Skopiuj CSS
sobota, 28 stycznia 2017
Wczoraj jakoś tak się trafiło, że chcąc nie chcąc, w robocie, na szczycie, pod czujnym okiem kierownictwa, ale jednak nieopanowana, naszła mnie potrzeba napisania smsa do 3P. Kto nas nie zna, ten nie wie, że kontaktujemy się może rzadko, ale intensywnie, emocjonująco i zazwyczaj tak, że chodzę i śmieję się do telefonu, powietrza, tabletek, regałów i , co gorsza - nieświadomych niczego ludzi.
Ale tym razem było prawie serio, na temat literatury erotycznej, która staje się wtórnością Greya. Że jest bogaty facet z problemami, że jest ta piękna i dobra kobieta, która chce go naprawić.
I rozwinęła się nam rozmowa, że to się robi nieco głupie - jakby tylko takie fantazje rodziły się w głowach kobiet. Szukając tego powodu, doszłam do wniosku, że mogą się rodzić u kobiet, które nie miały udanego życia seksualnego. Kiedy się czuje dyskomfort w jakiejkolwiek strefie, szuka się tego przyczyn, najczęściej racjonalnych. Np: gdyby nasza sytuacja finansowa była lepsza, gdybym nie musiała pracować i nie była taka zmęczona. Gdyby mój facet bardziej o siebie dbał, gdyby on nie był przemęczony. Gdyby poszedł na siłownię, poćwiczył trochę.
Dowcip polega na tym, że szukanie racjonalnych przyczyn nieudanego życia seksualnego jest błędne. Emocji nie podporządkujemy pod dyktando rozumu. Prawda wygląda tak (i wiedzą to te kobiety, które miały/mają udane życie intymne), że do, za przeproszeniem, porządnego pieprzenia się nie potrzebna jest kasa. Potrzebna jest fantazja.

I mówię to z perspektywy zarówno ustabilizowanej finansowo, jak i bardzo ograniczonej pod tym względem.
11:48, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 stycznia 2017
Rozmowa z koleżanką na temat mojego młodego wyglądu (Boże, jak dawno nikt mi tego nie mówił!) zaowocowała myślą, że cholera, może by tak wmawiać wszystkim, że to od unikania papierosów, alkoholu, kawy i disco polo?
Oczywiście przyszło mi to do głowy, jak użyłam standardowej odpowiedzi, że jestem zbyt roztrzepana, żeby pamiętać jeszcze, że powinnam się starzeć.
Na dodatek przyszła druga myśl (sprowokowana przez Lee), że pierwsze osiemnaście lat mojego życia to było na próbę, teraz dopiero kończę te właściwe i jestem dorosła.

Czy zdałam egzamin dojrzałości?

Wkurza mnie gadanie, że wszyscy słuchają i tańczą do disco polo (zwłaszcza, jak popiją). Ja nie robię tego (zwłaszcza, jak popiję, wtedy całkiem nietolerancyjna się robię i nerwowa, co wyszło mocno na weselu Kazka, kiedy miałam naprawdę ochotę wtłuc lasce, która łaziła i truła dupę dj'owi o te wszystkie rude i alealealeksandry), to, że pamiętam teksty i byłabym w stanie je zaśpiewać, to tylko świadczy o ich prostocie, ale nie takie prostocie, którą się podziwia, ale takiej żałosnej, masowej produkcji.

Na demotach gra w "Musisz wybrać i zaśpiewać jedną piosenkę, jeśli się choć raz pomylisz, umierasz". Wybieram "Thirty three" lub "Only happy when it rains".

A tak naprawdę podśpiewywać lubię to, co sprawia trudność. Np: refren "Girl that you lost to cocaine" Sii. Nadal nie umiem. No, i na Boga, w tej chwili nawet piosenki z bajek są trudniejsze, np: "Mam tę moc", którą uwielbiam śpiewać z Janą. Wyć znaczy. Zawsze ze łzami w oczach, bo cały czas nie mogę się nadziwić, że mam tę moc.

No, mam nadzieję, że chociaż trochę nadrobiłam.
Aha, jeszcze kupiłam w Biedrze dwupak: "Dziwne losy Jane Eyre" i "Wichrowe wzgórza". Bo mi się śniły dzisiaj od siódmej rano do trzynastej.

A, nie. Jeszcze jedna rzecz. Kolorowanki pomagają mi nie przejmować się niesymetrycznością życia. Poważnie, kiedyś mogłam mieć wszędzie syf, ale jak coś było asymetryczne, to doznawałam wewnętrznego skurczu.
Zauważyłam, że koloruję już bez nerwów i bez napinki w tym kierunku. Jupi.
14:24, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 stycznia 2017
Właściwie to WSZYstkim chciałam życzyć dóbr WSZElakich.
Sylwester zaczął się solidnie, kiedy wychodząc do sklepu, ale również do pracy, musiałam odwszyć siebie i Janę. Ale to nic, bo po powrocie z pracy musiałam zrobić to drugi raz.
Potem trochę jedliśmy, trochę piliśmy z rodzicami, trochę przyszła Kat, trochę dużo tańczyłyśmy (Jana miała ubaw po pachy).
Hitem było, gdy na Polsacie poleciała "Wolność" jakiegoś zespołu disco polo. Mój tata nie zdzierżył. Przełączył na jakiś inny program. Fajnie, Maryla Rodowicz, stara, ale po promilach znośna, szczególnie, jeśli nie patrzy się na nią pod kątem estetyki.
I co rozpoczyna po "Ukrainie"?
Wystarczył podpis: "Wolność".
Uroczo.
Jeśli kiedykolwiek pomyślicie, że się skompromitowaliście, to pomyślcie również, że gdzieś na Świecie istnieje nagranie, na którym tańczę do disco polo.
I śpiewam z Michałem Wiśniewskim.

Ten Sylwester wrzucam do tych najbardziej udanych. Po nocy, kiedy przez kilka godzin dźwigałam Janę do półsiedzenia, żeby mniej kaszlała (i bolą mnie ręce jak cholera) nastąpiła noc, kiedy chyba nieco poskakałam. Jeszcze nie czuję tego w nogach, ale pamiętam, co myślałam.

Życzę Wam, żeby ten rok był satyf... statyf...sfatys... No, całkiem fajny.
:)
02:07, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »