Skopiuj CSS
sobota, 30 lipca 2016
Po koncercie God's Favorite Drug.
Jak zwykle było miło, mimo iż Olkowi solidnie łamał się głos. Lubię klimat ich koncertów, jest w tym coś szczerego, takiego z tych naszych młodych lat.
Uwielbiam grunge. Nie znoszę Nirvany, słabo znam Pearl Jam, ale te wszystkie inne, szufladkowane pod ten rodzaj muzyki wchodzą mi lekko.

Na widowni członkowie Chico i Sarang. Oczywiście - mi te twarze nic nie mówią, naprawdę to drażni, kiedy maksimum możliwości mojego mózgu to powiedzieć mi, że tego kogoś chyba znam, albo przypomina kogoś, kogo znam.
(Pomijając już jeden, jedyny raz, kiedy poznałam kogoś przy drugim spotkaniu, ale ten ktoś mnie zignorował. I ten ktoś powinien wiedzieć, że o nim piszę ;))

Katowice zmieniły się nie do poznania. Stały się takie beznamiętne, jak Wrocław. Tyle, że Wrocław ma swoje cudowne krasnoludki, a Katowice nie mają nic, a przez to, że tak się zmieniają, zacierają się również wspomnienia.

I to wspomnienia chciałam podać, jako przykład kontrastów w tym mieście.
Sytuacja 1:
Siedzimy na ławce pod dworcem, na przystanku w kierunku Giszowca (pamięta ktoś?), Lenin za moimi plecami, lekko mnie obejmując. Nie robiliśmy nic zdrożnego (a mieliśmy różne przypały w tamtych latach... No, dobra, zawsze mamy...), naprawdę. A tu leci jakiś moher i drze się do nas:
- W domu takie rzeczy! W krzaki idźcie, a nie tak w miejscu publicznym!

Sytuacja 2:
Siedzieliśmy chyba w tej samej pozycji na przystanku na Mysłowice (pamięta ktoś?). Idzie jakiś gościu:
- Dużo szczęścia życzę!

Stary dworzec w Katowicach miał urok. Był brzydki, zasyfiony, śmierdział potem, przedtem, fchuj i inne części fizjologii.
Był paskudny.
Ale miał swój klimat. Ten nie wiem, czy ma. Wchodzę tam czasami, ale nie ma miejsca na to, żeby się zamyślić. Żeby przejść i nie natrafić wzrokiem na punkt usługowy bądź handlowy.

A pamiętacie grillowane kanapki?
To było coś!

Teraz jest może bardziej estetycznie. Może, nie wiem, nie znam się na tym, lubię nosić glany do miniówki, więc pewnie moje estetyka jest dziwna, ale nawet idąc nocą, która to pora w Katowicach była kiedyś magiczna, pełna dziwaków i niebezpiecznych złudzeń, teraz odczuwa się nic.

Ale może po prostu się starzeję i spowszedniały mi silne uczucia względem miejsc...?
23:18, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 lipca 2016
Kiedy jest w końcu upalna niedziela i mogę iść na basen, to
mam @.
Jednak zrywam się z rana, byśmy wzięli się i poszli, cóż, najwyżej pogrzeję tyłek na słoneczku, to
rodzina docenia mój gest i śpi do oporu.

Są takie dni, kiedy cieszę się z każdej cechy Samca, która jest przeciwieństwem cech mojego taty.
Są to zazwyczaj weekendy.

Miała być notka długa i pokrętna, ale wstali w końcu.
09:42, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lipca 2016
Szłam sobie przez miasto, z sześciu przystanków wycięłam trzy i od razu mam czas na przemyślenia.
Naprawdę nienawidzę lata. Dawno temu nie pociłam się ani w połowie tak mocno, a teraz... Może to wiek, może pozostałości po Fenoterolu, nie wiem.

Nienawidzę, kiedy ktoś broni mnie przede mną. Kiedy mówię, że jestem zła, jestem szczera. Owszem, jestem wrażliwa na ludzką krzywdę, ale jednocześnie mocno odczuwam chęć krzywdzenia innych tylko po to, by ich przekonać, jak bardzo mnie kochają.
Tak nie robią dobrzy ludzie.
Tak, próbuję być lepsza.
Czasem nawet wychodzi, ale... Ludzie i tak wiedzą swoje, oceniają mnie tylko przez to, co chcą widzieć.

Nie, ja nie mówię, że jestem całkiem brzydka. Po prostu moja uroda nigdy nie powalała do tego stopnia, żeby ktokolwiek mógł sądzić, że ma wpływ na to, że ludzie mnie oceniają lepiej. Owszem, mam podobno niesamowity uśmiech. Nawet od wroga kiedyś to usłyszałam. Owszem, mam niebieskie oczy, w których widać wszystko. I całkiem niezłą figurę. Podobam się specyficznej grupie odbiorców. W większości kobietom ;)
Ale z tą nieładnością chodziło mi bardziej o to, że czując się szarą myszką i tęskniąc za jakąś oszałamiającą urodą nigdy nie spodziewałam się tego, że za jakiś czas będzie to mój powód satysfakcji - nie mam czego zatrzymywać na siłę. Mam mój zajebisty umysł, mam charakter, dla mojego męża nadal jestem atrakcyjna choćby z tych dwóch powodów. Nie muszę się o niego martwić, że odejdzie do młodszej, ładniejszej. Dla niego nie muszę dźwigać piersi, wygładzać twarzy. Tak patrzyłam dzisiaj na swój brzuch, kiedy kładłam się spać i - cholera, no. Jest kobiecy. Z dodatkiem cellulitu, z wiotką skórą. Niech sobie taki będzie. A co.

Samiec, kiedy mówię, że jestem wredna, nigdy nie mówi, że nie.
On wie najlepiej. Myślę, że to jest jego wyjątkowość. Może widzi mnie taką, jaką jestem naprawdę?
18:33, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lipca 2016
Jak zwykle, gdy miałam sprzątać, pomalowałam paznokcie, czego zwykle nie robię.
Przynajmniej podlałam kwiatki.

Problem z ludźmi, którzy nie lubią się kłócić jest taki, że im się to kumuluje, a nie układa i potem, zamiast uwalniać energię, kłótnia pozostawia wyrzuty sumienia. Gdybyśmy obydwoje byli cholerykami, pewnie jedno z nas już by nie żyło. Szkoda, że Samiec, jak w "Elastic heart", jeśli przeciągam strunę, pęka boleśnie dla mnie. Dla siebie też, bo dla niego każda kłótnia, którą on wywoła jest życiową porażką.

Helloł, kłótnia to nie błąd. Kłótnia to element bycia razem.

Trzymam się znowu na uboczu. Oglądam zdjęcia moich koleżanek i uderza mnie to, że jest kilka takich, które na siłę, w mocno widoczny sposób próbują nie przyjąć do wiadomości tego, że zmienia się nam wiek. Nie jesteśmy już dwudziestkami. Mamy po trzydzieści kilka lat i tony makijażu oraz liftingi nie oszukają czasu.

Przez nie ja czuję się staro, bo może tak naprawdę wyglądam już na tyle, ile mam, a nie zauważam powolnych zmian. Może powinnam nieco odmłodzić swój wygląd? Ale chyba nie, w pracy nadal bliżej mi mentalnie do tych młodych mamuś, niż tych, które powoli szykują się do bycia babciami, chociaż różnica wieku w obu przypadkach jest taka sama, jedynie kierunek różny.

Wchodzę znowu w tryb autystyczny, nie chce mi się podtrzymywać konwersacji, łatwiej pisać, niż mówić, prawda, Lee?

Ok, machnęłam makijaż. Żeby nie było tak, że nie przejmuję się tym, że wiekowo odpowiadające mi koleżanki są głupie. Nie są.

Może jestem naiwna, wierząc, że umysł przyciąga bardziej, niż młode ciało. Samczysko docenia i to, i to. A z dnia na dzień jestem coraz silniejsza.

I w sumie cieszę się, że nigdy nie byłam uderzająco ładna. Przynajmniej teraz nie odczuwam odejścia urody.

Jutro dziewiąta rocznica ślubu.
Wytrzymaliśmy.
To jeszcze z czterdzieści, czy coś, a potem będziemy razem straszyć ludzi.

Czy byty niematerialne uprawiają seks?
18:10, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 lipca 2016
W pracy wylądowałam na stanowisku "idź i zrób to, co trzeba", czyli jestem wolna. Tzn: nieformalnie, po prostu wyjątkowo jest tyle ludzi, że wystarcza na obstawienie sektorów.

Mamy dziwny przepis, który mówi, że nie można podnieść głosu na nowego pracownika, co doprowadza do tego, że za numery, za które stary dostałby zjebę na opamiętanie, im nie możemy zwrócić uwagi, bo bardzo trudno zwraca się uwagę, kiedy jest się megawkurwionym i trzeba działać szybko.
Nie wytrzymujemy nerwowo, bo niektórzy są bezczelni i wykorzystują to, a dyrekcja nie da sobie powiedzieć, że najlepszymi pracownikami są teraz ci, którzy w początkowym okresie przechodzili szkołę życia. Nie obchodzi mnie, że przyszło do nas pokolenie wychowane bezstresowo. Wychowanie takie to mit. Życie jest tak stresogenne, że wychowanie musi do tego przygotować. Nie, nie tym, że będziemy dziecko bić, karać i straszyć. Ale nie można izolować od normalnych emocji i udawać, że nie czujemy złości.

Zresztą - to nie są dzieci. To ludzie, którzy mają dwadzieścia lat i maturę za sobą. Nikt mi nie powie, że szkoła przebiegła im bezstresowo. No, chyba że byli totalnymi imbecylami z powołania i bez ambicji rozwoju.

Z szybkiego seksu wpadam w sen z kontynuacją. Nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą, że po kilku latach związku chce się mniej. Chce się inaczej. To nie jest tak, że facet, wchodząc w stały związek uważa, że seks mu się należy.
Kobieta też. Tylko niektóre nie dają sobie do tego prawa.

Po przesiewie znajomych na fb pozostały tylko kobiety i rodzina (i Czesław, chociaż ten stopień zażyłości też wyrzucałam). Efekt - spamu zdecydowanie mniej (mimo iż z trzystu osób wyrzuciłam tylko jedną trzecią), tak gdzieś o połowę i dochodzi do mnie to, co zajmuje kobiety. Dzisiaj ryczę z powodu dwuletniej dziewczynki, która umarła po przeszczepie serca.
Bo dzieci nie powinny umierać. Gdyby nie umierały, wierzyłabym w dobrą wolę Boga. On od nas jej żąda, a sam? Co z Tobą nie tak, panie B.? Czasem wydaje mi się, że lubisz, jak pękamy, jak Ci złorzeczymy.
Bo, nie da się ukryć, wszystko potrafię znieść z uśmiechem, ale kiedy znowu umierają dzieci, to czuję, że nic nie mija i wszystko boli tak samo. I nie potrafię znaleźć pocieszenia dla rodziców.


/Ścięte konary nie wracają do pnia, Panie B. Zapamiętaj to sobie. Nawet jeśli puszczą listki, to dlatego, że chcą żyć, będą samodzielnym drzewem, nie częścią drzewa.../
17:16, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lipca 2016
Po kilku tygodniach bycia namawianą na wyjście na piwo, zrozumiałam, że choćby nie wiem, jak miły człowiek, jest w stanie mnie tym do siebie zrazić.

Po prostu nie lubię. /You can keep me company, as long as you don't care/
I tak było zawsze - bluzki na wieszakach są ładniejsze, książki przed czytaniem ciekawsze, przyjaciółki nie mogą o mnie zabiegać, lepiej trzymać na dystans (tak jest, Kat, całkiem dobrze rozumiesz tę aluzję). Może dlatego też z Lee jest tak dobrze, że muszę być ostrożna, bo płochliwe strasznie to stworzenie.
Nie dziwię się, że jedyny facet, z jakim poszłam do łóżka to ten, który o to nie zabiegał, za to toczył ze mną boje skeczowo-intelektualne.

Czasem mam dość ludzi. Wszystkich dookoła. Zamykam się wewnątrz ramion Samca i dziwi mnie to, że on nie wierzy, że jest niewymienialny.
Nawet na nowszy model.
21:17, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Tak, czasem sen nie pomaga. Np: jak się śniło, że kolega zabrał mnie na Mazury, tam podjęłam pracę przy zbieraniu czegoś, nie wiem, czego, ale było suche i zielone. Wracać musiałam autobusem, a mówią, że kolegom z dzieciństwa można ufać...

W niedzielę na mojej skórze pojawił się mleczyk. Mleczyki przeżyją wszędzie. Dodatkowo babskie spotkanie wprowadziło do mojego życia nieco poukładania.

A na dodatek wtedy Samiec, jadąc po mnie, zostawił Janę w domu. Cieszę się, że daje jej przynajmniej tyle samodzielności, ile ja nie mogę, z tym, że zamknął na klucz drzwi, co z kolei nie było wyrazem odpowiedzialności.

Ale wszystko jakoś idzie do przodu, za miesiąc będę już podekscytowana wyjazdem do Kotliny Kłodzkiej. Zamierzamy nie brać komputera, ale co wtedy z filmami???
08:39, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 lipca 2016
Korespondencja z L. sprawia, że codziennie sprawdzam maila. Ostatnio tak miałam w czasach chodzenia z Samcem.

Przeżyłam 40 godzin bez snu i nawet nie było tak źle, tylko świat był jakiś mniej wyraźny, co dostrzegłam dopiero, jak już się wyspałam.

Odliczam godziny do niedzieli. Będzie mleczyk na kostce.
05:17, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lipca 2016
"Ze Skype'a korzysta się lepiej, kiedy doda się do niego znajomych" - taką informacją powitał mnie dziś komputer.

W piątek poszłyśmy z Kat na łąki. Trafiłyśmy na świetliki.
Oczywiście, jak dotarłam do domu, byłam już w takim stanie, że mama najpierw spytała, czy na trzeźwo je widziałyśmy.

Jutro szybki sen po pracy, potem wyjazd do Ustronia, potem szybki sen po powrocie i jazda do pracy. Miałam mieć wolne. W zeszłym tygodniu przyszedł do mnie kierownik, powiedział, że jest taka słaba obsada, że trzeba, żebym przyszła.
Próbowałam mu tłumaczyć, że wakacje, że mam plany, że muszę spytać Lenina, a on - "Ok, to wpisuję, że będziesz."

Zagotowało się we mnie, miałam ochotę iść od razu i powiedzieć zmianowemu, że nie przyjdę, ale wtedy byłabym złośliwa nie wobec kierownika, który robi tylko na rano i nie odczuwa na sobie nadgodzin nocnych, tylko wobec koleżanek (i kolegów) ze zmiany, które musiałyby je wyrobić.

Zdecydowałam, że zaproponuję, że pójdę, na 22, nie na 20, bo muszę się przespać przecież, ale wystarczyłoby, żeby zmianowy przyjmując tę informację, przewrócił oczami, a zmienię zdanie.
I cholera, nie przewrócił.

Dlatego jutro notki nie będzie, fb nie będzie, nie będzie nic. Jak rzekł Kononowicz.

W niedzielę szybka (ok. 2 godziny) u Karoli. Normalnie kobiety chodzą do kosmetyczki, manikiurzystki, my chodzimy zrobić sobie nową dziarkę. Tym razem mleczyk na tę samą nogę, co piwonie - mleczyki wyrosną wszędzie. Jak ja.

No, dobra, z tym rośnięciem przesadziłam. Ale przeżyją wszędzie.
17:14, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 lipca 2016
Przeglądam wpisy tych ludzi, którzy własnoręcznie wyciągają się za włosy z głębiny zwanej nerwicą.
Dwie rzeczy leczą najlepiej - sport i muzyka.
Wysiłek fizyczny pomaga poznać swoje ciało, odzyskać kontrolę nad nim, albo poczucie kontroli, bo tak naprawdę rządzimy nim, tylko nie zawsze dowierzamy temu. I teraz zastanawiam się - całą młodość związałam ze sportem. Grałam w nogę, siatkę, kosza. I to grałam zawsze na 120%, musiałam z siebie tyle dawać, bo jak większość małych i chudych, na starcie musiałam nadrabiać. Czułam się z tym dobrze.
Było to nawet sposobem na bolesne miesiączki. Zaciskałam zęby i wychodziłam na boisko.
(Jana jest typem zupełnie innym - wf to dla niej kara, nie cierpi wysiłku, a już jakiegoś narzuconego z góry, to w ogóle)
Koledzy nie bali się ze mną grać, kiedy inne dziewczyny malowały twarze i paznokcie, zakładały miniówki, ja musiałam maskować sińce i rany, chodziłam w długich, gotyckich (zanim to jeszcze było modne) sukniach, najlepiej z długim rękawem.

Ale miałam dzieciństwo i młodość. Wierzę w przyjaźń, nawet jeśli ona czasem przygasa. Stosuję szybkie, boiskowe rozwiązania konfliktów (na grillu śmiano się z mojego podejścia do Janki płaczącej, bo ją Maja przytapiała: "A nie możesz jej strzelić w pysk?"). Wiem, że jeśli ktoś na mnie wydrze mordę, a zaraz potem jest miły, to nie znaczy, że jest dwulicowy, tylko reaguje w oparciu o sytuację.

Aaaa. Rozpisałam się. Rozmarzyłam się, właściwie z tych dawnych lat jedyna rzecz, jakiej mi brakuje, to stosunki damsko-męskie. Proste. Właściwie bardziej męskie, niż damskie. Strasznie za tym tęsknię. Żeby po prostu pogadać, pośmiać się. Żeby nie musieć myśleć. Jasne, były pary, zakochiwaliśmy się. (Jak miło wspominam te pomeczowe pójścia na fajkę... Może dlatego mam taki sentyment do papierosów, może to, że czasem chce mi się zapalić, jest chęcią powrotu do dzieciństwa? Patrzcie, jak to jest - kiedyś koledzy palili, żeby pokazać dorosłość, teraz ja zastanawiam się nad paleniem, bo to takie dziecinne)

A tak naprawdę sens tej notki jest taki, że nie wiem, czy jest sens po 8 godzinach chodzenia wkładać rolki. Nie narzekam na brak wysiłku fizycznego. Może trochę gimnastyki? Cokolwiek, co nie będzie się wiązało z wytapianiem litrów potu.
Poszłabym do linaparku.

Nie, jednak nie. Wystarczy seks. Jeśli jest, to właściwie i psychika czuje się lepiej, i fizycznie mniej rzeczy mi dolega.

A ciepła, twarda skóra pod palcami to coś, co zdecydowanie potrafi zapętlić się w mózgu i sprawić, że na samo wspomnienie chcę wrócić do domu.
17:37, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Sen był całkiem miły, kiedy spisywałam plan lekcji od kolegi (po raz pierwszy śniła mi się szkoła i to nie był koszmar). Miłe są też sny piłkarskie, za to gorzej znoszę sny o nieposłusznej Janie, która włazi pod auto.

Boję się, ale staram się trzymać swoje nerwy na uwięzi, nie ją. Ona i tak zrobi to, co chce. To fascynujące patrzeć, jak człowiek, który kiedyś kopał w żebra (i wydawało się, że w życiu nie zada nam większego bólu) teraz kopie w ego. Hej, mamo, jednak nie miałaś racji!

W głowie powstaje kolejna bajka, tym razem o syrenach. Kiedy spytałam Samca, co go we mnie fascynuje, stwierdził, że umysł i jego nieobliczalność.

Samą mnie czasem zaskakuje.

W pracy coś dziwnego. Pracują z nami Ukraińcy. Chyba dwóch facetów i cztery babki. Już kiedyś mieliśmy Ukraińców u nas, pośrednik wyruchał ich zdrowo podobno, nie wiem, to było za czasów moich L4 lub innych wolnych okresów.

A słyszałam (mam nadzieję, że to przesadzona historia), że jedna z naszych pracownic rzucała się, że podobno zakład im opłacił mieszkanie.

Ej, poważnie? Mam im zazdrościć tego, że przyjechali z biednego kraju do nas, gdzie mogą przynajmniej finansowo się odbić? Że zostawili rodziny tam?
Niech sama jedzie na Zachód. Niech zaryzykuje, że z pośredniakiem wyląduje na ulicy. Proszę bardzo. Oni tam też opłacają mieszkania.

Większość z naszych traktuje ich życzliwie (podejrzewam, że tamta pani również, po prostu miała zły dzień), próbują się dogadać, całkiem sympatyczne są te rozmówki dwujęzyczne, lubię ich słuchać.

No, i pracują. Oni pracują naprawdę, a nie tak, jak dzieciaki, które przyszły na wakacje, którym się nie chce, które twierdzą, że nie warto.
15:43, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 lipca 2016
Po wczorajszym meczu mam niedosyt. Ale też przesyt emocji, obudziłam się z takimi mdłościami, że wiedziałam od razu, z czego.

I w sumie smutno mi cholernie, bo mecz był dobry. Nasi rządzili na boisku. Grali z Portugalią, poważnie? Bo wyglądało, jak równy z równym, a gdy spytałam o klasyfikację obydwu zespołów, to Samiec tylko spojrzał na mnie urażonym wzrokiem, jakbym palnęła nie wiadomo, co.
A ja nie jestem głupią idiotką, która ogląda mecze (czasem tylko strony mi się mylą, szczególnie w dogrywce), nawet wiem, co to spalony!

Tak naprawdę nie pamiętam czasów, kiedy mogliśmy być tacy dumni z naszej reprezentacji. Kiedy ich gra była taka... No, zawodowa. Zazwyczaj, w najlepszych momentach, jakie pamiętam, było to pospolite ruszenie. Jupi, udało się wywalczyć piłkę, może uda się strzelić gola. Spalali się na najlepszych drużynach, puszczali szmaciarskie przegrane z drużynami praktycznie amatorskimi.

Tym razem - prowadzili akcje. Odbierali wysokie piłki. Grali tak, że... Ech, ostatni raz patrzyłam z taką czułością na jakąś drużynę narodową podczas mistrzostw świata w USA, a było to wtedy reprezentacja Szwecji.
I nawet znalazłam odpowiednik Brolina - Błaszczykowskiego. No, żal mi go cholernie. Nie wyobrażam sobie, co musi czuć. Po tak odwalonym meczu, kiedy cały czas coś robił, kiedy jego działalność zapierała dech w piersiach ten gol, którego nie strzelił...

Gwiazdą meczu na pewno nie został Ronaldo, hehe. Tak szczerze mówiąc, zmarnował takie sytuacje, że zastanawiam się, za co mu płacą. Cała reprezentacja Portugalii po pierwszej bramce grała nerwowo, bez pomysłu.

Czytam różne komentarze i już sączy się jad. Że Błaszczykowskiego to był bardzo słaby mecz, że powinien być zmieniony w pierwszej połowie (to żałuję, że uważniej nie oglądałam tych lepszych meczy, podejrzewam, że wtedy pojawiały im się końskie uszy i ogony, albo błyski na piłce), że jeśli otrzymał w skali 1-10 4 punkty, to i tak za dużo, bo nie strzelił karnego. Że trzeba było zapierdalać, a nie opierdalać się.

No, kurwa. Musiałam sobie przekląć. Chyba oglądałam inny mecz, gdybym miała włączone na TVP1, mogłabym myśleć, że pokazywali PiSowską propagandę.
09:11, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »