Skopiuj CSS
sobota, 09 czerwca 2012
Wczoraj panieński Iownki. Niesamowite, jak dobrze spotkać się w babskim towarzystwie. Nie nawaliłyśmy się wzorem pseudozachodnich wzorców, picie było kulturalne, nawalić się mieli mężczyźni na kawalerskim, nie zrobili tego bardzo podle, lecz zachowali się w miarę kulturalnie.

Podniecenie Euro u mnie jest, wbrew oczekiwaniom własnym, średnie, popadające w znikome. Z przyjemnością myślę o tym, że wieczorem wtulę się w Samca i będę słuchać, jak on się emocjonuje meczem, ale sama... Nie, nie wierzę, że jestem w stanie kibicować, jak kiedyś.

Za to negatywnie emocjonowałam się wyborem hitu na Euro. OK, "Koko koko" może jest obciachowe, ale obciachowość pasuje do tego, jak ja widzę większość medialnych spraw. I mody. A piosenka przynajmniej jest swojska, a babeczki jajcowe. Za to wybrany przez UEFA hit Oceany to moim zdaniem totalna porażka. Ja wiem, że według zagraniczniaków to musi być po angielsku i rytmicznie, i w ogóle to nie wiem, dlaczego, kto, jakim cudem, co to ma wspólnego z piłką nożną, wolą walki, Polską, Ukrainą, czy czymkolwiek, co miałoby symbolizować, oprócz sytuacji w PZPNie, oczywiście. Za to jest jedna piękna piosenka, z duszą, przesłaniem, taka piosenka, która dla nikogo nie byłaby obciachem - "Hymn" Luxtorpedy. Jest fenomenalna, prosta, do nucenia i wycia na stadionach, po prostu idealna moim zdaniem.

Piszę opowiadanie. Udało mi się wytrwać do dziewięćdziesiątej strony i nawet mi się rozkręca, choć język... Matko, jestem przerażona tym, jak bardzo jest w tej chwili okaleczony. Gdzie się podziała moja lekkość pióra? Może to kwestia tego, że w tym opowiadaniu zmniejszyłam ilość dialogów, próbowałam opisów, a to nie było nigdy moją mocną stroną. Poza tym - tym razem to sf. Ciężko po prostu. Zresztą...

Padam z nóg, wczoraj spałam ze sześć godzin, w dzień dospałam godzinę, dzisiaj znowu jakieś pięć godzin, na dodatek z bólem zęba i wiercącym się Samczyskiem.

W głośnikach "Kiss on the fist" Oedipus. Świetna piosenka, spierdolona teledyskiem, niestrawnym dla mnie zupełnie, nudnym. Nie mam nic przeciwko chamskiej erotyce i pijakom, zwłaszcza, że chłopaki z Oedipusa tak swojsko wyglądają - naprawdę, niepozorni, męscy, normalni jacyś tacy, zwłaszcza wokalista, co mnie zaskoczyło, kiedy zobaczyłam ich pierwszy raz, bo teraz czasem naprawdę nie ma normalnie wyglądających ludzi w szołbiznesie. Ale ten teledysk nie nadaje się do oglądania.

Wczorajszy panieński upłynął pod znakiem werbalnego badania śluzu, niedowierzania Maczowi, że jest górnikiem [bo przyszedł nam otworzyć wina bez wyposażenia górniczego], Blondyna omal nie urodziła ze śmiechu przez to wszystko, pogadałyśmy o porodach i facetach, bez których nie da się żyć tak naprawdę...
13:56, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »