Skopiuj CSS
piątek, 30 stycznia 2015
Haha, Iwoniszynie, ja sprowadziłam płakanie na ulicach do Siemianowic. W 2007 roku. Konkretnie wtedy, gdy przyśniło mi się, że Olafa trzeba było przenieść na inny cmentarz i niosłam trumnę pod pachą, i chociaż wiedziałam, że już minęły dwa miesiące od jego śmierci, i że ciało na pewno już się zmieniło, to zaczęłam odrywać gwoździe, żeby go po prostu zobaczyć.

Tamtego roku dowiedziałam się, co to są koszmary. Owszem, wcześniej też miewałam, jakieś potwory, jakieś wojny i tak dalej, ale w każdym z tych snów czułam, że wszystko skończy się dobrze.

Po 6. października 2007 zaczęły mi się śnić szpitale. Igły, którymi można by przebić mi klatkę piersiową. Wenflony, kroplówki, porody I wiedziałam już, że pomimo moich starań, wszystko może się skończyć źle.

Właściwie nie powinnam tego pisać teraz, kiedy Iwoniszyn jest w ciąży. Ale moja historia ma pozytywny finał. Teraz płaczę rano tylko wtedy, gdy śnią mi się Ciocia Hela, albo Babcia Zosia.

Bardzo za nimi tęsknię.

A przykro mi właściwie z innych powodów. Ale już nie mam siły o tym pisać.
Ręce opadają.
17:05, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 stycznia 2015
Czasem chce mi się zostać w domu. Bardzo często, codziennie, codziennie przed wyjściem do pracy i codziennie przed pójściem po Jajeczkę do przedszkola. Do tego stopnia, że mam ochotę płakać i prosić byle kogo o to, żeby wyszedł z domu za mnie.

W czwartek zaczęła się kolejna faza. Po żołądku, który próbował zwracać i zmusić mnie do uznania się za chorą, po jelitach, które wiadomo, jak reagują na nerwy, przyszła kolej na serce. Ciśnienie spadło mi tak, że nie byłam w stanie podnieść nogi (a autobus był tuż). Zrobiłam coś zupełnie sprzecznego z instynktem, który kazał mi usiąść i uspokoić się - podbiegłam. Trochę pomogło.

Niedługo zaczną krążyć po Siemianowicach legendy o babce, która łazi i płacze. To będę ja.

Ale jeśli tylko dam radę się z tego wyrwać, to sama z tych legend będę się śmiać.

A piszę o tym dlatego, że może kiedyś ktoś wpadnie tu, jak będzie potrzebował. Przyjdzie i sam też zacznie walczyć, i nie podda się, pomimo tego, jak się będzie czuł.

Bo czuję się podle. Już nie ma zwycięzcy, jest biedny, zmaltretowany żołnierzyk, który nawet nie wie, czy rozumie sens tej wojny.
14:17, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 stycznia 2015
...Uspokójcie się, to skończone, należycie do mnie
Wypełnię Wasze usta brudem
Spokojnie, to koniec, nigdy nie będziecie mogli odejść
Zabiorę Waszą drugą cyfrę ze mną... Kochajcie
Jesteście moimi... Pierwszymi, z trudem oddycham
Dostrzegam, że mnie fascynujecie
Jesteście moimi ulubionymi, układam Was do snu
To wszystko, co mogę by przestać
Kochaj
Tak smutni... Tak złamani, gnije papierowa lalka
Jeszcze Was nie opuściłem
Tak zimni... Przekorni, Wasze oczy są w pełni wypłowiałe
Jutro odejdę... Kochajcie

JESTEŚCIE MOI, ZAWSZE BĘDZIECIE MOI
MOGĘ ROZERWAĆ WAS NA KAWAŁKI
MOGĘ POSKŁADAĆ WAS NA NOWO INACZEJ
WSZYSTKO, CZEGO CHCĘ, TO POŻĄDAĆ WAS WSZYSTKICH
NALEŻYCIE DO MNIE
ZABIJĘ WAS, BY WAS KOCHAĆ
20:35, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 stycznia 2015
Prawdopodobnie nie wiecie, jak to jest, kiedy strach ogarnia nagle i bez przyczyny.
Kiedy każdy dźwięk słyszy się tak dokładnie, że można czytać ze stuku butów na chodniku emocje innych ludzi.
Nie wiecie, jak to jest, kiedy czuje się dotyk światła - nie, nie blasku słońca w piękny dzień na skórze, tylko nacisk światła lamp przez grubą zimową kurtkę.
Nie wiecie, że można siedzieć w domu i nie wyobrażać sobie, że gdzieś tam normalni ludzie chodzą sobie do sklepu.
A jeśli już się wyjdzie, że nie można się ani na chwilę zatrzymać, bo usiądzie się bez siły, a nawet stanie w kolejce w markecie to zadanie wiążące się z takim wzrostem adrenaliny, że nogi same zaczynają uciekać.

Od dwóch tygodni walczę z tym, co mnie zżerało od środka i wygrywam. Tak, jest. Pierwszy raz w życiu wygrałam z samą sobą. Nie biorę leków - odstawiłam hydroksyzynę. Bez postanowień, że Nowy Rok, że wszystko zaczyna się od początku. I wiecie co?
30.12.2014, po raz pierwszy od 2009 roku wracałam z pracy AUTOBUSEM. SAMA. O 4:37. I przeżyłam.

W związku z tym życzę wszystkim, żeby w Nowym Roku jak najwięcej razy czuli się tak, jak ja wtedy - jak ZWYCIĘZCY. Nie życzę samych miłych chwil, ale właśnie tego, żebyście potrafili zawsze pokonać przeciwności, nawet jeśli przed ostatnim atakiem będziecie musieli dotknąć dna, wypłakać się i powiedzieć "nie dam rady".

Wtedy ten rok na pewno będzie szczęśliwy.
00:29, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »