Skopiuj CSS
piątek, 22 kwietnia 2016
Moje sny są czasem tak pokręcone i tak realistyczne, że budzę się pod ich wpływem, jakbym brała jakieś leki psychotropowe, nie umiem uwolnić się od wrażenia, że to prawda.
Że niby poważna rozmowa z Samcem. O co mu chodzi, co go trzyma w QSLu. Która z koleżanek.
- Wszystkie - odpowiedział, zażenowany.
- Wszystkie? To ile ich tam jest?
- Trzy z fakturowania.
Potem przechodziły koło nas, panny trzydziestoletnie, standardowe, krągłe, z gładkimi twarzami, brunetka, blondynka i taka średnia. Miałam ochotę skoczyć im do gardeł, tak się uśmiechały, a myśmy jechali windą, obok której wisiał na łańcuchach jakiś zmasakrowany sprzęt typu kombajn.

I jeszcze jechałam gdzieś z moim tatą, koleżanką z pracy, jej córką oraz byłym mężem kumpeli, który był zły na przyjaciółkę mojej mamy, że go oszukała, więc postanowił nie dawać jej prezentu, z którym jechał. A jak dojechaliśmy pod jej dom, to tam był mój brat i rozmawiał z facetem, który latał helikopterem po sąsiedniej posesji.

Chwilami czegoś nie rozumiem. Nie twierdzę, że górnicy mają za wysokie emerytury, ale postawa niektórych jest co najmniej żenująca. Są takie osobniki, które przychodzą do pracy i mówią z miejsca pracodawcy, że oni mogą zarabiać nawet 5zł na godzinę. Pracodawca przyjmuje, bo wiadomo - tani pracownik. I ok. Niech taki dupek chodzi sobie nawet za darmo do pracy. Ale niech to będzie jakoś prawnie obwarowane, żeby inni pracownicy byli uczciwie wynagradzani, bo w efekcie wszyscy pracują za grosze, a prawda jest taka, że w tej kategorii wiekowej raczej wielkiego wyboru stanowiska nie mają.
Albo ich żony. Jezu, jakby mój chłop dostawał taką wypłatę, jak dostajemy razem, to w życiu bym nie pracowała! Ewentualnie wzięłabym jakiś półetat, żeby do ludzi wyjść, żeby nie karmić bestii we mnie, ale też żeby całkiem uzależnioną od niego finansowo nie być. W domu miałabym tyle rzeczy do zrobienia! Tyle książek do przeczytania, napisania... Już nie mówiąc o tym, że jakby Samiec był na EMERYTURZE, to byśmy podróżowali w każdym wolnym od szkoły czasie.

I jeszcze to mnie wkurza, że blokują miejsca dla młodych i mając świadomość, że nie pracują, bo MUSZĄ, tylko dlatego, że CHCĄ, narzekają na robotę. Narzekają na każdy nowy obowiązek.
Ja tam lubię nowe wyzwania. Bardzo. I lubię tę pracę, nawet mając świadomość, że muszę pracować. Męczą mnie czasami tylko ludzie.
Ale od czego są słuchawki?
I nie zawracam uwagi na tych old school'owych no-life'ów. Rozumiem, mieć pracę, w której człowiek czuje, że się spełnia, ale pracować tylko dlatego, że nie umie się wypełnić sobie dnia?
Nie zazdroszczę im. Współczuję. Nie powiem, że lubię siebie, ale jestem w stanie sama ze sobą wytrzymać.
Oni najwyraźniej nie.
12:41, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 kwietnia 2016
Czuję się nieswojo. Jadę w góry i powinnam być szczęśliwa. W jakiś dziwny sposób zabiłam w ostatnim czasie kilka stosunków międzyludzkich. Przypadkowo pozmieniałam swój stosunek do siebie i tym samym do innych ludzi.

Potraktowana nieuważnie, czyli tak, jak ja zazwyczaj traktuję bliskich, dostałam po dupie, moje ego zmniejszyło się do rozsądnego rozmiaru i już mogę zaczynać od początku.

Tylko, że nie wiem, czy warto budować siebie, skoro i tak nie zasługuję na chwilę uwagi. Nie podejrzewam nikogo o złą wolę - w tej mojej nerwicy uciekałam od bliższych kontaktów, spotkań, wyjazdów i mam za swoje.

Jestem samotna.

W głowie siedzi pomysł na przekręcenie ostatnich godzin życia pana Wołodyjowskiego na nasze czasy, żeby do końca mógł sobie smsować z Baśką ("Pan Wołodyjowski" to moja ulubiona część Trylogii, a Baśka jest jedną z ulubionych postaci. Jest taka moja. Potrzepana, naiwna, ale... Chciałabym być taka. To znaczy potrzepana i naiwna jestem, ale ona miała jeszcze odwagę), już nawet miałam ułożone te namiętne wyznania, wszak mogliby sobie pozwolić na więcej werbalnej miłości (chociaż, z tego co pamiętam, to ich całe miłowanie było całkiem sympatyczne w książce, wszystkie inne babki były u Sienkiewicza takie drętwe).

W obliczu utraty siebie wyjeżdżam w góry bez dostępu do neta.
Liczę na jakąś miłą odmianę.
05:25, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 kwietnia 2016
...Na drinka. W końcu ktoś przyjął moje błaganie o uchlanie.
Kuzynki dwie.
Kocham.

Codziennie dostaję smsa od Samca, że dojechał do pracy/do domu.
Jeśli go nie ma, moje poczucie bezpieczeństwa leci na łeb, na szyję, tracę kontrolę nad sobą, nad emocjami.
Mamy setki własnych zwyczajów. Mogę myślami wyprzedzić każdą jego reakcję. Siedząc w pracy, jestem w stanie powiedzieć, co robi w danym momencie.

Uwielbiam rutynę, nawet taką, która dotyczy ciała. Na przykład powtarzalny seks. Po latach uprawiania go z jednym partnerem, potrafię dokładnie powiedzieć, co lubię najbardziej i co na pewno zadziała.

Ludzie z rutyny robią jakiegoś potwora, niszczącego związki, a jest wręcz przeciwnie. To nie zaskoczenia nas spajają, a te powtarzalności. Zaskoczenia są fajne, ale sama wolę co miesiąc małą premię, niż raz na jakiś czas gigantyczną.

Ona też może być podyktowana miłością i patrzeniem na drugiego człowieka. Rutyna to nie tylko odhaczenie "jesteś mój" i pozostawienie tego, co jest, bez walki o kolejny dzień razem. Rutyna to wybór najlepszych rozwiązań i ustabilizowanie ich w codzienności.

Może to kwestia tego, że życie zaskakiwało mnie negatywnie, a dobre czasy to były zazwyczaj te, które nie wnosiły do nas nic nowego, a pozwalały cieszyć się świętym spokojem.
Może to kwestia nerwicy. Tego, że muszę wokół czegoś oplatać swój świat, swoje zachowania, a każde zaskoczenie jest potencjalnym zagrożeniem.

Czasami strona "Kobieta po 30" zaskakuje mnie w dziwny sposób. Może naprawdę jestem już stara, może za długo z tym jednym-jedynym. Może za dużo przeżyłam, może za bardzo brałam to do siebie.

Ale uwielbiam ten spokój na zewnątrz, podczas gdy w środku mnie panuje chaos.
21:52, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 kwietnia 2016
Często łatwiej przychodzi nam ignorowanie prośby bliskiej osoby. Jakby ta więź mogła być trwała, stabilna i nie potrzebowała wzmacniania. Nie boimy się jej nadużywać, jakby nie dała się zerwać. Jeśli prosi o pomoc ktoś obcy, traktujemy to w formie ciekawostki, pomagamy chętniej, wzięci z zaskoczenia. Ja też częściej otwieram się przy obcych, którzy nie powiedzą: "Znowu?" (You roll your eyes forgetting I am in the room). Przy tych, którzy znają mnie krótko, wiedzą, że nie pierwszy raz mam problem sama z sobą, tych, którzy znają mnie wirtualnie i tylko na tyle, na ile ja chcę się odkryć, a oni chcą mnie poznać.
Dlatego napisałam chyba z sześć maili do Lee, nie wysyłając żadnego, bo nie wiem, czy chcę się odsłaniać bardziej, niż na blogu, wybacz.
W przeciwieństwie do seksu, zwierzenia umieszczam w kategorii jednorazowych przygód we'll never ever ruin each other's day, cuz when I'm through I just click - and you just go away.
Chciałam się tylko odmóżdżyć przy piwie. Dwie najbliższe miały inne plany.
Zrezygnowałam z następnych dwóch, bo już obiecałam Samcowi, że spędzimy razem wieczór (a raczej wymusiłam na nim to, że skoro ja nie idę nigdzie, to on też mógłby zostać w domu).

Czasem brakuje mi nawet pociskania głupot z Casą, on chyba był najlepszym łącznikiem między światem bab i chopów.
Chociaż może nadal jest, nie wiem, nie pytam.
18:44, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
środa, 06 kwietnia 2016
Właściwie to tak można określić moje próby życia wśród ludzi. Tak często mnie denerwują, że zastanawia mnie, po co wracam.
Czytam sobie grupę z depresją, bordeline, nerwicą na fb i czuję się amatorsko, bo moja nerwica jest tak mała, że sama sobie z nią radzę.
Nie, nie zawsze sobie radzę. Na przykład wczoraj wpadłam w lekką panikę. A dzisiaj szukałam ziołowych tabletek, bo wydawało mi się, że bez nich nie wyjdę z domu. Musiałam odprowadzić Janę do szkoły i dałam radę.
Tak naprawdę nie potrzebuję żadnych leków. Hydroksyzynę biorę tylko wtedy, kiedy nie mogę zasnąć, a mam na tyle czasu, żeby przestała działać, zanim wyjdę z domu.

Nawet muzyki jakoś mniej słucham.

Przetrwaliśmy zawirowanie. Mocne. Wyszłam z tego silniejsza i bardziej spokojna. Owszem, kocham. Ale nie zawsze czuję się kochana i to jest MÓJ problem.
Rozumiem, że faceci nie rozumieją kobiet. 

Na dodatek Samiec miał stłuczkę i Pandora jeździ z połamanym zderzakiem. I pytanie: odwoływać się o zwiększenie odszkodowania, czy nie?
Jasne, każdy grosz się przyda, ale czy na pewno potrzebujemy więcej PIENIĘDZY?
Nawet przed sezonem urlopowym?
Nie jesteśmy tego typu ludźmi. Nie chcę kasy. Chcę świętego spokoju.

Chociaż nie powiem, tyle kasy by się przydało...
09:58, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 kwietnia 2016
To uzależnia. Boli, ale życie też boli, a jest takie pociągające. Zresztą - boli tylko przez chwilę i jak każdy ból pozostawia coś w nas.
Na nas.
Na moim udzie zakwitły piwonie. Suma eksperymentu, spontaniczności i zaufania, bo to "pierwszy raz".

Lubię pierwsze razy. Mam z nich same dobre wspomnienia.
No, może poza pierwszym porodem.

"Nie szkoda ci kasy?"
Nie szkoda. Co innego jest aż tak trwałe w naszym życiu?

Już zapominam, że w pewnych miejscach mocno bolało. Ja chyba bardzo szybko wymazuję z głowy ból. I bardzo wyraźnie, i realistycznie rysuję w głowie marzenia i projekty.

Nie, nie spełniam ich.
Tak sobie tylko szkicuję, nadaję im pozory kształtu.

Miał być wieczór z filmem, Samiec %, ja @ i w efekcie nie bardzo mi się chce. Zresztą - czeka na mnie końcówka opowiadania i "Od kropki do kropki". Lubię wyławiać, odgadywać kształty. Czasem naprawdę nic nie widać, kiedy się startuje, zwłaszcza, jeśli kropek jest 1719. A potem wychodzi z tego ławica rybek i nurek. Chyba, bo jeszcze nie skończyłam obrazka.

Kolorowanki też. Nadal. Co zabawne - ludzi to wciąga. Najpierw patrzą na mnie tak nieco pobłażliwie, a potem, jak już spróbują, okazuje się, że to fajna zabawa.

Byle nie podchodzić do tego zbyt ambitnie.
23:20, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »