Skopiuj CSS
środa, 23 lipca 2014
Dzisiaj bez wstępu.
W różnych grupach tworzą się pary. Ludzie ciągną do siebie, co by nie mówić - większość z nas chce być z kimś, pomimo posiadania przyjaciół dążymy do bycia kimś specjalnym dla kogoś.

Zawsze było to takie sympatyczne.
Jak byliśmy młodsi, to przecież zawsze w paczce była jakaś para i wszyscy to akceptowali, chociaż czasem było niewygodne, bo wiadomo, że ta dwójka chciała pobyć razem na osobności. I oczywiście nikt nie przejmował się tym, że nastoletnia miłość kiedyś wywietrzeje z głów i jakoś trzeba będzie znosić towarzystwo tej drugiej osoby, ale wtedy nikt nie zastanawiał się nad trwałością związku, bo wierzyliśmy, że to "będzie na zawsze".

A teraz jest tak dziwnie. Dziko jakoś. Słyszeć od ludzi, że "A, to szybko padnie, bo X nie jest zdolna/y do stworzenia stałego związku". Jezu, ja też nie jestem tak z natury zdolna do stworzenia związku (za to do zniszczenia komuś życia - owszem). Sama z siebie - nigdy. Dopiero jak trafiłam na tego jednego faceta, który pokazał mi, że mężczyźni też mają uczucia (poza głodem, fizycznym bólem i tymi bajerami). Nie można z góry określić, że jakiś związek jest dziwny, albo nieodpowiedni. Ludzie są różni, dobierają się pod kątem różnych potrzeb i potem docierają. Ja bardzo lubię obserwować związki. Lubię patrzeć, jak ci ludzie nawzajem się wyróżniają, jak miękną pod wpływem uczuć, bo tak naprawdę bliskość nas uczłowiecza.

Wiem, że tak samo o nas gadają, bo jesteśmy skrajnym przypadkiem - praktycznie 24 godziny na dobę razem. Ludziom się to nie podoba, bo jak to tak? (A ja akurat o tym się dowiedziałam przypadkiem). Część zna naszą historię od tej strony, że braliśmy ślub, jak byłam w ciąży (a są tacy, którym nie wytłumaczysz, że przed ślubem można zajść w planowaną ciążę). Niewielu wie, że poznaliśmy się, jak ja już pracowałam tam, gdzie potem dopiero ściągnęłam Samca, chociaż zrobiłam to wbrew sobie, bo zgodnie z rozsądkiem - praca w jednym miejscu mogła nas jedynie poróżnić. Otóż - nie. Pracujemy razem od ponad ośmiu lat i wcale nam nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie - skazani na siebie całą dobę uczymy się siebie nawzajem i nadal nie znudziliśmy się sobą (właściwie to nie umiemy się nudzić obydwoje...)

I tak sobie myślę, skąd w ludziach tyle nieżyczliwości dla par? Niezależnie od tego, czy tej samej płci, czy mieszanych. Przecież, jeśli dwoje ludzi idzie sobie, trzymając się za ręce, to jest to coś miłego, dają dowód na to, że są jakieś przyjemne uczucia, bo przecież nie chodzi się za rękę z wrogiem. Jeśli ktoś kogoś publicznie całuje, to też tylko i wyłącznie ich sprawa. Fajnie, że lubią to robić, bo całowanie jest przyjemne (ok, jak pocałunki przechodzą w stosunek, to lepiej, żeby to działo się poza publicznością...).
A ludzie to takie...
Świnie zazdrosne.
Przecież gatunek, żeby przetrwać, musi się rozmnażać.
A ja nie widzę przyjemniejszego sposobu na rozmnażanie, niż z miłości...
05:15, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 lipca 2014
Możliwe, że z błędem, czy coś. Ale mam ten trudny czas w życiu, kiedy przepełnia mnie energia, a co z tym idzie - agresja. Wszelkie sprawy nierozwiązane zaczynają mnie uwierać, wszelkie rzeczy, na które muszę poczekać, doprowadzają mnie do szału, a nie daj Boże, żebym miała czegoś szukać...
czwartek, 17 lipca 2014
Zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne (inaczej: nerwica natręctw, zespół anankastyczny, nerwica anankastyczna, [obsessive-compulsive disorder – OCD]) to – jak sama nazwa wskazuje – zaburzenie, którego cechą charakterystyczną jest występowanie nawracających, natrętnych myśli (obsesje) i/lub czynności (kompulsje), którym trudno się oprzeć, ponieważ próba powstrzymania się od nich wiąże się z narastającym lękiem, niepokojem, napięciem, cierpieniem.