powiedział o rodzie stewardzie, że ma piasek w głosie. on? on ma żwir, sheryl crow ma piasek w głosie. najbardziej suchy głos na świecie, no!
Tagi: muzyka
13:14, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
bałaganiarz z natury, zmuszona do trzymania porządku. albo na odwrót, mogło byc i tak, że z natury jest porządna, a jej non stop ktoś balaganił. jak się wkurzy to lata ze szmatką i sprząta z rodziny wielodzietnej, górniczej, znaczy klasa średnia uprzywilejowana. całe życie w walce o lepsze traktowanie. działania głownie instynktowne, mieszane z reakcjami stresowymi. spryt działania i techniczny wysoki. umiejętność dwużycia - inna dla niżej postawionych, inna dla tych wyżej. szybko uznaje własną słabość i nie próbuje zmienić swojej pozycji na drabinie spolecznej. instynkt samozachowawczy rozwinięty iście po kobiecemu, podpowiada uległość wobec silniejszych, co sprawia, że czuje się źle, w głębi serca odczuwa dyskomfort z powodu tego, że nie ma odwagi być sobą, a raczej zaspakajać własnych potrzeb, czy sklaniać innych, by jej w tym pomogli, co wyładowuje na jednostkach, które uważa za slabsze. wobec muru obojętności w razie, gdy atakuje - jest bezsilna, to broń, która jest jej obca, sama nie umie jej zastosować, wszystko bierze zbyt mocno do siebie. nie umie przyznać się do błędu, więc nigdy nie wyciąga ręki na zgodę, nigdy się pierwsza nie uśmiecha.
Tagi: plotkara
12:41, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 czerwca 2006
oszalałam. ostatnie kilka dni należą do pana b.c.
tak jakby pomagało mi to przetrwać mój gniew i to, że uparłam się, że nie wyciągnę ręki do zgody

osiem godzin bez jednego słowa. myślicie, że to trudne? nie, skąd. trudne jest potem wydanie z siebie jakiegoś dźwięku. nie to, że nie umiem potem śpiewać. ja nie umiem mówić!

ale generalnie... where boys fear to tread mnie rozbija na kawałeczki nikt tak nie umie zaśpiewać suck suck suck kiss suck suck suck smile, ale na krótko - zaraz potem jest thirty three i czuję się zdecydowanie lepiej. zamykam oczy, odpływam... jest lekko, chłodno, wiatr, trzeba założyć glany, coby wiatr na płaszczu nie uniósł, steeple guide me to my heart and home...
jest spokojnie. i zawsze ktoś czeka.

jak można tego nie lubić? jak można podziwiać ludzi tworzących techno? podczas gdy na świecie istnieje tylu wykonawców, którzy nie zrzynają z nikogo i niczego no i nie zarzynają muzyki i klasyków?
Tagi: ja muzyka
12:23, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
to wszystko działa pod górkę, a biorąc pod uwagę to, że tenbit wygląda zdecydowanie ładniej, to będę tutaj tak długo marudzić, aż się przyzwyczaję, aczkolwiek heh - myślę, że minie z 700 notek, zanim przyznam, że mi się tu podoba. na razie pracuję nad dodawaniem zdjęć do notek. troszkę mnie to przerasta.

11:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
czwartek, 01 czerwca 2006
heh... film dla dzieci, nie przeczę. poczucie humoru chwilami porywało, ale ja mam chyba czasem zbyt pozytywne podejście do filmów i zastanawiam się czasem, czy coś było aż tak smieszne, jak mi się wydawało. genialny był pod względem wizualnym. każdy ruch zwierzątka był jak żywy, każdy włos na grzywie lwa poruszał się jak prawdziwy, oczy były zwierciadłem dusz... niesamowite. widoki porażały po prostu, uwielbiam chodzić do kina i wychodzić zadowolona. to było pod względem technicznym lepsze od schreka, od nemo, normalnie od wszystkiego!
20:59, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 maja 2006
jeśli samiec twierdzi, że było beznadziejnie, to znaczy, że tak było.
on jest optymistą, zwykle patrzy jakoś tak z sympatią na naszą reprezentację, ale tym razem nawet jemu łapska opadnęły. aż jestem przerażona. dla mnie mecz jak mecz [cholera, znów będę spać na podłodze :)], czype nawet była na śląskim na nim, dziś wysłała mi info, że piłkarze tłumaczyli się, że woleliby grać w warszawie, że śląski nadaje się na koncerty, a nie do gry.
ja pierdzielę - francuskie pieski, gąbeczkę pod pupcie podłożyć, coby się nie spocili? kiepskiej baletnicy wadzi rąbek u spódnicy.

przyznali by się, że no - mieli zły dzień [wszyscy na raz - to tak jak u nas w robocie kobiety zachodzą w ciążę stadami, ale ok, różne rzeczy się zdarzają...]
nie czepiałabym się.
ale w zderzeniu z takim tłumaczeniem daję im pierwszą nagrodę w absurdalnych tłumaczeniach - nawet przed panem posłem, który tłumaczył, że alkohol jest dla ludzi, kiedy rmf wykrył, że podczas wizyty papieża w reastauracji sejmowej dało się kupić wysokoprocentowy alkohol...

to na tyle. mecz jaki był taki był. porażką są zawsze słowa.

no, dobra, spróbuję się opisać, skoro nie wiadomo, kiedy będzie działał tenbit.

25 lat.

albo mniej, albo więcej, zależy jak kto na mnie spojrzy.

pracownik hurtowni farmaceutycznej.

przemądrzała pani psuedopsycholog na www.hattrick.org

z rogami. bodę, gryzę i tak dalej. mam samca z kozią bródką, w sumie to nie wiem, czy najpierw był on, czy moja kozowatość.

kozy umiem doić i paść. znaczy pasą się same, ja je tylko wyprowadzałam. poza tym jeszcze są burunduki, fretki, prawdopodobnie aksolotle, bojownik, szczur, kot i wilczur. w tej chwili to wszystko jest jednym kundelkiem, nuką. to taka podła istota, która mnie kocha wtedy, jak mnie potrzebuje - czyli dokładnie tak, jak wszystkich kocham ja. za to stroi niesamowite miny.

aktualnie próbuję poukładać sobie świat, co niezbyt mi wychodzi, bo jak gdzieś udaje mi się złapać oddech, to z drugiej strony dostaję kopa. prawdopodobnie całe życie będę musiała walczyć o wszystko, na czym mi będzie zależało, ale nie martwi mnie to, bo jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym żałowała, że czegoś nie mam.

no i kocham trzy wspaniałe kobiety. one wiedzą, ja też, wcześniej, czy później się ujawnią.

i w ogóle to życie jest piękne, a jeśli nie piękne to na pewno zabawne.

jutro idę na "dżunglę" z kat. może dołączy do nas czype. dzień dziecka w końcu mamy, no nie?


Tagi: ja
15:53, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
musiałam. potrzebuję odmiany, bo zwiariuję. czasem mam ochotę krzyczeć i jestem naprawdę bardzo, ale to bardzo zdziwiona, jeśli w tych chwilach udaje mi się nie płakać.
kid to po angielsku koźlę. a wolverine do rogue mówił kid.

niestety wszystkie możliwe nicki były zastrzeżone, bądź zajęte. nie będę się nazywała rogue-ileś-tam, czy coz-ileś-tam, chciałam krótko, a jak nie mogę krótko, to spadać, będzie długo.

właściwie to zrobiłam to dlatego, że tenbit niemożliwie nawala.

z myśli wolnych - czekam na maila od kolegi z ht. miałam mu pomóc w problemie, akurat nie bardzo się czuję na siłach, żeby mu pomagać, ale spróbuję.

musiałam cokolwiek napisać.

nie będę się przedstawiać, to nie ma sensu - wszystko co o mnie chcecie jest na http://blog.tenbit.pl/coz607

tylko na razie tenbit nawala.
15:27, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
1 ... 51 , 52