Skopiuj CSS
sobota, 21 maja 2011
Tłum potrafi być masą niszczącą, jedną wielką siłą, zdolną zmieść wszystko, co staje na jego drodze, co widać podczas niektórych demonstracji. Może wzbudzać agresję, wywoływać znudzenie, irytację, kiedy po raz kolejny próbuje wyrazić swoje zdanie, które niekoniecznie jest takie, jak obserwatora, czyli moje, albo po prostu mnie nie interesuje. Albo uważam, że z pewnymi rzeczami nie powinno się wychodzić na ulicę, przykładowo - demonstrowanie swojej orientacji seksualnej w ten sposób jest niesmaczne. No, kurwa, dajcież spokój, po kiego wała miałabym ja łazić po ulicach, obwieszając się transparentami, że kocham Samca, cy cuś. Kocham i nikogo to nie boli, bo nie żądam z tego tytułu specjalnego traktowania [no, oprócz traktowania mnie przez Samca], ani równego, ani Bóg wie jakiego.

Ale ten tłum na koncertach jest... Hipnotyzujący. Każdy bawi się sam, bawi się w swoim-nieswoim towarzystwie, ten parasol czarny z dziurą wędrował między zaskoczonymi rękami do końca koncertu, a zaczął podróż... Nie wiem, kiedy, na Buldogu był już, więc całe 6 godzin spędził w trasie. I nie wyglądał na zmęczonego! Też bym sobie chciała tak poobserwować tych ludzi
znad ich głów, a z racji wzrostu obserwowałam z poziomu ramienia przeciętnego imprezowicza.

Był Buldog z wokalistą [Kłaptocz? Dobrze pamiętam], który kiedyś śpiewał w Akurat. Akuratów piosenkę na liście mam jedną: "Do prostego człowieka". I zagrali ją w bisach, jak lecieliśmy do kibla, a raczej za kibel [Samiec] i w pizdu gdzieś w trawy [ja]. Piękny, piękny tekst sprzed wielu, wielu lat, który, do kurwy nędzy, nie traci na znaczeniu. Wręcz coraz boleśniej wciska się w mózg świadomość, że zawsze tak był i zawsze będzie. Twoja jest krew, a ich jest nafta, jak długo jeszcze będą to materiały równowarte w ogólnym wyniku działań ludzkich?

Były Strachy na Lachy, z seplenieniem takim, że... Hm, Grabaża lubię, ale mnie ono drażni. Kiedyś słuchałam jego programu na Roxy Fm i jakoś nie zwracałam na to uwagi, ale teraz mieliśmy polewkę. I prąd się im spsuł. A po zepsutym prądzie poszły w przestrzeń "Dygoty". Tej piosenki się nie słucha, jej się doświadcza, całą skórą. Tekst tekstem. Dobry i apetyczny, ale wykonanie, gdzie słychać wodę uderzającą o taflę jeziora i rosę na krzakach, i oddechy przyspieszone, i pola szumiące, i... Miękko mi w nogach, jak o tym myślę. A na bisach "Piła tango", nawet kiedyś wrzucałam tekst, tekst nie do wyśpiewania dla mnie, ze splątanym językiem utkwiłam na początku pierwszej zwrotki. Ale pogibaliśmy się miło.

I Kult. Kultu opisywać nie muszę chyba, po ich koncertach jestem zawsze rozśpiewana. Krótko grali, ale zmieściła się w tym i "Arahja", i "Dolina". I "Goopya Peezda" też, kurwa, no. Nie lubię jej na koncertach. Związana jest z nią jedna historia. Po Tarapetówie numer 2 siedzieliśmy rano, wskrzeszając zwłoki, a muzyka leciała nam z lapka kryzysowego. I nagle... jakieś techno, normalnie, szczęka mi opadła, pytam: "Kryzys? Co to, kurwa jest?" A Kryzys mi: "No, Kult!". Tak też dowiedziałam się, że tej piosenki nie trawię również w warunkach domowych.

Były też skoki na bungee, oscypki Z grilla z żurawiną. I zimny Lech. I pierdolone techno, które umcało za każdym razem, kiedy zespoły miały przerwy między piosenkami. No, chuj strzelał, coś mnie brało aż, nienawidzę techno. Kto to tam w ogóle ich wpuścił? Psuli atmosferę.

:)

Parasol zapadł w pamięć. Był jak wierszyk.
22:15, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 maja 2011
Wszystko się jakoś poukładało. Dwoje ludzi po imprezie miało kaca moralnego [fizycznego też], a niepotrzebnie. Jakoś się dogadałam z Casą. Mimo wszystko, on nie jest głupi, a teraz w ogóle wiele rzeczy się prostuje między nami, jednak internet to dobra rzecz, w realu nigdy bym nie miała okazji rozmawiać z nim w cztery oczy.

Było nas siedemnaście osób. Oczywiście nie mogło być tak, żeby nie było jakichś zgrzytów. Bo dwóch kuzynów obraziło się, że nie zaprosiłam osobiście. I jeszcze jeden kolega skakał do mnie z łapami, ale szybko mu przeszło.

Koledzy z ht okazali się mili. Tańczyłyśmy z miotłami. Imprezę kończyłam pod stołem - myjąc podłogę, bo ktoś rozlał piwo, a wszyscy byli zbyt nawaleni, żeby to zrobić.

Asii nie było, niestety. Kat mówi, że nie wie, czy na szczęście, czy niestety.

Ścieżki zachowań ludzkich są co najmniej dziwne. Człowiek potrafi się zaskoczyć. Cieszę się, że tak się wszystko poukładało. Mimo iż nadal niepewny jest ten świat, ale moje miejsce w tym świecie jest całkiem wygodne. Mogę sobie przeżuwać popcorn i obserwować bardzo ciekawe zjawiska.

;)
23:06, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 maja 2011
Jutro ważna rozmowa z Kat.
Dziewczyna musi się pozbierać po Tarapetówie. Albo raczej musi usystematyzować swoją wiedzę, którą ja posiadam.

Matko, ale ja dzisiaj piszę. Oszukiwałam na drinach. Byłam trzeźwa. Za to Kat i Kasztan pojechały sobie mocno. Zajebiste były. Monia zresztą też.

Nie wiem, ile ludzie z tego będą pamiętać. Rojas stwierdził, że Samiec jest królem wódki. Że nigdy nie widział, żeby ktoś tyle wódki na raz wypił. Ale on i jego straż przyboczna też niexle sobie jechali z arco.

Nie, najpierw pogadam jutro z Kat, a potem puszczę literackie wywody.
22:32, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »