Skopiuj CSS
środa, 31 marca 2010
Jak się przez pryzmat patologii ustanawia odgórne zasady dla wszystkich. Ostatnio czytałam artykuł, w którym autorzy GRZMIELI na temat picia alkoholu w ciąży i powikłań u dzieci wynikających z tego. Tylko, że pisali o tym, że kobiety nie widzą nic złego w jednej jednostki dziennie, a o powikłaniach pisali tych typowych dla nadużywania. Ja wiem, że alkohol nie pozostaje bez wpływu na organizm. OK. Ale tego typu artykuły nie spowodują zaprzestania nadużywania alkoholu w ciąży, bo tak serio to nie znam ani jednej alkoholiczki, która przestałaby pić dlatego, że jest w ciąży, wręcz przeciwnie, tam gdzie mieszkałam, kobiety nawet nie wiedziały, jak, kiedy pewnego dnia szły rodzić, dziecko albo się potem z nimi tułało od bramy do bramy i różnej maści "wujków", po jakimś czasie nabywając ogon w postaci młodszego rodzeństwa, wszystkie z tymi samymi cechami, które każdy widział, ach jak łatwo odróżnić te dzieci, nerwowe i nadpobudliwe, zahukane i agresywne, mniejsze, chudsze, kościste i cholernie sprytne, życiowo przerastające nas, z rodzin "normalnych". Takie artykuły powodują wyrzuty sumienia u kobiet, u których w ciąży coś się poipcy, najczęściej z powodów od nich niezależnych, ale wiem jak wtedy wypomina się sobie nie tylko dwa kieliszki wódki i jedną lampkę szampana, ale i wyjazd w góry, nieuwagę i upadek, wizytę u dentysty, jazdę autobusem, wyjście na zakupy. Kurwa, wiem jak to jest! Z Żabą było inaczej. Rzeczywiście - piłam raz na jakiś czas. Tu lampka wina, tam kieliszek wódki. Może raz w tygodniu, może raz w miesiącu, nie liczyłam tego sobie. Nie mam problemu z powiedzeniem sobie dość. Urodziła się zdrowa, silna, rozwija się normalnie. A ja wygrałam los na loterii. A nie, że byłam taka super dzielna, silna, wspaniała i doskonała. Zacisnęłam zęby i wiedziałam, że albo się uda, albo nie. I jeśli wypiję ten jeden kieliszek, bo akurat mam ochotę, to i tak stanie się to, co ma się stać. A choćbym na głowie stała, to jak się ma spierdolić, to się sypnie.
21:28, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 30 marca 2010
Jestem uparta, jak rasowy baran. Rzadko cokolwiek odpuszczam, chociaż i tak wydaje mi się, że już trochę częściej, mam mniej czasu i ochoty na próby przekonania nie tyle do moich poglądów innych, tylko do tego, żeby pozwolono mi wierzyć w to, na co mam ochotę

Heh, znalazłam kilka fotek na blogu z tenbitu...
Wkleję kiedyś.
13:59, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 marca 2010
"On jeszcze wtedy nie był takim gwiazdorem jak jest. Chociaż nie jest już takim gwiazdorem, jak był."
niedziela, 28 marca 2010
Rok temu uświadamiałam moją rodzinę, co do ciąży. I jeszcze nie byłam przerażona. A dzisiaj?
Nic mi się nie chce.
Mam chandrę.
Próbowałam pisać opowiadanko erotyczne, idąc za pomysłem Samca, który mi napisał coś takiego na urodziny [biedaczek, nie umie się trzymać terminów, a obiecał i wczoraj pisał :)]

Za to dziś Żaba spała sobie smacznie, a my...
:)

Lubię to. Mimo iż się boję. Ale wolę ten stan strachu, niż tą wieczną wściekłość, jak mogłam, a mi się nie chciało.
20:52, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 marca 2010
Więc tak.
Owszem, powinniśmy się cieszyć, że bliska nam osoba idzie do lepszego świata. Ale czyż nie płaczemy przy pożegnaniach? Jasne, że powinniśmy robić wszystko, żeby kiedyś się spotkać w Niebie, ale...
Tak naprawdę, to nawet wiedząc, że Kat wróci za kilka miesięcy, odczuwałam smutek podczas pożegnania. Więc tym bardziej mam prawo odczuwać smutek, kiedy żegnam kogoś, z kim spotkam się niewiadomo kiedy.

Z mamą Samca nie ma rozmowy. Trochę mnie rozśmieszyła, strasznie jej się nie podobało to, jak stwierdziłam, że jak Żaba będzie miała okres buntu, to będzie mogła iść do chrzestnej. A od czego innego jest chrzestna/chrzestny? Od tego, żeby prezenty dawać?

Nieważne. Urodziny miłe. Wkraczam w trzydziesty rok życia, a wyglądam dzisiaj tak:


...Jak mnie zapalisz, wtedy zapłonę...
[Mam głowy zawroty, daj mi jakiś znak]
Albo lepiej, żeby mi nikt nie dawał znaków, bo mi się pogorszy, dwa kieliszki i kac.
20:04, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (3) »
piątek, 26 marca 2010
Jestem w sumie samotna. Tak się czuję. Tzn: mam rodzinę, mam jedną przyjaciółkę i kilkoro ludzi, z którymi chciałabym się zaprzyjaźnić, ale nie wiem, czy oni chcą. Właściwie to takie luźne związki. Są, to są, nie ma, to nie ma. Chyba zmieniam się i potrzebuję czegoś trwałego. Nie, no - mam męża, ale on też chciałby czasem odetchnąć. Ja nie mówię, że jest między nami źle, wręcz przeciwnie - o dziwo, układa nam się coraz lepiej, bo takim załamaniu nerwowym, jakie miałam przez jakiś czas, nieco się prostuję.

Jestem trudna we współżyciu i nie chodzi tu akurat o małżeństwo, bo to specyficzny rodzaj zależności, która niejako jest w założeniach tego typu związku. No, dobra. Żoną też jestem potworną i nawet nie mogę powiedzieć, że przynajmniej w łóżku jestem dobra.

Kiedyś łatwiej było mi trzymać ludzi wolnymi, nie odzywać się przez jakiś czas, a potem wracać. Teraz tak nie umiem. Muszę czuć bliskość drugiej osoby, żeby wiedzieć, co mnie z nią łączy. Łatwo odpuściłam sobie Perełkę, Zoozkę, Spree. Z Lee mi trochę trudniej. Nie mam nawet jej numeru gg, bo miałam go zapisanego w kontaktach z numeru, który kiedyś komuś oddałam. Maila też nie mam, bo miałam go w koncie tenbitowym. Właśnie sprawdzam, czy może jednak mam.

Źle mi z tym, że nie potrafię wrzucić na luz.
I smutno mi.
14:02, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (4) »
czwartek, 25 marca 2010
"Już wiem, jaki będzie koniec ludzkości. Pozabijamy się ostatnimi deskami ratunku."
środa, 24 marca 2010
Chcą płacić babciom, które się opiekują wnukami. Ja nie mam prawa do zasiłku, a wydaje mi się, że matka powinna być pierwszą w kolejności osobą, która opiekuje się dzieckiem, to nam powinno się ułatwić pozostanie w domu, a nie babci. Babcia rentę dostaje, czy się opiekuje kimś, czy nie. Poza tym siedzi przy dzieciach tylko wtedy, gdy rodzice nie mogą. Ja, jak jestem na wychowawczym, to nie dość, że z dzieckiem spędzam cały czas, to jeszcze robię to bezpłatnie. OK, dla mnie najważniejsze jest to, aby być przy Żabie, ale przecież dla kochającej babci też to powinno być priorytetem, kurwa, to też jej krew, o chęć do robienia tego dba biologia i nie rozumiem, dlaczego zmieniać to najpierw, zamiast dać jakieś godziwe warunki matkom, które chcą siedzieć przy dzieciach. Nie sądzę, żeby zmieniło to bardzo sytuację w tym kierunku, że kobiety zaczną masowo brać wychowawcze - teraz najczęściej wracają do pracy te, które i tak mają sytuację lepszą, niż ja, dlatego że są przyzwyczajone do jakiegoś poziomu życia, ale i do aktywności.To nie jest tak, że chcemy się lenić i zbijać kokosy. Przebywanie 24h/dobę jakimkolwiek człowiekiem jest specyficzne i trudne, to oprócz przyjemności, również obciążenia. Nadal nie wiem, co jest trudniejsze - powrót do pracy i dzielenie się na dwa, czy obracanie się wciąż w jednym temacie. Pewnie to pierwsze, co nie znaczy, że to drugie nie powinno być z urzędu opłacone, nie mówię czymś wielkim, ale te 400zł zasiłku, którego nie dostanę, bo Samiec przekracza głodowe moim zdaniem 504zł na osobę, dla mnie to 4 tygodnie DOBREGO jedzenia.

Za trzy dni kończę 29 lat. Jak się czuję? Ta liczba po prostu dziwnie wygląda. Tak obco. Nie to, żebym się CZUŁA staro. Czuję się bez zmian, ale...
Chyba zacznę obchodzić imieniny. Przynajmniej w tym roku. I tak wszyscy obchodzą je huczniej, niż moje urodziny...
12:04, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 marca 2010
Zamiast do Kat, smsa o treści mniej więcej takiej: "Dziwnie się czuję, myśląc o tym, że nie będzie Cię na moim ślubie." wysłałam do Samca.

Mam nadzieję, że podobnych pomyłek więcej nie zrobię, bo to mnie przeraża.

Tak samo, jak sen:
Magiczny - że latałam. Uwielbiam sny z lataniem. Porwałam kwiaciarce tulipany i sypałam na wybranie kobiety. Na babcię z dzieckiem na kolanach, na brzydką, ale szczęśliwą dziewczynę, na jakąś zamyśloną panienkę... Kiedy obniżyłam za bardzo lot, nie umiałam już się wznieść, tylko całkiem opadłam. A wtedy przyleciało takie wielkie UFO i z niego źli ludzie wypuścili Casanundę, przebranego za orła, czy jakieś inne drapieżne ptaszysko [wiem, to głupio brzmi, ale w śnie wzbudzał grozę] i miał na mnie polować. Bałam się, a jednocześnie chciałam, żeby mnie upolował, bo wiedziałam, że to moja jedyna szansa na ponowne oderwanie się od ziemi.

A potem z Casanundą sobie gadałam do upadłego smsami i tak mnie jakoś naładował, że musiałam tą kurwicę odreagować. No i... Cóż, Samczysko poszło do pracy po dwóch godzinach snu.

Wolę czuć wściekłość, niż nie czuć nic. Wraz ze złością się odradzam. Bywam pusta ostatnio, taka wypalona. Prawdopodobnie to przedślubie. Myślałam, że skoro jesteśmy małżeństwem, to uda mi się tego uniknąć. Niestety. Nadal tkwi we mnie niechęć przed wszelkimi papierkowymi wydarzeniami.Tzn: ślub uważam za ważne wydarzenie, ale jak ten ksiądz coś gadał o strojeniu kościoła za 350zł, jak zaczął sypać tekstami, że "Ciekawe, ile lat temu ostatni raz zmówiliście modlitwę Anioł Stróż" i "Żaden z was nie pamięta dwunastu kolęd po trzy zwrotki.", zrobiło mi się normalnie przykro. Wiara w Boga z jednej strony, ale w to, że ludzie się starają powinna być priorytetem.
12:13, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 marca 2010
Usiłowałam pokroić ziemniaka marchewką.
Potem, jak mi Casanunda napisał w smsie, że nie może rozmawiać, bo mu się komórka rozładowuje, pobiegłam podłączyć telefon do prądu.

Dodając do tego poranne mdłości i ogólne samopoczucie, mam chwilami wrażenie, że jestem w ciąży.
Choć jest to mało prawdopodobne. Powiedzmy, że baaardzo mało. A nawet mniej.

I pierwszy raz słyszę, żeby ojciec mówił do córki: "Puść się!"
Jak mu zwróciłam uwagę, że to głupio brzmi, to dodaje jeszcze, czego...
18:26, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 marca 2010
Chciałam sprawdzić coś na pewnej stronie. Usiłowałam przypomnieć sobie login. Przypomniałam. Przypomniałam sobie też hasło.

Po czym zapomniałam, co chciałam sprawdzić i na jakiej stronie.
16:58, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 marca 2010
Miała być spódnica od Mad, ale za zimno już jest. Poza tym, muszę dogrzebać się do bluzki, którą na tą okazję przygotowałam. A na wypadek, gdyby ktoś pytał, jak mi jest w różowym, to...
Ostatnio nawet wychodząc do lekarza ubieram się godzinami. Przestaję się dziwić normalnym kobietom. Może one też mają tak, że każdy krok z domu to wielka historia.

I wiecie co? Pierwszy raz w życiu spotkałam się z taką sytuacją, aczkolwiek rozbawiła mnie, na początku miałam zamiar dyskutować poważnie, teraz mam ochotę tego pana powkurzać. Lubię udawać idiotkę. Zacytowałam w pewnym poście definicję. Nieważne, jaką. To on stwierdził, żebym nie robiła z niego kretyna. Stwierdziłam, że kretyna z nikogo nie zamierzam robić. Kretynem się jest na własne życzenia. I tak, w tej drugiej wypowiedzi już był atak.


22:47, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
Lekarze okazują nam, pacjentom, brak szacunku przez niewyraźne pisanie. Mój gin to mistrz pod tym względem, kiedyś dwadzieścia minut siedziałam w pokoju zabiegowym i usiłowałam wspólnie z pielęgniarką rozszyfrować jedno z badań zleconych, chociaż ja w odczytywaniu jestem dobra. Za to poprzedni gin pisał wyraźnie. I najchętniej po łacinie. I też sobie radziłam z tym...

Żaba zasnęła.

A, jeszcze muszę się pochwalić mailem z Hattrickowych Salonów, który wymyśliłam w związku z naszymi badaniami zależności wielkości części ciała od spożywanego żarcia:

Witam!
Piszę do Państwa w nietypowej sprawie, choć dziwi mnie, że ja to robię pierwsza.
Czytałam najnowsze wyniki badań, z których dowiedziałam się, że przy odpowiednim spożyciu chipsów powinny powiększać się piersi. W związku z tym rozpoczęłam wspólnie z koleżankami eksperyment, polegający na jedzeniu co najmniej 250 g chipsów dziennie. Dla porównania każda z nas wypróbowuje inną markę. Okazało się, iż Państwa chipsy przyrostu piersi nie powodują żadnego. Zastanawia mnie więc, czy produkt, który sprzedajecie, może nazywać się chipsem, jako iż, nie powodując przewidzianych skutków jest podejrzewany o to, że przy jego produkcji nie zostały zachowane pewne zasady. Może to kwestia składników, może samego procesu smażenia - nie wiem, nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, jednakże proszę o odpowiedź - czy mam prawo do zwrotu gotówki oraz zadośćuczynienia strat zdrowotnych i moralnych?

Z poważaniem
Soczewcia

Wyślemy to, jak tylko wymyślimy wzór na przyrost cycek.



20:09, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
I chuj, stwierdzone jakieś nieprawidłowości, miałam ochotę jebnąć babsztyla w łeb, jakieś zdziwienie, że dopiero teraz, a tak mi kazali, zresztą w ICH PRZYCHODNI.

Żaba nie chciała obrócić główki w lewo, zaciskała prawą rączkę. To, że już staje, to źle. To, że podkurcza główkę - też źle.

Wkurwiła mnie i tyle z tego, bo w domu Żaba łapie wszystko prawą łapką, w lewo to nawet się przewróciła z pleców i chuj. Ona jest humorzasta, jak mama.

Z tego wszystkiego Żaba wyszła zła i rozmemłana, drze mi się znowu, a już było tak dobrze.

Rehabilitację weźmiemy z NFZu. Mogę poczekać, jak dla mnie Żaba rozwija się naturalnie w swoim tempie.

PS: Przyszła sukienka* Mad, zdjęcia potem. Jak ochłonę.

* Oczywiście miało być : spódnica. Piszę, jak facet.
19:32, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 marca 2010
Znowu płakałam na Ugly Betty z powodu Hildy. Ona i Amanda to moje dwie ulubione postacie, odkąd odeszła... Yyyy, jak jej było na imię... Christina. Banalne to takie, ale bardzo lubię i niestety, skończyły się mi odcinki, jestem na bieżąco.

Czasem, kiedy się komuś chcę wyżalić, to potrafię dużo przemyśleć, dlatego wolę pisać, niż mówić. Wtedy mam czas na zastanowienie się, czy aby na pewno nie przesadzam. Milion razy usuwałam notki, bo byłam przykra, szczególnie dla Samca. Zostawiałam te najłagodniejsze wersje. Mam świadomość, że często koloryzuję. Właściwie, to jestem dość uświadomiona, jeśli chodzi o to, jaka jestem. Często kłamię. Tak, bez powodu, bo tak mi wygodnie, albo tak mi się wydaje ciekawiej. W listach staram się zachować umiar. Czekam na list od Kat, chciałam już zacząć, ale jakoś mi nie wychodzi. Wszystko, co mam jej do powiedzenia, nie potrafi znaleźć słów. Ja nie umiem znaleźć słów? Zdarza się.

Uwielbiam wieczory dla dorosłych. Nasze wspólne, choć teraz to zwykle środek nocy jest, lub nad ranem, Samiec to typowa sowa, zanim cokolwiek nam wyjdzie, to musi mnie budzić, a po wszystkim ja zasypiam pierwsza, niech żyje emancypacja. I niezależnie od tego, czy mi się moja cipka podoba [o co tak walczą "feministki" skrzywione w kierunku własnych niedociągnięć seksualnych, ostatnio ropierdzieliło mnie manifestowanie z transparentem: "Mam cipkę", przydałoby się dopisać: "I chuj?". A walczą o to między innymi, żeby kobiety cieszyły się pięknem własnego ciała, z narządami rozrodczymi włącznie. Niestety - samozadowolenie z własnego wyglądu nie leży w naszej naturze...], bo mi się nie podoba, ale jest... hehe, funkcjonalna. I przyjemna w użyciu.

To by było na tyle świntuszenia.
Miłych snów.
22:50, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Jestem niewyspana.
Wczoraj Samiec miał telefon od Małego, więc przyszedł do łóżka rozkojarzony i spóźniony.

Przyszła dziś babka, żeby przyjść na zebranie w sprawie tej sprzedaży naszego domku. Nawet nie wiem, kiedy jest, szczerze mówiąc mnie to nie obchodzi, trochę żal tego wkładu w remont, ale tak naprawdę... Chciałabym stąd uciec już.

Wymiana maili z 3P, trochę poprawiła mi humor po wyjeździe Kat. Trochę, bo Kat ostatnio nie w humorze.

Na temat spodni - rurek nie trawię, wyglądam w nich, jakbym miała pół metra nóg i metr całej reszty. I nie wydaje mi się, że jestem wyjątkiem. Nadają się tylko dla kobiet o nogach zdecydowanie dłuższych, niż standardowe 53% długości ciała. Ewentualnie do wysokich szpilek, jak widzę laski w adidasach i lub balerinach i rurkach, to mi się nóż w kieszeni otwiera.
Dla porównania dwa zdjęcia - ja w spodniach obcisłych na całej długości i w rozszerzanych.
14:40, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 marca 2010
Nie uwierzycie! - posprzątałam kuchnię i nawet kabinę w łazience umyłam. Sama siebie podziwiam, tym bardziej, że Żaba miała tragiczny dzień - nie wiedziałam, że dziecko umie się drzeć przez 8 godzin z przerwami na jedzenie i drzemki.

Niestety - ząbki nadal w natarciu. Partyzanty pieprzone!
Poczytałam sobie moje "Dwie kreski", tyle ile zdołałam przerzucić na komp samca i mam mieszane uczucia. Długie to. Fakt. Osobiste bardzo, choć abstrakcyjne. A jednocześnie - lubię to opowiadanie.

:)

Kolejne wiersze moje na Portalu Pisarskim zbierają całkiem niezłe noty. Czyżbym naprawdę się rozwijała?
Trudno mi w to uwierzyć, mam wrażenie, że głupieję, najprostsze kwestie językowe sprawiają mi problemy chwilami Nie umiem sobie poradzić, dopóki nie zapiszę ręcznie, a i to nie zawsze pomaga.

I szukam jakiegoś sposobu na dorobienie. Pierdolić wszystkich, damy sobie radę. I tak się cieszę, że Samiec nie robi na kopalni.
21:34, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 marca 2010
Ostatnio u Polarnego dotarłam do notki [swoją drogą, facet mi imponuje płodnością, jeśli chodzi o pisanie, nic tylko brać przykład...] na temat tego, że kobiety nie liczą się z czasem.
Coś w tym jest, ja na przykład potrafiłam godzinę przed randką dzwonić do Samca, że nie pamiętam, kiedy byliśmy umówieni. Nie mówiąc o bieganiu na przystanek, spóźnianiu się na wszelkie okazje. Tylko poród udał mi się przed czasem.
Jednakże z moich znajomych bab to tylko Kat jest podobnie zakręcona [jakim cudem zdążyła na samolot, pozostaje nadal tajemnicą]. Większość kobiet, jakie znam jest punktualna do obrzydzenia. Aż mi się głupio z nimi umawiać. No, może jedynie matki mają problem z wyrobieniem się na czas. Czyli jednak Polarny nie ma racji [jak zwykle zresztą, kiedy opowiada o stereotypach :)]. Faceci też są punktualni. Ale z nimi się rzadko spotykam, więc ani mnie to grzeje, ani ziębi.

A teraz...  Kurde, no ciężko nam pogodzić to wszystko, najbardziej nasze oczekiwania i rodziców. Moi, na szczęście wiedzą, że ja do wszystkiego muszę dojrzeć, a prawienie kazań zaowocuje tylko buntem na miarę mojego nastolatkowego wyglądu i tym, że zrobię na przekór tylko po to, żeby iść swoją własną ścieżką. Wiem, że to dziecinne i powinnam myśleć logicznie, wyciągać wnioski z własnych i cudzych doświadczeń, ale nie umiem. Muszę się sama sparzyć, żeby wierzyć. Pewnie dlatego tak ciężko z tą moją wiarą w Boga.

Niestety - u Samca jest inaczej. Można to tłumaczyć tym, że mają daleko do rodziny, może przez to chcą bardziej chronić swoje dzieci, żeby miały dobrze [ale w sobotę mama marudziła, że wychowała dwie baby... Swoją drogą rozbawiła mnie, jak próbowała po piciu nas namówić na ten wyjazd, twierdząc, że ona mnie upije i wsadzi w samolot. Widać było na tej imprezce, kto po alkoholu myśli rozsądnie... Z ludzi wyłażą wszelkie wady typu nerwowość, kłótliwość, kiedy są pijani, ja się robię rozsądna, trzeźwomyśląca, owszem - dużo mówię, ale wtedy odblokowuje się we mnie świadomość, że do kurwy nędzy - dorosła jestem, mam wyrobione zdanie i wcale nie muszę się z tym kryć!]
I jeszcze tekst:
- Ja mogę być tą złą teściową!
Dopiero potem mi przyszło do głowy, że mogłam powiedzieć, że setą mi koło dupy lata, jaką ona chce być teściową, ona ma być przede wszystkim dobrą matką i babcią. Bo to w Samcu i Żabie płynie jej krew. A to oznacza, że nie powinna do niczego zmuszać swojego dorosłego dziecka i pogodzić się z tym, że jej rola w kształtowaniu jego się już skończyła, co zawaliła, to zawaliła i za chuja nie zmieni.

Kurde, miałam nie pisać brzydkich słów.

Tym razem ta rozmowa mnie ani nie wzruszyła, ani nie zbulwersowała. Cóż - kolejna przepychanka. Śmieszna i zaskakująca w tym fakcie, że ktoś próbuje w taki sposób wpłynąć na moje zdanie. Nie da się. Klnę na ten kraj, ale nie chcę wyjeżdżać.

A szczególnie mi się włos na łbie jeży, jak mówią, że Mały już znalazł domek dla nas. Znaczy dla całej piątki. Że niby, on, jego Kobieta, ja, Samiec i Żaba. Za nim nie przepadam, zresztą - sam mi kiedyś na to pozwolił [ostatnio zmienił zdanie, hehe i wykonywał jakieś gesty, które miały na celu ocieplenie stosunków w rodzinie, ale ja jednak suka czasem jestem pamiętliwa i tak mi wygodniej], a Kobiety nie trawię naprawdę [czemu to długa historia i może wcale w tym jej winy nie ma, ale tak się stało]. Nie wyobrażam sobie mieszkania z własnego wyboru z jakimkolwiek członkiem rodziny - nawet z mojej strony. Tak to ich kocham, ale na dłuższą metę by mnie wkurwiali i mam tą świadomość.

Jest jeszcze jedna rzecz - oni tam cholernie tęsknią i wcale im nie jest tak różowo. Nie przyznają się do tego. Samiec twierdzi, że właśnie dlatego Mały co przyjeżdża, to nie chce z nim pić. Boi się, że się wygada i tym samym sam nam da do ręki argument przeciwko wyjazdowi. Dlatego chcą, żebyśmy tam przyjechali. Mały - jakie tam ma zalety, takie ma, ale nie jest kimś, kto tak po prostu będzie naciskał, żeby brat do niego przyjechał.
13:45, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 marca 2010
Wyjebało mi długą notkę.
A było o tym, że pani na spotkaniu, na którym myślałam, że tak, jak to mówią, będzie ględzić o kalendarzyku i innych naturalnych metodach, powiedziała: róbcie wszystko, bylebyście nie usuwali.

I o tym, że nie, do kurwy nędzy, nie pojadę do Anglii. Przy moich teściach grzecznie kiwam głową, ale nie pojadę i tyle.

I o tym, że w związku z uporem ich w kwestii powyższego, nie wiem, jak wytłumaczyć im, że nie będziemy robić teraz centralnego.

Poza tym - całe to zamieszanie polega na tym, że oni chcą dla nas jak najlepiej, próbują nas wcisnąc w jakiś pieprzony luksus, a Samcowi jest to na rękę, bo nie chce mu się nosić węgla.

Wiem, jestem świnia. On jest też po mojej stronie i sam widzi, że jego mama ostatnio, jak się zawiesi na jakiejś teorii, to ni chuja, no nie do ruszenia.

A centralne to wydatek w naszym wypadku połowy kredytu, jaki jesteśmy w stanie wziąć. Moglibyśmy już zamówić okna, a nie na koniec. Teraz chyba będzie łatwiej.

17:32, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 marca 2010
Mała ma 6600, prawie trzy razy tyle, co w dniu urodzenia.
Jestem dumna z moich cycków.

Spotkanko HT raczej odpada - nie chce mi się tułać do tych Tych, a Kryzys ma zajęcia. Więc jeszcze pozostaje problem świadka, zwłaszcza, że Casanunda milczy, jakby mu kto wódy w gardło nalał i na Śląsk wywiózł.
Ciućmok jeden.

Mama przywiozła znowu trochę ciuchów, a na dodatek przyszła kolejna dostawa darów.

I rozmowa dzisiaj na gg:
21:46:05 Klocu (GG# 10622403)
siemka
21:46:29 coz607 (GG #4611051)
hej
kto ty?
21:46:26 Klocu (GG# 10622403)
klocu
21:46:50 coz607 (GG #4611051)
:)   Uśmiech, radość, zadowolenie.
21:46:51 Klocu (GG# 10622403)
cio to sie stało ze nie wpadasz?
21:47:14 coz607 (GG #4611051)
gdzie?
21:47:17 Klocu (GG# 10622403)
nio do mne tzn do siostry
21:47:55 coz607 (GG #4611051)
a miałam wpaść?
21:48:19 Klocu (GG# 10622403)
nioo tak mi posałas
21:48:47 coz607 (GG #4611051)
Kiedy?
21:49:01 Klocu (GG# 10622403)
no dzisiaj przed chwla
21:49:46 coz607 (GG #4611051)
dopiero weszłam na gg
21:49:43 Klocu (GG# 10622403)
niooo ale sms
21:50:14 coz607 (GG #4611051)
ale ja nie mam Twojego numeru
21:50:25 coz607 (GG #4611051)
Wiesz, z kim rozmawiasz?
21:50:29 Klocu (GG# 10622403)
kurcze czekaj z jaka basia gadam bo te gg u siostry lubi mieszac nr

:)

A demot z hipopotamami mnie rozpieprza nadal. Jest cudowny.

Dla tych, co lubią abstrakcję jeden link:
Dziennik Pimpfa
23:40, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2