Skopiuj CSS
środa, 23 grudnia 2015
To był taki rok, że każdemu życzę podobnych. Żebyście z każdym dniem czuli, jak stajecie się silniejsi, jak wraca do Was to, co powinno być zawsze Wasze. Żebyście nawet wobec braku spektakularnych efektów zawsze mieli NADZIEJĘ. Żebyście znajdywali przyjemność w tym, kim jesteście, bo jesteście fajni. Nie będę wymieniać, kogo za co lubię, jak ktoś chce, to zapraszam na priv.

Życzę Wam nieszkodliwych nałogów, radosnych powrotów do domu, niecierpliwości przed spotkaniem z bliskimi. Żebyście mieli poczucie, że Wasza praca jest dobrze wykonywana i ma sens.

Życzę Wam powodów do śmiechu i zawsze więcej siły, niż przeszkód. I zawsze ludzi, którzy trzymając Was za rękę, potrafią sprawić, że łapiecie równowagę.

Życzę Wam tej odrobiny buntu, która nie pozwoli poddać się znieczulicy i nie będzie się godzić na zło.

I przede wszystkim - życzę Wesołych Świąt. Opłatkiem się nie połamiemy, bo większość z Was mieszka daleko, ale będę o Was myśleć...

W tym roku odeszła Jadwiga Skoczylas. Pamiętam, jak wysyłała mi codziennie pozytywne wiadomości nad ranem.
Dni były lepsze. Siedziałam w pracy, na nocce albo na rannej zmianie, czyli w tych najbardziej krytycznych momentach i nagle - klik w telefonie.

I temu światu życzę takich ludzi.

15:07, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 grudnia 2015
Wczoraj God's Favorite Drug (niezmiennie szukając nazwy zespołu w mózgu, wbijam rękami Days Of The New na klawiaturze i nie sądzę, że budzi to oburzenie). Wokalista lekko nieswój, stawiam na te pieprzone, niezamrożone prawidłowo zachowującą się zimą wirusy. Było to słychać. Oczywiście - mniej, gdy śpiewał, bardziej, gdy mówił. Lubię słuchać, jak gada, wydaje mi się wtedy taki znajomy - jakby ktoś z rodziny (ok, jest podobny do mojego kuzyna, strasznie - teraz już mniej, ale kiedyś - oprócz tego, że kilkanaście centymetrów niższy, to twarz, gesty, sposób mówienia, ale nie tylko to. Może po prostu Lenin ma tendencje do utrzymywania znajomości z pewnym typem społeczeństwa).

Ale nie o tym chciałam. Były instrumenty smyczkowe i to... Było zupełnie nowe doświadczenie. Na pierwszy rzut ucha nie było ich słychać, a dopiero potem okazywało się, że te dźwięki SĄ. Płyną falami pod sufitem, zmiękczają rzeczywistość i czarują. Były jak jakiś woal, coś w podtekście, nietykalne, zbyt delikatne, by istnieć.

Po prostu... Zatkało mnie.

Ale i tak zawsze mi się pysk najbardziej cieszy na Stone Ritual. Taki pełnoziarnisty grunge.

...
- Mamo, no kiedy przyjdziesz? (Oderwałam się od kolorowania, żeby nie zgubić przemyśleń)
- Poczekaj, wczoraj byłam na koncercie, muszę o nim napisać.
- Aha.
(Bywa egoistką, ale już rozumie, że jeśli piszę notkę, to się mnie nie zaczepia)

18:35, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 grudnia 2015
W sumie to ten Sarang nawet lepiej wypadł, niż Luxtorpeda.
A może mi się już przejadła?
Nie wiem. Nie było "Mowy trawy", "Psa Darwina", "Raus", "W ciemności" (tęsknię za masowymi mordami), jak rozmawialiśmy z Leniem, to więcej wymieniliśmy piosenek, które dla nas są obowiązkowe. Na dodatek "Autystyczny" był przed tym krytycznym momentem, więc potem nie miało co mnie wytrząść.

Za to Sarang... Jest moc. Wprawdzie wokalista wygląda nieco, jak George Michael w takich lepszych czasach, ale liczy się brzmienie, a głos ma naprawdę imponujący, zarówno w śpiewie, jak i w mowie, co mnie zupełnie zaskoczyło.

Buty na obcasach to jedna z rzeczy, które chyba zawsze będę kochać. Nie pokażę tu mojej kolekcji, bo zawsze, jak próbowałam zebrać je do zdjęcia, to się chowały, ale jest ich dużo. Kiedy kobieta zakłada buty na obcasie, coś się dzieje z jej psychiką, zaczynają mieć nad nią władzę.

...

Co do Luxtorpedy, to tekst "Nieobecny nieznajomy" ma dwa słabe punkty, już kiedyś chciałam o tym napisać:
"Czy widziałeś może moje mleczne zęby?" - chciałoby się zapytać: "A co? Zgubiłeś?"
i
"W moim mózgu pełno niespodziewanych zakrętów" - kurde, to się nazywa zwoje i jest zupełnie normalne. Im więcej, tym lepiej.
Takie potknięcia psują wymowę utworu.

Byle do piątku. Tupię z niecierpliwością przed koncertem.
19:30, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 grudnia 2015
Obolałe nogi, biodra, uszy chyba też mają jakieś errory.

Było pięknie.
Najpierw Sarang, który niestety miał źle nagłośniony wokal. Ale już na nim się wyskakałam nieco (kark boli). I taki niedosyt pozostał.

Potem Luxtorpeda. I jest jedno wielkie zastrzeżenie: "44 dni" to nie jest piosenka na koncerty. Mogliby się bardziej liczyć z uczuciami ludzi. Bo - ok, oni traktują to może jako terapię, ale ja nie chcę myśleć o tym na koncercie. Na koncert idę się bawić. Owszem, mogę być nauczana, lubię te chwile moralizowania, ale utrata dziecka to zbyt duża trauma, aby pozwolić komuś wchodzić z butami w przeszłość. A ja to tak odbieram, jakby ktoś obcy przyszedł do mnie teraz, kiedy już jestem teoretycznie pogodzona z tym, że mi zawsze będzie kogoś brakowało i pytał: "Chcesz o tym porozmawiać?". Nie, do cholery jasnej, nie chcę. Mogę o tym popisać. Ale nie chcę rozmawiać. Sorry, doszłam do tej granicy. I teraz mam niesmak, kiedy słyszę to na koncercie, próbuję nie płakać, ale się nie da.
23:01, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
Wstać o ósmej rano w niedzielę? Wyjątkowe uczucie.

Przez kilka minut wczoraj wydawało mi się, że zapamiętałam czyjąś twarz. Obcego człowieka. Dziwne. Takie obce. Na szczęście szybko zapomniałam, a może nigdy nie pamiętałam. Podobno ludzie tacy, jak ja, zapamiętują innych zupełnie inaczej. Ważne są głosy, postawa. Dla mnie najważniejsze są uczucia, jakie ludzie wzbudzają we mnie. Może dlatego łatwo się uprzedzam i nie potrafię wyjść z klatki.

Tak w temacie klatek. I pudełek. Wczoraj nad ranem wracałam do domu przez moją nieciekawą (a może właśnie - ciekawą???) dzielnicę. Liczyłam zdemolowane śmietniki, sprawdzałam, co nowego na murach, robiłam slalom między upuszczonymi posiłkami (a także tymi zwróconymi). Czułam się bezpiecznie, bo byłam w pudełku, które nosi tytuł "Prosthetics". Dotykam dźwięków, widzę je, zapamiętuję.
I ciągle się uczę.

Dzisiaj koncert - Luxtorpeda (skoro ostatnio była "Serotonina", to nie mam czelności prosić o jeszcze, za to chciałabym usłyszeć "Raus") i Sarang (na bilecie "Serang").
11:31, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 grudnia 2015
Może tak naprawdę jeszcze jestem na etapie szkoły.
I nauczyciele to czują.
Szkoła była dla mnie taką traumą, że do dzisiaj nie żałuję, że jest już za mną.
Nie chcę swoich uprzedzeń przenosić na dziecko.
Ale nauczycieli nie lubię. Z zasady.

Spytały mnie: "A czy za naszych czasów ktoś się przejmował tym, że dziecko jest nieśmiałe?"
Mogłam odpowiedzieć: "Nie. Ale za naszych czasów, jak dziecko było bezczelne, to można było mu przyłożyć w dupę i nikt z tego powodu po sądach nie ciągał."
Nie to, że chciałabym dziecko bić, bo to nie o to chodzi. Ale idealizowanie wychowania z naszych czasów jest grubą przesadą.

Dwie piosenki na dziś:
i
Dobrze, że nie słuchałam w czasach liceum. Mogłoby być bardzo źle ze mną. Na pewno nie skończyłabym tak dobrze, jak skończyłam.
(Wbrew temu, co sądzą nauczycielki, jestem niegłupią, kochającą i pewną siebie mamą. Po prostu przy nauczycielkach czuję się, jak uczennica. Tak już mam. Ale ja też potrafię manipulować ludźmi. Może nie za pomocą łez, jak Jana. Umiem. I potrafię się kajać tak, że ludziom serca pękały, aż było im głupio, że w ogóle zgłosili jakieś zastrzeżenia do mojego zachowania. Nieprawdaż?)

W "Kalendarzyku nie-małżeńskim" Pauliny Młynarskiej i Doroty Wellman gadanie o męskich głosach. I że podobno najpiękniejszy, bo taki niski, seksowny, miał Barry White. Gówno prawda.
Najpiękniejszy, bo taki żywy, pełny i przestrzenny ma Corey Taylor.
Chociaż nie powiem, dwa polskie wokale w tym roku dały mi do myślenia, ale o tym przy podsumowaniu.

Barry White nigdy nie potrafił sprawić, żebym czuła, że śpiewanie jest takie łatwe.
Chociaż, oczywiście nie jest i jak się słyszę, to jestem przerażona. Podobno kiedyś miałam taki stabilny i prawidłowy głos, co się stało?
04:35, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 grudnia 2015
Koszmary nie są najgorsze. Po obudzeniu cieszę się, że koszmar się skończył.
Najgorsze są sny o tym, że jestem w ciąży. Że dotykam kształtów przesuwających się pod moją skórą, czuję wpieranie się w kości miednicy.
Patrzę, na poruszający się brzuch.
Nie pamiętam bólu porodowego, nie pamiętam bólu po cesarce, chociaż byłam pewna, że tego drugiego nigdy nie zapomnę.
Pamiętam to, jak dziecko zachowuje się w brzuchu.

Cieszę się, że pamiętam to, co dobre, tyle że teraz to właśnie sprawia, że tęsknię.

Płaczę potem kilka dni i wracam do tabletek, żeby to wytłumić.
10:02, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 grudnia 2015
Byłam na spotkaniu z nauczycielkami, bo napisałam im nieprzyjemny liścik w związku z tym, że Jana powiedziała, że MUSI się dzielić blokiem z kolegą.
Oczywiście - najechały na mnie, że był to wpis niemiły, agresywny i ordynarny (według mnie jedynie niesprawiedliwy, ale może chciały się popisać słownictwem).
Dowiedziałam się, że skoro wiem, że Janka manipuluje, to mogłam spytać (szczegół, że moje wpisy z całego zeszłego tygodnia nie zostały skomentowane, więc byłam już tym faktem zirytowana), zanim uwierzę jej na słowo.
Dowiedziałam się, że Janka zachowuje się, jak księżniczka. Owszem, jeśli jej się na to pozwoli. Kiedy zaczyna przy mnie gwiazdorzyć, sprowadzam ją do poziomu.
Dowiedziałam się też o jej bardzo brzydkim zachowaniu wobec nauczycielki. Powiedziałam o tym Leniowi, on stwierdził, że na zebraniu mówiły o tym, ale nie jemu, tylko całej klasie, bez wymieniania nazwisk.
1. czemu nie wzięły go na stronę i od razu nie powiedziały? (Pominę już to, że mogły o tym napisać od razu w zeszycie)
2. czy teraz z kolei ja nie powinnam czuć się źle potraktowana, bo rodzice to MI będą obrabiać dupę, że taka zła matka, że nie umiem wychować dziecka (bo ich prawdomówne dzieci im powiedzą, kto się tak zachował)
Jak widać, nauczycielkom zależy na wychowaniu dziecka dopiero, jak ktoś zrani ich uczucia.
Pięknie.
Bo, gdyby tak naprawdę dbały o to, żeby Jana się poprawiła, powiedziałyby od razu.

W takim razie wychodzi na to, że czas zacząć ranić ich uczucia za każdym razem. A na spotkania wysyłać Lenia.
20:02, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »