Skopiuj CSS
sobota, 31 października 2009
We'll never ruin neach others day - cause when I'm through, I just click - and you just go away...
Studenci: Przesłałam linka Kryzysowi: http://i.demotywatory.pl/uploads/1256675242_by_kecajaloj_500.jpg Coz: Też tak robiliście? Kryzys: Nie Kryzys: Parówki były za drogie.
czwartek, 29 października 2009
Po badaniu wzroku - jest dobrze. Mała ma oczka w porządku.
środa, 28 października 2009
"- Oznaczenie diody: cqp - Chce kupę?" [Sosnowiecki Elektronik]
wtorek, 27 października 2009
Alex, jak Ty sobie dawałaś radę???
poniedziałek, 26 października 2009
Właściwie nawet zmęczona nie jestem, a na pewno nie chce mi się spać...
I can tell, But you do, so they can go to hell
sobota, 24 października 2009
Mała dziś w nocy krzyczała, ja nie wiedziałam, o co jej chodzi, popłakałam się, wyglądała, jakby chciała do piersi, a nie chciała ssać, ręce opadają, nie wiedziałam, czy to brzuszek boli, ale płakała inaczej, niż z chorym brzuszkiem...

Okazało się, że jest ulana po samą szyję. Biedactwo.

Nie mam czasu i ochoty na sen, jest tyle rzeczy do zrobienia...

Właśnie zagaduje mnie ktoś na Tlenie: "Cześć, mam na imię Radek, popiszemy?". Spytałam, czy możemy o mojej trzytygodniowej córce. Już dawno mnie przestały bawić rozmowy z takimi facetami. Starzeję się, czy kurzeję?

Muszę wymyślić coś, żeby nie iść do pracy za te kilkanaście tygodni. Jak ja mam tego Skrzata zostawić w domu? W żłobku? Gdziekolwiek?

Ona nie wypuszcza mnie nawet na spacer z Samcem i psem...

Aja, jak wpadła, to dała mi buzi i powiedziała: "Byłaś dzielna!", jakby wiedziała. Nie byłam dzielna, chyba że za dzielność uważa się fakt, że nie uciekłam z sali operacyjnej.

A teraz mam tego małego potwora...


16:07, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 października 2009
Żabka pokazuje różki. W nocy płacze, je co godzinę, dwie, w dzień nie chce wcale jeść, za to śpi po pięć - sześć godzin, wczoraj nawet osiem. Byliśmy u lekarza, stwierdził, że taki foremny krasnoludek. Patrzy coraz rozsądniej. Musimy iść do okulisty na kontrolę, ale nie wiadomo właściwie, gdzie, bo na Ligocie są odległe terminy, na Ceglaną nie da się dodzwonić, ręce opadają. A to dopiero pierwsze badania, za miesiąc ortopeda, za sześć tygodni USG główki, w trzecim miesiącu audiolog. Jakoś nie umiem się pozbierać z tym wszystkim. Cieszę się Żabką, chociaż doprowadza mnie do łez chwilami, bo nie rozumiem, czego chce ode mnie. Samiec szaleje z remontem, w przyszłym tygodniu będziemy mogły się tam zainstalować. Tęsknię za naszym mieszkankiem, w końcu nie było mnie tem od 13..09. Nadal męczy mnie ten kaszel, ale do lekarza pójdę dopiero, jak będę w Siemianowicach. Raczej nie jest to nic zaraźliwego, jakieś pozostałości po tym czymś, co mnie brało. Podobno N., jak wychodził z bloku porodowego, to się śmiał. W sumie, to niedziwne, gadałam przez cały poród, mam takie wrażenie, zresztą zawsze gadam jednym ciągiem, jak się denerwuję. Nie powstrzymało mnie nawet to, że byłam pod tlenem i miałam problem z wydawaniem z siebie dźwięków. Pani anestezjolog stała nade mną i odwracała moją uwagę od brzucha. A ja, z braku tematu, opowiadałam o wszystkim, co czuję. Że jest mi niedobrze, że mnie szarpią, że mi się słabo robi. I tak dalej. Zapomniałam tylko wspomnieć, że rzygać mi się chce, jak mi kładą narzędzia na żołądku. Ale podczas naturalnego też cały czas relacjonowałam swój stan. I myślę, że to chyba się przydaje lekarzom, zwłaszcza u pacjentki, z którą jest nienajlepiej...? A - N. zarzucił dowcipem, jak leżałam jeszcze niezasłonięta na fotelu zabiegowym, spojrzałam w niezapalone lampy i spytałam: "To ja się będę w tych lampach widzieć?" Odpowiedział: "Tak.", takim najzupełniej poważnym tonem. Ale jak się zapaliły, to nie widziałam. Mała jest rozkoszna, śmieje się cały czas, na razie bezgłośnie, ale dziś w nocy miałam wrażenie, że roześmiała się na głos. I już myślę nad tym, żeby jednak iść na wychowawczy. Przynajmniej do momentu, aż skończy rok. Nie wiem, jak będziemy żyć za wypłatę Samca, która nie jest zbyt wysoka, ale nie jest na tyle niska, żeby nas kwalifikować do zasiłków. Ale damy radę. Wychodzę z założenia, że brak pieniędzy nie może być przeszkodą w pogłębianiu więzi z własnym dzieckiem. Nie samym chlebem żyje człowiek. U mnie w rodzinie mówi się, że "jeśli pieniądze są jedynym problemem, to nie mam żadnych problemów". Słowa, których muszę nauczyć Małą: - orzędzia [narzędzia] - jarzywa [warzywa, jarzyny] - tarapet [parapet] - zierbię [źrebię] - jebaciek [źrebaczek] - kordła [kołdra] - Ardian [bo w końcu Tatuś ma trudne imię] - pieldolki [pomidory] - chujanka [choinka] - hujas [juhas] - mercedes [sedes] - kombinerki [nerki] - barszczyk [świerszczyk] - rosice [rodzice] - cajniki [jajniki] - jacenica [jajecznica] - powtór [potwór] - kilka [cokolwiek to było, jest wynikiem skrótów myślowych dorosłych] - rekrama [kamera] - kubusiaczek [kubuś puchatek] To takie najpierwsze, nasze rodzinne legendy...
13:09, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 października 2009
Reakcja Żujki - bezcenna. Warczała, szczekała, aż się zanosiła, kiedy go przytargałyśmy. Mam szczęście do dobrych, tanich zakupów, jeszcze muszę dokupić do niego kółka, bo puszczają powietrze.
niedziela, 18 października 2009
Na razie u moich rodziców, samiec kończy remont. Mała je, jak szalona, prawie dwa razy więcej, niż w szpitalu. Może zacznie lepiej przybierać na wadze?

Wszyscy nad nią stoją, dzisiaj przyjeżdża moja Babcia, a jej Prababcia. Stęskniona już, zresztą wszyscy tęsknią za nią. Taka wyczekana jest. Byłam cierpliwa. Naprawdę, w tej kwestii przekroczyłam własne możliwości. Jestem z siebie dumna.

Wczoraj płakałam ze zmęczenia, bo dzień był taki szalony - rano pielęgniarka u Małej pytała mnie, czy wychodzę dzisiaj, ja oczywiście, że nic o tym nie wiem, potem na obchodzie pani ginekolog stwierdziła, że mogą mnie wypisać w każdej chwili, ja, że czekam na dziecko.

A potem przyszła pani pediatra i walnęła: "Do domu. Dzisiaj."
Okazało się, że:
- z trzech aut u moich rodziców na chodzie jest tylko jedno.
- Kryzys na zajęciach, Tata i Gilon na giełdzie
- Teście na wsi.
- nie mam nosidełka
- ciuszki są jeszcze u Aji
- papiery z przychodni w Siemianowicach
- Samiec czeka na odbiór łóżka, bo musieli kupić, jak moje się rozpadło [zabawne, to on zawsze twierdzi, że mam tendencje do podejmowania decyzji bez pytania jego o zdanie :). Nie, żeby mi to przeszkadzało w tym wypadku, łóżko i tak trzeba było kupić, więc odetchnęłam z ulgą, że przeszło bez wykłócania się, czy aby na pewno jest to niezbędny wydatek...]

Ale dotarłyśmy. Zmiana pieluchy u dwukilogramowego maleństwa jednak nie jest aż tak straszna. Straszne to jest to, ja Żaba zaczyna płakać, a ja nie wiem, dlaczego.
Uczę się jej dopiero.
11:31, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 października 2009
Czasem mam ochotę zostać tam przy niej na noc. Wprawdzie nie wygląda na bardzo samotną, czy spragnioną mojej obecności, ale ja tego potrzebuję.
Ma szalone oczy, takie nieprzytomne, aż czasem się boję, czy z nią wszystko ok. Ale potem wraca świadomość, że ona jeszcze nie za dobrze widzi.

Samiec wczoraj najwyraźniej wrócił do stanu stabilizacji, bo na moje małe smutki i obawy stwierdził, że panikuję i muszę sobie pomarudzić.

No, tak, ale dwa razy przez moje panikowanie uratowałam swoją skórę. Bo teraz, tego 3go października byłam upierdliwa i nie dałam się spławić. I wyszło na moje. Że miałam rację, poznałam reakcje mojego ciała i wiedziałam, co się ze mną dzieje, chociaż lekarz chciał to zignorować - i wystarczyło, że zadzwonił do N., a ten już wiedział, co robić.

Wolę sto razy zrobić z siebie idiotkę, robiąc cyrk, niż raz umrzeć, żeby uniknąć obciachu.

:)

Zaczyna wracać mój system hormonalny najwyraźniej. Energia mnie rozpiera, chce mi się Samczyska. Tęsknię fizycznie.
Taka słodka tęsknota. I pewnie nie zostanie zbyt szybko zaspokojona, bo przecież zanim dostosuję swój tryb życia do Małej i ona się dostosuje do nas, minie trochę czasu.

Sypiam niewiele w nocy, od 23 do 4, potem od 5:30 do 8. Niby zbiera się tego około 7 godzin, ale tak na raty naprawdę trudno jest wypocząć...
No, myślę, że trochę jednak uda mi się odespać.

Jesteśmy już prawdziwą rodziną - bo dla mnie nasza rodzina byłaby niepełna bez dziecka. Zastanawiam się, czy wróci mi kiedyś wena i zacznę w notatkach skupiać się na innych rzeczach, poza macierzyństwem?

W tej chwili to jest najważniejsze. Nowe doświadczenie, to coś, przez co miałam dziurę w sercu i pusty brzuch. Bo tego nie było, brakowało mi w życiu. Naprawdę, pomimo tego iż jestem słaba, mam siłę, nawet na wstawanie co trzy godziny [bo takie dwa dni zaliczyłam, jak miałam mało pokarmu], na całą procedurę mycia, wyparzania laktatora, mam siłę na przeżycie dnia, a tego już dawno nie czułam, dni jakoś mijały mi, byle dalej. I nawet nie chodzi mi o ciążę, ale o te półtora roku przed też.

Zęby mi się psują. Uroki karmienia piersią.

A teraz słucham "Killing birds" Chrisa Cornella.
Kwestia chrzestnych nadal pozostaje nierozwiązana.
Kurde. Chłopów w rodzinie nie brakuje, ale jakoś tam opornie nam idzie.

W nocy patrzę w okna w Akademikach. Lubię okna. Lubię je z zewnątrz, nawet nie muszę widzieć tego, co jest za nimi, ale sam widok okna w nocy wywołuje u mnie to bożonarodzeniowe świąteczne podniecenie. Zawsze miałam fioła na punkcie świateł w ciemności, jeśli kiedykolwiek dopadnie mnie tunel śmierci klinicznej, nie pójdę w stronę światła, tylko usiądę i będę się na nie gapić. Potrafię się tak zawiesić na kilka dobrych minut i sprawia mi to przyjemność.

Kiedy mnie przenosili na tą salę, gdzie teraz jestem, Martyna stwierdziła, że mi współczuje, bo atmosfera była tu nie najlepsza. Dwie matki dzieci, których nie mogły mieć przy sobie. Ale mi to nie przeszkadza, ja się umiem wyłączyć w takich sytuacjach. Słuchawki na uszy, jakiś film przed oczy i nic mnie nie rusza...

I czy tylko ja jestem taką pedantką, że jak coś cytuję, to sprawdzam kilka źródeł, żeby nie zrobić jakiegoś haniebnego byka?
[Wiem, że i tak mi się to zdarza, ale potrafię pięć razy edytować notkę, jak zauważę błąd...]
21:49, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Świetna sesja zdjęciowa w Vivie Iwony Pavlovic z mężem, zwłaszcza zdjęcie z plaży, naprawdę...

Oglądałam sobie "Nie ma róży bez ognia", rzuciło się w oczy co? Zarośnięte klaty. Tak nieestetycznie, przyznaję, ale jednocześnie wzbudza to przyjemne myśli. Uwielbiam Tyma, po prostu. Ta jego poza takiego głupka, który próbuje być cwaniaczkiem. Taki Homerowy chwilami.

Tęsknię za moim domkiem. Coraz bardziej. Samiec ze swoimi rodzicami robi porządki [ciekawe, czy wywalili dywan...?]. Jak skończą, to właściwie będę mogła wracać bezpośrednio tam. I zastanawiam się, czy nie zrobić tak, żebym tydzień spędziła u moich rodziców, tydzień u jego, a potem on wziąłby dwa tygodnie L4 i już byśmy urzędowali sami.
Trochę boję się tej samodzielności. Naprawdę, to wszystko niby wydaje się proste, nie mam większych obaw przed przewijaniem, czy kąpielą, ale i tak tracę głowę, kiedy widzę, jaka mała jest Janeczka. Niezależnie od ukończonej szkoły, nigdy nie miałam w rękach takiego drobnego dziecka.

I mam zajebiste włosy. Gęste i grube. Mam za to sińce pod oczami. Niestety, pewnie mam anemię, zresztą - czuję się słaba.

Przepisywałam "Dwie kreski" i znowu zaczęło mi się chcieć seksu, bliskości takiej najbliższej. Uff, znaczy, że wracam do pionu. Już nie myślę ze strachem o następnej ciąży. Wiem, że będę odczekiwać dwa lata, ale jak mi się potem trafi, to nie będę aż tak spanikowana. Bo początek dochodzenia do siebie po cesarce to była masakra, myślałam, że wszystko mi pęka, że na sto procent naruszyłam szwy, te w środku. Ale chyba wszystko jest w porządku.

Mała ma już dziesięć dni. I nabija się z moich piersi. Niedobra.
Ale jak jej nie kochać? Ma usta po Samcu, oczy podobno po mnie, ale mi się wydaje, że ma większe. I dołeczek w policzku chyba po kominiarzu :).
17:49, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
środa, 14 października 2009
W końcu miałam ją na piersi. Przy piersi. W ramionach. Dylemat, kiedy ręce zaczęły mi omdlewać, bo przecież nie mogę tak po prostu odłożyć jej do łóżeczka...
Próbowałam ją przystawiać do ssania, ale wykarmiona butelkami nie chce podjąć wysiłku ssania piersi. Trudno. W domu będziemy walczyć z tymi odzwyczajeniami.

Jestem szczęśliwa, zaczynam wierzyć troszkę w to, że może naprawdę to, że obydwie przeżyjemy, to nie jest za dużo szczęścia...

Czy naprawdę kiedyś bałam się ciąży?
Warto było zaryzykować...
18:23, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 października 2009
Faceci są rozczulający. Lubię patrzeć na Samca tak z boku, jak przy niej jesteśmy.
Nie spodziewałam się po nim tyle czułości. Wiem, nigdy nie był jakimś strasznie maczowatym facetem, ale teraz to już zupełnie inny człowiek. Mamy swoją Małą Księżniczkę, wiem, że będę zaborcza i przewrażliwiona na jej punkcie, mam nadzieję, że on to zrównoważy trochę. Zawsze, jak mu pokazywałam jakieś dzieci, to twierdził, że "dziecko, jak dziecko". Teraz też mówi, że "ona wygląda, jak dziecko, ale to jest moje dziecko". Ja wiem, że jest postrzelony i bywa nieodpowiedzialny, ale i tak mam wrażenie, że jest tą spokojną i stabilną stroną tego naszego związku.

Przestałam myśleć o seksie. To, w połączeniu z ogólnym złym samoosądem jest dla mnie bardzo dziwne. Może w domu mi się poprawi.
Jeszcze trochę plamię i pobolewa mnie macica przy sikaniu. Podobno to normalne, ale mnie znowu bierze panika.

Gdzie pan jest, panie doktorze N.? Przydałaby mi się konsultacja z nim. Jakoś on najlepiej reaguje na moje panikowanie.
Spokojnie, acz z troską. Niesamowity jest po prostu. I czasem naprawdę mam wrażenie, że nadajemy na tych samych falach. Może sobie to tylko wmawiam, ale wydaje mi się, że rozumiem dobrze jego motywy. Dziewczyny czasem płakały po jego wyjściu, bo potrafił być oschły. I mówił otwarcie o zagrożeniach. Ale ja tego potrzebowałam, żeby ktoś powiedział mi, że może być źle, nie wszystko musi się udać, ale że będzie robił wszystko, żeby było dobrze. Nadmierny optymizm dobija, kiedy coś się psuje. Znając zagrożenie, wiem, przed czym mam się bronić.

Miałam dużo szczęścia, że na niego trafiłam.
21:37, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
To, że dla mnie jest najpiękniejsza, to normalne. W końcu to moje dziecko. Ale podobno pielęgniarki się nią strasznie zachwycały. Rozpieszczanie Żabki zaczyna się od życia na oddziale. Nigdy w życiu nie podejrzewałam, że będę miała dziecko, które się będzie uśmiechało z dołeczkiem.
poniedziałek, 12 października 2009
Ha. W końcu się dowiedziałam. Mała ma zapalenie płuc. To znaczy miała, teraz z tego wychodzi. Waży 2060g, waga od wczoraj utrzymana.

Oglądam sobie "Makową Panienkę", bardzo kojące. Kurcze, czemu teraz takich bajek nie robią? To jest idealne dla takich maluchów.

A na "Ugly Betty" wczoraj się popłakałam. Brakowało mi kilku odcinków, więc swoją świadomość oparłam na skrótach i potem nastąpił tak nagły zwrot akcji, że się rozpłakałam. Ja wiem, to tylko film, bardziej komedia, niż tragedia, ale...

Muszę kupić sobie coś na zwiększenie laktacji. Żaba je coraz więcej, a ja za cholerę nie umiem ściągnąć więcej.
10:10, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 października 2009
Naprawdę trudno się pozbierać chwilami.
Podejrzewam, że huśtawka nastrojów jest normalna, ale czuję się:
- brzydka i nieatrakcyjna, mimo iż bliznę mam maleńką, ale ogolona jestem byle jak, brzuch mi jeszcze sterczy, mam spuchnięte kostki i sińce pod oczami.
- jeśli już zaczynam się pocieszać i wracać do pionu, myśląc o Żabce, to wraca strach o nią, bo wciąż czuję się niedoinformowana. Przynajmniej wiem, jakie leki bierze.
- potem mi się wydaje, że jestem głupia i wszystko wyolbrzymiam, że niepotrzebnie panikuję i nie umiem się niczym cieszyć.
- następnie przychodzi załamanie, kiedy próbuję odciągać pokarm i wylatuje mi ledwie 20ml. [Żaba zjada 13-15, więc pozostawię to bez komentarzy] I jak widzę, jak ją karmią i to mi się wydaje za mało dla niej...

Kat jest na mnie obrażona. Nie powiedziałam jej o tym, że mam córkę. Właściwie nikomu nie mówiłam. Z tego, co pamiętam, ostatnie wiadomości przekazywałam sobie z Casanundą i Turkutkiem, że jest źle ze mną i to było przed porodem. Zresztą, po tym, jak rozbiłam w magiczny sposób moją ukochaną i wymarzoną Nokię 3110 classic, pisałam tylko z ludźmi, którzy się do mnie odezwali, bo nie miałam numerów. Nokii używam tylko jako modemu i aparatu - na wyczucie bardziej, bo wewnętrzny ekran przecina jedno pęknięcie i kilka innych kresek.

Potem nie pisałam, bo się bardzo bałam, że zapeszę. Nadal się boję. Ale jak się wypisałam, to tak jakoś lżej...
Nie obchodzi mnie, że to ekshibicjonizm. Czasem tylko, po fakcie orientuję się, że kurde, ktoś może czuć się odkryty przez to, co napisałam. Samiec chyba raz okazał... Nie tyle niezadowolenie, co skrępowanie.

Kocham ich obydwoje. Wiem, że Samiec rozpieści Żabkę na sto procent, ale nigdy jej nie skrzywdzi. Tak stał dzisiaj nad tym inkubatorem, jakby to jego bolała jej czkawka. No, mnie też bolała, ale ja jestem matką. Ja jeszcze ją czuję chwilami w sobie.

Już się z siebie śmiejemy, że nie będziemy spać po nocach, jak wrócimy do domu, wysłuchując, czy oddycha. Na razie robimy zakupy dla niej. Rożek z Żabką.
I szukam jeszcze innych pierdółek.
19:30, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Moja Żabka nakarmiona. Wczoraj wieczorem na nią patrzyłam i jak tak leżała i wodziła po świecie nieprzytomnymi oczami, nie chcąc zasnąć, przypomniały mi się opowieści o tym, że ja też tak miałam.

W pewnym momencie wyglądała, jakby już, już, ale nie, znowu powieki w górę. I jak stamtąd wyjść?

Je coraz więcej, rozważana jest możliwość zaprzestania dokarmiania jej kroplówką. Żeby tylko odłączyli jej antybiotyki...

Cały czas jestem pełna niepokoju. Że może czegoś mi nie powiedzieli, że może naprawdę nie jest tak źle. Jak to ze mną jest? Jednocześnie skrajnie naiwna i niesamowicie nieufna...?

O piątej zaczynam ruch na sali, wiedząc, że Żabce zdarza się domagać jedzenia przed szóstą. Odciągam, potem budzi się Kasia, która dziecko ma w Zabrzu, ale odciąga, żeby nie zatrzymać laktacji, potem budzi się Aga i walczy ze strzykawką, a ja jestem wdzięczna mojej mamie za laktator. Nawał pokarmu wprawdzie minął, ale i tak piersi mam obolałe. Wiadomo, byłabym w stanie odciągać strzykawką, ale cieszę się, że nie muszę cierpieć. Chociaż zastanawiam się, czy gdybym troszkę pocierpiała, to nie wyszłoby mi to na dobre, bo nie miałabym tych głupich, paranoicznych myśli...

Element humorystyczny.
Wczoraj skończyłam wieczorne odciąganie, zerkam na pocztę i w tej chwili przyszedł mail z mbanku, zatytułowany: "Nie daj się doić!"

:)

Czasem nawet spam jest pozytywny.

Świat nabiera kolorów jesieni. Kiedy tu lądowałam, było jeszcze zielono, teraz drzewa mają kolor dopasowany do moich włosów, ale kto by się przejmował kolorystyką...?

Dwa lata temu byłam już w domu i wyłam. Tak bardzo tęskniłam za Olafem. Moja Mała Żabka będzie najstarszą córeczką, niestety, nie będzie miała starszego brata. Tęsknię za nim nadal, ale mniej boleśnie. Uśmiecham się do tych wspomnień. Jest w końcu dobrze. Jakby mi nigdy nic nie było, jakbym nie szalała.

Może nawet, za jakiś czas, wyjdę sama na miasto...?
06:19, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2