Skopiuj CSS
piątek, 03 lutego 2017
Podstawowym błędem ekstrawertyków jest to, że wydaje się im, że jak cichutko siądą obok introwertyka, to ten introwertyk doceni ich dobre chęci i będzie to forma porozumienia ponad podziałami.
Nie, nie doceni. Będzie wkurwiony, że ktoś koło niego siedzi i może oczekuje rozmowy, a w ogóle to zaburza swoją energią jego strefę intymną. Ekstrawertycy mają specyficzną aurę. Pociągają ludzi, introwertyków też, tyle że wbrew ich woli, bo introwertyk wcale nie chce być wciągany w towarzystwo. Siedzenie na uboczu to nie jest hobby, które można zmienić we wspólne zainteresowanie. "Wspólne" oznacza, że już nie jest samotne, a introwertycy cenią sobie samotność.
Najgorsze jest zaś to, że ekstrawertyk próbuje wejść w świat introwertyka z dobrej woli, bo wydaje mu się, że nikt nie może być szczęśliwy bez towarzystwa.

Podstawowym błędem introwertyków zaś jest to, że takich rzeczy nie robią. Nie wyciągają ręki do drugiego człowieka nie dlatego, że nie widzą cierpienia. Oni są wrażliwi, ale wrażliwi nie tylko w tej kwestii, że dostrzegają potrzeby innych ludzi, ale też wrażliwi na to, by kogoś nie urazić pomocą. Wiecie, żeby ktoś nie poczuł się poniżony, bo jemu samemu wydawało się, że da sobie radę, a my mu wciskamy swoją pomoc, jakby był jakimś niedorozwojem.
Czekają, aż ten ktoś poprosi, bo nie wierzą, że może nie ma śmiałości poprosić introwertyka, zwłaszcza, że dla niektórych ludzi introwertycy to przerażone jeże.

Wsłuchuję się w całą głębię tego, co mam kradzione na Sansie, jak to szczęśliwy człowiek, próbuję zachwycać się muzyką. Jest na przykład przepięknie stuprocentowo vastowe "I'm dying", z najgorszym wokalistą ever, poważnie, Corgan ma lepszy głos, niż Crosby. Ale ten utwór jest wart wysłuchania.
Kiedy zaczyna się Sii "I'm in here", dociera do mnie z zewnątrz "Tamta dziewczyna" Sylwii Grzeszczak, tak, tamta dziewczyna jest tu, ale robię głośniej, nie chcę o tym słuchać, czuję że się zmieniam i nie wiem, jaką dziewczyną chciałabym być.
Robi się trochę lepiej.
Na szczęście potem jest "I'm not Jesus" Apocalyptica, to dodaje wigoru.

Dopiero, gdy z jakichś powodów tracę energię, czuję, jaką jestem szczęściarą, że ją zazwyczaj mam.

I'm ok.
Sorry za brak linków, nie mam siły nawet na to. W pracy jakaś lawina dziwnych poleceń.
18:06, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 stycznia 2017
Wczoraj jakoś tak się trafiło, że chcąc nie chcąc, w robocie, na szczycie, pod czujnym okiem kierownictwa, ale jednak nieopanowana, naszła mnie potrzeba napisania smsa do 3P. Kto nas nie zna, ten nie wie, że kontaktujemy się może rzadko, ale intensywnie, emocjonująco i zazwyczaj tak, że chodzę i śmieję się do telefonu, powietrza, tabletek, regałów i , co gorsza - nieświadomych niczego ludzi.
Ale tym razem było prawie serio, na temat literatury erotycznej, która staje się wtórnością Greya. Że jest bogaty facet z problemami, że jest ta piękna i dobra kobieta, która chce go naprawić.
I rozwinęła się nam rozmowa, że to się robi nieco głupie - jakby tylko takie fantazje rodziły się w głowach kobiet. Szukając tego powodu, doszłam do wniosku, że mogą się rodzić u kobiet, które nie miały udanego życia seksualnego. Kiedy się czuje dyskomfort w jakiejkolwiek strefie, szuka się tego przyczyn, najczęściej racjonalnych. Np: gdyby nasza sytuacja finansowa była lepsza, gdybym nie musiała pracować i nie była taka zmęczona. Gdyby mój facet bardziej o siebie dbał, gdyby on nie był przemęczony. Gdyby poszedł na siłownię, poćwiczył trochę.
Dowcip polega na tym, że szukanie racjonalnych przyczyn nieudanego życia seksualnego jest błędne. Emocji nie podporządkujemy pod dyktando rozumu. Prawda wygląda tak (i wiedzą to te kobiety, które miały/mają udane życie intymne), że do, za przeproszeniem, porządnego pieprzenia się nie potrzebna jest kasa. Potrzebna jest fantazja.

I mówię to z perspektywy zarówno ustabilizowanej finansowo, jak i bardzo ograniczonej pod tym względem.
11:48, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 stycznia 2017
Rozmowa z koleżanką na temat mojego młodego wyglądu (Boże, jak dawno nikt mi tego nie mówił!) zaowocowała myślą, że cholera, może by tak wmawiać wszystkim, że to od unikania papierosów, alkoholu, kawy i disco polo?
Oczywiście przyszło mi to do głowy, jak użyłam standardowej odpowiedzi, że jestem zbyt roztrzepana, żeby pamiętać jeszcze, że powinnam się starzeć.
Na dodatek przyszła druga myśl (sprowokowana przez Lee), że pierwsze osiemnaście lat mojego życia to było na próbę, teraz dopiero kończę te właściwe i jestem dorosła.

Czy zdałam egzamin dojrzałości?

Wkurza mnie gadanie, że wszyscy słuchają i tańczą do disco polo (zwłaszcza, jak popiją). Ja nie robię tego (zwłaszcza, jak popiję, wtedy całkiem nietolerancyjna się robię i nerwowa, co wyszło mocno na weselu Kazka, kiedy miałam naprawdę ochotę wtłuc lasce, która łaziła i truła dupę dj'owi o te wszystkie rude i alealealeksandry), to, że pamiętam teksty i byłabym w stanie je zaśpiewać, to tylko świadczy o ich prostocie, ale nie takie prostocie, którą się podziwia, ale takiej żałosnej, masowej produkcji.

Na demotach gra w "Musisz wybrać i zaśpiewać jedną piosenkę, jeśli się choć raz pomylisz, umierasz". Wybieram "Thirty three" lub "Only happy when it rains".

A tak naprawdę podśpiewywać lubię to, co sprawia trudność. Np: refren "Girl that you lost to cocaine" Sii. Nadal nie umiem. No, i na Boga, w tej chwili nawet piosenki z bajek są trudniejsze, np: "Mam tę moc", którą uwielbiam śpiewać z Janą. Wyć znaczy. Zawsze ze łzami w oczach, bo cały czas nie mogę się nadziwić, że mam tę moc.

No, mam nadzieję, że chociaż trochę nadrobiłam.
Aha, jeszcze kupiłam w Biedrze dwupak: "Dziwne losy Jane Eyre" i "Wichrowe wzgórza". Bo mi się śniły dzisiaj od siódmej rano do trzynastej.

A, nie. Jeszcze jedna rzecz. Kolorowanki pomagają mi nie przejmować się niesymetrycznością życia. Poważnie, kiedyś mogłam mieć wszędzie syf, ale jak coś było asymetryczne, to doznawałam wewnętrznego skurczu.
Zauważyłam, że koloruję już bez nerwów i bez napinki w tym kierunku. Jupi.
14:24, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 stycznia 2017
Właściwie to WSZYstkim chciałam życzyć dóbr WSZElakich.
Sylwester zaczął się solidnie, kiedy wychodząc do sklepu, ale również do pracy, musiałam odwszyć siebie i Janę. Ale to nic, bo po powrocie z pracy musiałam zrobić to drugi raz.
Potem trochę jedliśmy, trochę piliśmy z rodzicami, trochę przyszła Kat, trochę dużo tańczyłyśmy (Jana miała ubaw po pachy).
Hitem było, gdy na Polsacie poleciała "Wolność" jakiegoś zespołu disco polo. Mój tata nie zdzierżył. Przełączył na jakiś inny program. Fajnie, Maryla Rodowicz, stara, ale po promilach znośna, szczególnie, jeśli nie patrzy się na nią pod kątem estetyki.
I co rozpoczyna po "Ukrainie"?
Wystarczył podpis: "Wolność".
Uroczo.
Jeśli kiedykolwiek pomyślicie, że się skompromitowaliście, to pomyślcie również, że gdzieś na Świecie istnieje nagranie, na którym tańczę do disco polo.
I śpiewam z Michałem Wiśniewskim.

Ten Sylwester wrzucam do tych najbardziej udanych. Po nocy, kiedy przez kilka godzin dźwigałam Janę do półsiedzenia, żeby mniej kaszlała (i bolą mnie ręce jak cholera) nastąpiła noc, kiedy chyba nieco poskakałam. Jeszcze nie czuję tego w nogach, ale pamiętam, co myślałam.

Życzę Wam, żeby ten rok był satyf... statyf...sfatys... No, całkiem fajny.
:)
02:07, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 grudnia 2016
Szłam przez cmentarz, niby Wszystkich Świętych, z jakimś członkiem dalekiej rodziny, rzecz działa się za granicą. Na tym cmentarzu były groby dwóch członków Incubusa (w tym jeden zmarły w tym roku) oraz któregoś gościa z Metallici. Ten mój wujek/kuzyn był strasznie podobny do Brandona Boyda i była z nami jego córka, taka troszkę starsza od Jany i bardzo do niej podobna. Przez przypadek znalazłam grób tego niedawno zmarłego z Incubusa, bo gdzie leży ten drugi i gość z Metallici, to wiedziałam, bo już kiedyś tam byłam. Jeszcze pytałam, czy George Michael też u nich leży, ale kuzyn/wujek odpowiedział: "E, nie, on to chyba w Warszawie".
Potem ta jego córka chciała, żebym zrobiła jej zdjęcie moim telefonem (w sumie mogłam ją wyśmiać, mam Hammera 2) nad jakimś grobem, ale ją opieprzyłam, że nie wypada.
A potem staliśmy nad wielkim jeziorem blisko tego cmentarza, z kaplicy dochodził głos Sheryl Crow, śpiewającej "Leaving Las Vegas", córka kuzyna/wujka chciała koniecznie zanurzyć stopę w wodzie, ale była w klapkach, w końcu stwierdziłam, że mam ją w nosie i niech się nawet utopi (jezioro, jak wszystkie w moich snach było bardzo głębokie).
Obudziłam się ze strachem, że się pochoruję, a dzisiaj idę do pracy i nie mogę nie iść :/.
08:16, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 grudnia 2016
Czasem mam zwyczajnie dość, aż zaczynam rozumieć, kto ukrzyżował Syna Bożego.
To rodzice byli, na pewno. Ja jestem tym szczęśliwym przypadkiem, że choroba dopada nas raz w roku tak porządnie, a zwykle kończy się na wkurwiających przeziębieniach.
A co dopiero muszą czuć rodzice dzieci, które chorują częściej, gorzej, zawsze?
Jak bardzo są sfrustrowani i co mówią Bogu?
Bo ja naprawdę mam ochotę spytać go, czy nie przegina, jak tak słucham trzygodzinnego kaszlu (tak co dwie do pięciu sekund).
Na dodatek walka o to, kto ma znowu wziąć wolne. Tak, jakby moja praca była mniej ważna dlatego, że co?
Że jestem kobietą?
Że mniej zarabiam?
Nienawidzę pracy Samca. Tęsknię za czasami, kiedy obydwoje robiliśmy w jednym zakładzie, kiedy widział, że to nie tak łatwo.
Chociaż nie nienawidziłabym jej tak, gdyby nie pewien wyrzut po pijaku.
21:11, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Lubię czasem nie spać w nocy. Myśleć, pisać, czytać.
Tablica na fb roi się od życzeń, a ja nikomu nie złożyłam, nie wiem, może to głupie, ale te wszystkie powielane rymowanki, obrazki z choinkami, stajenkami i tak dalej, jak by nie były miłe, kiedy to wysyła ktoś do mnie... Cóż, ja bym tak nie umiała. Ja muszę swoje własne, twórcze życzenia, wymęczone, wypocone...

Od zawsze źle się czuję, kiedy coś kopiuję od kogoś. Dlatego przestałam pisać wiersze, bo wydawało mi się, że już nic nowego nie wymyślę.
W prozie - owszem. Teraz piszę porypany romans, który właściwie zaczęłam tylko dlatego, żeby nie wyjść z ciągu, ale już mam z tyłu głowy opowieść o syrenach, w kolejce czeka rzecz w oparciu o pamiętnik, który pisałam z 3P w chyba trzeciej klasie liceum, a jeszcze chciałabym przerobić scenę śmierci Wołodyjowskiego na nasze czasy.

I tak, nic z tego nie zostanie wydane. Nic z tego nie zostanie spisane na kompa, wypaliłam się, przepisując "Dwie kreski", które w całości przeczytała jedna osoba.

Przy rodzinnym stole czuję się zawsze bezpiecznie, zawsze się śmiejemy, zawsze rozumiemy się wpół słowa, a jednocześnie rozumiemy to, co nie zostaje powiedziane.

Kocham moją rodzinę. To coś więcej, niż geny. Wychowano nas do życzliwości. Przy wszystkich różnicach i nerwach, jakie czasem mamy na siebie nawzajem, kiedy spotykamy się, jest zawsze dobrze. Wiemy, że nie warto się kłócić.

Chodzi mi po głowie teledysk do "La mala educacion", takie obrazy, te krople, co się toczą po torsie (bardzo lubię nasze wspólne prysznice, samo słowo "tors" ma w sobie coś erotycznego), stare mieszkanie, jak z teledysków z lat '90, ujęcia na kawałki nagich ciał, na sprzęty...
07:07, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 grudnia 2016
Wczoraj... Układanie klocków Lego do 23:30. Na Pasterce byliśmy jakieś pięć minut, bo Janka stwierdziła, że o tej porze powinny być jakieś żywsze kolędy, a nie takie smęty.

Dzisiaj... No, dzisiaj lepiej, bo obiad u teściów, a potem kolacja u rodziców. Miło spotkać rodzinę, niestety, Jana łapie właśnie anginę, więc byliśmy spóźnieni i nie w humorze.

Byliśmy nawet na mszy. Kazanie było całkiem ciekawe, ksiądz mówił o tym, kogo jeszcze ustawiłby w szopce. Że cudzołożnicę, że kobietę, która miała pięciu mężów, z szóstym żyła w konkubinacie, że tych wszystkich Samarytan i celników, setników i tych, którzy w Jego czasach byli skreślani z życia religijnego.

I wypadło znowu tak, jak zawsze w kościele - przypowieściowo. Wypadło tak, jakbyśmy patrzyli z punktu widzenia telewidza, oglądającego telenowelę (wiem, powtórzenia, ale przemawia przeze mnie alkohol). A o ile piękniej byłoby (przynajmniej dla mnie, z punktu widzenia bywalców kościoła byłoby dużo mniej zjadliwie), gdyby powiedział, że widziałby w szopce obecnych rozwodników. Kobiety, które usunęły ciąże. Ludzi, którzy uczestniczą w procesie in vitro. Ludzi innych wiar.

A potem życzył politykom rządzącym, żeby nadal szerzyli dzieło patriotyzmu.
Dlaczego nie życzył im więcej tolerancji? Chory patriotyzm szerzą oni bez wspomożenia boskiego. Dlaczego nie życzył miłości?

Wiem, wiem. Tam nawet dobry Boże nie pomoże...
19:45, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2016
Chciałam cokolwiek napisać, ale znowu mi się blokuje myślenie przez myślenie.
Dotrwałam do Wigilii. Jest wcześnie rano, po dziewięciogodzinnej nocce (jakiś czas temu udało nam się zamknąć taśmę w godzinę, dzisiaj trwało to dwie), zmęczona tak, że nie mam ochoty nawet na sen.
A trzeba się wyspać szybko.

Mam ten dziwny stan, kiedy w środku mnie pojawia się bunt przeciwko świętowaniu. Dziewiąta Wigilia zaprawiona goryczą. Szesnasta odkąd zaczęłam liczyć straty przy wigilijnym stole.
W takie dni myślę o tych, których nie ma, chociaż powinnam doceniać tych, którzy są.
Cieszę się, że są.

Ale mimo to...
Nie, nie chce mi się płakać, to raczej rodzaj zniechęcenia. Nie płakałam ostatnio nawet wtedy, gdy śnili mi się babcia Zosia i dziadziuś Olek. Obudziłam się z takim... Hm, może to dlatego, że śnili mi się po raz pierwszy razem i zdrowi?

Życzę Wam, żebyście potrafili podać sobie dłonie nad stołem, żeby te Święta były szczere, a każde życzenie przemyślane. Żebyście nie myśleli o fałszu, tylko znaleźli w sobie odrobinę życzliwości.
A poza tym, tak cichutko - życzę Wam wszystkim muzycznych uniesień na miarę tego, co przeżyłam w sierpniu.
I życzę miłości do siebie samych, szczerej, prawdziwej, taka, która nie pobłaża zbytnio i nie idealizuje.
I życzę Wam wszystkim, żebyśmy się w tym roku spotkali na naszej dziesiątej rocznicy ślubu.
;) 
05:47, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 grudnia 2016
W takie dni, jak ten, dochodzę do pewnych granic.
Tak zmęczona fizycznie, że nie mam siły płakać.
Mam ochotę tylko wcisnąć się w samcowe ramiona i zasnąć.
Jak ja marzę o śnie.
Tak bardzo, że wydaje mi się, że zasnęłabym w każdej sytuacji.
W takie dni czuję się tak krucho, że płaczę podczas słuchania muzyki.
Phi, nawet podczas tłumaczenia Jance jakiejś świątecznej piosenki, że chyba najlepszy prezent na Święta, to spędzenie ich z Tobą też miałam problem z utrzymaniem stabilności głosu.
Może to ten klimat, może to to, że nie umiem słuchać tych wszystkich słodkich piosenek z taką naiwnością, jak dziesięć lat temu.
Może po prostu brak mi tych wszystkich, których nie ma.

A może żałuję, że nie pociągnęłam L4, gdybym poczekała z decyzją do soboty, to wróciłabym do pracy dopiero po Świętach, bo nadal czuję się taka słaba.
16:22, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Nie czuję się tu bezpieczna.
16:44, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 grudnia 2016
W 2003 roku zrobiłam łańcuchy ze sreberek po czekoladach. Co roku wrzucam je byle jak do pudła, myśląc, że jak w następnym roku nie rozplączą się same z siebie, to wywalę (a ja wspominam, jak Nuka w pierwsze Święta u nas pozżerała mi gwiazdki, które były luzem i potem chorowała)...

I co roku spędzam co najmniej godzinę na rozplątywaniu ich (w tym roku z dodatkową atrakcją w postaci wplątanego druta oraz łańcucha z piórkami). Święta nie są czymś, co da się wbić w modę, modzie podporządkować. Święta są same z siebie poskładane z sentymentów i tradycji. Bombek używam tak długo, aż popękają, kilka kupiłam na początku naszego wspólnego bytowania (w poświątecznych promocjach kupuję za grosze, bo czasem z powodu jednej pękniętej w komplecie cena spada o 90%), ale większość dostałam w spadku po Babciach i Cioci.

Nawet lampki mam takie, jakie mieliśmy w dawnych czasach, w kształcie świeczek przypinane do gałązek. Właściwie tylko choinkę co roku mam nową, bo żywą. To tak, jak z jedzeniem mięsa. No, żal zabijać, ale cholera, bez tego to nie to samo.

Czuję się chora do kwadratu. Wczoraj telefon z pracy i pierwszy raz w życiu nie czuję się w ogóle, nawet szczątkowo wypoczęta, a nawet bardziej chora jestem teraz, niż wtedy, gdy szłam na L4.

Jana ma znowu hodowlę we włosach. Nienawidzę zakłamania ludzi, tego bezsensownego wstydu, który naraża innych na problemy. Bo ja od razu zgłosiłam, jak miała i nie robiłam z tego tajemnicy. Wiadomo, że od kogoś złapała, a był to czas, że nie miała kontaktu z dziećmi poza szkołą, więc wiadomo, że z klasy.
I znowu ktoś nie poinformował, bo dawno nie mieli sprawdzanych głów, w sumie ostatni raz wtedy, jak ja zgłosiłam.

Bez sensu są ludzie, nie lubię ich.
21:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 grudnia 2016
Poprzednią usunęłam nie dlatego, że padły w niej słowa krytyki pod względem Lee, czy Kat, ale dlatego, że przez inne osoby mogłaby zostać źle zrozumiana, a jednak czytają to ludzie ode mnie z pracy i jeszcze mogliby odnieść to do siebie, a wtedy...

No.
O Lee mogę napisać drugi raz - że wiem, że może być dla mnie destrukcyjna. Że może źle wpłynąć na mój powrót do normalności. Że może mnie zatrzymać.
Mimo to, nie zrezygnuję z tej znajomości i niech świadczy to o moim poczuciu siły.

O Kat też - że to, w jaki sposób przejawia się jej sympatia do mnie, bywa wkurwiające i byłoby poniżające (ktoś kiedyś na fb, jakiś znajomy znajomego ocenił nas jako wzajemne hejterki), gdyby nie to, że mam fchuj poczucie humoru, a ona w nie wierzy. W sumie na nasz stosunek do ludzi ma wpływ to, jakimi nas widzą.

No, mogę też napisać, że jestem gorsza od ludzi oceniających ludzi od pierwszego wejrzenia, bo są tacy ludzie, których oceniam przez pryzmat tego, z kim się związali. Np: lubię bratową Kat, bo wiem, jaki jest jej brat i laska, która z nim wytrzymuje, musi być bardzo mądra i stabilna.
Lubię też żonę faceta, który zrobił mi Iowę, bo też jest specyficzny, ok, nie znam go tak dobrze, jak znam B., ale mimo to moja opinia o niej jest całkiem niezła.
Wiedziałam też, że łatwo przyjdzie mi polubić żonę kolegi z pracy, bo on też należy do ludzi, do których trzeba cierpliwości.
Tak, Iownkę też lubiłam, zanim ją dobrze poznałam, bo mój brat bywa ciężkim przypadkiem.
GOPRosię też, ale Kryzys to w inny sposób.
I tak samo Karo - bo jej mąż też potrafi działać na nerwy.
I to nie chodzi o to, że lubię kobiety, które wiążą się ze ZŁYMI facetami. Wszyscy wyżej wymienieni są raczej dobrymi chłopakami. Nie mówię o dziewczynach, które twierdzą, że "łobuz kocha najmocniej", a ciemne okulary noszą częściej, niż ja.
Jeśli słyszę, że jakaś jest związana z alkoholikiem, czy damskim bokserem i twierdzi, że on się zmieni, to wiem, że jej poziom naiwności jest zbyt wysoki na moją tolerancję.
Tak, tak, sama też jestem z facetem, który lubi wypić, dlatego właśnie nie pije i niech to świadczy dobrze o jego miłości do nas.

Rzadko jednak zdarza mi się nie lubić na pierwszy rzut oka. Trudno mi skreślić, zazwyczaj jest coś dobrego, np: kiedyś pracował u nas facet, którego od pierwszego wejrzenia nie lubiłam, ale czasem potrafiliśmy pogadać - o psach, tatuażach, czy muzyce.

Chyba wyszłam na jakąś pieprzoną Pinkie Pie, że tak z entuzjazmem o wszystkich. W nosie to mam, właśnie przypomniałam sobie czwarty projekt, który mam w głowie, jak już zrobię ten, na który jestem umówiona i trzy inne. Nie, tych trzech pozostałych nie zdradzę, chociaż jeden z nich jest już zrobiony, drugi czeka na decyzję, a trzeci mam obiecany od... Hm, dawna.

"Kuba", J. Błaszczykowski, M. Domagalik, str. 151. Poryczałam się, wspominając podobną scenę z własnego domu, z roku 2007.
Musiałam to napisać. Jakby kiedyś, coś, ktoś.
Książka, jak książka, ale to rozdziera serce.
13:12, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 grudnia 2016
Dawno temu przeczytałam pierwszą książkę - opowieść o życiu kobiety w Arabii Saudyjskiej. Pamiętam szok, jaki przeżyłam, może to właśnie od tego zaczęło się moje zainteresowanie kwestią wolności kobiet.
Pierwsza rzecz, jaka mnie uderzyła w "Łzach księżniczki", to to, jak wielką wagę Sułtana przywiązuje do wolności, do tego, by nie ograniczać swoich dzieci. Pobłogosławiona dwiema córkami o silnych charakterach, cierpi czasem z powodu rozbieżności ich przekonań (Maha to kopia matki, opętana demonem wolności, Amani -przeciwnie, po przeżyciu religijnego oświecenia staje się wręcz islamskim "betonem", chcącym podporządkować mężczyznom wszystkie kobiety), a jednak nie przekonuje Amani na siłę do swoich racji, mimo iż córka podkopuje swoją postawą wszystko, o co Sułtana walczyła całe życie. Z jednej strony - taka matka to skarb. A z drugiej - przeraża, bo zdaję sobie sprawę, że nie potrafiłabym tak patrzeć na to, jak moja córka ładuje kolejne kobiety w piekło więzienia (bo sama, pomimo niechęci rodziców do tego, zgodziła się, czy wręcz wymogła na nich, zaaranżowanie przez nich małżeństwa, a oni, jako rodzice - wybrali uważnie i dobrze dla niej, jednak fanatyczka religijna niekoniecznie będzie potem patrzeć na dobro swoich córek w ten sposób, ok, za daleko myślami w przód poszłam, nie ufam ludziom, nie ufam religijnym fanatykom tym bardziej)...

A inna rzecz to to, że mamy w naszym kraju względną wolność. Wiele jest do zrobienia, ale ile zostało już dla kobiet zrobione, widzimy dopiero teraz, kiedy miłościwie nam panujący próbują nas zaszufladkować i nałożyć swoje kajdany przepisami regulującymi naszą płodność, nasze ciała, nasze kontakty międzyludzkie. Boję się tych czasów, które mogą nadejść.

Jak to ładnie w tej książce zostało gdzieś napisane, że tak naprawdę wszelkie ograniczenia dotyczące seksualności kobiet, np: ich ubierania się, nawet zakaz śmiania się istnieje, bo to rozprasza mężczyzn, tak naprawdę ośmieszają samców. Dokładnie, samców. Tak, jakby kobieta miała zbyt wiele władzy ("bierzcie ze mnie przykład, chodzę skromnie, a mam władzę, panowie, że ho ho! cały wielki świat należy do mnie!", że tak wyrwę mistrzowi z kontekstu), a mężczyźni (nie "mężczyźni", sorki, "małechujki" i długość brody tego nie zmieni) się jej boją.

To na tyle.

Angina + powolne spływanie zapalenia na krtań zafundowało mi tydzień w domu.
02:41, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 grudnia 2016
I grupę czytających książki też opuściłam. Nie potrafię identyfikować się z ludźmi, którzy chwalą się ilością. Miałam w pewnym momencie ochotę zrobić zdjęcie półki z moim pisaniem, w sumie - tak na ilość to jestem imponująco twórcza, ale byłoby to tak samo wartościowe. I te głaskanie się po główkach: "Jaka piękna kolekcja!".
Nie, nie zachwycają mnie nowe książki, nówki nieśmigane na cudzych półkach. Zachwycają mnie zniszczone książki trzymane w kurzu pod łóżkiem, żeby zawsze były pod ręką. Książka kupiona to przyjaciel (zaraz się wypowie Lenin o moim nawyku sypiania z książkami). Na ilość czytam te z biblioteki, żeby wyrobić sobie świadomość, co mi się podoba, kupuję tylko specjalne, które wiem, że będę chciała mieć przy sobie.

To tak, jak w życiu. Mam wielu znajomych, ale na stałe pozostają nieliczni.

Nadal zachwycam się tym, jak mówią Ukrainki, taką mieszanką polskiego i ukraińskiego, bardzo to ładne i miłe dla ucha, taki melodyjny język. Czasem stoję z nimi i słucham tylko. Osłuchuję się z tym językiem znowu muzycznie - tutaj, zwłaszcza, że wokal taki swojski.

Czasem żałuję, że nie mam głowy Samca do języków, on pewnie już by śmigał z nimi po ukraińsku. A ja?
Ledwie zaczynam rozumieć.
No i nadal znajomość cyrylicy u mnie taka, że ostatnio pytałam go, czy u jednej dziewczyny jest napisane "Julia".
14:55, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 grudnia 2016
Na niektóre pytania nie lubię odpowiadać, niestety - bycie matką zmusza do cierpliwego wytrzymywania naporu "dlaczegów" i "poców". Od urodzenia Jany zdecydowałam, że nie zostawię jej nigdy bez odpowiedzi, że żadnego pytania nie wyśmieję, nie skrytykuję, żeby na przyszłość nie bała się pytać.
Ale nie wytrzymuję. Czasem mam ochotę odpowiedzieć: "Bo, tak!" i dodać jeszcze brzydkie słowo na koniec. Fajnie, jak pyta z ciekawości świata, bo wtedy to ma sens, ale czasem są pytania, na które nie da się odpowiedzieć w taki sposób, żeby nie narzucać jej sposobu myślenia, np: "Dlaczego kogoś lubisz?"
A odpowiadanie po raz setny, że ludzi się lubi właściwie bez powodu, tłumaczenie miłości, że to też jest uczucie, które niekoniecznie musi być jakoś uwarunkowane, męczy mnie.
Jestem z tych, co nie lubią powtarzać.
Jak Michelle z ruchu oporu.

Swoją drogą, jeśli kogoś lubię, to normalni ludzie nie pytają, dlaczego.
A jak kogoś nie lubię, to zaraz miliony pytań, tłumaczeń, że może go dobrze nie znam, może się za szybko zraziłam...
Nie, to są podobne uczucia. Już na pierwszy rzut oka widzę, kiedy kogoś lubię/nie lubię. Owszem, czasem może się to zmienić, zazwyczaj na lepsze, ale rozwój znajomości jest zwykle kwestią zbiegów okoliczności.
Ja ludzi szanuję, doceniam, nawet jeśli nie lubię i nie pozwolę krzywdzić. Bo tak uważam, że sprawiam, że ten świat jest lepszy.
I nie pozwalam, aby moje negatywne uczucia rządziły moim postępowaniem.

Ale nikt nie może mnie zmusić, czy wmówić lubienie. Nie da się.

Pokochałam też na pierwszy rzut oka i co, nie miałam racji?
19:25, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 grudnia 2016
Tłumacząc "Warship my wreck" Mansona mam dyskomfort, ponieważ samego tytułu nie da się dosłownie przetłumaczyć.
Na swoim sektorze mam Coaxil, Lee, dobrze kojarzę, że kiedyś czytałam z Twojego powodu ulotkę?
Rozmowa z LM:
- Głupich nie sieją.
- Ej, gdzieś tam musiało być nasienie.
- Chyba męskie
- No, a o czym ja mówię?
- O zalążkach mózgu...?
- To mi nawet nie przyszło do głowy!

Rozmowa z teraz:
- Czemu jesteś taka niemiła?
- Jezu, jestem w końcu piękna i inteligentna, czego jeszcze więcej chcecie?

Takie tam.
Nalewka Babuni.
Jutro będzie gorzej.
23:20, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 listopada 2016
Muszę hamować swój mózg, żeby nie popękał z nadmiaru emocji.
Niby to tylko zjawisko pogodowe, a moje serce znieczula się powoli z każdym centymetrem pokrywającym świat. Wygładzam się tak, jak otoczenie, łagodnieją moje kanty i miejsca niewygodne.
Dopasowuję się, budzę w środku coś dobrego, jestem otwarta i wyeksponowana.
Łapię w usta płatki i zmuszam się do milczenia (dziś nie będą ranić żadne moje słowa).
Stoję w oknie, uśmiecham się, nawet siebie lubię, kiedy jest tak biało, czysto, przyznaję światu blank page, choć z zimą bardziej kojarzy mi się thirty three.

Nadal sypie, z różnym natężeniem, w różnych kierunkach, patrzę prosto w światło latarń i gdzieś tam jestem.
22:53, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2016
Są takie dni, kiedy najpierw biegnę na przystanek, potem okazuje się, że nie spakowałam okularów, potem okazuje się, że ktoś mi wymienił oklejarkę na nową, z ostrymi ząbkami, więc robię sobie z automatu pięć ślicznych dziurek na palcu, potem, próbując poprawić rolki w taśmie przygniatam sobie inny palec, kantem kartonu uderzam się w czoło, nożykiem ranię nadgarstek, na koniec wylewam koleżance colę między innymi do pojemnika i kartonu z towarem, wywalam inny pojemnik, a jak już wydaje mi się, że wszystko mam za sobą, pół tubki kremu ląduje zamiast na mojej ręce, to na podłodze.

Jestem niewyspana i pokraczna.
20:45, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 listopada 2016
Byliśmy dzisiaj na jarmarku w Katowicach, trafiliśmy na świetny koncert, grupa nazywa się bodajże Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, naprawdę - Jana była zachwycona, my też oczywiście, ale w jej wykonaniu zachwyt jest bardziej uroczy.

Zaczął sypać śnieg. Najpierw krupy, czy jak to się tam nazywa, potem prawdziwe płatki. Mrozu jeszcze nie było, w sumie nadal nie ma, jest mniej więcej 1-2 stopnie powyżej zera, ale i tak jest zimno w policzki i tak cudownie sentymentalnie. Pomyślałam o tych kilometrach wydeptanych w Parku Kościuszki, o tym nieśmiałym przytulaniu się, pierwszych pocałunkach (minęło właśnie 15 lat, tak gdzieś dziesięć dni temu).

Wracając z Tuwima wyciągnęłam rękę za siebie.
Złapał.
Nadal wszystko na swoim miejscu.
20:41, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53