Skopiuj CSS
sobota, 25 września 2010
Ten na długo nie zostanie - zbyt biały.

I wspomnienie lata:


A z komórki nie da się dodawać plików. Mogę wysłać na mail albo komórkę w formacie amr. Idealne do budzenia.
22:53, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
Ciekawe, skąd się wzięło to gadanie, że im później wychodzą zęby, tym są zdrowsze?
Samczyskowi wyrosły, jak miał 3 miesiące, czy nawet wcześniej i od tego czasu - zero problemów z nimi. Naprawdę. To znaczy, teraz już ma inne - ale też niemożliwe, jest jedyną znaną mi osobą, która mając 28 lat ma chyba 1 wyrwanego i 1 plombowanego. Nie licząc tej dwójki, którą ubił na boisku, czy gdzieś tam, w każdym bądź razie - uraz mechaniczny.
Za to jego brat ma wiecznie problemy - przy nim te moje to nic wielkiego...
Pomijając te dwie dolne jedynki, które po ciąży robią się coraz bardziej pokruszone. Znaczy moje, nie brata Samca.

Żaba ma na razie 2 dolne jedynki, dziąsła opuchnięte okropnie u góry, wygląda na to, że idą jej dwie wielkie łopaty. Biedna mała. Ale cieszyłabym się, gdyby miała kształt zębów po mnie. Ja tam lubię wyraziste górne jedynki u kobiet. Nie przeczę, że to być może dlatego, że my w rodzinie prawie wszystkie mamy dość duże zęby. A Żaba ma usta po rodzinie mojego taty. I zdecydowanie moje brwi. Włosy na sto procent takie, jak Samiec, ale kształt oczu też jak ja - okrągłe i brodę też moją. A mimo to wydaje się bardziej podobna do niego.

Lubię na nią patrzeć. Lubię w ogóle budzić się w nocy i patrzeć na moją rodzinę. Czasem boję się, że stracę któreś z nich, ale zwykle strach ucieka, bo nie mam na niego czasu.

I czas wybrać się do ginekologa, chyba wybierzemy się w czwórkę - ja, mama, Aja i Kasztan.

Swoją drogą, facet ma niezłą renomę. Najpierw mama poszła, zachęcona moją postawą po jego wizytach, potem wyciągnęła Aję,ta miała nieco gorsze przejścia, ale Kasztan chyba też jest w stanie mu zaufać.

Muszę tam zawieźć i pokazać mu Żabę.
21:27, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
W czwartek zaniepokoiłam się stanem jednego z salonowców. Aż do tego stopnia, że śniło mi się, że mu wysłałam maila.

W piątek dowiedziałam się od wspólnej znajomej, o co chodziło.

Dziś w nocy śniło mi się znów coś powiązanego z tym. Nie jest to jakiś wybitnie bliski znajomy, a jeden z tych, którzy pomimo iż wie, jak wyglądam, był dla mnie zawsze bardzo życzliwy.

Żaba stawia pierwsze kroki, jak pingwinek. I z uśmiechem na twarzy. Uczy się śpiewać, jest w tym jeszcze śmieszniejsza. I jest małą terrorystką. Niepokorną i twardą w negocjacjach.

Ale ja jestem jeszcze silniejsza. Dostała dziś w łapę, jak mi gaz odkręciła na maksa i omal nie spaliłam sosu. Tzn: sos mnie mniej martwi, niż to, że ona wszystkiego próbuje po sto razy. Nie mam na nią metody, wszelkie odwracanie uwagi nie działa.
A to jest obsługa zmywarki wprost z nocnika:

Szkoda tylko, że nie mam jak umieszczać tu dźwięków, nagrałabym jej wrzaski wieczorne w ramach buntu przed zasypianiem.
18:39, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 września 2010
Zapomniałam napisać, że przyznano nam dodatkowe becikowe, zasiłek rodzinny i dodatek.

Odetchnęliśmy z ulgą.

I tak - jesień jest, kasztanów u nas zbyt mało, żeby pokazać je Żabie, ale i tak jesień jest złota i piękna.
19:03, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Kurde, znalazłam przez przypadek.



I przyznam, trochę mi się tak ubogo zrobiło.
Linka wklejam kupamięci.
Jakbym przypadkiem wygrała w RMF.
http://allegro.pl/ocieplane-futerkiem-muszkieterki-czarne-sexy-35-i1241108732.html
19:01, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 września 2010
Udało mi się w końcu wpaść do Kozy Margoli. Jej Buła i Dziebucha plus moja Żaba... Tak, chcę, żeby Żaba miała rodzeństwo. Byli rozkoszni. Dziebucha jest z tego samego rocznika, co Żaba, ale o jakieś 8-9 miesięcy starsza, ale niewiele większa, taka drobniejsza. Buła w końcu ruszył z gadaniem - aż byłam zaskoczona. On naprawdę genialnie się komunikował z otoczeniem, zanim zaczął mówić, a teraz, w sumie po pójściu do przedszkola, zaczął mówić już po naszemu.

Nikiszowiec jest piękny, uwielbiam zabudowę tej dzielnicy Katowic. Nic, tylko kręcić, zdjęcia robić! Właściwie teoretycznie to nie jest coś, co powinno mnie zachwycać - same kamienice, bez skrawka zieleni, jedynie te przyduszone kasztany na podwórkach, zdeptane trawniki, przerabiane zresztą coraz częściej na parkingi, ale...
Ma swój urok. Idzie się między bramami, a one opowiadają swoje historie, są chłodne, latem staję w nich i oddycham dzieciństwem, tak - kiedy byłam dzieckiem, przerażały mnie - zamieszkane przez menelstwo i szczury, ciemne, niewyraźne, a jednak teraz zamykam oczy, wdycham zapach wilgoci i posiłków, i jakoś tak mi lekko na duszy.
Bardzo często zaglądam ludziom do okien. Nawet, jeśli są zasłonięte, to i tak zaglądam i bardzo chcę ciepłe, czerwone, albo pomarańczowe zasłony w moim mieszkaniu. Nie muszą być grube, ale żeby na zewnątrz mógł jakiś człowiek poczuć się tak, jak ja przechodząc pod oknami, będę miała takie właśnie.

Jestem wypoczęta po tym urlopie. Udało nam się co nieco poukładać między nami, pozałatwiać kilka urzędowych spraw, chociaż na mieszkaniu byliśmy bardzo rzadko, to i tak uważam, że coś z tego urlopu wykorzystaliśmy.
23:49, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
środa, 15 września 2010
Bo znowu wyszły niejasności - blokady zrobiłam, żeby się z mężem nie kłócić, a tamte dwie strony pozbawiłam siebie, bo:
1. facebooka używałam głównie do zooworld, a że dotarłam do maksimum moich możliwości i wiedziałam, że na wyższy poziom nie przejdę, to zrezygnowałam. Facebook, jak już pisałam wcześniej gdzieś - drażnił mnie. Bezmyślnie akceptowałam wszelkie zaproszenia - głównie z Portalu Pisarskiego i Hattricka, po czym zorientowałam się, że z tych wszystkich ludzi znam może pięcioro.
2. a co do nk, to historia jest dłuższa. Nie, nie dłuższa. Po prostu za dużo ludzi ma tam konta. Zaczynało mnie to tak trochę nużyć i włączyła mi się przekora. I trochę też sprawdzanie, czy zdobędę się na to. I w sumie najbardziej z tego wszystkiego żałuję galerii. Jak widać - nawiązane znajomości na nk wcale nie sprawiły, żeby koło mnie pojawili się nowi ludzie. Poza tym... Cóż - odświeżając tam znajomości, zwykle wiedziałam, kogo skąd znam. A teraz już 1/3 nie pamiętałam.

Nie, nie jestem biedna. Może czułabym się jakoś pokrzywdzona, gdyby nie to, że sama jestem o wiele większą zazdrośnicą, niż Samiec. Jemu się to włączyło pierwszy raz. I tak długo był cierpliwy.

Nie należę do kobiet, nad którymi trzeba się litować. Nie dam sobie zrobić krzywdy i mam bardzo jasne pojęcie o tym, czym dla mnie jest miłość, i w imię jakichś chorych jej odmian nie pozwolę ograniczyć swojej wolności. Samiec nie dał mi ultimatum, tylko zadał kilka pytań, po których stwierdziłam, że owszem, ma rację przynajmniej w części i rozumiem jego uczucia, że to, co robiłam względem - "nazwijmy rzecz po imieniu" [dla tych, co znają mnie z czasów "przednetu" to taka perełka :)] - Casanundy MOGŁO być dwuznaczne. Ok. Z dodawania i odejmowania wyszło mi, że po pierwsze - Samiec jest dla mnie ważniejszy, po drugie - ja dla niego jestem również najważniejsza i upieranie się na pozycji "nie będziesz mi mówił, kto ma być moim kumplem" byłoby nieco głupie. Zwłaszcza, że Casanunda jest ostatnią osobą, która chciałaby, abym o niego toczyła walki z własnym mężem.

To tak dla wyjaśnienia. Konto na last.fm zostaje, bo jest tematyczne, skierowane na moją ulubioną rozrywkę, muzykę.
20:33, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 12 września 2010
Bawiliśmy się świetnie. Moje biodra nigdy nie dojdą do siebie po tym - nogi mnie nie bolą WCALE, pomimo butów, które ostatnio, na imprezie u Cioci Heli wydawały mi się nie do tańczenia, tym razem okazały się super wygodne.
Aż dziwne. Fajnie, bo mam dwie pary takich - grafitowe i kremowe.

Więc tak. Tańczyłam cały czas z Samcem, kilka razy z panem młodym, który za drugim razem nie pamiętał, że już ze mną tańczył, bombę miał zajebistą, hehe. Jedzenie było super, aż dzisiaj mnie mdli z przejedzenia, naprawdę - kaca nie mam, bo wypiłam pół lampki wina i pół kieliszka wódki, może piłabym wódkę, ale kieliszki mieli jakieś olbrzymie, przerażały mnie po prostu, może to i dobrze.

Ludkę zobaczyłam z innej strony - zawsze wydawała mi się taka spięta [myślę, że ciąży nad nią klątwa dwudziestego siódmego marca, bo ja taka jestem, a i doktor N. też jest taki... Oschły na pierwszy rzut oka], a na tym weselu - nie mogło być weselszej panny młodej.

Hity:
W sumie trudno powiedzieć. Na pewno hitem nie była zawodowa para taneczna, bo laska była ubrana nieco nieadekwatnie, jakieś wdzianko z totalnie gołymi plecami, kurde, no na wesele przyszli tańczyć, więc mogli się jakoś tak ładnie ubrać, a nie dupa na wierzchu, zawsze mi się podobały sukienki tancerek, takie wielkie i bajkowe do walca, krótkie, zwiewne i frędzelkowe do szybszych tańców, a teraz to, moim zdaniem schodzi na psy. Najpiękniejszym elementem figury tancerki są silne nogi, a w spodniach tego nie widać.

Jednym z hitów było karaoke na koniec. Śpiewanie "Ukrainy" przez trzech mężczyzn rozłożyło na łopatki. Niestety - wtedy już kamerzystów nie było, czyli klasyka - najlepsze momenty mamy w pamięci, a nie na płytce.

Jedno krótkie spięcie, bo Samiec dał się porwać świadkowej, która jest zbyt atrakcyjna, żebym mogła odpuścić [na szczęście nie jest ładna, a na dodatek miała mocny makijaż, co spowodowało, że wyglądała nieco starzej].

Moja nowa sukienka wytrzymała do dziewiętnastej, jak pojechałam zawieźć Żabę do moich rodziców, to się przebrałam, bo ta nowa sukienka jest bardzo plamonieodporna. A założyłam czarną elastyczną, w której zdecydowanie czułam się sobą.

Konto na facebooku usunięte, na naszej-klasie też. Mam to wszystko w dupie, jak ktoś chce, to ze mną złapie kontakt. Niestety - Yoshko nie odzywa się, więc z salonu nie zniknęłam.

Aha, nie odzywa się, bo w ferworze walki obok Casanundy na gg zablokowałam również jego, a także innych facetów z ht. Nie będę się kłócić z moim mężem o pierdoły.

I dla uspokojenia Samca mówię, że żaden z nich, mając mój numer telefonu, nie poczuł się tym zaniepokojony.
15:28, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 września 2010
Nie wcisnęłam się nawet z pomocą pasa w sukienkę na wesele.

Pozostały mi dwie czarne. Na czarno nie wypada iść na wesele, trza więc coś wymyślić. Albo tamta sprzed dwóch notek. Wyć mi się chce. Kurwa, tyle sukienek trwale zwężonych, bo byłam pewna, że nie będę nigdy grubsza, a tu porażka.

Ale się cieszę, że już nie jestem aż taka chuda.
17:26, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »