Skopiuj CSS
środa, 30 września 2009
hania wyszła dziś, przyszła jakaś nowa dziewczyna. martyna wychodzi w piątek.
ja się czuję nienajlepiej, miałam jeden skurcz podczas ktg. magnezu nie dostaję już. źle, bardzo źle. hydroksyzynę tylko na noc.

mówią, że każdego można kupić, wszystko jest kwestią ceny. nie wiem. za pieniądze - niekoniecznie. za inne dobra? to w sumie każdy związek jest jak handel wymienny.

martwię się. jeszcze dwa tygodnie i będzie jeszcze lepiej. następne dwa tygodnie i już będzie spokój.
ale nie wytrzymam tyle, bo dziecko jest takie wielkie, że mam wrażenie, że mi już wystaje dziecko.

pół metra to za dużo na moją miniaturową macicę bez zabezpieczenia przed wypadaniem.

wtulić się tak wieczorem w jego ramiona, tak bardzo mi tego brakuje, oglądam sobie "ugly betty" i "sex and the city". to pierwsze jest fenomenalne na mój stan. takie słodkie i nieszkodliwe.
a drugie bardzo sympatyczne i pasuje mi całą ideologią.

no i od jutra słuchamy zakopowera. bo nam się podoba sebastian karpiel-bułecka. taki zbiorowy schiz.
:)

jak mi brakuje samca czasami. to znaczy prawie zawsze, ale wieczorem to koszmarnie. przyjeżdża co drugi-trzeci dzień, ale... no, wiecie. fizyczność też jest ważna.
21:38, dziewczynalenina , ciąża
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 września 2009
n., jak dziś wychodził z naszej sali, to po prostu chichotał.
jednak taka sala, gdzie ludzie się nie zmieniają, jest plusem.

ręka dalej mnie boli.
samiec zmęczony.
bez sensu tak, ale nie ma innej opcji. wprawdzie teraz mogłabym leżeć już w siemianowicach, ale tu jest i tak bezpieczniej.

nie chce mi się nic.
20:02, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 września 2009
boli mnie od wenflonu ręka, a dopiero pierwszy dzień go mam. wczorajszy trzeba było zdjąć, bo też mnie bolał. płaczę z bezsilności, jak zwykle zresztą. ja wiem, że co bym nie mówiła, nie jestem tu na wczasach, ani w sanatorium [choć w naszej sali zrobiła się taka wylęgarnia długoterminówek, bo ja mam koniec 33 tygodnia i do końca, iwona 29 lub 30 i też "czekają, co będzie, im dłużej tym lepiej", martynę w 34 chcieli brać na cesarkę już jakiś czas temu, a hania kończy 38 i nie do końca wiemy, co z nią, a ogólnie mamy bardzo wesoło], ale wiem, że wenflon w ręce nie musi boleć, a mnie boli i to całkiem mocno. wczorajszy też bolał, więc się niepokoję. wkurwia mnie to wszystko.

smarkula taka dziś przyszła zgrabna i ładna, jak samiec był, więc mnie poniosło. znaczy w odwiedziny. ja wiem, jestem straszna z tą zazdrością, ale mam zły humor dziś.
21:21, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 września 2009
jak osoba po studiach, nauczycielka, mówi że jej koleżanka się "ożeniła", a słowa "bynajmniej" używa zamiast słowa "przynajmniej", to mnie skręca. ja sama nie mówię zbyt poprawnie, ale staram się używać słów zgodnie z ich znaczeniem.

a moja była wychowawczyni wkleiła w śledzia "5P13RD4L4J-5L3D21U"

rozłożyła mnie na łopatki...
18:28, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 września 2009
ostatnio zwróciłam pewnej osobie, o której zdanie mam raczej dobre, zwłaszcza w kwestii intelektu i zrozumienia, że ma błąd w zawiadomieniu o śmierci pewnej gwiazdy [swoją drogą gwiazdy, którą ja też uważam za swego rodzaju ikonę], co już samo w sobie jest dla mnie głupie, ale w tym wypadku w imieniu tejże gwiazdy był błąd. dostałam od niej [koleżanki, nie gwiazdy] wiadomość do profilu, że powinnam się wykazać jakąś empatią.

empatią? ale błąd w nazwie własnej to dla mnie brak szacunku. a zwłaszcza w jakimś dopracowanym nekrologu.
i trochę komicznie przypomina mi się, jak agatka na zajęciach robiła sobie taki artystyczny napis "przemek z energetyka"
dopracowała, poprawiła, wygładziła, wyrównała, pokolorowała.
w tym momencie któraś z nas trzech przyglądających się temu, spytała:
- "premek"?
:)

o "rmf fm najlepsza muzyka napisał już samiec. nie będę się powtarzać.

ps: znowu mogę do ubikacji. pan doktor na szczęście rozumie potrzebę higieny u kogoś, czyje dziecko zmarło na sepsę.
dowiedziałam się wielu rzeczy o tej poprzedniej ciąży i żałuję, że wtedy bałam się pytać, wiedzieć. gdybym wiedziała, już dawno miałabym drugie dziecko. strach ogranicza bardziej niż zewnętrzna władza.
19:02, dziewczynalenina , ciąża
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 września 2009
jest mi coraz spokojniej. od wczoraj akcja skurcze. znowu basen, znowu zakaz opuszczania łóżka, mycie się tylko w misce. dupa powyżej poziomu głowy. już sobie wyobrażam, jak będę wyglądać za cztery tygodnie. a może sześć? zaczynamy powoli 33 tydzień, dziecko w niedzielę nawywijało się za wsze czasy, może to od tego dostałam skurczy w poniedziałek, że moja macica po prostu nie wytrzymała. za to teraz w miarę spokój, choć oczywiście boję się, że coś jest nie tak, że maleństwo jest słabe. ale wszystko wskazuje na to, że przesypia cały dzień.

słucham muzyki... kocham muzykę, zastanawiam się, czy przypadkiem nie podśpiewuję pod nosem.

i jakoś tak pasuje mi "so sad so lonely"...

chociaż szczerze mówiąc, to od wczoraj mam wkurw totalny. po raz pierwszy w życiu dzisiaj zdarzyło mi się popłakać bez łez z wściekłości.
ok - bezpieczeństwo jest ważne, ale co komu wadzi, że mam bajzel na szafce? już i tak zrobiłam postępy, że mam kosmetyki na innej półce, niż jedzenie. N dzisiaj tylko spojrzał na tą szafkę, ale wyraźnie widziałam, jak machnął ręką...
[jest wiele cech podobieństwa baranków]
za to położna marudziła, że nie ma gdzie mi śniadania postawić.
jakby spytała grzeczniej, to bym jej powiedziała, że mam składany stolik na łóżko i może mi na nim postawić.
dla mnie to minimum samodzielności, które pozwala mi zachować wrażenie godności, jest właśnie tym bajzlem. tak naprawdę mam na szafce tylko niezbędne rzeczy - prawie co do milimetra opracowane tak, żeby pod ręką było to, czego używam najczęście. to, że im się nie podoba, że taki rarytas, jak laptok leży u mnie nie pod kluczem, to mi wisi. ja wiem, że nikt mi tego nie ukradnie. zabrałby wtedy ze sobą wszystkie moje nieszczęścia.

i "the end is the beginning is the end" też mi pasuje...

kolejne w tej całej zabawie z godnością jest to, że są ludzie, nawet z personelu, bo jeśli chodzi o pacjentów, to mogę zrozumieć takie roztrzepanie, którzy nie zamykają drzwi. a ja leżę przy drzwiach i kurwa mam ochotę się spytać takiej jednej, czy drugiej, czy ona jak wchodzi do kibla, to też zostawia drzwi otwarte?
bo ja czasem muszę na basen. i mało to przyjemne, jak muszę czekać, aż ktoś przyjdzie, bo akurat nikogo chodzącego nie ma na sali.

iwony córeczka jednak rośnie, przybrała około 100g, więc widmo cesarki przed 30 tygodniem u niej się oddala. fajnie, bo leżymy razem i obydwie jak najdłużej. z mojego powodu panowie doktorzy byli zadowoleni, bo w końcu udało się przystopować dziecko o tydzień. tydzień to dużo. mówiło się w zeszłym tygodniu o tym, żeby do 34, teraz wydaje mi się, że będą próbować dłużej.

liczę dni, których jest tak niewiele do końca. mam nadzieję, że tylko ciąży, a nie mnie, albo dzieciaka.
nie spieszę się. rośnie we mnie ta cierpliwość, tylko czasem rodzi się jędza i ma ochotę komuś wbić nóż w plecy.

"the first cut is the deepest"

dostaję tabletki na uspokojenie, tak że spanie mam dobre. ale te sny...
1. uderzenie rakiety w okolicach mijanki w siemianowicach, że szukałam samca i gilona, bo kryzys był ze mną, a oni poleźli zobaczyć, co się stało.
2. że tata miał zeza i prowadził
3. że wybieraliśmy się w góry - raz z moimi braćmi i samcem, nie wiem gdzie, ale bagaży mieliśmy od groma i ciut, a jeszcze chcieliśmy zabrać żujkę i kozę z majką.
4. że wybierałam się w góry z kryzysem, staliśmy nawet na peronie, kiedy zorientowałam się, że przecież jestem w ciąży i dużo nie pochodzę.
5. że poszłam do pracy na psycho znów i dali mi do szkolenia jakichś smarków, a pati wysłali do pomocy na leki. i mnie zaczął brzuch boleć i się wkurzałam, że jak mi krzesła nie przyniosą, to idę na L4.
6. dużo dużo jedzenia, słodyczy, kupowanie słodyczy, jedzenie, oglądanie
7. pociągi, ciągle pociągi, tory kolejowe, perony, przedziały, kible w pociągach
8. i raz trochę seksu. ale mam takie dziwne rozdwojenie: że samiec ze mną zrywa, a ja mam to w dupie, bo przecież mam samca. <-tam nie ma błędu, to zdanie znaczy dokładnie to, co ma znaczyć.

"them bones"

trzymajcie kciuki nadal. przydałaby się jakaś modlitwa, ale sama modlę się i nie czuję tego. myślałam o pójściu do spowiedzi, ale nie umiem. mam sztywny kark, kiedyś mi go ktoś złamie. zraniona i zniechęcona nie potrafię być pokorna.
15:18, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 września 2009
generalnie to jest średnio.
kiedy w poniedziałek dotarłam do szpitala [przez te cholerne korki trwało to prawie trzy godziny], na izbie przyjęć okazało się, że mam spore rozwarcie i widać pęcherz płodowy, więc ja od razu w bek. na wózek i szukanie miejsca dla mnie.

wylądowałam na patologii ciąży, mój lekarz przyszedł zaraz mnie zbadać. podłączyli mi magnez, na szczęście fenoterol doustnie i jeszcze hydroksyzynę.
magnez odłączyli mi dopiero w środę, a od piątku mogę nawet wstać do ubikacji i pod prysznic.

przez salę przewinęło się już kilka dziewczyn:
- jadzia - trzecia ciąża, 36 tygodni, cukrzyca ciążowa
- aga - też na finiszu, chyba coś z sercem
- monika - do porodu, cesarka ze względu na kręgosłup i to w znieczuleniu ogólnym
- ania - do cesarki, wielowodzie, dziecko z wadą przełyku
- aga - do cesarki, dziecko z wadą serca
- iwona - małowodzie i coś z przepływami, 28 tygodni.
z tą ostatnią jedziemy na tym samym wózku. obydwie musimy być cierpliwe i czekać, jak najdłużej. właściwie niecałe 2 miesiące przede mną. to nie jest dużo, naprawdę. całą sobą uśmiecham się do tego maleństwa, jakiejkolwiek płci by nie było. z usg wyszło, że ma 1400-1500g. olaf w tym czasie na usg wychodził 1700g, więc tym bardziej drżę, bo to taka kruszyna przecież...

18:10, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 września 2009
jadę sobie do szpitala. wczoraj w tesco spotkałam pana doktora, ale mnie nie zauważył, cóż, nawet jak samiec wydarł się do niego "dzień dobry", a głos to on ma donośny...
sobota, 12 września 2009
z kat się nie widziałam. estera w końcu się odezwała. i chwała bogu, bo siwiałam troszkę ze zmartwienia, a jak jeszcze kat...
bo mnie wczoraj wściekła ta gówniara, co się wgapiała w samczysko. na dodatek on dzisiaj w nocy szukał przez sen asi i marysi.
środa, 09 września 2009
tak się zastanawiam - przez osiem lat polegaliśmy na metodach jak najmniej inwazyjnych [od bodajże 2003 to nawet prezerwatywy były sporadyczne], ale teraz, po kolejnej ciąży wszystko może się zmienić - głównie chodzi o moje cykle. przeglądam więc serwisy o antykoncepcji, ale nadal się waham. chyba za dobrego chłopa mam, że daje mi wybór, bo z tego co wiem, nadal jest tak, że większość facetów [nawet tych religijnych] pozostawia kwestię niezachodzenia w ciążę kobiecie [najbardziej lubię tych, co przypominają swoim kobietom o wzięciu tabletek. bo ja to jestem skleroza, więc samiec też by się musiał do tego przyłożyć]. wierzę, że są tabletki, które mogą mieć zminimalizowane skutki uboczne, a jednocześnie wiem, że ja już podczas czytania ulotki mam prawie wszystkie [a bez czytania nigdy nie biorę leków]. no i tak wiszę. po pierwszej ciąży hormonki wróciły mi natychmiast na swoje pozycje, cykl zrobił się taki, jak był, no o dwa dni krótszy, jest więc nadzieja.
ale jak sobie pomyślę, jak mi się teraz seksu chce, to naprawdę zastanawiam się nad tabletkami.
zwłaszcza, że zdarza się, że kobiety po nich mają mniejszą ochotę...
:)

sny mam dziwne. szpital mi się śnił. ale miło. to znaczy codziennie mam jakieś sny, ale ten o szpitalu był wyjątkowy. taki wesoły. i leżałam na łóżku piętrowym, a ze mną na sali była żona mr i on przyszedł do nas i oczywiście odwalił jakieś przedstawienie.
12:45, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 września 2009
patrzę tak na tą kępę za oknem i wcale nie żałuję dzisiejszego dnia...
sobota, 05 września 2009
czasem nadal mam wrażenie bycia tylko w teraźniejszości, tak jakby wczoraj, jakiekolwiek wczoraj - czy to sprzed pięciu, dziesięciu, dwóch lat, czy sprzed pół roku nie istniało. może dlatego potrafię ze słodkim uporem, po baraniemu, walić głową w mur i milion razy popełniać ten sam błąd.
środa, 02 września 2009
kryzys i samiec pojechali do wisły do linaparku, właśnie mi dzwonili, że wyłączają komórki, bo wchodzą.
wtorek, 01 września 2009
od jakiegoś czasu przeglądam regularnie. oczywiście - jeszcze nie założyłam konta, ale już tam widziałam jakąś kozę, więc pewnie nie założę.

ale chciałam na jeden temat.
co drugi demot dotyczy "nk". chuj strzela. że to portal dla ludzi bez klasy, że laski tam sobie robią zdjęcia jak kurwy i takie tam. ja nie mam problemów jakoś. u mnie na zdjęciach moich znajomych wszystkie kobiety są poubierane, jedna tylko ma tendencje do robienia sobie fotek "z perspektywy gały", ale ogólnie moi znajomi wypadają dobrze - w moich oczach. mam coś koło 300, większość znam z reala, jest może dziesięć osób, z którymi połączył mnie pp, ht, czy - wczesny okres mojego netowania - czateria [a skoro tak długo się znamy z czatu, to też chyba dobrze, nawet jeśli mitrus, bo o nim mówię, nie odwiedził mnie jeszcze, chociaż w siemcach mieszkam już 2 lata :)] i nie widziałam ich nigdy w życiu, ale fajnie się w końcu dowiedzieć, jak wyglądają.

i teraz pojawia się taki demot:
http://demotywatory.pl/119381/Jeszcze-wiecej
i się zastanawiam, jak nisko musiałabym spaść, żeby na ludzi, z którymi się kumpluję mówić "parszywe mordy"? żeby przyznawać się do ludzi, których potem nazwę w tajemnicy "parszywymi mordami"?
[pomijając fakt, że jest coś takiego, jak wolność wyboru - nawet na nk - po pierwsze - można się wcale tam nie rejestrować. po drugie, można znajomych dobierać z głową, po trzecie - wyłączyć sobie opcję powiadamiania o zdjęciach znajomych, skoro dla kogoś jest takim bólem świadomość, że ktoś ma aparat].

i jeszcze jeden:
http://demotywatory.pl/119389/To-juz
nie wiem, jak wy, ale ja nie mam żadnego takiego.
może jestem za stara?
i dlatego traktuję nk jako portal towarzyski?
09:42, dziewczynalenina , na zewnątrz
Link Komentarze (2) »