Skopiuj CSS
niedziela, 24 września 2017

W dorosłym nauczyłam się trudnej sztuki unikania.

Unikania odpowiedzi - choć w mojej naturze leży gadanie bez myślenia, zupełnie bez zgłębiania, jakie będą konsekwencje, po prostu sytuacje wytresowaly mnie, żeby milczeć.

Unikania konfliktów. Choć czasem coś we mnie się skręca, żeby komuś dopiec, powiedzieć, co o nim myślę. A czasem mam ochotę włożyć kij w mrowisko i patrzeć, jak inni latają w przerażeniu.

Ale też unikania sytuacji stresowych, więc stąd te dwa pierwsze punkty, bo niestety, choć przed akcją jestem Kozak, to po nie do końca sobie radzę z konsekwencjami. Unikania w efekcie życia, coraz bardziej cofan się pod naporem cudzych poglądów, odpuszczam.

Hello, nie tak ma wyglądać dorosłe życie. Dorosłe życie ma być wolnością emocjonalną. Ma być świadomym i mądrym zaznaczeniem własnej tożsamości. Ma być rozwojem.

To nie nerwica mnie hamuje. To głupi ludzie, którzy chcą mnie szantażem emocjonalnym dopasować do swoich wymagań.

11:31, dziewczynalenina
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 września 2017
Szesnaście i pół roku związku to dużo w naszych czasach. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy to, co jest centrum tego stanu to rzeczywiste potrzeby, czy syndrom sztokholmski i nadal nie potrafię powiedzieć, która odpowiedź jest właściwa.

Jednak od jakiegoś czasu czuję, że się duszę. Druga strona niby chce dobrze, ale wiem, że to "dobrze" polega na tym, że ma być mi dobrze, żebym się dobrze sprawowała, a ja jestem przekorna i ta przekora mnie dusi aż do bólu, poważnie, w tym tygodniu pojawiły się objawy układu kostnego i krążenia, więc jest źle.

Psychika mi siada, kiedy pędzę na spotkanie, zamykam oczy z przerażenia, bo już wiem, że nie odległość jest problemem, a uczucia. Coś mnie zagarnia od szesnastu lat, wsysa moje najlepsze cechy, wypluwa kogoś zupełnie innego. Nie powinnam była szukać przyczyn moich problemów we mnie, oskarżać się, że to ja coś źle robię.

Jestem najlepsza, jaka mogę być, a ktoś nie potrafi tego docenić, dlatego to, co nazywałam po cichu nielojalnością, czy zdradą, teraz wydaje mi się jedyną rozsądną opcją i kwestią czasu.
11:34, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 września 2017
Właściwie to wczoraj chciałam zrobić bogatą notkę muzyczną o Marina And The Diamonds, ale zamiar powstał przedwczoraj, a od wczoraj już nie jest tak sielsko, więc...

Większość z nas ma bliskie osoby. Kogoś, kogo kocha, o kogo się troszczy. Ja mam ich bardzo dużo i czasem, kiedy z kimś jest źle, to chciałabym, żeby to mi było źle (ale to tak nie działa, gdybym wyraziła to otwarcie, to pewnie skończyłoby się na tym, że i ja, i ta osoba cierpiałybyśmy, Pan B. lubi to). Plączę się z kąta w kąt, chciałabym pomóc, a nie bardzo wiem, jak.

Wyobraźcie sobie, że ktoś cierpi nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, wiecie o tym, ale ten ktoś próbuje być twardy, chociaż nie śpi po nocach, bojąc się przyszłości. Wiem o tym, a nie mówię ani słowa, bo nie chcę, żeby kochana osoba pękła, chcę żeby była twarda i dalej dążyła do celu, jakikolwiek sobie ustali. Umiem trzymać za rękę, martwić się za kogoś, chociaż to ostatnie nie pomaga.

Wkurwia mnie to, że mówią nam, że Pan B. jest taki miłosierny, że oddał nam swojego syna. Oddał, bo wiedział, że go nie traci. Kiedy my patrzymy na cierpienie naszych bliskich, nie mamy pewności, a każe się nam wierzyć w Niego. W gościa, który zamiast wybaczyć nam to, że postępując zgodnie z daną nam przez Niego wolną wolą zrobiliśmy coś wbrew jego woli, pozwala nam zabić swoje dziecko, żeby pokazać, jak bardzo nas kocha, jednocześnie wiedząc, że za trzy dni je wskrzesi.

Wiem, jestem straszna, pewnie paru osobom się to nie spodoba, ale nie wierzę w to, że cierpienie umacnia. Już kiedyś pisałam - cierpienie testuje, jak bardzo silni jesteśmy. I to wcale nie jest tak, że po teście stajemy się silniejsi. Wręcz przeciwnie - stajemy coraz bliżej naszych granic.
18:40, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Właściwie to wczoraj chciałam zrobić bogatą notkę muzyczną o Marina And The Diamonds, ale zamiar powstał przedwczoraj, a od wczoraj już nie jest tak sielsko, więc...

Większość z nas ma bliskie osoby. Kogoś, kogo kocha, o kogo się troszczy. Ja mam ich bardzo dużo i czasem, kiedy z kimś jest źle, to chciałabym, żeby to mi było źle (ale to tak nie działa, gdybym wyraziła to otwarcie, to pewnie skończyłoby się na tym, że i ja, i ta osoba cierpiałybyśmy, Pan B. lubi to). Plączę się z kąta w kąt, chciałabym pomóc, a nie bardzo wiem, jak.

Wyobraźcie sobie, że ktoś cierpi nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, wiecie o tym, ale ten ktoś próbuje być twardy, chociaż nie śpi po nocach, bojąc się przyszłości. Wiem o tym, a nie mówię ani słowa, bo nie chcę, żeby kochana osoba pękła, chcę żeby była twarda i dalej dążyła do celu, jakikolwiek sobie ustali. Umiem trzymać za rękę, martwić się za kogoś, chociaż to ostatnie nie pomaga.

Wkurwia mnie to, że mówią nam, że Pan B. jest taki miłosierny, że oddał nam swojego syna. Oddał, bo wiedział, że go nie traci. Kiedy my patrzymy na cierpienie naszych bliskich, nie mamy pewności, a każe się nam wierzyć w Niego. W gościa, który zamiast wybaczyć nam to, że postępując zgodnie z daną nam przez Niego wolną wolą zrobiliśmy coś wbrew jego woli, pozwala nam zabić swoje dziecko, żeby pokazać, jak bardzo nas kocha, jednocześnie wiedząc, że za trzy dni je wskrzesi.

Wiem, jestem straszna, pewnie paru osobom się to nie spodoba, ale nie wierzę w to, że cierpienie umacnia. Już kiedyś pisałam - cierpienie testuje, jak bardzo silni jesteśmy. I to wcale nie jest tak, że po teście stajemy się silniejsi. Wręcz przeciwnie - stajemy coraz bliżej naszych granic.
18:40, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 września 2017
Wczoraj w końcu dostaliśmy aneksy z nowymi stawkami i, może jestem w tym wypadku za bardzo pewna siebie, ale stawka "pracownik powyżej 5 lat stażu" przy moich 16 latach pracy w jednym miejscu nie bardzo mnie zadowala. Zwłaszcza, że tak naprawdę te podwyżki to taka próba zatrzymania nas na wypadek kuszenia z magazynu konkurencji (stawia się w połowie mojej dotychczasowej drogi z domu do pracy, więc nie czuję się jakoś wybitnie przekonana finansowo, jeśli dla mnie największym stresem jest te czterdzieści minut w autobusie), ale nadal czekam, czy spróbują czegoś lepszego...)
I jednocześnie taki większy luz mam po sobotniej rozmowie z Kasztanem - między innymi o zarobkach, o tym jak ciężko związać koniec z końcem (kochana, ja zawsze mogę sprzedawać książki, z których się śmiejesz, że mam tak dużo :*). Porównałyśmy nieco nasze dochody i... Kurde, da się. Nawet, jak mnie zwolnią, to przecież mam dwie ręce, sprawne, choć dawno nie trenowane, mam zajebisty umysł, tylko czasu nie mam. Rękodzieło nie jest mi straszne, mogę dawać korepetycje z polskiego, mogę w sumie nawet dawać korepetycje z angielskiego, o ile ktoś nie wymaga papierów, mogę pisać pisma do urzędów, mogę wprowadzać poprawki do prac magisterskich, hej, normalnie, na mojej firmie i okolicznych marketach świat się nie kończy!

Zaliczyliśmy Rock Noc - jestem zachwycona zespołem Chico, poprzednio, kiedy poszłam z Lożą Szyderców (było cudnie, Baby, ale mało muzycznie, za to bardzo sarkastycznie), nie miałam okazji tak się wsłuchać, a na płytach wokal wypada dużo gorzej. Wyobraźcie sobie, wyszedł na scenę koleś o wymiarach kwadratu (FIT - fajny i tusty), czy może koła, totalnie niezauważalny na ulicy i zaczął dawać czadu głosem (no i gadką między utworami, strasznie sympatyczną), tak, że moja muzyczna jaźń się zakochała. To było wprost niemożliwe do ogarnięcia, że można w jednej sekundzie przejść od śpiewu do wrzasku i na odwrót.

Był też zespół Illusion, na który szłam tak w sumie dla towarzystwa (musiałam zobaczyć spotkanie kolegów ze szkolnej ławy po piętnastu latach od matury, musiałam. I nie zawiodłam się, za to ja dostałam sprzeczne informacje: "Hej, ona jest dalej taka złośliwa, jak była!" i "Kiedyś byłaś dla mnie milsza!"), a dostałam świetną zabawę, ze skakaniem, z drącymi się nad uchem mordami (zazwyczaj mam jedną, teraz miałam stereo). Ogólnie Illusion to zespół, którego nie słucham, bo jakoś te teksty mnie tak nie przekonują, ale koncertowo... Polecam.

Na tapecie Volbeat, chcę na ich koncert, aż przeglądałam trasy, żeby tak coś blisko. Jednocześnie z tyłu głowy lata mi, że przegapiam trasę Stone Sour, chociaż nowy album jest tak beznadziejny, że jakby poskładać fajne kawałki, to może... Nie, chyba starczyłoby na bonusy do jakiegoś singla, bo są ich całe dwa - "Fabuless" i "Hydrograd". Ale ten Volbeat na koncertach musi być niesamowity, tyle energii...
17:04, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »