Skopiuj CSS
wtorek, 07 października 2014
Są takie dni w roku, kiedy notatka musi być.
Siedem lat temu straciłam beztroskę. Zasypiałam w wąskie sali z takim wielkim krzyżem na ścianie (miałam makabryczne skojarzenia, wjeżdżając do niej, oj, miałam...). Zamiast beztroski pojawiło się takie dziwne uczucie. Niby mówię "Co ma być, to będzie, nie ma po co się spinać", ale robię to z zaciśniętymi zębami.

Żal każdego życia, zwłaszcza jeśli to był ktoś, kto miał mi już towarzyszyć całe życie. Był jedną z moich kończyn. Amputowano ją. Janka wyrosła w zupełnie innym miejscu i już zawsze będzie o jedną osobę za mało.

Każdy ma jakieś blizny. Ja się z nimi pogodziłam. Po prostu pamiętam. Już nie płaczę. Poważnie. Da się nie płakać. Da się żyć po śmierci. Jest smutno, ale przechodzi, jeśli patrzy się na to, co się ma.
I tyle.

Dwa pytania
A co byś zrobił gdybym
Wykradła Dzieciątko ze żłóbka
Schowała pod kocem
Dopieszczała zawładnęła
Po ludzku człowieczeństwo Jego
Ubóstwiała?

Dlaczego spomiędzy nóg
Ciągle rozchylonych
Nie wypadają przedwcześnie noworodki
A te które zaciśnięte
Zwykle upuszczają?
00:15, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 października 2014
To nie jest tak, że są ludzie, którym życzę śmierci.
A na pewno nie jest tego wyznacznikiem to, czy kogoś lubię czy nie.
Czasem bywa to, że kogoś kocham i widzę, jak bardzo cierpi, ale dopóki on ma nadzieję, to ja nie mam odwagi życzyć mu końca.

Bo życie jest darem, musimy je przeżyć od początku do końca i - tylko ciężkie cierpienie może usprawiedliwić to, że chce się umrzeć.

Kiedy odchodzi ktoś młody, kiedy umiera młoda matka, to zawsze jest źle. Nie wiem nawet, jak napisać o tym, co czułam po przeczytaniu wiadomości - tym razem potwierdzonej, że nie żyje Ania Przybylska. To uderzyło jakoś tak. Kilka razy sprawdzałam na portalach, bo nadal miałam nadzieję, przecież już raz ktoś na niej postawił krzyżyk. Na pewno cierpiała w swojej chorobie i na pewno bolało ją to, że opuszcza dzieci.

Lubiłam ją. Lubiłam jej twarz, ciągle taką dziewczęcą. Lubiłam jej postawę. Taką ciepłą, rodzinną. Może to było więc tak, że w ciągu tych krótkich lat życia ona zdobyła już mądrość potrzebną do tego, żeby być dobrym człowiekiem. Tak pewnie miało być. Nie będę tu pisać o tym, że wszędzie w mediach pełno jest pasożytów, a człowiek, który pokazuje normalne wzorce, umiera i pozostaje dziura. Bo Ania mogłaby być idolem właśnie dla kobiet, które dla rodziny zrobiłyby wszystko. I jest mi tak przykro, że jej nie ma.

Ten dzień był taki wesoły. Jana obchodzi piąte urodziny (właśnie mija pięć lat od momentu, kiedy lekarze zaprosili mnie na salę operacyjną), bliska mi kobietka napisała, że wygląda na to, że za niecałe 9 miesięcy będzie miała maleństwo i choć jednocześnie sercem jestem z wszystkimi tymi, które nie są w ciąży, a chciałyby (ochrona danych osobowych, może nie chcą, żeby o tym publicznie pisać, ale wiem, że będą wiedziały, o kogo chodzi...), to naprawdę się cieszyłam (chociaż sama, jak ostatnio rozważałam, to gdyby ktoś powiedział mi, że za powiedzmy, 50000zł może mi operacyjnie zrekonstruować szyjkę macicy, to bym się nie wahała wziąć kredyt, żeby tylko mieć normalną ciążę i zajść, i nie leżeć w łóżku przez pół roku).

Teraz dalej się cieszę, ale chwilowo zadumałam się nad ulotnością życia ludzkiego.
22:26, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 października 2014
Szykuję się właśnie na wesele.
I wczoraj, po długich wewnętrznych walkach, w które został wciągnięty Lenin, dokonałam wyboru sukienki (pod uwagę brałam przede wszystkim wygodę), a dziś mam wątpliwości. Ostatnie imprezy na jakich byłam, to było wesele Monisi i... Cóż, sześćdziesiątka Cioci Heli.
I teraz nie wiem, bo Ciocia Marysia jest taka wrażliwa, i może pokojarzyć (sukienka jest specyficzna). I nie chodzi o to, że może mi robić wyrzuty - ona nigdy nie robi wyrzutów. Ale może jej być przykro, bo bardzo śmierć Cioci Heli przeżyła. Wszyscy przeżyliśmy, ale nie da się ukryć, że akurat Ciocia Marysia jest wyjątkowo wrażliwym i uważnym obserwatorem i wszystko mocno bierze do serca.
A co do serca - mam też serduszko, które noszę na wszelkie imprezy. Właśnie po Cioci Heli. Ale ja lubię nosić te rzeczy, które mam od niej - z tego względu, że ona tak lubiła żyć i bawić się, korzystać z każdej okazji, żeby się spotkać z rodziną, przyjaciółmi, zrobić coś wspólnie, potańczyć.
O, jak Ciocia Hela lubiła tańczyć, jak lubiła muzykę...
Brakuje nam jej. Przy takich okazjach szczególnie.
10:49, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »