Skopiuj CSS
niedziela, 25 grudnia 2016
Wczoraj... Układanie klocków Lego do 23:30. Na Pasterce byliśmy jakieś pięć minut, bo Janka stwierdziła, że o tej porze powinny być jakieś żywsze kolędy, a nie takie smęty.

Dzisiaj... No, dzisiaj lepiej, bo obiad u teściów, a potem kolacja u rodziców. Miło spotkać rodzinę, niestety, Jana łapie właśnie anginę, więc byliśmy spóźnieni i nie w humorze.

Byliśmy nawet na mszy. Kazanie było całkiem ciekawe, ksiądz mówił o tym, kogo jeszcze ustawiłby w szopce. Że cudzołożnicę, że kobietę, która miała pięciu mężów, z szóstym żyła w konkubinacie, że tych wszystkich Samarytan i celników, setników i tych, którzy w Jego czasach byli skreślani z życia religijnego.

I wypadło znowu tak, jak zawsze w kościele - przypowieściowo. Wypadło tak, jakbyśmy patrzyli z punktu widzenia telewidza, oglądającego telenowelę (wiem, powtórzenia, ale przemawia przeze mnie alkohol). A o ile piękniej byłoby (przynajmniej dla mnie, z punktu widzenia bywalców kościoła byłoby dużo mniej zjadliwie), gdyby powiedział, że widziałby w szopce obecnych rozwodników. Kobiety, które usunęły ciąże. Ludzi, którzy uczestniczą w procesie in vitro. Ludzi innych wiar.

A potem życzył politykom rządzącym, żeby nadal szerzyli dzieło patriotyzmu.
Dlaczego nie życzył im więcej tolerancji? Chory patriotyzm szerzą oni bez wspomożenia boskiego. Dlaczego nie życzył miłości?

Wiem, wiem. Tam nawet dobry Boże nie pomoże...
19:45, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2016
Chciałam cokolwiek napisać, ale znowu mi się blokuje myślenie przez myślenie.
Dotrwałam do Wigilii. Jest wcześnie rano, po dziewięciogodzinnej nocce (jakiś czas temu udało nam się zamknąć taśmę w godzinę, dzisiaj trwało to dwie), zmęczona tak, że nie mam ochoty nawet na sen.
A trzeba się wyspać szybko.

Mam ten dziwny stan, kiedy w środku mnie pojawia się bunt przeciwko świętowaniu. Dziewiąta Wigilia zaprawiona goryczą. Szesnasta odkąd zaczęłam liczyć straty przy wigilijnym stole.
W takie dni myślę o tych, których nie ma, chociaż powinnam doceniać tych, którzy są.
Cieszę się, że są.

Ale mimo to...
Nie, nie chce mi się płakać, to raczej rodzaj zniechęcenia. Nie płakałam ostatnio nawet wtedy, gdy śnili mi się babcia Zosia i dziadziuś Olek. Obudziłam się z takim... Hm, może to dlatego, że śnili mi się po raz pierwszy razem i zdrowi?

Życzę Wam, żebyście potrafili podać sobie dłonie nad stołem, żeby te Święta były szczere, a każde życzenie przemyślane. Żebyście nie myśleli o fałszu, tylko znaleźli w sobie odrobinę życzliwości.
A poza tym, tak cichutko - życzę Wam wszystkim muzycznych uniesień na miarę tego, co przeżyłam w sierpniu.
I życzę miłości do siebie samych, szczerej, prawdziwej, taka, która nie pobłaża zbytnio i nie idealizuje.
I życzę Wam wszystkim, żebyśmy się w tym roku spotkali na naszej dziesiątej rocznicy ślubu.
;) 
05:47, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 grudnia 2016
W takie dni, jak ten, dochodzę do pewnych granic.
Tak zmęczona fizycznie, że nie mam siły płakać.
Mam ochotę tylko wcisnąć się w samcowe ramiona i zasnąć.
Jak ja marzę o śnie.
Tak bardzo, że wydaje mi się, że zasnęłabym w każdej sytuacji.
W takie dni czuję się tak krucho, że płaczę podczas słuchania muzyki.
Phi, nawet podczas tłumaczenia Jance jakiejś świątecznej piosenki, że chyba najlepszy prezent na Święta, to spędzenie ich z Tobą też miałam problem z utrzymaniem stabilności głosu.
Może to ten klimat, może to to, że nie umiem słuchać tych wszystkich słodkich piosenek z taką naiwnością, jak dziesięć lat temu.
Może po prostu brak mi tych wszystkich, których nie ma.

A może żałuję, że nie pociągnęłam L4, gdybym poczekała z decyzją do soboty, to wróciłabym do pracy dopiero po Świętach, bo nadal czuję się taka słaba.
16:22, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Nie czuję się tu bezpieczna.
16:44, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 grudnia 2016
W 2003 roku zrobiłam łańcuchy ze sreberek po czekoladach. Co roku wrzucam je byle jak do pudła, myśląc, że jak w następnym roku nie rozplączą się same z siebie, to wywalę (a ja wspominam, jak Nuka w pierwsze Święta u nas pozżerała mi gwiazdki, które były luzem i potem chorowała)...

I co roku spędzam co najmniej godzinę na rozplątywaniu ich (w tym roku z dodatkową atrakcją w postaci wplątanego druta oraz łańcucha z piórkami). Święta nie są czymś, co da się wbić w modę, modzie podporządkować. Święta są same z siebie poskładane z sentymentów i tradycji. Bombek używam tak długo, aż popękają, kilka kupiłam na początku naszego wspólnego bytowania (w poświątecznych promocjach kupuję za grosze, bo czasem z powodu jednej pękniętej w komplecie cena spada o 90%), ale większość dostałam w spadku po Babciach i Cioci.

Nawet lampki mam takie, jakie mieliśmy w dawnych czasach, w kształcie świeczek przypinane do gałązek. Właściwie tylko choinkę co roku mam nową, bo żywą. To tak, jak z jedzeniem mięsa. No, żal zabijać, ale cholera, bez tego to nie to samo.

Czuję się chora do kwadratu. Wczoraj telefon z pracy i pierwszy raz w życiu nie czuję się w ogóle, nawet szczątkowo wypoczęta, a nawet bardziej chora jestem teraz, niż wtedy, gdy szłam na L4.

Jana ma znowu hodowlę we włosach. Nienawidzę zakłamania ludzi, tego bezsensownego wstydu, który naraża innych na problemy. Bo ja od razu zgłosiłam, jak miała i nie robiłam z tego tajemnicy. Wiadomo, że od kogoś złapała, a był to czas, że nie miała kontaktu z dziećmi poza szkołą, więc wiadomo, że z klasy.
I znowu ktoś nie poinformował, bo dawno nie mieli sprawdzanych głów, w sumie ostatni raz wtedy, jak ja zgłosiłam.

Bez sensu są ludzie, nie lubię ich.
21:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 grudnia 2016
Poprzednią usunęłam nie dlatego, że padły w niej słowa krytyki pod względem Lee, czy Kat, ale dlatego, że przez inne osoby mogłaby zostać źle zrozumiana, a jednak czytają to ludzie ode mnie z pracy i jeszcze mogliby odnieść to do siebie, a wtedy...

No.
O Lee mogę napisać drugi raz - że wiem, że może być dla mnie destrukcyjna. Że może źle wpłynąć na mój powrót do normalności. Że może mnie zatrzymać.
Mimo to, nie zrezygnuję z tej znajomości i niech świadczy to o moim poczuciu siły.

O Kat też - że to, w jaki sposób przejawia się jej sympatia do mnie, bywa wkurwiające i byłoby poniżające (ktoś kiedyś na fb, jakiś znajomy znajomego ocenił nas jako wzajemne hejterki), gdyby nie to, że mam fchuj poczucie humoru, a ona w nie wierzy. W sumie na nasz stosunek do ludzi ma wpływ to, jakimi nas widzą.

No, mogę też napisać, że jestem gorsza od ludzi oceniających ludzi od pierwszego wejrzenia, bo są tacy ludzie, których oceniam przez pryzmat tego, z kim się związali. Np: lubię bratową Kat, bo wiem, jaki jest jej brat i laska, która z nim wytrzymuje, musi być bardzo mądra i stabilna.
Lubię też żonę faceta, który zrobił mi Iowę, bo też jest specyficzny, ok, nie znam go tak dobrze, jak znam B., ale mimo to moja opinia o niej jest całkiem niezła.
Wiedziałam też, że łatwo przyjdzie mi polubić żonę kolegi z pracy, bo on też należy do ludzi, do których trzeba cierpliwości.
Tak, Iownkę też lubiłam, zanim ją dobrze poznałam, bo mój brat bywa ciężkim przypadkiem.
GOPRosię też, ale Kryzys to w inny sposób.
I tak samo Karo - bo jej mąż też potrafi działać na nerwy.
I to nie chodzi o to, że lubię kobiety, które wiążą się ze ZŁYMI facetami. Wszyscy wyżej wymienieni są raczej dobrymi chłopakami. Nie mówię o dziewczynach, które twierdzą, że "łobuz kocha najmocniej", a ciemne okulary noszą częściej, niż ja.
Jeśli słyszę, że jakaś jest związana z alkoholikiem, czy damskim bokserem i twierdzi, że on się zmieni, to wiem, że jej poziom naiwności jest zbyt wysoki na moją tolerancję.
Tak, tak, sama też jestem z facetem, który lubi wypić, dlatego właśnie nie pije i niech to świadczy dobrze o jego miłości do nas.

Rzadko jednak zdarza mi się nie lubić na pierwszy rzut oka. Trudno mi skreślić, zazwyczaj jest coś dobrego, np: kiedyś pracował u nas facet, którego od pierwszego wejrzenia nie lubiłam, ale czasem potrafiliśmy pogadać - o psach, tatuażach, czy muzyce.

Chyba wyszłam na jakąś pieprzoną Pinkie Pie, że tak z entuzjazmem o wszystkich. W nosie to mam, właśnie przypomniałam sobie czwarty projekt, który mam w głowie, jak już zrobię ten, na który jestem umówiona i trzy inne. Nie, tych trzech pozostałych nie zdradzę, chociaż jeden z nich jest już zrobiony, drugi czeka na decyzję, a trzeci mam obiecany od... Hm, dawna.

"Kuba", J. Błaszczykowski, M. Domagalik, str. 151. Poryczałam się, wspominając podobną scenę z własnego domu, z roku 2007.
Musiałam to napisać. Jakby kiedyś, coś, ktoś.
Książka, jak książka, ale to rozdziera serce.
13:12, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 grudnia 2016
Dawno temu przeczytałam pierwszą książkę - opowieść o życiu kobiety w Arabii Saudyjskiej. Pamiętam szok, jaki przeżyłam, może to właśnie od tego zaczęło się moje zainteresowanie kwestią wolności kobiet.
Pierwsza rzecz, jaka mnie uderzyła w "Łzach księżniczki", to to, jak wielką wagę Sułtana przywiązuje do wolności, do tego, by nie ograniczać swoich dzieci. Pobłogosławiona dwiema córkami o silnych charakterach, cierpi czasem z powodu rozbieżności ich przekonań (Maha to kopia matki, opętana demonem wolności, Amani -przeciwnie, po przeżyciu religijnego oświecenia staje się wręcz islamskim "betonem", chcącym podporządkować mężczyznom wszystkie kobiety), a jednak nie przekonuje Amani na siłę do swoich racji, mimo iż córka podkopuje swoją postawą wszystko, o co Sułtana walczyła całe życie. Z jednej strony - taka matka to skarb. A z drugiej - przeraża, bo zdaję sobie sprawę, że nie potrafiłabym tak patrzeć na to, jak moja córka ładuje kolejne kobiety w piekło więzienia (bo sama, pomimo niechęci rodziców do tego, zgodziła się, czy wręcz wymogła na nich, zaaranżowanie przez nich małżeństwa, a oni, jako rodzice - wybrali uważnie i dobrze dla niej, jednak fanatyczka religijna niekoniecznie będzie potem patrzeć na dobro swoich córek w ten sposób, ok, za daleko myślami w przód poszłam, nie ufam ludziom, nie ufam religijnym fanatykom tym bardziej)...

A inna rzecz to to, że mamy w naszym kraju względną wolność. Wiele jest do zrobienia, ale ile zostało już dla kobiet zrobione, widzimy dopiero teraz, kiedy miłościwie nam panujący próbują nas zaszufladkować i nałożyć swoje kajdany przepisami regulującymi naszą płodność, nasze ciała, nasze kontakty międzyludzkie. Boję się tych czasów, które mogą nadejść.

Jak to ładnie w tej książce zostało gdzieś napisane, że tak naprawdę wszelkie ograniczenia dotyczące seksualności kobiet, np: ich ubierania się, nawet zakaz śmiania się istnieje, bo to rozprasza mężczyzn, tak naprawdę ośmieszają samców. Dokładnie, samców. Tak, jakby kobieta miała zbyt wiele władzy ("bierzcie ze mnie przykład, chodzę skromnie, a mam władzę, panowie, że ho ho! cały wielki świat należy do mnie!", że tak wyrwę mistrzowi z kontekstu), a mężczyźni (nie "mężczyźni", sorki, "małechujki" i długość brody tego nie zmieni) się jej boją.

To na tyle.

Angina + powolne spływanie zapalenia na krtań zafundowało mi tydzień w domu.
02:41, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 grudnia 2016
I grupę czytających książki też opuściłam. Nie potrafię identyfikować się z ludźmi, którzy chwalą się ilością. Miałam w pewnym momencie ochotę zrobić zdjęcie półki z moim pisaniem, w sumie - tak na ilość to jestem imponująco twórcza, ale byłoby to tak samo wartościowe. I te głaskanie się po główkach: "Jaka piękna kolekcja!".
Nie, nie zachwycają mnie nowe książki, nówki nieśmigane na cudzych półkach. Zachwycają mnie zniszczone książki trzymane w kurzu pod łóżkiem, żeby zawsze były pod ręką. Książka kupiona to przyjaciel (zaraz się wypowie Lenin o moim nawyku sypiania z książkami). Na ilość czytam te z biblioteki, żeby wyrobić sobie świadomość, co mi się podoba, kupuję tylko specjalne, które wiem, że będę chciała mieć przy sobie.

To tak, jak w życiu. Mam wielu znajomych, ale na stałe pozostają nieliczni.

Nadal zachwycam się tym, jak mówią Ukrainki, taką mieszanką polskiego i ukraińskiego, bardzo to ładne i miłe dla ucha, taki melodyjny język. Czasem stoję z nimi i słucham tylko. Osłuchuję się z tym językiem znowu muzycznie - tutaj, zwłaszcza, że wokal taki swojski.

Czasem żałuję, że nie mam głowy Samca do języków, on pewnie już by śmigał z nimi po ukraińsku. A ja?
Ledwie zaczynam rozumieć.
No i nadal znajomość cyrylicy u mnie taka, że ostatnio pytałam go, czy u jednej dziewczyny jest napisane "Julia".
14:55, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 grudnia 2016
Na niektóre pytania nie lubię odpowiadać, niestety - bycie matką zmusza do cierpliwego wytrzymywania naporu "dlaczegów" i "poców". Od urodzenia Jany zdecydowałam, że nie zostawię jej nigdy bez odpowiedzi, że żadnego pytania nie wyśmieję, nie skrytykuję, żeby na przyszłość nie bała się pytać.
Ale nie wytrzymuję. Czasem mam ochotę odpowiedzieć: "Bo, tak!" i dodać jeszcze brzydkie słowo na koniec. Fajnie, jak pyta z ciekawości świata, bo wtedy to ma sens, ale czasem są pytania, na które nie da się odpowiedzieć w taki sposób, żeby nie narzucać jej sposobu myślenia, np: "Dlaczego kogoś lubisz?"
A odpowiadanie po raz setny, że ludzi się lubi właściwie bez powodu, tłumaczenie miłości, że to też jest uczucie, które niekoniecznie musi być jakoś uwarunkowane, męczy mnie.
Jestem z tych, co nie lubią powtarzać.
Jak Michelle z ruchu oporu.

Swoją drogą, jeśli kogoś lubię, to normalni ludzie nie pytają, dlaczego.
A jak kogoś nie lubię, to zaraz miliony pytań, tłumaczeń, że może go dobrze nie znam, może się za szybko zraziłam...
Nie, to są podobne uczucia. Już na pierwszy rzut oka widzę, kiedy kogoś lubię/nie lubię. Owszem, czasem może się to zmienić, zazwyczaj na lepsze, ale rozwój znajomości jest zwykle kwestią zbiegów okoliczności.
Ja ludzi szanuję, doceniam, nawet jeśli nie lubię i nie pozwolę krzywdzić. Bo tak uważam, że sprawiam, że ten świat jest lepszy.
I nie pozwalam, aby moje negatywne uczucia rządziły moim postępowaniem.

Ale nikt nie może mnie zmusić, czy wmówić lubienie. Nie da się.

Pokochałam też na pierwszy rzut oka i co, nie miałam racji?
19:25, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 grudnia 2016
Tłumacząc "Warship my wreck" Mansona mam dyskomfort, ponieważ samego tytułu nie da się dosłownie przetłumaczyć.
Na swoim sektorze mam Coaxil, Lee, dobrze kojarzę, że kiedyś czytałam z Twojego powodu ulotkę?
Rozmowa z LM:
- Głupich nie sieją.
- Ej, gdzieś tam musiało być nasienie.
- Chyba męskie
- No, a o czym ja mówię?
- O zalążkach mózgu...?
- To mi nawet nie przyszło do głowy!

Rozmowa z teraz:
- Czemu jesteś taka niemiła?
- Jezu, jestem w końcu piękna i inteligentna, czego jeszcze więcej chcecie?

Takie tam.
Nalewka Babuni.
Jutro będzie gorzej.
23:20, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 listopada 2016
Muszę hamować swój mózg, żeby nie popękał z nadmiaru emocji.
Niby to tylko zjawisko pogodowe, a moje serce znieczula się powoli z każdym centymetrem pokrywającym świat. Wygładzam się tak, jak otoczenie, łagodnieją moje kanty i miejsca niewygodne.
Dopasowuję się, budzę w środku coś dobrego, jestem otwarta i wyeksponowana.
Łapię w usta płatki i zmuszam się do milczenia (dziś nie będą ranić żadne moje słowa).
Stoję w oknie, uśmiecham się, nawet siebie lubię, kiedy jest tak biało, czysto, przyznaję światu blank page, choć z zimą bardziej kojarzy mi się thirty three.

Nadal sypie, z różnym natężeniem, w różnych kierunkach, patrzę prosto w światło latarń i gdzieś tam jestem.
22:53, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2016
Są takie dni, kiedy najpierw biegnę na przystanek, potem okazuje się, że nie spakowałam okularów, potem okazuje się, że ktoś mi wymienił oklejarkę na nową, z ostrymi ząbkami, więc robię sobie z automatu pięć ślicznych dziurek na palcu, potem, próbując poprawić rolki w taśmie przygniatam sobie inny palec, kantem kartonu uderzam się w czoło, nożykiem ranię nadgarstek, na koniec wylewam koleżance colę między innymi do pojemnika i kartonu z towarem, wywalam inny pojemnik, a jak już wydaje mi się, że wszystko mam za sobą, pół tubki kremu ląduje zamiast na mojej ręce, to na podłodze.

Jestem niewyspana i pokraczna.
20:45, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 listopada 2016
Byliśmy dzisiaj na jarmarku w Katowicach, trafiliśmy na świetny koncert, grupa nazywa się bodajże Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, naprawdę - Jana była zachwycona, my też oczywiście, ale w jej wykonaniu zachwyt jest bardziej uroczy.

Zaczął sypać śnieg. Najpierw krupy, czy jak to się tam nazywa, potem prawdziwe płatki. Mrozu jeszcze nie było, w sumie nadal nie ma, jest mniej więcej 1-2 stopnie powyżej zera, ale i tak jest zimno w policzki i tak cudownie sentymentalnie. Pomyślałam o tych kilometrach wydeptanych w Parku Kościuszki, o tym nieśmiałym przytulaniu się, pierwszych pocałunkach (minęło właśnie 15 lat, tak gdzieś dziesięć dni temu).

Wracając z Tuwima wyciągnęłam rękę za siebie.
Złapał.
Nadal wszystko na swoim miejscu.
20:41, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 listopada 2016
Chciałam napisać taką mocno luźną notkę, miałam ogólny zarys, ale nie wychodzi. Czemu najlepsze pomysły przychodzą do głowy w pracy, między jednym regałem, a drugim, kiedy niby mózg mam zajęty czym innym, a uciekają, jak tylko się zatrzymam?
Jakbym miała myślenie podłączone do nóg, marzę o tym urządzeniu, które zmienia myśli w impulsy elektryczne i zapisuje gdzieś, skąd można je odtworzyć.

Chyba powinnam chodzić na spacery. Ale po ośmiu godzinach nie chce się.

Lubię ten stan, kiedy rwie mi się zdolność pisania pod wpływem alkoholu (Żywiec Saison).

Czasami zaskakuje mnie moja pamięć krótkotrwała (długotrwałe za to zaczyna być moje pisanie). Umiem sterować. Umiem zapamiętywać pewne fakty tylko na potrzeby chwili. Przydaje się to w pracy.

Idę spać.
04:10, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 listopada 2016
Chociaż może już mniej.
Czasem chodzę z głową pełną benzyny, jakbym szukała bycia podpaloną. Nie w takim znaczeniu. Naładowana, aż kopię. Nie mam ochoty na żadne kontakty z ludźmi. Chcę być sama, ale nie dlatego, że nie lubię ludzi, tylko dlatego, że boję się, że kogoś skrzywdzę.

Czasem mam ochotę napisać sobie na czole: "Nie przeszkadzać!" "Czy wyglądam, jakby mnie to obchodziło?" "I z tego powodu zawracasz mi dupę?", ale wiem, że byłoby to niesprawiedliwe. I to nie jest tak, że ja teraz wiem, bo już mi przeszło, ale wiedziałam to nawet w tamtym momencie, dlatego nie odzywam się, kiedy muszę, porozumiewam się gestami, bo boję się, że gdy słowa zaczną ze mnie wypadać, to zrobię syfu.

I tak tylko muzyka mnie ratuje, i to że potrafię głowie kazać iść gdzieś daleko, np: na koncert, żeby tylko nie myśleć, żeby tylko nie dotyczyło jej to, co dzieje się koło mnie.

Nie mogę powiedzieć, lubię moje koleżanki (i kolegów), niezależnie od momentu, potrafiłabym wskazać u każdej osoby co najmniej jedną zaletę, ale chyba nie jestem typem, który potrzebuje kontaktów cały czas.

Wystarczą mi maile.
Nawet te jeszcze nie napisane.

Ktoś, kto powiedział, że PMS jest ciężki, nigdy nie miał syndromu marnującego się właśnie jajeczka.

Moim problemem jest to, że jestem tego wszystkiego tak bardzo świadoma, a jednocześnie tak bardzo lubię czuć i nie mam żadnej tarczy przeciwko emocjom.
15:03, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 listopada 2016
Przy obecnym kulcie urody, młodości, gładkości i takich tam, nagle zatrzymuję się i uświadamiam sobie, że najszczęśliwsza jestem wtedy, kiedy nie mam makijażu, albo - co lepsze - jest on rozmazany, kiedy jestem nie do końca ubrana, najczęściej w piżamie, kiedy nie mam nawet sił na kąpiel.

I żaden planowany wieczór z kolacją przy świecach nie jest tak mocno euforyczny.

Chciałabym umieć narysować to, jak widzę głosy. Jak wygląda głos Taylora, Thomasa, Corgana. Sheryl Crow, Alanis Morissette i kilku innych.

W dzień wolnego zrobiłam pudełko na herbaty, bo już mnie denerwuje ilość oryginalnych opakowań w szafce. Jana pomogła, a ja mam radochę, że użyłam rąk.
13:11, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 listopada 2016
Jeszcze nie wiem, którego dokładnie będę u Karoliny, dam znać, chyba że będzie to spontan.
Na razie czekam na projekt.

Już nie zapominam tabletek uspokajających rytm serca, raz zapomniałam i było ciężko.

Dzisiaj, po powrocie z Palmiarni, jestem pozytywne zmęczona. Mam wszystko w nosie.

I jest mi z tym dobrze.

Z powodu jednego smsowego pytania otwarła się przede mną wizja na przyszły rok. Trzeba zaplanować urlop, oczywiście oprócz tego, że idziemy na koncert Mansona, warto było nie załapać się na bilety na SOAD.
Choć, oczywiście, szkoda.

Wczoraj Samiec znowu sypnął nadgodzinami. Nie zgadzam się na samotne wieczory, nie zgadzam się na jego przepracowanie. Zniechęca mnie to do bycia razem. Nie potrafię tak po prostu iść do łóżka z facetem, którego widuję tylko w weekendy. Jednak potrzebuję stabilnego, stałego związku.
Wytłumaczyliśmy to sobie. Na jak długo wystarczy? Nie wiem.

Chcę być razem.
Jak najbardziej.
23:34, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 listopada 2016
Zdecydowanie lepiej znoszę jazdę do pracy, niż powroty. Jeśli wracam autobusem do domu, to znaczy, że zastanę go pusty, więc jest tak, jakbym nie miała po co wracać. Myję podłogę, bo nie chcę spędzać czasu na necie, wolę robić coś pożytecznego, ale... Chwila, mycie podłogi nie ma żadnego związku z moim samopoczuciem i wcale nie zmniejsza poczucia pustki.

Lubię dobrych facetów i złe baby. Jakoś tak mam. Dotychczas myślałam, że to przekora, dopóki nie przejechałam się na dobrej dziewczynie. Cóż, bywa. Jednak jędze są lepsze w kumplowaniu się. Nigdy więcej.

Zdusiłam w drodze całą kumulację tych wkurwiających reakcji organizmu na to, że jadę autobusem i nawet poszło mi to dosyć łatwo, choć przyznaję, że w trakcie miałam ochotę wysiąść, albo poprosić przypadkowego pasażera, żeby mnie dobił albo odwiózł do psychiatryka.

Poważnie, mam takie myśli czasem, kiedy mam już dość. A potem znowu ląduję na czterech łapach i cieszę się, że nie zrobiłam nic głupiego.

Z powodu nerwicy przekonuję się, że jestem istotą społeczną.
I jednocześnie nienawidzę faktu, że tak bardzo uzależniam się od ludzi.
Lubię być sama.
Lee, ja u Karo będę w grudniu.
Jakby co.
20:22, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
środa, 16 listopada 2016

Paskudne te ostatnie dni były. Oczywiście, nie mam pewności, że to już koniec, ale dzisiaj było tak źle, a mimo to wytrwałam w pracy i autobusie, że może jutro nie będzie gorzej, a jeśli będzie tylko tak źle, to znowu dam radę.

 
Opuściłam kolejną grupę z zaburzeniami psychicznymi, po prostu nie zdzierżyłam, jak wmawiano ludziom, że hydroksyzyna jest benzodiazepiną. Rozumiem wszystko, ale wypadałoby sprawdzić jedynie w necie.
Poza tym - koleś twierdzi, że pomoże, jeśli będzie mógł, ale te leki wszystkie trzeba brać pod kontrolą lekarza i według zaleceń, żeby zgłaszać się do niego...
Noż, kurwa, wszyscy w tej grupie są pod kontrolą lekarzy. Oprócz mnie, mi moja własna pani doktor przepisuje hydro dwa razy do roku i nic nie kontroluje, bo wie, że ja sama się już kontroluję.
 
Nieważne. Ostatnią paczkę kupiłam w październiku 2015. Zostały mi 3 tabletki do końca roku (tak sobie postanowiłam, żeby pokazać, że nie jest mi potrzebna).
 
Dzisiaj kołatanie serca, w pracy prawie usiadłam i zapłakałam, bo już miałam dość uczucia bezsilności, wypadania oczu, ucisku w głowie.
A potem minął szczyt, minęła przerwa, odżyłam.
I nawet nie czułam się źle w autobusie. No, troszkę jedynie.
 
Nie jestem z siebie dumna. Jestem zadowolona z tego, że walczę.
 
Nadal zbieram się wewnętrznie po wielkim, babskim zawodzie. Mogę powiedzieć, że dostałam kopa w jaja od koleżanki. Taki tam, rykoszet, sama sobie jestem winna, czy jakoś tak. A ludzie są głupi, cieszę się, że mam prozopagnozję, przynajmniej nie mam w pamięci tych wszystkich zakłamanych mord.
Fakt, że tych uczciwych też, boli.
22:10, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 listopada 2016
Przed tym całym remanentem nie denerwowałam się tym, że mam robić rzeczy, których na co dzień nie robię, tylko tym, że nie pamiętam, jak wygląda moja zwierzchniczka.
Prozopagnozja jest straszną przypadłością.
Usiadłam do komputera, zobaczyłam tylko ekran początkowy i już pamiętałam, jak to się robi, chociaż ostatni raz miałam kontakt z tym programem dwa lata temu, na kilku arkuszach.
To mnie ucieszyło, ucieszyło też to, że biurko obok mnie zajęła była pracownica, którą znałam, która znała mnie, na przeciwko koleżanka z magazynu.

Praca szła mozolnie. Tzn: nam szło dobrze, ale magazyny - cóż, zabrano cztery osoby, które potrafią liczyć i znają towar, bo ludzie, którzy normalnie chodzili do roboty komputerowej, odmówili.

Wkurza mnie takie coś, jak zwykle po dupie dostają magazyny, a jakoś nikt nie patrzy na to, że to, jak my pracujemy, jest podstawą do tego, jak prosperuje firma. Owszem, musi być ktoś, kto odpowiada za system, za zarządzanie ludźmi (to ostatnie to najsłabszy element mojego zakładu, właściwie pozostali już tylko pracownicy, którzy nie wierzą w to, że mogą gdzie indziej mieć równie dobrze, a nawet lepiej, tak, tak, ja też), ale właśnie od tych najniższych szczebli zależy bardzo dużo. Od naszych sił i motywacji, nie chodzi tu tylko o finansowe.

W każdym razie poradziłam sobie (chyba), rozśmieszyła mnie sytuacja, kiedy koleżanka po ośmiu godzinach pytała, co zrobić w wypadku jakiegoś błędu, a ja już ten błąd zdążyłam popełnić co najmniej z piętnaście razy i poprawić. Jestem chaosem, działam z błędami, ale dzięki temu uczę się, jak z nich wybrnąć.

Co nie zmienia faktu, że jak nad ranem wszedł dyrektor i spytał: "I co, Basiu, nie było tak źle na wpisywaniu?", miałam ochotę się rozpłakać i powiedzieć, że było, o wiele lepiej czuję się z towarem, podczas liczenia, a nie ślepiąc w ekran. Próbowałam tłumaczyć (tak samo, jak wcześniej kierownikowi), ale bezskutecznie.

To nie o to chodzi, że nie dam rady.
Dam.
Ze wszystkim sobie dam radę, bo ten program jest prosty.
Ale chodzi o to, że nie lubię tego robić.
Nawet w domu nie siedzę jednym ciągiem przy kompie dłużej, niż pół godziny (chyba, że piszę notkę).
A mam za sobą dziesięć. Po tych dziesięciu poszłam na magazyn i wtedy dopiero odetchnęłam.

I tak uważam, że dobrze poszło, jak na ilość ludzi, która przyszła. Mogło być więcej, ale o tym, że ściągano ludzi spoza zakładu dowiedziałam się zbyt późno, a jeszcze później - ilu jest chętnych.
Powinnam zajmować się sporadycznie rekrutacją. Mam nosa do entuzjastów.
18:31, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53