Skopiuj CSS
niedziela, 31 maja 2015
Cierpienie zmienia fizycznie.
Poszliśmy na koncert Luxtorpedy, były oczywiście telebimy, od czasu do czasu kamery pokazywały twarze członków zespołu, między innymi Hansa. Trochę czułam się z tym dziwnie, bo facet jest moim rówieśnikiem, ale wygląda po prostu staro. W taki dziwny sposób.
Wiem o tym, że przeszedł tragedię, coś tak strasznego, że nie powinno się zdarzać, do dzisiaj jak myślę o tym, co się wtedy myśli i czuje, mam łzy w oczach i jestem zła o te łzy, bo przecież powiedziałam sobie, że to mnie już nie boli. Ale owszem, te łzy to mój zewnętrzny wyraz wewnętrznego buntu wobec niesprawiedliwości życia i, tym bardziej - śmierci.

Jakiś czas temu widzieliśmy po kolejnych dwóch koncertach, że nagle schudł (to było tak, że na jednym byliśmy w listopadzie, a na drugim w styczniu, więc strasznie mały odstęp czasu, więc rzuciło się w oczy). Podejrzewaliśmy, że może chory, może problemy, możliwe, że to wtedy było - nie wiem, nie chcę wyciągać takich informacji. Może Samiec się dowie.

A teraz ma na twarzy ten specyficzny wyraz: "Piekło? Phi, byłem tam."

Pamiętam, jak też taki miałam. Już zdołałam go ukryć, Samiec też. Już jest lepiej, potrafimy się śmiać pełną gębą. Świat wrócił do normy, pozostała tylko czujność. No i siwe włosy u Samca, który przez 8 miesięcy, kiedy Jana była w moim brzuchu po prostu osiwiał (chociaż wolałby wyłysieć :)) Tylko każde takie wydarzenie powoduje, że chce się wyć.

I pytać: "Gdzie Ty jesteś?"
10:09, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 maja 2015
Przesłuchałam ostatnio trzy albumy:
Smashing Pumpkins "Monuments to an elegy"
Slipknot "5: The Gray Chapter"
Sia "1000 forms of fear"
Smashingów kochałam, naprawdę, jestem im wdzięczna za ten element melancholii (mellon-collie) wniesiony w nastoletnie lata, za teksty, za muzykę, za głos Corgana.
Ten głos do dziś w środku mnie powoduje delikatne mrowienie.
Ale nie chcę już więcej albumów z ich strony. Próbowałam słuchać, wymazując wszystkie oczekiwania, bo oczywiście względem mojego ulubionego zespołu były wysokie. I nie potrafiłam. Oczywiście, Kat powie, że zmądrzałam.
Nie, nie zmądrzałam. Nadal uwielbiam stare piosenki Dyń, po prostu nowe są gorsze. Brakuje im tego bólu, tego wrzasku. Jasne, nie chcę, żeby ktokolwiek cierpiał. Cieszę się, jeśli Corgan jest szczęśliwy, ale będąc szczęśliwym, niestety już nie powala.

To samo dotyczy Slipknota - tam też brakuje młodzieńczego buntu, krzyku. Taylor nie ma już takiego gówniarzowatego głosu, leci po niższych partiach, owszem, jest to satysfakcjonujące estetycznie, ale brakuje uczucia.
Mimo to, za dwa kawałki: "Custer" (takie kopyto, które podkręca moją ekscytację czerwcowym koncertem) i "Killpop" (który zabija istotę Slipknota, ale jest taki... ładny) lubię ten album.

I ostatni album... Sia jest moim odkryciem "na pocieszenie" po Smashingach właśnie. Miękka, kobieca. Mądra. I taka energetyczna. Zakochałam się po prostu.
Po kolei przesłuchuję kolejne albumy i zastanawiam się. Myślałam, że wyląduje gdzieś w okolicach Pink i Shakiry, że wrzucę kilka piosenek i na tym się skończy. Bliżej jej jest jednak Alanis Morissette - czy nawet Shirley Manson.
19:01, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »