Skopiuj CSS
niedziela, 27 lutego 2011
Znalazłam swoje zdjęcia sprzed 6 lat. Byłam chuda, okropnie chuda, wyglądałam, jak anorektyczki. Strasznie.
Składałam się z samych kości. Ważyłam 34kg. Nie, ja naprawdę jadłam i byłam zdrowa. Ale wyglądałam strasznie.
22:04, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lutego 2011
http://piekielni.pl/7065#comments

Myślałam, że to tylko w tym na katowickiej Dąbrówce tak jest. Ile razy kupuję w tym sklepie, zawsze wychodzę z pianą na ustach. W każdym innym markecie potrafią utrzymać porządek, w każdym da się zgłosić reklamację, tam są wiecznie problemy. Tak, że do Carrefoura radzę jeździć tylko z listą zakupów i wszystko sprawdzać na czytnikach.
:)

Chodzi mi po głowie pływanie. No, i wyganiam z głowy Małpę. Powolutku, w końcu za trzy miesiące wracam do pracy. A z tym pływaniem to jest tak, że może w końcu nauczę się startować z ziemi w lataniu sennym...
12:27, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 lutego 2011
Chciałabym napisać opowiadanie o kobiecie takiej, jak ja. Zbyt chudej, nieforemnej, o prostych włosach bez rozdwojonych końcówek i wręcz przeciwnej duszy. O tym, jak radzi sobie w normalnym życiu, wśród zwyczajnych ludzi, opierając się ich wpływom, w ciągłej walce propagującej uczciwość, życzliwość i wartość rodziny. O tym, jak bardzo nie ma życia, bo czuje się niedopracowana. Cały dzień siedzi w domu, a jeśli już gdzieś wyjdzie, to uginają się pod nią nogi, tak bardzo zmęczone są tym ciągłym napięcie w oczekiwaniu na potrzebę ucieczki. Nie ma odwagi na to, by komuś podać dłoń w geście powitalnym, bo paznokcie ma zawsze brudne od węgla. I woli nie odzywać się, bo wtedy ludzie zwracają uwagę przede wszystkim na to, że znowu nie domyła sadzy z policzka.

Jakie mogłaby mieć przygody? Pierwsze słowo swojego dziecka, pierwszy krok i pierwszy guz. I kłótnię pierwszą.

Nie umiem jeszcze tego opisać z całą powagą, jaka się tym wydarzeniom należy, dlatego zamiast pisać, siedzę przy piecu i myślę. A gdy wyjdę na spacer, nie zauważę, że po raz kolejny wytarłam dłonie w spodnie, więc poznacie mnie właśnie po czarnych plamach na udach.

Mama w szpitalu, nerki. Łazi za nią jakieś choróbsko. Babcia dzisiaj miała atak grypy, teraz komórki nie odbiera, a stacjonarny mają źle odłożony. Biorąc pod uwagę, jak ostatnio zachowuje się dziadek, nie wiem, o kogo się bardziej martwić...
19:38, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 lutego 2011
http://demotywatory.pl/2681536#comments

Ja nie wiem, czasem mam wrażenie, że internet powinien być obwarowany jakimiś megaskomplikowanymi zabezpieczeniami. Przede wszystkim przydałby się test inteligencji emocjonalnej.

Ja nie mówię, że ta historia musi wzruszać. Sama pomyślałam, że dałabym wiele za dwa tygodnie życia Olafa. Ale to też moje prywatne zdanie.

Ale, kurwa mać, niektórym ciężko idzie myślenie logiczne. Np: data przy nicku dla nich ZAWSZE jest datą urodzenia [a częstokroć jest to data ślubu, lub narodzin dziecka], po drugie, jeśli demot został zrobiony teraz, to są pewni, że właśnie się stała ta tragedia. A przecież może być tak, że dopiero teraz jest w stanie o niej pisać. Poza tym nie wiem, co złego w tym, że ktoś napisał o - jakiejkolwiek - bo przecież nie jest powiedziane, że to jego syn, a może przecież brat? - tragedii. Zresztą, może to tylko przenośnia. Fakt, temat chwytliwy, ale ja też napisałam "Wcześniactwo" i wystawiłam na widok publiczny, obcym ludziom. Są osoby, które potrzebują się wygadać jak największej liczbie osób, wtedy ciśnienie w nich maleje [ukłony w stronę Mad, bo akurat z nią o tym napięciu dziś rozmawiałam], mogą wrócić do życia. Nie wszyscy duszą w sobie emocje i wmawiają sobie, że mogą sobie z tym samodzielnie poradzić. Nie każdy ma taką siłę przekonywania.

A te małe ciuliki z demotów już wiele razy zachowały się jak pizdy. I tyle.

Żabeństwo jeszcze walczy w łóżeczku. Nie lubię, jak jest taka rozbrykana wieczorem i nie da się jej uspokoić.
20:52, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 lutego 2011
Nie, Mad, nie mam nic przeciwko temu, że sobie kopiujesz. W ogóle mam takie luźne podejście do praw autorskich. I do wszystkiego mam luźne podejście jakoś... Jak nie ja. Właściwie to chyba minęła mi owulacja, albo ja już przestaję rozumieć mój organizm, taka jestem spokojna. Tzn: nadal nerwowa, ale ludzie mnie już nie drażnią.

Chociaż... Jak czytałam wypowiedzi na forum Wolnych Siemianowic, że niby do wychowania dziecka jest potrzebna kasa, ludzie się najpierw "ustawiają", a potem biorą za rozmnażanie, to mi się krew ścięła. Ja tu łatam dziury, czym się da, żeby siedzieć przy dziecku, a nie zarabiać na dziecko, a oni mi takie rzeczy wmawiają. Owszem, jestem zadłużona u brata na sporą sumkę, ale jak to moja mama powiedziała: "Ciesz się, że możesz pożyczyć od kogoś, kto nie musi się z Tobą dzielić ostatnim groszem!". Jakoś z tego wybrniemy.

Kiedy myślę o tym naszym kredycie zaciągniętym na osiem lat [jeszcze siedem przed nami], to wydaje mi się, że to tak niewiele.
Kiedy myślę, że Samiec miałby wyjechać na pół roku, żeby zarobić na szybszą spłatę, to wydaje mi się to nieskończenie długim okresem.

Czytam sobie bloga pani Marty Fox. Pamiętam, jak miałam kilkanaście lat, zaczytywałam się w jej książkach. I nadal znajduję w nich taki delikatny, dziewczęcy urok.
Aczkolwiek tłumaczenie "modro" na "czerwona" mnie zraziło. Właśnie o to chodzi, że ta kapusta jest fioletowa. A zależnie od tego, jak się ją przyprawi, robi się albo czerwona, albo niebieska. Ja jej i tak nie lubię. Kapusty, nie pani Marty.
21:17, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 lutego 2011
Żaba rozumie już prawie wszystko. Uwielbia robić nas w konia, kiedy sprawdzamy jej umiejętności. Słownik wymawianych słów [sporadycznie, zwykle mówi "po swojemu", napierdziela, aż miło, pełnymi zdaniami, których nikt nie rozumie :)] zwiększył się o "Mama Pisia" [tzn: Mama Basia], cały czas woła "Jeziu", co nas rozwala, bo przy moim słowniku, to raczej inne słowa powinny się pojawiać. Nauczyła się rzucać piłkę psom, biega, szaleje, "czyta" książki, jak już wcześniej pisałam, robi nas za wariata, jak się tylko da. Niesamowite, jakie mądre jest takie dziecko.

No i miewa humorki. Jak się jej czegoś zabrania, to zdarza się, że po prostu wybucha rykiem. Strasznym, jakbyśmy jej krzywdę robili. I oczywiście ZAWSZE mam dylemat - czy ona na pewno robi sceny, czy coś rzeczywiście się stało. Podobno wejście w macierzyństwo oznacza w życiu kobiety erę ciągłego strachu. U mnie się zgadza.

Próbuję napisać wiersz o medalach za odwagę. A moja "Roksa", czyli "Wilczyca" zbiera całkiem niezłe komentarze na Portalu Pisarskim.
00:29, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 lutego 2011
Tabletki wzięłam tylko dwie, w najgorszym momencie, gdy bezsenność nie pozwalała mi normalnie funkcjonować. Podobno za bardzo się wszystkim przejmuję, spalają mnie te nerwy, nie wchodziłam jeszcze w tym roku na wagę, jakoś nie chcę znać prawdy.

Na forum Wolne Siemianowice... Cóż, moja przygoda z nim jeszcze się na dobre nie zaczęła - są mało zachęcający, Samiec się tam bardziej udziela, on ma więcej takich ciągotek do akcji społecznych, mnie całkowicie zadowala swoje własne podwórko. Jak na razie dużo narzekania, a ja uważam, że ostatnie cztery lata w Siemianowicach przyniosły wiele dobrego - przynajmniej jeśli chodzi o prezencję, przestały być pohutniczym zbiorowiskiem bezrobotnych i wczesnych emerytów, a zaczęły rzeczywiście wyglądać, jak miasto z tradycjami.

Przeczytałam książkę pt: "Dziecko z chmur". O bezpłodności, o adopcji. I z jednej strony poczułam, jaką jestem szczęściarą, że moja macica jest zdolna wydać potomstwo, a mój mężczyzna jest w pełni płodny, ale z drugiej...
W pewnym momencie robi się niesmacznie, kiedy jedna z autorek zaczyna wychwalać dojrzałość swojej decyzji. Jejku, jak dla mnie rodzicielstwo adopcyjne jest takim samym dobrem, jak biologiczne, nie trzeba tego udowadniać. A chwilami to brzmi tak, jakby ona sama siebie chciała przekonać o tym, że jest taka odpowiedzialna. A co to za różnica, czy się udało spłodzić dziecko za pierwszym strzałem, jak na przykład nam,a po wielu miesiącach, czy nawet latach przygotowywania się, czy podjęło się decyzję przyjęcia do swojego serca dziecka, które już się urodziło, oczywiście z punktu widzenia miłości, ta miłość powinna być taka sama - pełna, nieustająca i rozwijająca.
Nie umiem dokładnie opisać, dlaczego, ale czytając to, byłam zażenowana, bo w pewnym momencie poczułam się, jakby fakt zdrowego organizmu okaleczał moją umiejętność bycia dobrą matką, która odpowiednio ceni sobie macierzyństwo.
Może i nie przeszłam piekła bezpłodności, ale przeszłam inne piekło. Nie większe, nie mniejsze, niż to, o którym piszą autorki. Ale nawet po nim nie sądzę, że jestem lepszą, czy bardziej odpowiedzialną matką, niż te, które rodzą, jak chcą. Nie wiem, jak one odczuwają macierzyństwo, nie dane mi to było - i nigdy w życiu nie powiem, że ja czuję miłość do mojego dziecka mocniej, niż one. Każda matka kocha swoje dziecko najbardziej, jak się da. Miłość jest niewymierna.

Chwilami ten świat wydaje mi się nie do zniesienia, wszędzie nienawiść, wyziera z oczu ludzi i z murów, kiedy wychodzę, wolę poruszać się samochodem, to daje mi możliwość niezauważania wszystkiego dookoła. Sama przesiąkam tą niechęcią, mam wrażenie, że w mojej duszy jest na stałe wyryta ta krótka, gruba karykatura kutasa ze ścian. Jestem czymś stałym, stabilnym, w tej całej swojej chwiejności, już nikogo nie dziwią moje wybuchy gniewu, nie staram się zrozumieć ludzi, omijam, wydaje mi się czasem, że dobra wola to jakiś chory wymysł, chwyt marketingowy, nikt tego nie docenia, tylko się śmieją dookoła, a ten kutas w środku jeszcze bardziej się nadyma.

PS: Ale seks jest w porządku. Bez dwóch zdań, znowu się jakoś odnajdujemy w pościeli, nawet jak jest bardzo zimno, codziennie kilka pieszczot, prawie codziennie orgazm, lubię ciało Samczyska, to że w porównaniu ze mną jest taki wielki i silny. I szorstki, chodzę cała odrapana, powycierana, ale... Jestem, czuję że jestem.
23:03, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
środa, 02 lutego 2011
- Sally, czy dajesz napiwki swojemu ginekologowi?
- Nie!
- Dziwne, dajesz napiwki facetowi dostarczającemu pizzę, a nie dajesz facetowi, który dostarcza dziecko...?
- Jeśli dostarczy mi je w mniej, niż 30 minut, wtedy mu dam!
20:39, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »