Skopiuj CSS
poniedziałek, 09 lutego 2015
Normalnie kobiety w moim wieku przeżywają fazę koniecznego macierzyństwa. Wiele zachodzi w ciążę właśnie na progu 35 roku życia, który jest granicą "w miarę bezpiecznej ciąży", bo potem to już (podobno) i ciężej, i dzieci chore się rodzą...
(Mówcie mi jeszcze - jak byłam młodsza, to wcale nie było ani łatwiej, ani bezpieczniej dla moich dzieci).
Moja macica nie nalega. Nie wścieka się bardziej, niż dotychczas, kiedy marnowało się kolejne jajeczko z zajebistym półpakietem genów.
O, nie. Moja macica mnie dobrze zna i wie, że zafundowałabym jej wtedy psychoterapię, albo hormony i zajechała do upadłego.
Moja macica mówi: "Fajny seks, co nie? Przyjemnie, nie?"
Siedzi sobie taka rozmarzona, podekscytowana i prawi, że przecież jestem już dorosła, wcale nie jest za późno, że Jajeczka jest na tyle duża, że zajmie się sobą, jak będę leżeć.

Sprytna ta moja macica. Ale ja już się nie dam nabrać. Sorry, koleżanko, będziesz pusta. I tak się ciesz, że żyjesz z taką diagnozą, jaką dostałaś 6 lat temu.
11:26, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »