Skopiuj CSS
niedziela, 29 listopada 2015
To nie tak, że nie chce mi się spać. Zdaję sobie sprawę z tego, że za sześć godzin zaryję twarzą w pościel i będę klęła na czym świat stoi.
Ale siedzenie w nocy ma taki urok. Krążę sobie po fb, zaglądam ludziom na konta, nie, nie łudzę się, że ich lepiej dzięki temu poznaję, wiele razy nacięłam się na to, jak bardzo to jest mylne, jak mocno kreujemy siebie w internecie. Nawet bez używania fotoszopa. To nie nakładanie masek. To próba bycia gdzieś takim, jakim chciałoby się być. A czasami próba bycia po prostu kimś innym, z ciekawości.
Nie zawsze kimś lepszym.

Czytam zdanie: "Skończyłem czytać tę książkę i nie wiem, co ze sobą zrobić." To nic w porównaniu z pisaniem. Odkładam na półkę stare szkice, a one mi machają. Paskudztwa, pełne błędów logicznych, chaotycznie pisane, niechciane i nieco wstydliwe.
Ale gdybym miała uciekać z domu, to w pierwszym odruchu skoczyłabym na ratunek im.

Słucham znowu pierwszego albumu. Wchodzi tak. Tak inaczej. Nie przesłania go energia i jest coś innego muzycznie. Chyba powinnam się jeszcze raz tam zagłębić.

Plączę się w byciu matką. Czasem otwierają mi się oczy i widzę, że urodziłam skarb. Kogoś o nieograniczonych możliwościach i niesamowitych ambicjach.
Wczoraj przeczytała w całości swoją pierwszą książkę, mimo iż oczy jej się kleiły, nie pozwoliła sobie pomóc.
02:09, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 listopada 2015
Zabawna gra słów: kiedy świat zachwycał się Pięćdziesięcioma twarzami Grey'a, w moje życie wkroczyły cztery struny Gray'a.

I jeszcze to, że z innej beczki, jeden z cytatów, które wywołują u mnie uśmiech, to: "There's no room for shades of grey".

Siedzę w wannie, czytam, jem. Nałóg. Byłam nałogowym biernym palaczem, szczególnie w ciąży.

Swoją drogą, czytam te kilka słów o Gray'u i szczególnie rozbawiły mnie tagi: "Urodzeni w 1972" i "Zmarli w 2010".

A bez niego "Iowa" już nie jest taka sama. Chyba. Nie wiem, nie słyszałam. Facet żyje w muzyce.

W głowie miałam znowu wszystko poukładane, a jak siadam do komputera, to uciekają mi myśli. I jak mam zostać poważną pisarką, jeśli nie potrafię ujarzmić klawiaturą pomysłu? Piórem? Zawsze. Ale nawet przepisywać nie umiem na komputerze...
21:58, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 listopada 2015
Dziwią się, że nie mówię wprost, tylko dookoła. Bo ja mówię dla tych, co chcą zrozumieć. Nawiasem mówiąc, sama rozumiem coraz więcej, aż mnie to czasem zaskakuje, że wiem. Nie wierzę sobie, że zrozumiałam.
Jeśli ktoś chce zrozumieć, to będzie wiedział, o co mi chodzi.
Nie lubię ranić ludzi, a moje słowa są jak noże. Potrafiłabym posiekać czyjś mózg na kawałki, a na pewno zniszczyć dobre stosunki tylko dlatego, że zostałam doprowadzona do ostateczność. Jak szczur, zapędzony w kąt, potrafię walczyć na śmierć i życie, jeśli tylko poczuję się zagrożona. To nie jest chwalenie się, ani ostrzeżenie. Jest mi bardzo źle z tym, że tak naprawdę nie umiem ocenić zagrożenia i czasem, zamiast odetchnąć głęboko i pozwolić sobie na rozważenie sytuacji, bronię się atakiem.

Dziwią się, że tak płaczę. Ale ja nie płaczę dlatego, że mnie boli. Płaczę i już obmyślam plan. Płaczę, żeby rozładować agresję. Żeby nie zachować się, jak w poprzednim akapicie.
Nie powinni doprowadzać mnie do tego, żebym czuła się zapędzona do narożnika.
Bo jestem zbyt silna i nie umiem tego kontrolować.

18:47, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Krążę sobie między regałami i rozmyślam, co by tu jeszcze wcisnąć w podsumowania muzyczne tego roku. Piosenkę już chyba wybrałam - na pewno zagraniczną, a polską... Cóż, chyba nie będzie, bo piosenka polskiego wykonawcy, która mnie najbardziej ujęła, też jest angielskojęzyczna.

Jana wybiegła z pokoju: "Zobacz, jak mi serce bije, bo ja sobie wyobraziłam jakiegoś pana i mnie przestraszył!"
Zamieram. Znowu widzi duchy?

Jeszcze nie zaczęłam kupowania prezentów.
Jeszcze nie zaczynam czasu przedświątecznego, właściwie Boże Narodzenie powinno być ruchome - np: dopiero z pierwszym śniegiem, może wtedy Pan B. zlitowałby się i regularnie, raz do roku zsyłał nam solidną warstwę tej przyjemności.

Nagle, spośród innych dźwięków, ten specyficzny stukot i krzyki w tle. Gwizdy, piski. Kontrol, Brzęczki. Drzewa, las i Przemsza.
Muszę słuchać. Nienawidzę mieć przerw, wtedy zawsze mam wrażenie, że coś mnie omija.
I wiem, że znajdę to coś wcześniej czy później
Dokopuję się do wnętrza, a nadal pozostaje tyle nieodkrytego.
Nie chcę usłyszeć jej na żywo. Ze zmienionym składem byłoby inaczej. Nie chcę inaczej. Chcę ją zamęczyć na śmierć.
I potem płakać po niej.

Mam banana na twarzy. Wróciłam do pracy po dwóch dniach wolnego z prawdziwą energią. Dziwne aż. Ale ja naprawdę to lubię.

Kocham. Czuję się potrzebna. Chyba trafiłam na swoje miejsce.

Chociaż, pewnie, gdyby nie Samiec, to też czułabym, że nie mam nic. Że jestem bezwartościowa, pusta, muszę gdzieś nadrabiać i przyjmować cudze opinie o sobie, jako prawdę.

Nigdy nie miałam wysokiej samooceny. Raczej z rodzaju tych, które żyją w ziemi.
16:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 listopada 2015
Nie mogę się doczekać tego, aż skończę 35 lat. Poważnie.
Może wtedy skończą się te pytania: "To kiedy drugie?"
Tak, drażni mnie to. Zawsze chciałam mieć dużo dzieci.
Tak trzy co najmniej.
Skończyłam na cudownym drugim.
I teraz, od jakiegoś roku, moja macica nie daje mi spokoju. Jakoś bardziej lubi seks, łatwiej daje się sprowokować.
A ja nie chcę.
35 lat to ten wiek, kiedy już trzeba patrzeć bardziej uważnie. Bo jest większe ryzyko. I ludzie już tak inaczej do tego podchodzą. Zaczynają się zastanawiać, zanim zadadzą jakieś głupie pytanie.

Czasem chciałabym mieć 40 lat i mieć to w dupie.
21:28, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Wtulam twarz w pościel od Cioci, myśląc: "Cześć, tęsknię za Tobą, ale wiem, że po drugiej stronie jest Ci lepiej."
Próbuję tak samo żyć pełnią życia. Co nie oznacza łapanie każdej okazji na zabawę, a raczej wybieranie tych, które naprawdę mi odpowiadają, nie marnuję czasu na połowiczne radości.

Dwa dni bez pracy i zaczynam żyć. Przeziębienie odpuszcza. W tle Jana bawi się w wyobraźnię, jej zabawki żyją, nie dziwię się, że nie lubi ich oddawać, skoro wszystkie są takie mądre i charakterne.

Mam dużo rzeczy "po ludziach". Myślę o osobach, po których dostałam je w spadku i jest mi tak dziwnie. Bo tęsknię, przeraźliwie tęsknię, do kości, do bólu... Ale cieszę się, że pamiętam. Nikt z własnej woli nie wypiłby pucharu zapomnienia, powiedział ktoś w "Pat ze Srebrnego Gaju" (Judysia? Pat?), ja nie jestem wyjątkiem. Chcę pamiętać, że kochałam.

Bo to takie cudowne uczucie.
19:17, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Czas przygotować się do tego, aby sporządzić moją listę ważności z tego roku.
Kategorie:
Ulubiony zespół
Ulubiona wokalistka
Ulubiony wokalista

Ulubiona piosenka
Ulubiony teledysk
Ulubiony tekst

Wydarzenie muzyczne
Ulubiony album
Odkrycie muzyczne

(wszystko z podziałem Polska/reszta Świata)

:)

I tu mam prośbę - przypominajcie, co było. Jest koniec roku, moja pamięć jest, jaka jest, mogę zapomnieć o czymś ważnym.
14:16, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 listopada 2015
Metafora jest wtedy, kiedy się mówi coś, co nie do końca jest tym, o czym się mówi. To definicja mojej, czteroletniej wtedy córki.
Myślenie i domyślanie się zanika wśród ludzi. W tej chwili jest produktem luksusowym wręcz, tak samo, jak ironia, czy sarkazm. Niedomówienia? Chyba sobie żartujecie.

W szkołach rozwiązywaliśmy miliony durnych zadań. Nikt nie zastanawiał się, na co komu trzydzieści kilogramów ziemniaków (inna rzecz, że czasem rzeczywiście się tak kupowało), czy podobne ilości mięsa (o, to już była abstrakcja. Każdy kilogram mięsa był abstrakcją w tamtych dziwnych czasach). Dzieci od małego były przyzwyczajane do tego, że nie zawsze mówi się wprost. Nawet nie chwalono nas tak po prostu, werbalnie, tylko "dookoła". Nawet oceny były tylko symboliczne, bo wiadomo, że dla mnie większą wartość miała 4 z historii, niż 5 z angielskiego, czy polskiego.
Myślę, że wiadomo, do czego zmierzam. Do tego nieszczęsnego nauczyciela fizyki, który wymyślił zadanie o zrzucaniu uchodźców z tratwy. Potraktowano go, jakby kazał uczniom zrzucać tych uchodźców co najmniej. I tu dochodzimy do tego, że młodych ludzi w naszych czasach traktuje się jak - nie ubierajmy tego w piękne słowa - jak debili. Bezmózgie stworzenia, których umiejętności intelektualne ograniczają się tylko do zakuwania na pamięć (i pod klucz). I nie wolno im myśleć, wszak wiadomo, że młodzież, kiedy myśli, to na pewno COŚ wymyśli, a że "młodzież teraz mamy coraz gorszą", to będzie to na pewno coś złego.
Tylko, że najgorszym na świecie błędem jest to, że nie uczymy młodych tego, że mają myśleć. Nie podpowiadamy im kierunku, a oni, nudząc się, znajdują własny, nie patrząc na to, czy jest dla kogoś szkodliwy, czy nie, bo nikt im nie wytłumaczył, nie pokazał, czym jest ból, czy stres.

Jedna z notatek w zeszycie korespondencji: "Janka nie zaliczyła jeszcze modlitwy 'Zdrowaś Mario'. Jeśli nie zaliczy do 5.11, dostanie ndst, bo jest już po terminie."
Chyba o tym pisałam. Modlitwę Jana umie. Za to spytałam ją, czy wie, skąd się ta modlitwa wzięła.
Tego pani katechetka im nie wyjaśniła.
Gdyby Jana dostała jedynkę z pisania, czy czytania, mogłabym się przejąć. Religijną? Nie. Zwłaszcza, jeśli wiem, że na tych zajęciach uczy się klepania paciorków.
Rozważam przeniesienie jej na lekcje etyki. Jak nie teraz, to w przyszłym roku. Wolę, żeby uczyła się etyki, niż wkuwała na pamięć regułki. To akurat w religii, która według mnie jest sprawą bardzo osobistą i powinna być prowadzona przez kogoś delikatnego i z wyczuciem, a nie kogoś, kto chce UCZYĆ. Sorry, pani katechetko, jeśli chciałaś UCZYĆ, to trzeba było najpierw SIĘ UCZYĆ w jakimś kierunku, który jest do uczenia. Bo na religii możesz tylko pomagać w poznawaniu Boga.

Hans - w klimatach pozamachowych (idę jednak na Luxtorpedę) stwierdził, że przecież my też mamy naszych terrorystów. Wprawdzie oni nie strzelają do ludzi, ale trują. Trują obowiązkami mszalnymi, paciorkami, obrzędowością kościoła, trują nas nienawiścią do symboliki, której nie rozumieją, twierdząc, że jest grzeszna. I jednocześnie trują naszą wiarę, niszczą to, co mogłoby być dobre, gdyby było bardziej kierowane miłością do drugiego człowieka, zamiast stawianiem pustych ołtarzy dla Niewiadomego.
18:33, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2015
Nie, to nie nadużywanie. To, że cierpię czasem na bezsenność mniej mnie martwi, niż ten strach, który czuję od piątku.

Piątkowe zamachy uderzyły w moje najczulsze punkty - strach przed tłumami (nawet jako dziecko wpadałam wtedy w histerię) i miłość do zabawy na koncertach. Leżałam i bałam się ruszyć. Znajomy potwór pożerał mnie od środka. A co, jeśli do Mega wpadnie grupa zamachowców? I nie mówcie, że to niemożliwe (rozsądek podpowiada, że kilku mężczyzn w określonym typie urody od razu zaalarmuje nasz narodowy system samozachowawczy). Nic nie jest niemożliwe. Jak ładnie byłoby wbić się im na koncert zespołu, który szerzy wysokie wartości moralne...

Boję się. Życie jest zbyt nieprzewidywalne. Wczoraj Lenin coś gadał o tym koncercie, że czas kupić bilety, a mi się niedobrze zrobiło. Chyba nie chcę iść. Chyba już w życiu nie pójdę na koncert. I nawet, jeśli myślę, że właściwie spokojnie mogłam umrzeć osiem lat temu, więc i tak żyję na kredyt, to cenię sobie życie.

Obudziłam się po czterech godzinach snu, umyłam garnki i podłogę (proszę nie spadać z krzeseł, po prostu w stresie robię głupoty) i siedzę, próbując udawać, że w nocy się nie bałam.

Czasem dobrze czuję się w naszym kraju, który jest paranoiczny i zacofany.
Ale jeszcze nie dziś. Jeszcze jestem w szoku. Teoretycznie zdążyliśmy się przyzwyczaić do zagrożenia atakami terrorystów. Jednak oni znajdują coraz lepsze metody.

Wczoraj w końcu przesłuchałam sobie płytkę "1000 forms of fear". Jest cudowna, a moja wieża nadal daje radę.
07:46, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 listopada 2015
Dzisiaj w aucie rozważania na temat tego, co czują w takim momencie muzycy, nasi sprzedawcy marzeń, dilerzy umysłowych orgazmów. Idol może czuć się opiekunem. Czuć się odpowiedzialny za tłum. Władza jest odpowiedzialnością. Oprócz tego, że współczuję Francuzom (ale to takie współczucie, jak dla człowieka, który zostawia drzwi do domu otwarte i potem płacze, że go okradli. Proszę mnie źle nie zrozumieć, całkowicie potępiam to, że go okradli, ale z drugiej strony ja zamierzam się przed tym zabezpieczyć i wcale nie chcę mu oddawać nic z tego, co mam w ramach solidarności), to współczuję też tym muzykom.

A z innej strony - nie dziwię się, jeśli ci, którzy chcą zdobyć władzę najpierw uderzą w muzykę. Nic nie daje takiej wolności.

Inna rzecz - siedzieliśmy, rozmawiając o tym, jak to było z odejściem Jordisona ze Slipknota. Nawet Lenin szukał po necie. Oprócz tego, że rozmawiałam, słuchałam, to myślałam o tym, że uwielbiam te nasze chwile, kiedy się karmimy słowami, kiedy tkamy te nasze porozumienie i rozwijamy się w sobie nawzajem.

20:40, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Jak za dawnych lat, cztery dni, pięć nadgodzin, ale nie będę miała z tego kasy, wymieniam na godziny i dni wolne. Odpoczynek jest ważniejszy.

Dogadałam się z moją podświadomością. Ona będzie mnie słuchać, jeśli ja będę jej słuchać. Już wiem, że to nie ja jestem nerwowa, tylko ludzie dookoła mnie i wtedy podświadomość napędza, żeby przypadkiem ktoś mnie nie zranił.
Oczywiście - wyjątkiem jest Samiec i Jana. Oni potrafią mnie tak sami z siebie wyprowadzić z równowagi.

Ale ja nie o tym chciałam. Kiedy czasem urywa się dźwięk w słuchawkach, staję ogłupiała i zaczynam robić błędy, jakbym w ogóle wypadła z rytmu.

Ciężkie jest to myślenie poranne. Za godzinę będziemy się szykować do wyjazdu do Mikołowa na zawody zaprzęgów.

Jana CZYTA. Sama. Siedzi sobie i czyta, co jej wpadnie w ręce. W końcu. Poznaje kolejne literki i cieszy się z wszystkiego, co uda się jej odcyfrować.

Głowę mam gdzie indziej. Świetnie śpi mi się po hydroksyzynie. Oczywiście - nie mam ogólnie problemów z zasypianiem, ale mam problem z utrzymaniem snu (jak bohater "Bezsenności" Kinga, ale nie na taką skalę). Jeśli się wybudzę, to mam problem z powrotem w sen i potem spędzam pół dnia w łóżku, a i tak jestem zmęczona. A ta mała tabletka powoduje, że nawet, jeśli się przebudzę, to nie mam siły podnieść głowy i śpię dalej, aż przestanie działać.

Bardzo chciałabym być tolerancyjna, ale boję się. Nie boję się być wykorzystaną. Boję się być zabitą. Boję się, że przez moją tolerancję i wrażliwość zginie ktoś, kogo kocham.
Zamachy podczas koncertu? I już widzę minę mojej mamy, kiedy w grudniu pójdziemy do Mega na Luxtorpedę... Nie wiedziałam, teraz wiem, jak to jest, kiedy absurdalnie boi się człowiek wszystkiego, co może spotkać jego dziecko.

Strach jest synonimem macierzyństwa. Boimy się tego, co może się stać i boimy się tego, co możemy zrobić źle.

Wsłuchuję się w szepty spoza słuchawek. Lubię moich wyimaginowanych przyjaciół, często nawet bardziej, niż ludzi, których imiona noszą.
07:37, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 listopada 2015
W ekranie komputera odbijają się przelatujące ptaki i te wściekłe gołębie, które tłuką się do szyb, nie zważając na to, że w zasadzie nie mamy parapetów. Brat sprezentował mi powerbank, więc teraz jeszcze dłużej, jeszcze bardziej bez przerwy mogę słuchać muzyki.

Nie odczuwam wybitnej niechęci do poniedziałków, raczej podchodzę do nich bez emocji. Przeglądam tylko dziś nerwowo konto w poszukiwaniu wypłaty.

Weekend u rodziców. Lee, byłaś?
Nie mam czasu na podglądanie znajomych stamtąd, Jana zabiera całą uwagę, bo po tygodniu popołudniówek miałyśmy weekend dla siebie, szczególnie sobotnie sam na sam z kolorowankami. Rozmawiam. Uczę ją rozmawiać. Chociaż uczę ją też, że ma prawo oddać, jeśli ktoś ją uderzy - ostatnio pobiła się ze swoją przyjaciółką i to tamta dostała uwagę. Nie wtrącam się do jej konfliktów z Karoliną, chociaż czasem mam wrażenie, że Jana jest przez nią wykorzystywana, bo Karolina ma więcej energii, niszczy, szarpie. Tylko o to mi chodzi, żeby Jana nie poddawała się temu. Mogą się przyjaźnić. Ja im tego nie zabronię. Ale musi zrozumieć, że w przyjaźni musi być równowaga.

Bałam się, że kiedy pójdzie do szkoły, panie będą większym autorytetem ode mnie. Na szczęście - nasza wiedza i uwaga pomogła w stabilizacji. Jednak to my możemy więcej.

Myślę nad kolejnym tatuażem. Głowa kozy pod obojczykiem? A czy to nie będzie boleć? (nadal boję się bólu ponad wszystko) Nie cofnę się przed niczym.

Czytam na tej stronie o akceptacji tatuaży przez pracodawców. I czytam teksty, że "jesteś tylko magazynierem, to nic dziwnego, że cię przyjęli z tatuażami". Przyjęli to jedno, drugie to to, że współpracownicy też mogą obrzydzić życie, nawet osoby, które uważałam za miłe i mądre potrafią wywalić taką wiązankę obraźliwych tekstów, że krew się burzy.
I czytam, że "nie rezygnujcie z tatuaży, to jedyne, co nas odróżnia". I to też śmieszy. Bo akurat tatuaż to nie jest jedyna rzecz, jaka mnie wyróżnia z tłumu (chociaż jestem niepozorna i może fizycznie nie wystaję ponad poziom).
I jeszcze czytam to wszystko inne, to, jak jedni drugim krytykują wzorki. I myślę - jak można twierdzić, że jest się niesłusznie dyskryminowanym, jeśli samemu nie potrafi się po prostu przyjąć do wiadomości, że do naszego hobby (bo w większości to hobby, jak każde inne) ktoś ma inny stosunek, niż my?
Według mnie walka o akceptację u starszych pokoleń jest już w większości przegrana. Teraz musimy walczyć o dzieci. A dzieci uwielbiają te wzorki na skórze. Jana nawet karmiła gryzonia. Kolorowała Iowę. Nie będzie wyzywać od kryminalistów.
12:04, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
sobota, 07 listopada 2015
Odżywam. Już można się śmiać na spotkaniu z Kat, już można wrzucać teledyski i prowadzić rozmyślania na temat wszystkiego.

Pogoda niby się psuje, ale we mnie znowu świeci energia.
Znowu piszę, ale jeszcze niepewnie. Koloruję razem z Janą i dzięki temu rozmawiamy, mamy dla siebie czas. Fajnie jest mieć duży, zaśmiecony stół w domu, przy którym siedzimy wszyscy troje.
Fajnie jest mieć zdrową rodzinę.

Straszą nas smogiem, ale czy nie przeżywaliśmy już podobnych lat? Nie, kiedy nie muszę, nie wychodzę z domu, w środku czuję się jednak najlepiej. Nawet lubię czasem być sama, wtedy udaję, że mogę śpiewać. I wtedy układam się, porządkuję, bo ja zawsze będę chyba jednym wielkim chaosem.

Nie umiem tak naprawdę wytyczyć sobie jakichkolwiek ram, w których mogłabym się poruszać. Zazwyczaj robię to, co mi przyjdzie do głowy.


Jedyny smutek, jaki mi będzie długo siedział, to to że nie pojadę do Gdańska.
Chciałabym jeszcze, po tym łódzkim koncercie pojawił się niedosyt.
Oczywiście, nie od razu, najpierw były miliony myśli, dopiero potem.
Chciałoby się jeszcze raz.
Kocham moją pracę, ale co do wypłat mam mieszane uczucia.
21:56, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Nie ozdabiam swojego ciała. Ja je rysuję na nowo, dlatego ważne jest, żeby wszystko było pod kontrolą.
Chociaż moje życie nie jest.
Nie chcę być ładna. Przestało mi zależeć. Komuś się podobam.
Ale lubię popatrzeć na rękę. Czasem w pracy, kiedy jest mi wyjątkowo smutno, patrzę na ogon Gryzonia wystający spod gumek i uśmiecham się. Mam brzydkie, zniszczone dłonie, ale to też nie jest ważne.

Myślę o muzyce, może za dużo. Może już jest niezdrowo, ale czasem jest tak, że jak palacz wychodzi na jednego szybkiego, jak pijak pociąga z piersiówki, szybko zakładam słuchawki, żeby przynajmniej jedną piosenkę odsłuchać. Wtedy śmieję się sama z siebie i znowu wyglądam, jakbym nie była do końca normalna, a ja tylko mam bogate życie wewnętrzne.

Właściwie może dopiero teraz zaczynam dojrzewać? Może dopiero teraz staję się dorosła?
Jak to wygląda? Jak czuje się człowiek, przekraczając magiczną granicę dorosłości? Jak to się dzieje? Kiedy? Czym się objawia?
Może to właśnie ten spokój?
Ale wtedy większość moich znajomych byłaby jeszcze dziećmi, które wcale nie chcą dorosnąć, bo gniew jest jedyną energią, jaką posiadają.

A we mnie gniew nieco przycichł i teraz okazuje się, jak wiele rzeczy mi przesłaniał...
15:05, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 listopada 2015
Może zużyłam przedział łez na ten miesiąc? A może kiedyś zużyłam na całe życie?
Na RMFie podawali, że mężczyzna płacze ileś tam razy w miesiącu. Samiec stwierdził, że pewnie chodziło o płacz ze śmiechu. Możliwe, miałam wtedy słuchawki na uszach i zastanawiałam się, jakie może mieć powody zdrowy człowiek, żeby kilka razy w miesiącu płakać?
No, bo rozumiem, że depresja. Że nerwica. Ale wtedy płacze się dlatego, że się jest patologicznie nadwrażliwym.
Samczysko podał dokładną datę, kiedy ostatni raz się popłakał naprawdę. Też wtedy płakałam, poskładaliśmy się jak domek z kart na czele rozentuzjazmowanego tłumu.

Płacz jest dobry, bardzo mi go brakuje. A w środku mam tak sucho, że aż pali. Na dobrą sprawę, przez większość czasu jest we mnie to, o co walczyłam: bezwzględny spokój. Nawet w pracy się nie wkurzam, czuję jakąś namiastkę irytacji, ale żeby tak się rozszczekać, jak za dawnych lat? Popłakać z bezsilności?
Nie wiem, czy nie jest to pyrrusowe zwycięstwo. Dziwnie się z tym czuję. A raczej bez tego. Bez tej emocjonalnej huśtawki.

Zmiany. Pracujemy na trzyregałowych sektorach, dodano nam po jednym. Ja wygrałam na tym, bo dotychczas (od dwóch tygodni) pracowałam na czteroregałowym, dodają mi piąty, ale i jedną osobę do pomocy.

Nie zabrałam się za pisanie. Nie zabrałam się za nic. Koloruję. Pierwszy komplet kredek, który ma nieco ponad miesiąc, zużyłam już do piętek prawie. Drugi już czeka.
Kolorowanki są morderstwem dla bycia użytecznym. Siedzę i koloruję. Mózg myśli: "Jestem zajęta, więc jest ok."
Gdybym siedziała bezczynnie, już bym dawno pisała albo sprzątała.
Kolorowanki są lekarstwem dla duszy. Ze splątanych kresek, za pomocą kolorów odnajduję sens obrazka i uczę się, że jeśli tylko dodam w życiu trochę entuzjazmu, to będę wiedziała, o co w nim chodzi.
Jeszcze nie wiem.
(Nawet utwór o moim lenistwie znalazłam. "Ciągle walczę z leniem o trochę więcej chcenia". Raz nic nie robię, a raz jak walnie mi weną, to między stronami potrafię upiec ciasto, posprzątać i jeszcze wykiełkować kilka nowych pomysłów ekonomicznych)

Uczę Janę klepania paciorków. Modlić się naprawdę nauczy kiedyś sama. A recytacje potrzebne są jej do Komunii. Tym razem mamy na to trzy lata przygotowań. Ciekawe, wyspowiada się tym razem, czy nie?


10:13, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 listopada 2015
Niby się rozgadałam. Niby już jest dobrze, potrafię odezwać się do obcego człowieka (a na pewno potrafię sprowokować go do tego, żeby mówił).
Ale są momenty, kiedy myśl o tym, że mam rozmawiać z kimś, kogo znam powoduje bolesne skurcze żołądka i przez to tracę.

Nie chodzę na przerwy w pracy. Dla mnie odpoczynek to chwila samotności. Jem i tak ukradkiem, przy okazji (odkąd nie możemy wnosić jedzenia na magazyn, firma traci przez to, że ludzie chodzą "do toalety" trzy razy częściej), a w przerwie wolę zadzwonić do Samca.

Boli mnie atmosfera w robocie. Ja rozumiem złośliwości, dogadywania, nawet otwartą agresję rozumiem, ale te wszystkie plotki, to coś, czego mnie mama nie nauczyła. Przykre takie. Owszem, siedząc z Kat, czy Samcem też obrabiamy ludziom dupy (i to tak, że można by komedię napisać, gdybyśmy nie uważali tego za czynność intymną), ale do nich mam pełne zaufanie.

Samiec po usuwaniu zęba i ropnia obolały, ale chyba jest poprawa.
Do weekendu ma L4, czyli nie będę wracać do pustego domu.
09:39, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 listopada 2015
Jak mam uczyć moje dziecko konsekwencji, kiedy życie jest, jakie jest?
Jak uczyć je reakcji na zmiany, nieprzewidziane zwłaszcza, jak uczyć radzenia sobie z niesprawiedliwością, jeśli wymaga się ode mnie, żebym wobec Niej była konsekwentna?
Życie zaskakuje. W życiu trzeba umieć się dostosować. I nie mówię tu o włażeniu w dupę tym, od których coś zależy, przyjaźni z ludźmi, których nienawidzimy, czy znoszeniu złego traktowania tylko dlatego, że coś komuś jesteśmy winni.
Chodzi mi raczej o to, że nie może oczekiwać, że wszystko, co zrobi dobrego, będzie wynagrodzone. Że może się spodziewać tego, że ludzie będą ją wykorzystywali, jeśli będzie ich dobrze traktować. Że będą dwulicowi, gdy będzie im ufać.
Ja się tego jeszcze uczę. Nie rozróżniam przyjaznej obojętności od sympatii. Nie rozróżniam zainteresowania od wyciągania plotek.
Nie wiem tak naprawdę, kto mi dobrze życzy, a kto udaje to, żebym się przed nim otworzyła.

Dlatego piszę bloga, żeby nie gadać. Bo wysłuchać jest łatwo. Czytać trudniej. Za czytanie zazwyczaj biorą się ci, którym zależy. W związku z czym wolę wrzucić linka do notki, nawet na fejsa.

Jestem niepewna siebie. I chociaż wiem, że to wszystko zależy od tego, jak myślę - i myślę, że w tych 11 miesięcy całkiem nieźle sobie poradziłam z treningiem pozytywnego myślenia (a może raczej z treningiem mordowania negatywnych myśli), to i tak... "So unsexy" mówi o mnie najlepiej...

Wczoraj wyciągnęłam stare opowiadania, żeby wczuć się w radosną ekscytację przed pisaniem i trafiłam na...
Ile razy stałam właśnie w tym miejscu?
10:09, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 listopada 2015
Moje modlitwy są specyficzne. Już nie proszę o siłę, o cierpliwość, o cokolwiek.
Najczęściej proszę tylko o nieeksperymentowanie na mnie i moich bliskich.
Samczysko z wielkim guzem na żuchwie wygląda, jakby robił sobie miejsce na drugą twarz. Lekarze wciąż nie wiedzą, a cholerstwo rośnie.
Kiedy byłam w ciąży z Olafem, czytałam "Wymarzony dom Ani" i zatrzymałam się na śmierci Joyce.
Teraz czytam "Idę Sierpniową" i ona podaje mi odpowiedź na pytanie, co dolega mojemu mężowi. Displasia fibrosa.

Czasem mam dość. Mam ochotę zamknąć się w sobie i nie wychodzić już więcej do ludzi.
Tylko, że kocham (Jajo właśnie śpiewa, że "Dziecko kochamy całym sercem i poważnie"), a nie da się kochać bezdotykowo. Trzeba żyć pełnią życia, żeby kochać. 

Skończyłam, wymęczyłam "Lato Złotej Rybki". W głowie pojawiło się kilka nowych pomysłów. Lubię ten stan, kiedy układam plan na nowe opowiadanie. Wiem, wszystkie kończą w szufladzie, ale traktuję je jako inwestycję. Janeczka kiedyś sprzeda i zarobi w cholerę kasy. Ja piszę dla przyjemności. Po prostu spotykam się z bohaterami. 

Ok, jestem chora. Chora na wyimaginowanych przyjaciół.

20:27, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 listopada 2015
Chciałam tam wejść na chwilę i nie ma.
Znowu dziura. Wszędzie dookoła mnie dziury po ludziach.
I to jeszcze w taki dzień, że chętnie pogrzebałabym w nich, żeby znaleźć ten jeden kawałek podobny do mnie.
Żeby pociągnąć za nitkę, wywlec się na wierzch, zrozumieć że nie tylko ja tak mam, że wszystko się sypie we mnie, nawet jeśli na zewnątrz nic wielkiego się nie stało.

Ja wiem, że wszyscy ludzie tak mają, ale nie każdy o tym pisze. Jestem wdzięczna, jeśli ktoś napisze wyraźnie, że bywa źle nawet, jak jest dobrze. Że mózg czasem robi w balona posiadacza.

Jest mnie trzy.
Jedna dobra, odważna, logiczna, świadoma i na miejscu, dopóki nie pojawi się druga, która chce kontroli przede wszystkim i warczy w obronie stabilizacji, a i tak zazwyczaj wygrywa trzecia - ona panicznie się boi i, niestety moje życie wygląda jak w skorupie.


...I wipe it off the tile, the light is brighter this time
Everything is 3-D blasphemy
My eyes are red and gold, the hair is standing straight up
This is not the way I pictured me
I can't control my shakes!
How the hell did I get here?
Something about this, so very wrong...
I have to laugh out loud, I wish I didn't like this
Is it a dream or a memory?...
13:09, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
Przychodzą dni, kiedy nie to, że nic się nie chce. Ciało chce. Ma normalną energię w sobie, ale...
Wino smakuje, ale nie ma się na nie ochoty. Chciałoby się rozmawiać i śmiać, ale nagle - jakby ta opcja została wyłączona. Siedzę przy komputerze, obok mam zeszyt z prawie skończonym "Latem Złotej Rybki", pod rękami "Tajemny Ogród" z prawie do końca pokolorowaną stroną i tak naprawdę nie mam ochoty. Na nic.
Nie jestem smutna. Nie jestem zła. Nie jestem zniechęcona. Wręcz przeciwnie. Mam w sobie dużo entuzjazmu, ale ten entuzjazm jest odgrodzony szybą od ciała. Macha mi i uśmiecha się przepraszająco, bo mechanizm się zaciął.
Czuję się zupełnie dobrze, a jednocześnie mi źle. Nagle czuję ciężar całych trzydziestu czterech lat, dwóch makabrycznych ciąży, zwalczanej nerwicy i depresji, z którą stoczyłam ostry, wieloletni bój. Wojnę Światową nawet powiedziałabym, bo w sumie zaangażowany w nią był cały Świat. Mój Świat.

Może to strach. Może właśnie nie umiem powiedzieć głośno tego, że się boję, że nie wyobrażam sobie, jak bardzo boi się Samiec. Przyszedł taki połamany lekko. Oczywiście - nic nie powie, na wszelkie pytania uśmiech i jedna odpowiedź. A ja widzę, jak bardzo męczy go to, co mu wyrosło na żuchwie. Nie da się pomóc komuś, kto gra niezniszczalnego.

Byle do poniedziałku.

Potem już jakoś będzie, teraz tylko ta niepewność...
Nienawidzę takiego stanu, kiedy nic nie można zrobić, tylko czekać. Helloł, Panie B.! Miałam ten stan dwa razy w życiu, łącznie rok. Nie umiem więcej.

Wiem, teraz pokażesz mi, że umiem.
Wcale tego nie chcę wiedzieć.

Kocham Wszystkich Świętych. Znowu spotkam się z Rodziną, której dawno nie widziałam, za którą tęsknię. Znowu będzie tak, jakbyśmy się nie widzieli raptem może tydzień. Tak, był taki czas, że spotykaliśmy się raz w tygodniu. Były przecież Niedziele z Ogrodnikiem u jednej Babci i Obiady Czwartkowe u drugiej.
Teraz spotykamy się od wielkiego dzwonu. Ludzie wchodzący do naszej Rodziny dowiadują się, że nie wszędzie jest tak, że kuzyni się nienawidzą. Niektóre babcie bowiem nie dawały pieniędzy, za to dawały Miłość i to dawały po równo. Moi nigdy nie marudzili nam o tym, co ich boli, czy co im się nie podoba, za to zawsze zaczynali rozmowę od pytania: "Co u was?"
Tak, to chyba było to zaklęcie, które trzymało Rodzinę razem.
Tęsknię za nimi, jak cholera. Dlaczego tacy ludzie muszą tak wcześnie umrzeć?
Może dlatego, że ze starością przychodzą też cierpienia i ktoś chciał im oszczędzić bólu, który sprawiłby, że zgorzknieją. Jak to śpiewa Rogucki: "Poprzez cierpienie nie stajesz się tak bardzo piękny, jakbyś chciał. Stajesz się zgorzkniały i szczęśliwy mniej"
To jeden z cytatów, które mi się wytatuowały na mózgu. Doskonale oddają moje myślenie o cierpieniu.
02:22, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »