Skopiuj CSS
sobota, 18 grudnia 2010
Nie cierpię łażenia po sklepach. Albo ja już taka biedna jestem, albo tak wszystko podrożało. Takie bezowocne wypady, jak dziś w ogóle wprawiają mnie w zły nastrój. Łaziłam p targu chorzowskim, po Silesii, po kilku centrach handlowych, no naprawdę. Biorąc pod uwagę, że w kieszeni miałam dwukrotność tego, co zamierzałam wydać [na wypadek nagłej miłości :)], to i tak ceny większości butów przekraczały moje zasoby co najmniej dwukrotnie.

Co do tego wypadku, gdzie zginęło jedno dziecko, a drugie trafiło do szpitala, to uważam, że są rzeczy, których można nie uniknąć. Na przykład: oparzenie, molestowanie, grypa, nawet pogryzienie przez psa. Ale są rzeczy, których można uniknąć, używając minimum wyobraźni. Mam nadzieję, że ojcu tych dzieci ona ruszy. Ja naprawdę na wiele rzeczy Żabie pozwalam. Właściwie zabraniam jej tylko tego, co MOGŁOBY spowodować, że zrobi sobie krzywdę. Wiadomo, wszystkiego nie przewidzę. Mało tego, zdaję sobie sprawę z faktu, że ona już stara się przedyskutować moje zakazy i wymknąć się spod kontroli. Ale nigdy w życiu nie przyszło by mi do głowy narażać jej na takie niebezpieczeństwo.

Nie zamierzam krytykować tego ojca. Jeśli ma jakąś przynajmniej szczątkową wrażliwość i działające komórki mózgowe, to on się odpowiednio krytykuje sam, nie ma bowiem lepszego oskarżyciela, niż własne sumienie. Raczej, tak po cichu, mam nadzieję, że znając ten wypadek, chociaż część tatusiów, która zamierzała zabrać dzieci na kulig, lepiej to przemyśli. Nie mówię, że nie można, ale lepiej mieć pewność co do tego, gdzie jest bezpiecznie.

No, dobra, nigdzie nie można mieć tej pewności, jak ktoś ma pecha, to się to stanie. Ale lepiej, tak z ludzkiego punktu widzenia, mieć poczucie, że zrobiło się wszystko, aby było bezpiecznie.

Hm, pewnie ten tata też tak myślał.
:/
23:30, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 grudnia 2010
Nie wiem, zimno jest, a mnie energia rozpiera. Akurat ostatnie dwa dni to pewnie skutek owulacji, tak bym sobie pogadała z kimkolwiek, muszę się umówić z Kat na poniedziałek albo zmusić ją do przyjazdu do mnie - zresztą wiszę jej kebaba za przysługę. Bo inne baby to ostatnio raczej z dala mnie omijają.

Chociaż nie. Turkutek kiedyś do mnie zadzwoniła, tak dla żartu. I Asiia też się czasem odzywa. A z Mad to w ogóle jakiś rozkwit miłości ostatnio nam się zdarzył. A ja jednak jakoś tak czuję się niewygadana wciąż.

W ogóle to Corby od jakiegoś czasu sprawia, że nienawidzę telefonów z ekranem dotykowym. Za to przymierzam się do takiego z pełną klawiaturą - od kilku lat za mną łazi i teraz może będę miała okazję go mieć, bo przyszedł mi sms, że mogę sobie wziąć nowy telefon.

Śnieg jest mokry i beznadziejny - lepi się do wszystkiego, na sankach nie da się po nim jeździć, o wózku nie wspominając.

Żaba na moje stwierdzenie: "Kocham Cię", odpowiedziała: "Ja Cię nie!". Jest rozkoszna, słodka, manipulatorka i kokietka.
13:32, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (3) »
niedziela, 05 grudnia 2010
Samczysko ma kumpla do flaszki. Poważnie, nic innego z nim nie robi, tylko pije. Jakimś cudem, kiedy jest coś do zrobienia w sprawach remontu, to ten kolega zawsze jest zmęczony, skacowany, właśnie robi porządki, zakupy, czy cokolwiek. Oczywiście - znam życie i dopuszczam do siebie myśl, że rzeczywiście mamy takiego pecha, ale w stosunku do tego typa bardzo lubię obierać negatywne podejrzenia.

Z Anią M. rozmawiałam. I jestem szczęśliwa.

Poza tym próbuję znaleźć pracę i jestem jak najlepszej myśli.

Żabcia sparzyła sobie paluszek o piec. Nawet nie płakała bardzo, gdy się to stało, obejrzałam rączkę, właściwie nie była nawet zaczerwieniona, a po kilku godzinach aż mi się słabo zrobiło, bo zauważyłam pęcherz.

No i jeszcze byliśmy na sankach - dwie wywrotki zaliczone, Żaba wyglądała, jak bałwanek i miała dość.
Ale w domu nadal włazi na sanki.
18:57, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »