Skopiuj CSS
niedziela, 28 listopada 2010
Jon Crosby śpiewa, jakby był urżnięty w trupa. Naprawdę, posluchajcie "I don't have anything" [chyba taki jest tytuł tej piosenki.

Żabencja zaliczyła pierwsze śniegowanie. Goniła koty w Parkowej, oczywiście Żujka dała popis swojego świrowania i rozwaliła mi telefon, jak mnie szarpnęła za kotem.
Żaba w końcu siadała na śniegu i nie chciała dalej.

Boję się zagadać do Ani M. Ma opis: "Życie jest silniejsze od śmierci, a wiara mocniejsza od zwątpienia" i od bardzo długiego czasu nie było jej na GG. Chwilami jestem tchórzem. Boję się pytać ludzi o stan ich zdrowia, wolę jeśli sami mi o tym mówią, zwłaszcza, jeśli ogólnie wiadomo, że coś im dolega. Hm, "dolega", to chyba zbyt łagodne określenie - jednak przyzwyczaiłam się do tej poprawności politycznej, ugłaskiwania i zmiękczania problemów w mowie. Chodzi mi o sytuacje, kiedy ktoś jest naprawdę fchuj chory i boję się o jego życie.

A z drugiej strony wiem, że nie każdy chce o tym mówić. A z trzeciej strony wiem, że część ludzi z problemami zdrowotnymi nie chce mówić, bo zdrowi nie chcą ich słuchać, boją się.

Ja się boję tylko zacząć. I skończyć. Bo kończyć też jest trudno. Przecież nie powie się: "bywaj zdrów", choćby z najlepszymi intencjami. To takie... zużyte okeślenie. Trzeba by wymyślić nowe słowa, żeby powiedzieć im coś wyjątkowego, czego jeszcze nie słyszeli. Żeby wiedzieli, że mówiąc to, myślimy właśnie o nich.

Mam chwile załamania. Jest mi smutno. Ogólnie. Boję się kogokolwiek stracić.
22:26, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 listopada 2010
Siadłam na chwilę.
I doszłam do wniosku, że właściwie zbyt dużo mam zaległości na necie, żeby gdziekolwiek ta chwila wystarczyła. Tylko Salon odwiedzam, bo tam mówię tylko "dzień dobry", albo coś o piciu, heh, w tym przypadku to akurat sprawdza się, że ten, co najwięcej mówi, najmniej robi.

Cała reszta musi poczekać na dłuższą chwilę.
Tylko, że może się okazać, że nie będę miała do czego wracać.

Jestem zmęczona. Zbyt zmęczona na cokolwiek. Wczoraj zasypiałam już po szesnastej. Dzisiaj jakoś dotrwałam do powrotu Samca z pracy.

Jestem nerwowym tchórzem. Ale Żabisko jest przy mnie spokojne. I dobre. Cieszę się, że jestem mamą.
22:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 listopada 2010
Jakoś tak znika moja energia, kiedy siadam do komputera. Dziwne. Nigdy nie lubiłam pisać na klawiaturze, wolę w zeszycie, ale pamiętanik też zaniedbuję. Poza tym mam wrażenie, że telewizory pożerają moje siły witalne. Kiedy znajdę się w pomieszczeniu z telewizorem, po kilku minutach czuję, że chce mi się spać, robię się nerwowa, mam ochotę uciec, uciekać, po prostu biec.

Sny magiczne wciąż. Jeden o tym, jak się coś w rodzaju myśliwca wpieprzyło w budynek, po prostu przeleciało przez niego, wypadł z tego budynku przecięty na pół człowiek [ja już wiedziałam, że to sen i jedyną moją myślą było: "Żeby nikomu się nic nie stało!"], samolot osiadł na placu, otwarł się, wysiadła z niego może trzydziestoletnia blondynka w typie Anny Guzik, przed nią siedział tak na oko sześcioletni chłopiec, kobieta dzwoniła do swojego męża z ostrzeżeniem, żeby nie leciał tam, gdzie ona, po czym krzyknęła: "Sklejcie go!", bo nogi tego faceta już chciały gdzieś uciec. Ludzie tak zrobili.

Drugi sen był o lataniu. Po prostu w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że to sen, skoczyłam z czegoś tam i poszybowałam. Kiedy osiadłam na ziemi, nie umiałam znaleźć nic, z czego mogłabym się odbić, zero ścian, uskoków, a ja ze startowaniem mam zawsze problem. Wreszcie poddałam się i stwierdziłam, że sobie wyobrażę coś, co przekracza moją realną odwagę: striptiz przed Samcem przy muzyce. Lecz ledwie wyprodukowałam w głowie piękną sypialnię z lustrem i rurką, ledwie zakręciłam biodrami, Samczysko w realu się do mnie przytuliło i mnie w ten sposób rozproszył.

Był też sen o tym, że byłam sprzedawczynią pękniętych lusterek i myślałam o tym, że ludzie sami sobie kupują nieszczęście. Atmosfera była bajkowa, lasy, krasnale i księżniczki.

Mam kilka zgryzów z rodziną. Właściwie nic strasznego, wszystko sprawy, które wleką się od jakiegoś czasu, powinnam się przyzwyczaić, postawa dorosłych ludzi rozbija moje poczucie realiów. Zwłaszcza ludzi, którzy w pewnym okresie życia byli dla mnie autorytetami...

Kurwa, no. Nie "ludzi", tylko o jedną chodzi. Stała się dziwna. Wiem, że jest po ciężkich przejściach. Rozumiem ją, że może być dziwna. Ale...
Młoda jestem i głupia, ale niezależnie od tego, co mnie spotyka, chciałabym, aby moje dziecko było szczęśliwe. Ale żeby było szczęśliwe własnym szczęściem, a nie tym, jakie ja sobie dla niego wymarzyłam. I z powodu troski o nie nie chciałabym być nadopiekuńcza.

To tyle.

Żabeństwo dostało od moich braci na urodziny konia na biegunach. Rży jak prosiak i wydaje dźwięk stukania kopyt. Konik, nie dziecko. Dziecko podchodzi do nowej zabawki z dystansem. Ma na tyle zaufania do mnie, że jak ją wsadzam na niego, to nie płacze, ale strach w jej oczach widać od razu. Przekonała się do głaskania go po łbie. I tyle.

Zasób słów:
"am"
"ham"
coś w rodzaju "piesek"
"młoja, młoja"
"sisi"
"dziuśdziuś"
"mama"
"tata"
"baba"
"nie"
Zasób gestów:
"papa"
podawanie ręki
"piąteczka"
"nie"
"tak"
"mniam"
głaskanie po głowie
tulenie
pokazywanie palcem
tańczenie
"o rety"
"nie ma"
"taka duża"
"hura"
Zdarzyło jej się przynieść nocnik, wchodzi po schdach na czterech, schodzi z oporem, wchodzi i schodzi na wersalkę i inne meble, weszła raz na klapę od piekarnika, po czym próbowała wejść na kratkę. Piekarnik był już trochę nagrzany, a ja się obróciłam TYLKO PO TO, ŻEBY WSTAWIĆ CIASTO i i tak czuję się parszywie. Oczywiście wszelkie miski z wodą to okazja do pluskania, majtki wkłada na szyję, dzisiaj wieczorem próbowała zdjąć piżamkę. Palce wciska do wszystkiego.
I odmawia stanowczo picia mleka.
Fuck.
21:47, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 listopada 2010
Sen miałam taki, że wesele, czy też Sylwester z Małym i Ludką w rolach gospodarzy odbywało się w wielopiętrowym budynku. Żeby było śmiesznie, byłam tam z kumpelą z dawnych lat. Potem stamtąd poszłyśmy i remontowałyśmy dom kolegi z pracy. Ale dom był w opłakanym stanie - właściwie to była taka maleńka altana, która stała na Kolejowej, ale chyba trochę większa, niż w moich wspomnieniach, bo nie pamiętam, żeby w realu były tam jakieś pokoje, a we śnie były. Ta kumpela zaczęła wypełniać połamanymi cegłami okna między pokojami, ja jej coś zburzyłam, więc zaczęła mnie gonić z całą cegłówką. Z jednej strony się bałam, a z drugiej wiedziałam, że to w żartach. Ten kolega próbował nas rozdzielić, ale mu to nie wyszło, wybiegłyśmy z domku prosto na parking przy Hlonda i tam stał autokar z wesela [czy też Sylwestra]. I tam był Samiec i mnie uratował. Autokar był trzypiętrowy, jechaliśmy i nie bardzo pamiętam, czy wieźliśmy bombę atomową, czy bagaże po prostu były tak dziwnie popakowane.

A potem śniło mi się, że Żabcia zaczęła mówić pełnymi zdaniami. I wcale mnie to nie zdziwiło.
11:47, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 listopada 2010
Sny mam barwne.
Poza tym z Żabą coraz lepiej. Dzieci są rozkoszne, pomagają znaleźć siebie.

A poza tym, to wczoraj maleńki dołeczek. Nie warto nawet wspominać. I całkiem spory seks.

Lecę z nóg. Marzę o tym, żeby przespać 12 godzin.
11:07, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »