Skopiuj CSS
piątek, 26 sierpnia 2011
...Naprawdę nie rozumiem demota, w którym ktoś [przypuszczalnie kobieta] zarzucała współczesnym mężczyznom, że wymagają od kobiet dokładnej depilacji, sami będą zarośniętymi jak Puszcza Kampinoska [w jej pisowni Kampinowska, ale to już szczegół, którego tylko ja się mogłam czepić].

Po pierwsze nie rozumiem, bo ja się golę sama dla siebie. Feromony, nie feromony, wygolone łatwiej utrzymać w higienie. Samiec nigdy ode mnie tego nie wymagał. No, może gdybym była bardziej zarośnięta od niego, to byłoby inaczej.
Po drugie - różnice są piękne. Właśnie moher na klacie, kilkudniowy, czy nawet kilkumiesięczny zarost... Oczywiście nie przeszkadzają mi też zarośnięte pachy [nawet czasem to jakoś tak zniesmacza...], a golenie nóg u facetów przeraża. O "tych bajerach" się nie wypowiem, bo to mnie w ogóle nie interesuje.
Może i jestem okrutna w tej wizji Wielkiego Zarośniętego Pana Samca, o gołębim sercu i wyjebanej w kosmos odporności psychicznej, że wszelcy romantycy, wrażliwi i delikatni, o gładkich buziach i dłoniach nienawykłych do fizycznej pracy się obrażą, ale to jest moje zdanie. Spokojnie, wiem, że nie wszystkie kobiety tak myślą, każda z nas ma swoje typy.

Co to ja miałam? Ciężka skleroza, ale cieszę się, że przynajmniej tyle z siebie wywaliłam, korzystając z lapa kryzysowego, który prawdopodobnie Samiec kupi sobie kiedyś. Kiedy - nie wiadomo, mam osiem dni zwolnienia lekarskiego, więc przyszły miesiąc pod względem kasy będzie szalenie zaciskający pasa.

Szykując się na to, zasuszam swój żołądek. I tak nie mam apetytu.
00:09, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Nie umiem sobie poradzić z byciem nowoczesną kobietą. Zawsze jakaś kategoria traci. W najlepszym wypadku robota, kiedy tam jestem nerwowa [i tak nikt tego nie widzi], śpiąca, małomówna, niewydajna.

Ale częściej jest mi źle, kiedy mam chwilę na siedzenie z Jajeczką, a wtedy zauważam wszystko, co jeszcze mam do roboty... Samiec nie wymaga ode mnie, żeby to było zrobione, a ja i tak dałam się zapędzić czasom w kozi róg [hehe] i niestety, znowu psychika mi się wiesza, zatrzymuje na negatywnych emocjach, nie popuszcza, wpadam w spiralę gniewu. Zdarza się, że wrzasnę na Jajkę. Oczywiście zaraz Samiec powie, że cały czas się drę. Nie, nie cały czas. Jasne, chciałabym być bardziej cierpliwa, szczególnie w stosunku do niej, ale z drugiej strony - nie chcę jej okłamywać, że jest pępkiem świata [owszem, jest pępkiem mojego świata], że wszystkie jej małe złości i złośliwości zawsze przejdą bez odzewu, czy że rozładuje atmosferę rozśmieszając drugą stronę.

Jej ostatnie "mamo, mamo, Basiu!" położyło mnie na łopatki. Jest coraz sprytniejsza, gadatliwa [podobno jest to najdłuższe słowo w języku chińskim, składa się z ponad 60 znaków, taka ciekawostka, ale sprawdźcie dokładnie, zanim będziecie chcieli zaimponować mądrzejszym/głupszym], mądrzejsza.
23:00, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Mamy niefajnie w pracy, zwolnienia idą pełną parą, a kierownik poszedł na urlop. Tzn: odkąd on poszedł na urlop, to nie było zwolnień, ale i tak...
Dowcip polega na tym, że Samiec ma umowę do 21. sierpnia, a kierownik wraca dopiero 22., więc nie bardzo wiemy, co robić.

Jajeczko rośnie jak na drożdżach, a jeszcze szybciej rośnie jej zasób słów. Dzisiaj byliśmy w Zoo w Chorzowie i były całe stada "pipi", i muchy ["jata mucha", "sio mucha", co dziwne, wszystko inne bezbłędnie "lata"], na jakieś bydło rogate powiedziała "ichaaaaa", zaś na kuce "muu", ale tak naprawdę rozwalający był "tutuć", czyli słoń. Woła już, kiedy chce na nocnik, ale nadal dłuższe wypady przechodzi w pieluszce, bo w afektacji zdarza jej się nie pamiętać.

Bałam się, że ten wypad będzie dla nas większą zabawą, niż dla niej, a jednak nie - najwyraźniej bawiła się całkiem dobrze, poza tym momentem, kiedy darła się, bo ją ściągnęłam z ogona dinozaura.

Pieski nadal są "uf", we wszelkich odmianach, bo "tata papa [z] ufim". Kotek to rozbrajające i płaczliwe "miaaaaa", a baranek "baaaa". Chyba, że akurat przypomni sobie swoją ulubioną bajkę, to jest "timi timi". Kiedy zaczyna się "Jake i Piraci z Nibylandii", krzyczy "johoho", trzepaczka do jajek to "butan", ona sama jest "Jaja Niunia" [bo mamie Samca nie podoba się, że ona mówi o sobie "Jajo", więc nauczyła ją "Niunia", co z kolei mi się źle kojarzy...], ja jestem mama, Samiec tata, babcia to "ciapcia" lub "psiapsia", dziadek "dziadzia", ciotka "csiocsia", za wyjątkiem żony brata Samca, która jest "csiocsia Lusia", oburzona woła "mamo!", "tato!", a bardzo zdesperowana "Basia mama" i "Adi tata".

Teraz jest u mojej mamy i tak mi pusto, chociaż nada usypianie jej to koszmarek, ale... Teraz by już spała, a ja bym słuchała, jak sobie spokojnie oddycha.

Aha, wąż to "ssss". Zmiękczone lekko. A ping pong to "jajo".
22:27, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »