Skopiuj CSS
środa, 25 lutego 2009
i po co te nerwy? wczoraj grafik był już poprawiony...
wtorek, 24 lutego 2009
nie mam kurde wyglądu dla antona, no nie da się. ciężko mi z postacią, która nie wiem, jak wygląda.
poniedziałek, 23 lutego 2009
sobota, 21 lutego 2009
piszę dalej opowiadanko. wilczycę już skończyłam, wyszło krótko, ale jednak jestem z tego dość zadowolona. nie piszę dużo na pp, dawno nie dodałam żadnego tekstu, konstruktywna krytyka wymusza zamyślenie nad tym, co dodaję, bo ja zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze mi wychodzi. a czasem nawet wydaje mi się, że mi coś wyszło, ale po kilku tygodniach, jak się uleży, okazuje, że tu i ówdzie ciśnie.

dawno nie kupiłam sobie żadnego ciucha. ostatni zakup to była kurtka zimowa, chyba w zeszłym miesiącu, za całe 27,50zł z cherokee. próbuję wyciągnąć samca na zakupy, bo moja tunika, która się mu bardzo podobała, podziurowała się na brzuchu. jak większość moich rzeczy, a ja naprawdę brzuch już mam płaski.

trochę spięć między nami. cóż, bywa. po prostu zrobiło mi się przykro, jak kiedyś, kilka dni temu, miałam fisia na hariby, takiego na maksa, więc wyciągnęłam go do kauflanda, bo u nas w sklepie nie ma, a tak tylko kilogramowe paczki. no i on z taką nadzieją: "jesteś w ciąży."
cóż - wytłumaczyłam mu, że jakby robił, to by zrobił. a ostatnio jakoś krucho z tym było - głównie chodzi o to, że mamy różne pory snu i jak ja idę spać, o on jeszcze nie, a jak on idzie, to ja mam lot nad afryką.

a dzisiaj za to, hehe, po krótkiej, acz wyczerpującej sesji, spaliśmy od 6 do 18 prawie. hehe.
no i miałam dziś jechać do kozy, ale kapa, bo nie wyrobiłam się.
najgorsze jest o, że tusia wyjeżdża jutro, a ja się z nią wcale nie widziałam...
22:26, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 lutego 2009
tak. życie czasem jest dziwne.
sobota, 14 lutego 2009
samczysko śpi po pracy, ja pilnuję pieca, coby nie wygasł, no i żebym mogła sobie założyć coś lżejszego na wieczór.

ta robota mnie dobiła. wiem, że każdy medal ma dwie strony. udaje mi się zachować trzeźwe spojrzenie dzięki temu, że ludzie mi się łumaczą ze swojego postępowania. dlatego właśnie uważam, że nikomu nie można ufać bezwzględnie. słowa nic nie kosztują, a każdy w chwili, kiedy będzie musiał, użyje ich do wybielenia siebie. ja przynajmniej w tym jestem szczera, że otwarcie mówię, że mówię, co myślę. a że moje zdanie się zmienia, cóż - gdyby każdy tyle myślał, co ja, więcej by było wyjaśnionych spraw i więcej wątpliwości również.

za to bardzo dobrze się stało, że młody się nie pojawił, czym zaskoczył k, bo stwierdziła, że była pewna, że jak on wejdzie na magazyn, jak ja przyjdę, to już nie wyjdzie do 20. i tak wiem, że są plotki, ale mnie to wali. ja jestem czysta, rączki miałam na wierzchu...

co nie zmienia faktu, że miło na niego popatrzyć. tak samo, jak miło pogadać z misiem. a plotki zawsze będą, choćbym nie wiem, jak się starała.

na całe szczęście nie należę do kobiet, którym się zazdrości figury, urody, na które stada facetów lecą. nawet mój własny mąż nie jest o mnie zazdrosny. i to nie o, że po ślubie przestał. po ślubie przez jakieś pół roku bywał zazdrosny i zaborczy, ale mu tą postawę wybiłam z głowy.

jednak lepiej się czuję wolna, mimo iż meżatka. on jest moim najlepszym przyjacielem. rozumie wszystko i dlatego mam takie lekkie podejście do tych plotek.

po dołku nie ma śladu już, rozeszło się jakoś, ja wiem, zawsze będą te chwile, kiedy będę płakać z powodu kolejnego noworodka, ale pogodziłam się z tym. dreaming in digital. she's nothing more than fiction...
17:37, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
chwilami zaczynam lubić to święto. aczkolwiek nie bardzo mam jak świętować w tradycyjny sposób - tzn: rzucając znaki i tajemnicze kartki, no bo wiadomo, jak się facet skapnie od kogo, to kapa, bo przecież i tak nic z tego, prócz wdzięczności nie wyjdzie. a wiecie, że chyba nigdy w życiu walentynki nie dostałam? a przynajmniej nie pamiętam. a nie, już wiem. od samca. wariat. ostatnio jakby lepiej, jakaś odwilż, płakałam bardzo chyba we wtorek. jak za dawnych lat półtora roku temu. nie wiem, czasem po prostu tak jest. czuję się samotna, cóż. czuję się nieatrakcyjna i niedoceniania. przez to wszystko chodzą mi po głowie głupie myśli. z tym, że moje myśli, to moja sprawa, oczywiście samiec robi wszystko, żeby było inaczej, wiem, że się stara, ale... nawet ja sama siebie nie rozumiem, a co dopiero on... w robocie... hm, zaczynałam mieć wrażenie, że wiem, na czym stoję. już nie mam. we wszystkich aspektach. po rozmowie z k nie wiem, co się dzieje, każdy przekręca cudze słowa, w efekcie wczoraj - niesmak. e nieco zdeptana tym, że w czwartek powiedziałam, że "też byłam na ziołach przy bch i nikomu nie powiedziałam o tym, bo nikomu nie można ufać". e i s obrażone moją postawą. a to, że ja byłam na tych ziołach to było jakoś na początku zeszłego roku, kiedy żadna z nich jeszcze nie marzyła o psycho. mam to w dupie. praca jest tam, dom gdzie indziej. chwała bogu, zanim dojadę z pracy do domu, to mi przechodzi, zresztą - mam większe problemy, ja naprawdę nie ufam ludziom. i jednocześnie chcę ufać. poczułam się głupio, że dorośli ludzie takich rzeczy nie wiedzą. ja tam jestem najmłodsza, a chyba z największym bagażem doświadczeń, tak sobie myślę. przynajmniej na to wychodzi. ja wiem, że mi, z punktu widzenia jakiegoś normalnego człowieka nie należy do końca wierzyć. nie znaczy to, że kłamię. po prostu coś, co uważam za prawdę, kiedy spojrzę na to z innego punktu obserwacyjnego, może być zupełnie czymś innym. i ja to wiem, dużo myślę, mam miliony wątpliwości i nadal nie wiem, czy jestem za, czy przeciw eutanazji, karze śmierci, czy aborcji. naprawdę. ja wiem, że są różne punkty widzenia. zmarła kuzynka mamy. przeziębienie, wysoka gorączka, szpital, zbicie gorączki, lepsze samopoczucie i śmierć - zator tętnicy płucnej. i hehehe. fajnie było w pracy z k. tęsknię za tamtą zmianą czasami. gdybym wylądowała z nią na zmianie, jak planujemy, to zrobiłyby się trzy obozy, bo k ma mniej więcej takie podejście do tego wszystkiego jak ja. wychodzi na to, że - o ironio - najwięcej nieścisłości wprowadza na magazyn nasz rodzynek. faceci są straszni.
11:59, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 lutego 2009
jakby ktoś jeszcze chciał poczytać opowiadania...
piątek, 06 lutego 2009
chcesz? opowiem ci bajkę...
czwartek, 05 lutego 2009
zwykle takie rzeczy pisze samczysko, ale wyjątkowo mnie to też tak poruszyło bardziej, niż normalnie.
zmarła czteroletnia żyrafa. była w ciąży i były komplikacje, nie udało się jej uratować.
w 2005 pamiętam, jak weszliśmy kiedyś do żyrafiarni i zobaczyliśmy zasłoniętą jedną stajnię. i wtedy właśnie ona była urodzona, potem obserwowaliśmy ją raz, dwa razy w roku. a teraz jej nie ma. cekinek chyba też gdzieś jest wywieziony, bo w gazecie pisało, że w zoo zostały tylko te 20letnie.
szkoda jej, no. smutno mi się zrobiło.

może wyjdziemy przed weekendem do zoo?
07:42, dziewczynalenina , na zewnątrz
Link Dodaj komentarz »
właściwie niewiele jest do ukrycia. nie lubię budzić się o szóstej [piątej] nad ranem, kiedy poszłam spać o drugiej. głodna taka jestem, wszyscy śpią, fora śpią, ludzie nic nie robią, w oknach ciemno, pogoda szara.

sny miałam ciekawe ostatnio, z pieczątką i zostawianiem numeru koledze z pracy. po co? nie wiem.

i wieczór z kasztanem... matko, nie wypiłyśmy dużo, ale to taka specyfika rodziny - ile by się nie wypiło, skutek ten sam - głośny śmiech, głupie teksty [dzwoni samiec, ona do mnie: spytaj go, czy chce się z tobą kochać. oprócz tego chuj na twarzy, fajne klaty i niestety, niestety - ludzie o dziesięć lat młodsi ode mnie, są już pełnoletni]

i w ferworze walki umyłyśmy klatkę, samiec padł ze śmiechu, bo to nie nasza kolej była i myślę, że sąsiad ostatni raz przyszedł coś zagadywać do mnie, bo go olała, on chyba chciał czegoś innego, ale co tam - wtorek nie sobota, ale klatka czysta musi być.

hehe.

gdzie bym się nie pojawiła, wyjdę na wariatkę.

ps: na forum gadka, czy wygląd świadczy o kobiecości, między innymi. jakżeby nie. ale to nie o wielkość oczu, biustu i dupy chodzi, tylko całokształt. według mnie kobieca nie może być baba, która pluje na ulicy, która chodzi krokiem zmęczonego górnika, czy coś. nie jest kobieca baba flejtuch, z brudnymi paznokciami, czy tłustym włosiem.

i takie tam.

07:00, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 lutego 2009
nienawidzę, kiedy urlop zaczynam od dwudziestogodzinnego snu. w ogóle nie mam ochoty na nic, jestem wściekła, we wtorek drugie podejście do babskiego wieczoru/nocy.
pogadałam wczoraj z blondyną, wcześniej z kat, hehe.

nic mi się nie chce, mam niedocukrzenie, jak zwykle po kacu.
a takiego miałam, że śniło mi się nawet, że piłam mineralną i że wypiłam całą butelkę, po czym obudziłam się z wyschniętym gardłem i ujrzała, że jest, jest, prawie pełniuteńka.

gilon rzygał w ciepłych barwach tęczy, embestodziewięć spał na materacu z żujką, choć mu wmawialiśmy, że psy nie lubią na materacach, jeszcze w trakcie mówienia tego, ta złośliwa istota, tzn: mój pies, zwinęła się w kłębek na środku posłania. poszły cztery półlitrówki, generalnie kupa miłych wspomnień i nagranie na iriverze. fenomenalne.

hity?
bomb go zoli i google.

:)

pozdrówki dla tych, którzy nie mieli okazji.
22:25, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
połowa gości nie wypaliła. w efekcie siedzimy z blondyną na gg i obgadujemy dupcie. tfu, klaty. męskie.
w realu pęka trzecia flaszka.
gilon opowiedział historię, jak ksiądz go poświęcił.
napiszę kiedyś. może
jestem nadal pełna sprzeczności. z jednej strony pełna nie wiem czego, a z drugiej pełna alkoholu.
cóż. skończyły się te nocki, ja będę rzygać w barwach tęczy, bo żubrówka na mnie źle działa.
o wszysko mnie męczy i njednocześnie fruwam gdzieś ponad wszystkim, w dupie mam to, co ludzie mówią, co powiedzą i ile wiedzą. to nie jest ważne.
ważne jest to, że ja mam się do kogo przytulić.
opowiadanie wróciło z kilkoma komentarzami, które mnie zainspirowały mnie dalej.
byle ylko delikatnie.
01:18, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »