Skopiuj CSS
poniedziałek, 26 lutego 2018

Czasem przychodzą te Czarne Kowboje z ołowianymi nastrojami. Jednej nocy planuję zakup domku w górach, zaglądając ludziom przez okna, drugiej stoję z Monią i płaczę, krzycząc jej w twarz, że nie miała prawa umierać.

Generalnie lubię lekkie rozmowy, ale zawsze przez kilka dni po odwiedzinach umarłych nie przechodzą mi te małe słowa przez gardło.

Co to znaczy "rozpacz" dowiadujemy się tam, gdzie nie ma szans na powrót, a pozostaje nadzieja na przyszłe życie. Tyle, że jeszcze mi ta nadzieja nie przyszła.

Pomimo piękna śniegu, pomimo mrozu, nie czuję się tak, jak powinnam zimą.

Ta zima boli.

00:05, dziewczynalenina
Link Komentarze (1) »
sobota, 24 lutego 2018
Dwa tygodnie temu byliśmy w Majstrze po lampkę dla Jany.
Niestety, w Majstrze mają też dział zoologiczny. Wielkie woliery z różnymi papugami przyciągnęły nasz wzrok i...
W jednej z klatek zobaczyliśmy wiewiórczaka trójbarwnego, a obok kartkę z napisem: "burunduk".
Okazało się, że ten drugi akurat zimuje, wyglądał na umarłego, więc został przeniesiony na zaplecze. Mimo wszystko, kazaliśmy go zarezerwować do wieczora.
Do tego czasu zdążył się obudzić, nawet nie wyglądał jakoś bardzo zamulony, nie trząsł się, ani nic. Zdecydowaliśmy, że będzie nasz (bo wolierę mamy już chyba od miesiąca).
Przez pierwszy tydzień był prawie jak duch, zobaczyliśmy go dopiero w sobotę, wracając z lodowiska. Machnął nam tylko ogonem przed nosami i zakopał się w transporterze, który jest jego tymczasowym legowiskiem.
Drugi tydzień... Zaczął się nieco mniej czaić po kątach, kiedy siedziałam w kuchni już nie zamierał w bezruchu, tylko chrupał sobie to, co udało mu się zachomikować (albo zawiewiórkować) dopóki nie wstałam.
Z tym, że nauczyłam się budzić przed ósmą i podglądać go przez otwarte drzwi. W czwartek nawet udało mi się podejść do klatki na tyle, by zrobić mu zdjęcie.
A dzisiaj... Obudziło mnie chrupanie i szuranie (syndrom matki, są pewne ciche dźwięki, które otwierają oczy). Jako, że nie miałam okularów, pytam Lenina, czy Cookie siedzi na widoku. Tak, siedział, więc poprosiłam, aby wysłał smsa do Jany, żeby po cichu zaszła z drugiej strony...
Okazało się, że moja córka już stoi przy klatce. Miała go na wyciągnięcie ręki i dopiero, gdy odwróciła do nas głowę, smyrgnął do transportera.

Wiem już, jakie to uczucie, gdy spełniają się marzenia. Burunduka planowaliśmy od 12 lat. Mogą się na mnie posypać gromy, że z zoologa, ale...
Nie wiem, masz mieszane uczucia, co do informacji u miłośników wiewiórek. W hodowli podano informację, że nie wolno ich rozmnażać na terenie Polski, a oni rozmnażają, więc sama nie wiem, czy kupując z domowej hodowli też nie łamałabym prawa...

PS: wyleczyłam się z grup gryzoniowych. Naprawdę, nie chcę mieć do czynienia z takim hejtem...
18:47, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lutego 2018
Dzisiaj rano Jana wyjechała na zimowisko z zuchami. Nieco zepsuł jej humor fakt, że jechała też koleżanka Emi, więc na starcie zaczęły się obawy, czy nie będzie musiała się dzielić kuzynką z kimś innym, ale mimo to myślę, że wszystko się ułoży.

Kiedy szliśmy do domu, powiedziałam coś w rodzaju: "Teraz ty pójdziesz do pracy, a ja będę sobie leżeć i płakać", na co Lenin zareagował nieco nadopiekuńczo, co z kolei mnie rozśmieszyło.

Bo tak naprawdę - jesteśmy razem 16 czy 17 lat, znamy się dobrze, znamy swoje reakcje, a on nadal nie przyjął do wiadomości, że płacz jest jak kąpiel (oczyszcza wnętrze, co podobno nawet naukowo udowodniono, podobno łzy wypłukują hormony stresowe z organizmu), ewentualnie jak męski pobyt w kiblu (wtedy przychodzą do głowy najlepsze rozwiązania). Płacz nie jest tragedią, nie jest jakimś mega bolesnym przeżyciem, wręcz przeciwnie. Pomaga się pozbierać, pomaga poukładać wszystko w głowie. To najlepszy sposób na to, żeby się znieczulić. Nic tak nie działa, jak płacz. Nawet płacz, który polega na użalaniu się nad sobą. O ile się człowiek nie zapętli (mimo wszystko - mam chyba za pozytywne podejście do życia, żeby móc to długo uprawiać), to sam w końcu dochodzi do miejsca, z którego śmieje się ze swoich negatywnych myśli.

Nie płakałam. Zrobiłam sobie śróddniową drzemkę, co postawiło mnie na nogi, posprzątałam, przesunęłam kilka mebli, napaliłam w piecu i zrobiłam gulasz z tuńczykiem. I naprawdę robiłam to wszystko z przyjemnością.
21:40, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »