Skopiuj CSS
piątek, 30 lipca 2010
No, dobra, nie jest źle. Zaczynamy dochodzić do porozumienia. A Żaba jest przesłodka, z wyjątkiem pobudek w nocy, kiedy nie da się jej uspokoić, wierci się, wstaje, płacze. Poza tym jest zupełnie zdrowa, śmiga sobie w chodziku, próbuje chodzić trzymana za jedną rękę, robi "papa", cmoka i udaje konika, udaje kaszlenie, teraz próbujemy ją nauczyć klaskania, ale idzie na razie opornie.

U mnie pod domem jakieś mistrzostwa Europy w hokeju na trawie, no i wczoraj do 22 wieczorem próby - najgorszy jest wyjec płci pięknej, który produkuje się w "The Best" Tiny Turner...
12:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 lipca 2010
Jak powiem, że między mną, a Samcem dzieje się źle, to bywa, że wszystko jest zwalane na brak kasy. A kasę jeszcze mamy. Tylko to cholerne zmęczenie... Nie wyobrażam sobie jeszcze do tego pracować. Wszystko odbija się na nim, gdy chce pomóc albo przytulić. A ja nie chcę przytulania, tylko, żeby do cholery jasnej, raz powiedział: "DA SIĘ". Potrzebuję wsparcia, potrzebuję wiary, tak jak potrzebowałam w ciąży pewności, że będzie ok [i udało się, bo nastawienie jest najważniejsze], tak teraz też potrzebuję. A czuję się, jakby to tylko mi zależało. Owszem, jego sytuacja niewiele się zmieni, więc może mieć to w dupie, czy pójdę do pracy, czy nie, bo pewnie mu się wydaje, że dam Żabę jego mamie. Nie, nie dam. Pójdzie do żłobka i tyle. Chyba, że uda się nam tak ułożyć zmiany, że damy radę sami się nią zająć.
Problem w tym, że w Siemianowicach jest tylko jeden żłobek państwowy - dla dowcipu ma numer 2...
Jest jeszcze na Giszowcu, fakt że na pewno będziemy mieli mniejszą szansę na dostanie się, bo jesteśmy spoza miasta, ale i tak złożę papiery.

Zwykle, jak zaczynam działać sama, według własnych planów i nie oglądam się na maruderów, wynika z tego albo pełne zadowolenie i satysfakcja, albo totalna klapa. I tak będę próbować.

Czuję się obca. Za dużo tego, od końca marca mam wrażenie, że wszystko w swoim życiu źle poukładałam - tam, gdzie miałam postawić na swoim, poszłam innym na rękę, tam, gdzie miałam odpuścić, szarpałam się, żeby wyszło na moje. I teraz jestem zmęczona życiem. Dzięki Żabie jakoś się jeszcze trzymam. Ale więcej nie zniosę i jak będę do czegokolwiek zmuszana, to ucieknę.
12:04, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 lipca 2010
ocenysss.mojeforum.net/temat-vt184.html

Niech już będzie zima...
16:43, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 lipca 2010
Dotarłam do literki P i na dziś mam dość. Nigdy więcej Samsunga. Nokie to może i są telefony dla ograniczonych w umiejętnościach technicznych, ale ja się do takich zaliczam.

Wczoraj słuchałam VAST. I... Nie wiem, wspomnień tyle, że ciepło się na sercu robi chwilami, bo poza tym humor mam raczej podły, pomimo burzy i ochłodzenia klimatu. Dziwnie tak. Z Żabą kłócimy się w najlepsze, mała jest uparta i wkracza w wiek sprawdzania, a jeśli chodzi o konsekwencję, to u mnie z nią raczej krucho.

I usunęłam tym formatowaniem telefonu końcówkę opowiadania erotycznego, a także kilka wierszy.

Kurde.
Zła jestem szczególnie o wiersze.

Nie jestem sobą. Coś we mnie się zmieniło i nie bardzo umiem określić, kiedy. I co się zmieniło, też. Jestem zołzą, nadal i zawsze, kochającą zołzą i starającą się być życzliwą w głębi serca, tylko zgryźliwą na języku.

PS: Mad mnie wczoraj rozłożyła. Prawie płakałam ze śmiechu i zużyłam na nią resztę kasy na komórce.

Sen miałam okropieny po prostu. Do wioski, w której mieszkałam z kilkoma rodzinami, wpadł jakiś facet ze swoim nastoletnim, czy może troszkę starszym synem. Facet miał urwaną dłoń. Bestia pojawiła się w lesie. Zaczęła się mobilizacja. Ja cały czas miałam Żabę na rękach i myślałam nad tym, co zrobić, żeby Samiec nie szedł z nimi na zwierza. Łoś to był jakiś, z tego co pamiętam, tzn: bestia, a nie Samiec. To znaczy bestia to też prawdopodobnie był samiec, ale pisany małą literą.
I w tym wszystkim pojawił się kto? Casa. Stwierdził, że zabierze mnie i małą do NS, a oni niech se walczą. Ja się pakowałam, ale po to, żeby iść z mężczyznami walczyć. Pamiętam moje myśli, żeby zabrać minimum ubrań, przecież nikogo w tej sytuacji nie będzie obchodzić, że śmierdzę potem. Na pewno wzięłam czarne rurki i bluzeczkę bez rękawków w paski. Tzn: nie, no dobra, już nie tłumaczę, wiecie, o co chodzi.
I Casa stał za mną, czekając na odpowiedź, budziłam się i ryczeć mi się chciało ze strachu o Samca...

W końcu do tej cholery napisałam i to było najmojsze rozwiązanie, sprawdziło się. Jest ok, jednak żyje. Znaczy Casa, bo co do Samca nie mam wątpliwości.
20:23, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 lipca 2010
Hih, udało mi się dotrzeć do oceny mojego bloga. To tak informacyjnie, żebym już nie czekała przypadkiem :).

Żaba śpi. Za każdym razem zaskakuje mnie to, jak bardzo jestem szczęśliwa i jak bardzo zmęczona. Właściwie cały dzień zapierdzielam, jak mały samochodzik. A to z nią, a to nad deską do prasowania, względnie w kuchni. I nagle okazuje się, że czasu wystarcza na wszystko, nawet na znienawidzone sprzątanie. I dla siebie też mam czas.

Odzyskany kontakt ze Spree i kilka refleksji. Każdy z nas się zmienia, zewnętrznie, wewnętrznie, ale bywa i tak, że pewne stosunki między dwojgiem ludzi się nie zmieniają. W jego mailach jest ten sam klimat, jaki był dziesięć lat temu w listach. Wszystkie te niedopowiedzenia i zaduma, dystans do rzeczywistego świata, a jednocześnie odczuwanie go do bólu. Może tak naprawdę mam przyjaciela? Musiałam to sprawdzić.

PS: Po restarcie komórki nie mam "większej połowy" numerów. Zostały mi właściwie numery moich braci, Samca, Kat, Mad, Kasztanka i Czype. Z tą ostatnią to w ogóle przeżywamy drugą młodość. Że tak zacytuję trzy smsy:

CZYPE: "A co do jego [Syna jej] wagi (...) powiem Ci, że i tak na te 6kg nie wygląda"
SOCZI: "Ma mięśnie i nic poza tym?"
CZYPE: "I mleko pod nosem!"

Może troszkę wyjaśnię, skoro mam czas. Właściwie bardziej dla własnej przyjemności [uwielbiam snucie wspomnień, to tak pod kątem oceny mojego bloga tłumaczenie, dlatego tyle tu wywnętrznień i opisów, bo sprawia mi to przyjemność, a o ocenę prosiłam i dziękuję, tak informacyjnie, dodam jeszcze, że lubię też czasem sobie pozmyślać :)]

W LM byłyśmy zakochane w Silverchair. Zresztą - nie tylko my, bo to były takie odpowiedniki My Chemical Romance, czy innych, tzn: nie takie całkiem dziecięce zespoły, jak Hansoni, czy Justin Bieber, ale też "ładni".
No, więc moim o'gurem był Daniel Johns. Makijaż, kości, pamiętam, jakie cyrki były w sali od anatomii, ale oczywiście nic nie przebije tego, jak Zipa usiłowała w pierwszej klasie, czyli jeszcze przed erą SC całować się na języczki z czaszką. Nadal mi się śmiać chce, jak widzę jakiś wieszak, który to element też był nazywany Danielem.
Czype zaś świrowała na punkcie Bena Gilliesa, przez niejaką Delfin Grill nazywanego "przystawką", a przez zwolenniczki Daniela, po prostu spaślakiem. Czype kiedyś, broniąc go, stwierdziła, że: "On ma mięśnie i nic poza tym!" i w tym momencie chyba zorientowała się, jak to zabrzmiało... Z innych historii na jego temat było jeszcze to, jak miałyśmy na angielski opisać osobę na zdjęciu [dowolną], ona właśnie wybrała Bena, opisując go, między innymi, w wolnym tłumaczeniu tak: "(...) Nie nosi biżuterii. Nie widziałam jego bielizny (...), co doprowadziło do łez również nauczycielkę, która zaraz spytała, jaką biżuterię spodziewa się tam ujrzeć.

A z tym mlekiem to była krótka wymiana zdań:
CZYPE: Moi koledzy twierdzą, że ja niby osiemnaście lat kończę niedługo, a nadal mam mleko pod nosem!
SOCZI: Oni są pewni, że to mleko?

Z tego wynikło również pojęcie "odmleczania faceta", czyli wykorzystywania go do granic możliwości seksualnie. A także fascynacja zjawiskiem seksu oralnego, aczkolwiek w moim przypadku ciekawość została zaspokojona dopiero 4-5 lat później.

Nie, nie tęsknię za Liceum. Ale miło je wspominam, zapominając o wszystkich przykrych chwilach.
20:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Nie mogę, rżałam z tego, jak porąbana, aż się zasmarkałam. Proste i piękne...

http://komixxy.pl/188184/Uczen-przerosl-mistrza
00:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 lipca 2010
No, byliśmy w Dywyta. Bo tam niby taki zajebiszczasty wybór tapet miał być, między innymi łazienkowych, ale czy to przez upał, czy może z innych powodów, np: mam dni płodne, nic mi się nie spodobało na tyle, żeby kupić. No, dobra, jedna wykładzina mi się spodobała.

Szukam teraz na Allegro. Remont w toku, są postępy, będzie mi brakowało pieca [który, jak mi kazano napisać, "w wyniku przebudowy lokalu znalazł się w przedpokoju", co brzmi, jakby wziął, na tych swoich czterech nóżkach i spierdolił z kuchni!], ale to kolejny metr czy dwa przestrzeni...
21:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 lipca 2010
Powolutku, nie podniecając się za bardzo, ale mamy dużo nadziei. I mało pieniędzy. Kasa z kredytu powoli się kończy. Powoli? Nie, już prawie stopniała. Szczerze mówiąc, zamiast tych wczasów wolałabym dostać połowę tej kasy, zamiast jechać. Morze, nie morze, ale nie mam ochoty. Nie wiem, czy uda mi się wytrwać na wychowawczym choćby do października. Kurwa, te prawo jest chore. Nie rozumiem. Czy tylko bogaci ludzie mają prawo do opieki nad kurwa, jakby nie było, własnodupnie zrobionym dzieckiem, po bożemu, z użyciem narządów własnych rozrodczych? Wyć mi się chce.

Ale cichą satysfakcję mam, bo ci, co siedzą w Anglii też wracają tutaj, z okazji narodzin dziecka. Czyli wcale nie jest tak kulejszo z tymi zasiłkami. Tzn: są lepsze zasiłki, niż u nas [paranoja - 400zł. Przy zarobku poniżej 504 zł za osobę - przekraczamy o - uwaga - zawrotną kwotę 3 czy 4zł na osobę...]. Ja nie mówię - wszystko dałoby się znieść, mi naprawdę nie zależy na luksusach [zresztą - widać czarno na białym, bo każdy sobie może wyliczyć, ile mój mąż zarabia, a ja miałam nieco mniej i naprawdę te dwie wypłaty to było dla nas, na trzy osoby zupełnie wystarczające, nawet jeśli wziąć pod uwagę spłatę kredytu, gdybym miała wrócić do pracy, 1000zł miesięcznie. Jesteśmy w stanie radzić sobie i niczego nie żądać od państwa. Ale z jedną wypłatą, która nawiasem mówiąc stanowi niecałe 40% średniej płacy w naszym regionie, powinien się należeć zasiłek. Zwłaszcza, że, no do kurwy nędzy - nie dostałam mieszkania socjalnego, remontuję je dla tego pierdolonego miasta [nie, nie mam nic do Siemianowic, z tego co wiem, wszędzie jest tak, że ci, co są uczciwi, płacą czynsze, chcą mieć jakieś warunki, dostają rudery do remontu, a ci, co pierdolą wszystko, dostają socjalki za darmo - w normalnych domach, nie w jakichś gettach, doprowadzają je do ruiny, po czym idą na następne, a po nich przychodzą jelenie, które i tak to wyremontują. Naprawdę - na patologię powinny być miejsca. Niech są te zakazane miejsca. Niech ci, co np: drugie mieszkanie, czy trzecie, bądźmy miłosierni, zajebali, niech idą w pizdu do baraków.], po babce, która przez ileś tam lat "umierała" [znacie te babcie?], więc "nic się jej nie opłacało robić", efekt - w kamienicy nowe okna, tylko u niej stare... No i na tej socjalce nad nami chyba też.

Wyżaliłam się, thx za wysłuchanie. Czasem po prostu muszę. Mój dobry humor i optymizm, a także energia życiowa miewają urlop.
Ale plecy przestały boleć i to jest plus. A może na początku sierpnia Szyndzielnia.
13:56, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 lipca 2010
Z pięknego, radosnego urlopu wylądowaliśmy w syfie niedogodności związanych z różnego rodzaju papierkowymi chujstwami.

Najpierw okazało się, że pieca kuchennego nie możemy likwidować, a musimy przebudować, bo TAK JEST W PROTOKOLE. A że piec z kuchennego, według naszych planów stał się przedpokojowym, powstaje pytanie: po co nam on? Buty będę nim suszyć?

Potem jeszcze wyszło, że nie możemy mieć pieca na butlę, gdyż w budynku jest instalacja gazowa i takie są zarządzenia. Nie, no sorry, ale po co mam prowadzić instalację gazową, skoro z butli mniej więcej płacę 45/pół roku? Zwłaszcza, że pociągnięcie takowej znowu kosztuje. Zastanawiam się nad piecem elektrycznym, ale do tego znów przydałaby się druga faza, a to też wydatek.

I tak w efekcie, byliśmy już szczęśliwi, że remont w drodze, bo mamy ekipę, która zrobi nam wszystko, a wygląda na to, że pierdolone urzędasy zrobią nas w ciula po raz kolejny.

I, jak to mówią - byle zdrowie było. A u kolejny siupryz - po dwóch dniach od pobytu w linaparku wyszło, że kręgosłup mój nie wytrzymał. Odcinek cyckowy [o ironio, zawsze miałam problemy z dupnym] stał się jednym wielkim pożarem. I nic nie działa. Efek taki, że Żaba spędza czas tam, gdzie sobie sama pójdzie, bo nie mogę jej za bardzo nosić.

Międzybrodzie Żywieckie jest niesamowite. Na pierwszy rzut oka - rudery, remonty, tak poprzetykane jedne drugimi. Ulice pełne słońca, zero cienia, minimum drzew, po prostu patelnia.
Ale jest woda. I są góry. Jest jeden sklep. Jest linaparki, kolejka na górę Żar, lotnisko, szkoły paralotniowe, szybowce, trasy narciarskie i kilka knajpek. Rowery wodne i kajaki. Kilka wysp.

Na plaży leczyłam się z kompleksów. Nie mam nic przeciwko grubym kobietom, ale jak baba ma większy brzuch od dupy i cycków, to jest to zły znak. I to nie były baby w ciąży. A jak jednej spod spódnicy wyjrzał przedziałek, to cieszyłam się, że nie zamówiłam nic do jedzenia.

Samczysko prezentuje się w wodzie bardzo apetycznie. A Żaba wody się boi. Tak, jak ja.

Historia piątkowa: Jak wracaliśmy z Pierdołki, to przede mną szła laska w bluzce-bokserce. Oczywiście ramiączka ze stanika szeroko rozstawione, na szczęście pod kolor bluzki, więc nawet bym o niej nie wspomniała w notce, gdyby nie to, że lekko pochyliła się nad wózkiem, który pchała i... Tak, niski wzrost ma swoje minusy. Może, jakbym miała kilkanaście centymerów mniej*, to bym nie zobaczyła pośladka wystającego spod miniówki...
* miało być "więcej"
10:31, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 lipca 2010
W ostatnią noc na wsi łapałam do rąk świetliki. Niezapomniane wrażenie.

Tempo życia mam zajebiste. Nigdy wcześniej tak mi wszystko nie pędziło i nigdy jeszcze nie byłam tak poukładana. Mam kontrolę nad wszystkim, co robię. Tylko Żaba rozwija się sama, bez mojej pomocy. Robi "papa" [aczkolwiek wtedy, kiedy chce], mówi: "kiki" [nie bardzo wiemy, o co jej chodzi] i "bbbwww", najczęściej, gdy je.
Zaczyna wstawać bez trzymania, ale na razie jeszcze niepewnie. Bardzo niepewnie nawet.

Jeszcze nigdy nie czułam się taka dumna z siebie. Że, mimo wszystko daję sobie radę.

Jutro jedziemy wieczorem do Międzybrodzia z moimi rodzicami. Uwielbiam podróże, pytanie tylko, jak Żaba zniesie jazdę tak późną porą?

Nie wiem, jak to będzie, kiedy Samcowi skończy się urlop. Jednak on dużo robi w domu, a i Żaba jest zachwycona zabawami z nim, wiadomo - jest silniejszy ode mnie i fantazję ma inną, jego przede wszystkim fascynuje wiele rzeczy, które mi się wydają normalne i wręcz oklepane, widziane przecież u tylu dzieci. I ten jego enuzjazm udziela się Żabie.
19:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 lipca 2010
Czy tylko mi się wydaje, że ludzie, którzy mówią: "Ze mną po dobroci można wszystko, ale...", to najczęściej podli wykorzystywacze, którzy naszą dobroć wyssają do dna, a potem, jak się nam kończy cierpliwość, twierdzą, że "przecież ostrzegali"?
21:36, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lipca 2010
Ostatnio zastanawiałam się, jak to jest z tym, że kobiety noszą bluzki typu bokserki, spod których wystają ramiączka. To jest na równi nieestetyczne, jak stringi wystające spod paska. Jakby nie dało się skrzyżować ramiączek na plecach. Zabieg, który wymaga kilku minut [w najgorszym wypadku] i może ze dwóch zwojów więcej, niż ma kura. Nikt mi nie powie, że jakimś problemem jest zdobycie stanika z odpinanymi ramiączkami [a już jak wystają spod takiej bluzki ramiączka silikonowe, wcinające się w skórę - przy tej pogodzie zawsze się wcinają i odparzają, nie wiem, jakim masochistą trzeba być, żeby się tak ubierać... to jest to przykład totalnego bezguścia]. Tak samo np: uważam, że sukienki/bluzki bez ramiączek powinny nosić kobiety, które albo mają odwagę chodzić bez stanika [i tu rodzaj oraz wielkość biustu nie ma znaczenia] albo mają takie cycki, na których stanik się trzyma.

Zaszalałam dziś - biustonosz na fiszbinach, bez gąbki, do tego bluzka z duuużym dekoltem. Tak poniżej mostka. Żeby nie było - dobrane kolorystycznie - na czarno.

Szukam sandałków do chodzenia na co dzień. Samczysko kupił mi szalone, dwunastocentymetrowe szpilki [z trzycentymetrową platformą, żeby nie było], są nieco za szerokie, już szukam dobrych podkładek pod palce, bo nie jestem przekonana do skarpet, a on jeszcze bardziej, aczkolwiek jak mu przedstawiłam propozycje, to wydawał się być zainteresowany :).

Przeglądałam artykuł w Newsweeku na temat tego, co się nie podoba kobietom i mężczyznom. Część tego, co w garderobie damskiej [a raczej większość], co drażni panów, pokrywa się z moimi gustami: alladynki [aczkolwiek, kiedy panowie twierdzą, że baby wyglądają w nich jak bobasy, które narobiły w pieluchę, ja się pytam, gdzie byli, jak wchodziła moda skejtowska...], okulary typu "człowiek-mucha", sandały-rzymianki między innymi ze względu na paskudne odciski [faceci są spostrzegawczy i się dopierdalają szczegółów, ale w tym mają rację, za to w tym, że się je wieki zakłada - mylą się. Jak ktoś ma problemy z koordynacją wzrokowo-manualną, to tak, u mnie to trwa może pół minuty], opaski ściskające włosy [tak, tak, ja też kocham wiatr we włosach, to moja zasłona, zresztą ZAWSZE kobieta lepiej wygląda w oprawie zdrowych, lśniących włosów...], do stylu hippie mam sentyment, ale do tego trzeba mieć idealne ciało, więc też uważam, że ma prawo się panom nie podobać, damskie smokingi - jak wyżej. Seksu w nich nie ma za grosz, kobieta tworzy jego duszę, a nie każda potrafi, kombinezony [ sama miałam obcisły, dżinsowy, ale takie luźne, jeszcze bez ramiączek... To lepiej i taniej chyba założyć worek kartofli, przynajmniej oryginalny pomysł. Mini - nie pozostawia wiele do marzenia, stringi również, a w rurkach i leginsach mało która kobieta wygląda dobrze, dziękuję panom za te spostrzeżenia, myślałam, że to tylko ja mam takie wrażenie. Majtki-szorty górą, jupi i sukienki po kostki, jak to zauważyłam, Samiec najbardziej lubi długie, dopasowane. I szpilki też rządzą.

Co do męskich grzeszków, to drażnią nas ubrania niechlujne i niewyprasowane [bo żadna nie pomyśli, że facet w niechlujnych, niewyprasowanych ubraniach na 90% jest sam :) i bez obciążenia ukochanej mamusi...], za duże i wiszące ubrania - akurat z tym się nie zgadzam, najchujowiej na mniej działają obcisłe spodnie i koszulki, mistrzostwem w obrzydliwości są męskie rurki z poszerzaną dupą. I jedna rzecz, z którą się zgadzam - sandały + skarpety. Hawajskie koszule lubię, zwłaszcza lekko rozchylone na szerokiej, kudłatej klacie, bermudy mi nie przeszkadzają, a bejzbolówki uważam, że odmładzają twarz,

Ostatnio, po jednym z smsów Mad, zastanawiałam się, o jakiej ja pracy marzę/marzyłam. Doszłam do jednego wniosku - o niezobowiązującej. O takiej, z której wychodząc, mogłabym o niej zapomnieć. Cieszę się czasem bardzo, że mieszkam daleko od Zakładu, nie spotykam na co dzień ludzi stamtąd. Nie wierzę w to, że hobby, które stałoby się dla mnie formą zarobkową, długo pozostałoby moim hobby. Zwłaszcza, jeśli zajmowałabym się nim codziennie.
19:51, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
27.06.2010, niedziela
Są tu górki, które nie wiem, jak się nazywają, ale pasuje do nich nazwa Brokuły. Wyglądają dokładnie tak, jak brokuły.
Żabeństwo szczęśliwe wśród ogólnego zachwytu nad nią. Wszyscy zgodnie twierdzą, że już wiedzą, czemu Samca rodzice tak oszaleli na jej punkcie, bo dziecko moje jest mistrzem PRu, ludziom prezentuje się z twarzyczką radosną i wielce roześmianą, w nocy szaleje ze złości.

Jest tutaj dom, który mówi: kup mnie. Duży, na górce, w miarę wykończony. Ale nie wiem, czy dałabym tu radę mieszkać. Zbyt dużo alkoholu, masakryczna bieda sąsiaduje z wypasionymi "amerykańskimi i austriackimi" domami. Coraz mniej zwierząt i to rzuca się w oczy, niewiele kundelków biega samopas, ale nadal wiele wisi na łańcuchach przy stodołach i w kojcach. Stare, piękne, malownicze budynki niszczeją, na ich miejsce stają ogromne często i niemające wiele wspólnego z dobrym gustem modne domy.

Maki są piękne, tak mocno płoną, jakby chciały sobą przesłonić niezbyt dobre w tym roku plony. Dunajec wylał, próbowaliśmy dojść do niego, ale zatrzymaliśmy się na błotnistych jeziorkach. Komary... Hm, świnia bym była, jakbym powiedziała, że nie gryzą, bo mnie jakoś specjalnie nie gryzą, ale Samiec idący przede mną odtańczył taniec wojenny.

Zastanawialiśmy się, po kim Żaba ma taką wydatną dolną wargę, bo ani ja, ani Samiec takiej nie mamy. Ma po jego rodzinie, jak widać, jakieś uśpione geny zadziałały.

Wczoraj spięcie alkoholowe wisiało w powietrzu, gdy otworzono flaszkę [swoją drogą, bieda, nie bieda, flaszka zawsze jest... I to nie jakiś domowy bimber, ale porządne, markowe wódki najczęściej], Kryzys chciał nie pić, ale zaczęli go namawiać, w końcu to ja musiałam odstawić kieliszek do następnego... Mąż ciotki [jakoś nie przechodzi mi przez usta określenie "wujek", w stosunku do tej, jakby nie patrzeć na niego, kreatury] coś chciał się odezwać, ale zauważyłam, że z biegiem lat robi się z niego coraz większa cipa, już nie ten cięty język, zresztą - mój cięty język nie jest przepity, więc działa bez usterek, a z treningami...

28.06.2010, poniedziałek
Kurwa, któreś pierdolone zwierzę nasikało nam do torby. Najbardziej podejrzanym jest Laki [psiak, który jest tak podobny do Żujki, że na zdjęciu z drzwiami wyglądają na lustrzane odbicia, mimo iż on jest ciemniejszy, młodszy, chudszy, ma dłuższą sierść i bardziej asymetryczne uszy], którego Samiec przyłapał na "zaznaczaniu" ściany, jak mu hormonki odbijają na punkcie Żujki. Torba zawierała nasze "rozrywki", tzn: gazety Samca, moje zeszyty, a także ciuszki Żabki. Aczkolwiek nie mamy stu procent pewności, bo wczoraj był w domu również Rudek, śliczny kociak, aczkolwiek co do kotów to jestem nieufna.

Jak Samiec może nie lubić kotów, kiedy tutaj, na wsi, jest ich [ i podejrzewam, że było] multum? I wszystkie są takie... Kocie. Uwielbiam koty, mieszkające na wsi. Są ufne tylko na tyle, ile trzeba, żeby wyłudzić coś do jedzenia, a poza tym niezależne. Brudne, choć myją się za każdym razem, jak się na nie spojrzy. Patrzą bezczelnie w oczy, jak się zawoła "kici-kici", to owszem, reagują - mierzą wołającego od stóp do głów, lub raczej odwrotnie, bo koty patrzą na ludzi z góry i oceniają, czy jesteś wart zawarcia bliższej znajomości.

Żaba ma dwa zęby już. Nie wyobrażałam sobie, że może się piękniej uśmiechać, ale rzeczywiście tak jest - jej uśmiech jest bardziej łobuzowaty i jednocześnie coraz bardziej zniewalający. A tą dolną, lekko wypukłą wargę ma taką samą, jak Magda, kuzynka Samca. Co nie jest złe, bo Magda jest jedną z najładniejszych dziewczyn, jakie widziałam.

Jestem tu szczęśliwa. W sumie to bałam się tego wyjazdu, w trakcie ostatniego wyjazdu spięłam się kilkakrotnie z Samcem i jego ciotką, ale tym razem jest lżej. Może dlatego, że siedzimy mniej w domu, więcej się szlajamy [nie pozwolę sobie na siedzenie w domu w taką pogodę, Mistrzostwa Mistrzostwami, ale dziecko jest ważniejsze. Na szczęście Samiec chętnie wychodzi]. Jutro spróbujemy wykąpać psa, w środę zaliczymy jarmark [nie wiem, czemu ubzdurało się nam, że są we wtorki, pewnie przez to, że w Mysłowicach i Siemianowicach tak jest].

29.06.2010, wtorek
Walka z Żabą o sen. Niesamowite, ile energii ma taka mała istota, kiedy człowiek chce, żeby już nieco stonowała. Udało nam się ją uśpić o wpół do ósmej, po czym obudziła się o ósmej i od tego czasu [a jest już po dziewiątej] nie zamknęła oczu.

Dzisiaj zajebiste słońce, dałam się skusić na opalanie i efekty są. Piegi na ramionach, na przykład. I schodząca skóra. Coraz mniej we mnie cierpliwości dla Samca, jakbym całą przeznaczała dla Żaby, nie wiem, jak to jest, rozmawiam z Czype i uspokaja mnie to, bo ona przechodzi to samo. Zaczyna mnie niepokoić mój brzuch, bo nadal wygląda jak ciążowy [wychodzi to dopiero teraz, dopóki było chłodniej, łatwiej było korygować.

Chabry są przepiękne. Chwast niby, a jednak bez nich pola wyglądałyby o wiele ubożej. Robię zdjęcia komórką polom, kwiatom, drzewom, mniej ludziom. Ludzie tak jakby interesują mnie mniej ostatnio. Zamykam się? Na temat zamykania, to znowu wkurzyła mnie K. Po raz kolejny, gdy Samiec jest na urlopie, wysyła mu smsy, które mogą poczekać. Tym razem grafik. Żeby jeszcze przesłała cały, ale nie - takie tylko po łebkach z uśmieszkiem, że są nadal razem. Chuj mnie strzela, bo Samiec sam mówi, że mojego uczucia domyślił się właśnie z tego typu gestów, a teraz twierdzi, że to nic wielkiego. Dodając do tego wspominatozę czuję się, nie tyle może, że "druga", oczywiście "pierwsza", ale "pierwsza" to nie jedyna. I to w momencie, kiedy nawet nie mam sobie jak ponarzekać, bo w sumie urwałam kontakt z ht, żeby nie było, że jestem zazdrosna o jego kontakty z płcią przeciwną, a sama szaleję. Teraz zostały mi tylko babeczki. Kontakty grzeczne i Mad. Gdyby nie ona, to bym zwariowała.

30.06.2010, środa
Proces wyrzynania się zębów u Żaby wydaje mi się fascynujący. Mimo, iż bolesny.

Wczoraj wróciliśmy. Wypoczęci? Może po prostu zmęczeni inaczej...
19:23, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »