Skopiuj CSS
piątek, 26 lutego 2016
Organizm kobiety to jedna wielka pętla, można się za jej pomocą powiesić czasami.
Jest pieprzona krwawica, kiedy (na szczęście) mój organizm nie odczuwa spadku nastroju, tylko lekki spadek ciśnienia i niewydolność alkoholową. W sumie to lubię ten czas. Lenin wie, dlaczego.
Jest potem kilka dni spokoju. Tak dziesięć, czasem mniej.
Potem jest niedoruchanie owulacyjne, kiedy mam ochotę pozabijać wszystkich wokoło, sprawiedliwie, bez przywiązywania wagi do płci. Dokładnie wiem, kiedy kończy się czas zagrożenia, bo napięcie spada mi z poczuciem takiej ulgi, że nic nie można z tym porównać. Przez tydzień jestem spokojna.
I wtedy dopada mnie zupełna nowość w moim przypadku, ponieważ do trzydziestego roku życia jedynym negatywnym objawem nadchodzącej @ był ból piersi. A teraz, jupi - piersi bolą mniej, za to dusza ocieka nienawiścią do świata. Pozytywny aspekt PMS pozostał taki sam. Apetyt.
Znajomy w pracy częstuje mnie czekoladami. Prosi, żebym się uśmiechała. I jednocześnie z faceta, którego lubię, staje się kimś, kogo mam ochotę omijać.
Nienawidzę uśmiechać się na siłę. Kiedy mam zły humor, trzeba go przeczekać (Samiec: przytulić, o ile już nie płaczę ze złości i przeczekać, ale tylko on). Nic innego nie wchodzi w grę. Żadne próby rozśmieszenia mnie (mogą to tylko pogorszyć, potrafię od tego wymuszonego śmiechu przejść do opierdolu niczym Corey Taylor od śpiewu do wrzasku), pocieszenia. Jeśli mam zły humor, to chcę go celebrować, a nie wygładzać.

Nie lubię być dotykana. Wiadomo - są wyjątki. Samiec, Jana. Nawet z rodzicami nie bardzo się przytulam, chyba że zajdzie potrzeba. Nienawidzę, kiedy ktoś obcy wyciąga do mnie rękę. Zawsze robię unik. To silniejsze ode mnie.

Koleżanka w pracy zapachniała Si Armani. I tak mi się przypomniało tegoroczne lato. Chyba trzeba sobie zrobić listę priorytetów na ten rok...
20:41, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2016
Orgazmy są przereklamowane.
Do bycia razem trzeba czegoś więcej (zwłaszcza, jeśli ma się za sobą serię orgazmów przez sen), tak tęsknię za rozmowami w łóżku, żartami ze wszystkiego, za tą naszą soczewicowo-leninową rzeczywistością, teraz jesteśmy inni, mamy więcej pieniędzy i mniej czasu, nienawidzę mieć mniej czasu. Życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je osobno, zmarnujmy je razem.

Znowu uciekają mi te myśli z głowy, kiedy siadam do komputera.
Ostatnio oglądałam jakiegoś demota z potarganą piłką i o tym, że uderzenie taką piłką to było najgorsze przeżycie. Pisał to najwyraźniej ktoś, komu nikt nie zdarł skóry korkami podczas wślizgu.
Potem myśli powędrowały do tych czasów na boisku. To było moje dzieciństwo. Jak tak patrzę na te obecne dwunastolatki, piętnastolatki, które spieszą się do dorosłości, to mi ich żal. Prawdopodobnie nigdy nie dowiedzą się, jak to jest tłumaczyć kolegom świat kobiet. I nie dowiedzą się, jak zrozumieć facetów (ok, ja też nie do końca rozumiem, ale mniej mnie może zaskoczyć. Oczywiście - Lenin mnie często zaskakuje, ale to dlatego, że jego nie rozgryzam rozumem, tylko sercem)...

Wieczorami siedzę sama w domu. Nie piszę, nie czytam, nie robię nic. Koloruję.
Na nodze mam piwonię, która będzie się rozwijać.

A w głowie...

Czasem jest mi lepiej, a potem znowu napadają mnie przymusy, schematy, nerwica przejmuje kontrolę i wydaje mi się, że jeśli zrobię coś inaczej, to umrę. Albo ktoś mi bliski. Skąd się te myśli biorą? Jestem inteligentną, oczytaną kobietą. Posiadam dużą wiedzę z wszelkich dziedzin, a jednak połowa mojego mózgu jest głupia, niczym średniowieczny wieśniak. Słyszę miliony głosów. Odgłosów. Bo te głosy nie mówią, te głosy szumią, huczą. Wiecie, jaki hałas jest na drodze o szóstej rano? I jakim kontrastem jest dla ciszy, kiedy stoi się przy blokach?
Po gentamycynie już odzyskałam słuch, głos, świadomość. Szumy pozostały. Mój mózg nie zna pojęcia ciszy.
21:31, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lutego 2016
Dzień, jak dzień. Już dawno nie obchodzimy żadnych świąt, z okazji których mielibyśmy sobie dawać prezenty. Samiec przyniósł gałązkę z baziami ze spaceru z psem. I tyle.

Za mną zły tydzień, kiedy robiliśmy nadgodziny (nie takie znowu wielkie, bo po godzinie dziennie), a ja nie miałam doładowania energii w postaci mojej małej Potworzyny. Nie wiedziałam, że aż tak jej potrzebuję.

Chwilami widzę cały brud świata i to, jak bardzo mamy wszyscy posrane w głowach z tą zawiścią, nienawiścią, ubijaniem tych, którzy się wychylają. Nie daję sobie prawa do wieszania psów na ludziach, którzy potrafią sobie wylatać pewne profity. Owszem, drażni mnie to czasem, ale...
Cholera, dlaczego miałabym kogoś nienawidzić, czy gardzić nim z tego powodu, że on coś potrafi, a ja nie? To nie jest tak, że jedni mają przywileje, a drudzy muszą zapieprzać. Tak naprawdę wszystko zależy od tego, jak damy się traktować. Niestety.
Jeśli przyzwyczaisz kogoś, że może cię rżnąć w dupę, to niestety - będzie to robił.

Jesteśmy tanią siłą roboczą. Napieprzamy fizycznie. Wszyscy równo. I nie umiemy zadbać o własne dobro, tylko patrzymy za cudzym. Czego nauczyła mnie praca w tym zakładzie? Tego, że muszę przede wszystkim zająć się sobą. Tego, co robię dla grupy, nikt nie doceni, a tylko potem od góry idzie fala i zatrzymuje się na tym, kto się wychyla.

Tym bardziej sama doceniam ludzi, którzy potrafią jeszcze bezinteresownie zrobić coś dla kogoś. Od razu lżej.
I głupio mi za każde złe słowo, które z mojej strony w ich kierunku poleciało...
21:42, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 lutego 2016
Na dwie kolejne soboty mam plany - najpierw Walentynki w SCKu (tak tak, MY obchodzimy Walentynki. Czasami. Zwykle kończy się to tragicznie, teraz zresztą też zapowiada się nerwowo, bo już się zdążyłam wkurzyć na Samca i powiedzieć, że może sobie iść z kolegą na Walentynki. W gniewie mogę zrobić wiele głupich rzeczy. A ile powiedzieć...?), a następna...

Będę robiła za pierwsze płótno dla pani, która postanowiła spróbować się w tatuowaniu. Jestem pełna niepokoju, ale i radości. Może w tym roku będą dwa obrazki, a nie jeden, jak w poprzednich?

Ale ogólnie to nie jest mi wesoło. Coś dookoła się psuje, coś dziwnie się sypie, nie nadążam, nie wiem, o co chodzi - bo nie słucham, nie słucham koleżanek, kolegów, męża, córki. Chciałabym wszystko ogarnąć, a tak naprawdę nie mam kiedy.
Potrzebuję to omówić sama ze sobą.

Jak dobrze, że Jana nieco się uspokoiła, bo nie wytrzymałabym. Znowu ze sobą rozmawiamy normalnie. Znowu ją uczę tych wszystkich rzeczy, na które w szkole nie ma czasu.

Nie, nie chciałam o tym. Jestem zapętlona w sobie, czuję się chwilami tak szczęśliwa, że to nie są motylki w brzuchu, ale cała jestem motylem, a chwilami tak, że wystarczy widok kudłów na rękach faceta, zwłaszcza jeśli mają kolor ciemny blond, a tęsknię za Samcem do bólu. Tak nie można żyć. Nie da się, kiedy widujemy się tylko w łóżku i w weekendy. Dla mnie, żeby cokolwiek w tym łóżku się działo, trzeba tworzyć więź cały czas, a weekendy są...
No, takie jak ten. Do dupy. Ja śpię w sobotę po nocce, on śpi w nocy z soboty na niedzielę, ja w niedzielę mam tryb zombie.

01:52, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 lutego 2016
Jestem zmęczona, ale słuchałam dziś "Through glass" i myślałam o tym, jak zmieniło się moje nastawienie do tego.
Kiedy usłyszałam ten utwór po raz pierwszy (koniec 2007 lub początek 2008 roku) prawie się popłakałam. Zabolało, bo wtedy patrzenie przez szybę oznaczało dla mnie wspomnienie nocy za oknem porodówki na Ligocie. Bloki (akademiki?) na wyciągnięcie ręki i za nimi ludzie, który żyli sobie tam, pracowali, mieszkali i nie wiedzieli, jak bardzo boli, kiedy wszystko czuje się przez szybę. Odstawiłam tę piosenkę na dobre kilka lat, razem z "Happy ending" Miki. Po prostu nie mogłam. Zresztą - tej drugiej piosenki do dziś nie słucham.
A potem wróciło. Wtedy, kiedy już miałam za sobą dziesięć dni wpatrywania się przez szybę we własne dziecko walczące z chorobą, która czterdzieści lat wcześniej zabiła moją półroczną wtedy ciotkę.
I ta szyba nabrała innego znaczenia.
Już potrafię zachwycić się głębią pierwszych dźwięków refrenu, tym takim pomrukiem, do którego się uśmiecham. Doceniam, bo to dobry utwór.

Tylko kiedyś był taki przejmująco smutny.
05:32, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2016
WTF?

***

Przyglądam się ludziom, wykorzystuję pamięć fotograficzną do tego, aby zapamiętywać ich piękno, ich brzydotę, ich wyjątkowość.

Wróciłam do pracy po L4, okazuje się, że minął mnie miażdżący tydzień. Czułam to w kościach, myślę, że gęba napuchła mi właśnie od przeczuć.

Wróciłam i znowu robię to, co lubię. Słucham muzyki. Zastanawiam się, ile razy zaczynam śpiewać pod nosem. Biegając po tych utartych szlakach nadal jestem zachwycona tym, co muzyka robi mi z wnętrzem. Potrafi sprawić, że czuję się dobrze w pracy (tak, tak. W naszym pięknym kraju nad Wisłą), że nie mam nikomu nic za złe. Bo gdzieś tam pojawia się piaskowy głos Sheryl Crow, czy wielowarstwowa Sia, czasem metaliczny błys Coreya Taylora i ten wymięty Billy Corgan. I zielony Daniel Johns sprzed kilkunastu (dwudziestu?) lat, czy przekornie różowe Lenka albo Avril Lavigne. Są też twarzowe głosy Spiętego i Kłaptocza, pojawia się Olek Kopka z tym głosem, którego jeszcze nie widzę, chociaż czasem myślę, że to coś bardzo miękkiego i ciepłego. Nagle wokół mnie pojawia się tłum ludzi. Są ci, którzy śpiewają - i są ci, z którymi rozmawiałam o muzyce.

To, że się kochamy, to cud. To, że ze sobą rozmawiamy, to jest jeszcze większy cud. Nadal jest o czym. Co najmniej o muzyce. Chociaż mogę też o pracy - cóż - jeszcze nie zmieniło się aż tak wiele, żeby Samiec nie rozumiał, o czym mówię.

Fajnie, że mam gdzie wylać żale i frustracje, które czasem się rodzą.

Ludzie pytają, jak przywrócić ogień do związku. Co mam im powiedzieć? Że czasem się ledwie tli, czasem wybucha mocniej, tylko trzeba go cały czas podtrzymywać, nie próbować z jednej iskierki od razu zrobić wielkiego ogniska, tylko czekać, podłożyć co nieco... Nigdy nie ma tak, żebyśmy się nie dotykali. Może dlatego wytrzymujemy tak długo bez? Może to właśnie o to chodzi, że nawet jak nie masz ochoty na seks, przytulić się, pocałować. I nie odbierać jako pytania o seks każdego pocałunku, czy przytulenia?
18:02, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »