Skopiuj CSS
sobota, 30 stycznia 2010
Jestem zmęczona straszliwie. Mała rośnie ZA SZYBKO [i jednocześnie proszę Pana Boga, żeby nie brał sobie do serca moich narzekań, bo ja dam radę, a ona niech się rozwija jak najlepiej], każdy dzień to kolejne gramy [i co, niewierni, małymi cyckami też da się karmić nad normę, to dowodzi mojej teorii, że faceci lubią duże cycki, bo im się kojarzą z dupą, a nie z karmieniem dzieci, bo wielkość nie ma znaczenia]. Kręgosłup czuję na całej długości. Ręce niedługo będę miała jak orangutan, a ta mała Zołza bierze się już za siadanie, a na rękach trzyma się sztywno i jak tylko coś dotknie jej stópek, to się prostuje, jakby chciała chodzić. Śmieje się rozkosznie, ale nigdy do dyktafonu, czy aparatu. Marudzi, jak zbyt długo jest sama. Towarzyskie dziecko, po kim ona to ma? Pewnie po ojcu, on też był wynoszony na rękach.
Podobna w ogóle jest do niego.

Doceniam to, co mam. Chyba mi nic więcej nie trzeba. W mieszkaniu mamy, uwaga! 21oC. Czuję się, jakbym była przeziębiona, dla organizmu to taki szok.
Dwa lata temu zaczynała się moja walka z depresją. Depresją spowodowaną uczuciem bezsensu i braku celu. Zniknął ośrodek mojego życia, pozostała dziura. Halo, ta dziura dalej jest. Teraz mam zupełnie nowe dziecko. Ale dziura jest. Im lepiej mi z Żabą, tym boleśniej odczuwam to, że mogło to być drugi raz.
A może wcale by nie było? Jestem tchórzem i może wcale bym się nie zdecydowała, gdyby Olaf przeżył. I Może nie byłoby tej rozkosznej słodzinki.
Wariatka mała.
Wszystko dla niej.
22:13, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
środa, 27 stycznia 2010
Babcia już po operacji.

A ja zgubiłam "Wilczycę". Po tych megaporządkach w ciąży, nie umiem się doszukać moich zeszytów. Nie znoszę porządków.

Marzę już o tym moim mieszkanku nowym, że będziemy mieli antresolę i pod antresolą swoje pokoiki maleńkie, na laptoka i szafkę z literaturą cudzą i własną.

Wszystko na półeczkach. Moje zeszyty poukładane datami i rodzajami, moje książki poukładane seriami. I cudowny bałagan. Żeby Żaba miała swój pokoik. I żebyśmy w końcu mieli salon, jedyny pokój, w którym będzie idealny porządek.
Będę walczyć o to, żeby to było nasze mieszkanko.
Nie muszę go kupować. Nie muszę mieć centralnego [jest na pierwszym piętrze, pod nim mieszkanie ZAMIESZKAŁE - teraz mamy tak, że dwie ściany zewnętrzne mieszkania wychodzą na podwórko, pod nami jest piwnica, trzecia ściana graniczy z korytarzem, a czwarta z pustym mieszkaniem - efekt taki, jakbym miała parterowy, jednoizbowy domek]...

14:10, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
Owszem, chwilami pluję sobie w brodę, myśląc o tych rzeczach, które zrobiłam. Ale zwykle mam do siebie pretensje o to, czego nie zrobiłam, lub że zrobiłam za późno [np.: zajście w ciążę]. Nie lubię, jak mi ktoś podpowiada, nawet jeśli bez rad popełniam błędy, których mogłabym uniknąć, gdybym nie była taka uparta po dziecinnemu - na złość babci odmrożę sobie uszy.
A, tak na temat Babci, to ma dzisiaj operację na sercu. A mija rok od jej zawału, po którym kierowali ją do szpitala, wracali, badali, obiecywali.
Moja dzielna, młoda Babcia ma kłopoty z sercem? To brzmi absurdalnie. Ja się na to nie zgadzam, chciałoby się krzyczeć.
Babcia ma dopiero 70 lat. I zawsze była taka... zdrowa[?]. Wiedziałam, że ma cukrzycę i nadciśnienie. Ale to było takie... Dla nas zupełnie prawie niedostrzegalne.
Dziwne.

Jana śpi. Niedobrze, bo dostała Deflegmin przed snem, a nie powinna. No, ale skąd mogłam wiedzieć, że moje dziecko przekornie akurat teraz zachowa się regularnie???
13:51, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2010
...jakie można usłyszeć od kogoś, kto jest dla nas autorytetem: "Takie jest moje zdanie, a Ty zrób, jak uważasz."
W ogóle wydaje mi się, że najbardziej dumni mogą być rodzice dzieci, które im się potrafią sprzeciwić. Oczywiście, nie chodzi mi o bunt, ale o takie proste realizowanie własnych marzeń, a nie rodziców.

Czytam sobie na temat syndromu nagłej śmierci łóżeczkowej. Dawno się niczym nie martwiłam, to sobie znalazłam powód.
:)
14:14, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Znalazłam się w linku na takiej stronie. O co chodzi?
zobacz

Moja obecność w Internecie mnie przerasta chwilami. Owszem, zdaję sobie sprawę, że iluś tam ludzi to czyta, a wszystko, co napiszę może być użyte przeciwko mnie, hehe, ale...

Ostatnio kilka felietonów autorstwa Piotra Bratkowskiego na temat życia w Sieci sprawiło, że odetchnęłam z ulgą. Bo Internet stał się nieodłączną częścią życia części z nas [pewnie sporej części tych, którzy tu zaglądają]. Ja uważam sama wirtualny świat za całkiem wygodny do życia. Nie dlatego, że jestem anonimowa, że mogę tu powiedzieć więcej, niż w realu. Nie mogę, nie do końca, bo przecież czyta to wielu ludzi z mojego bezpośredniego otoczenia i jeśli pisałabym co innego, niż mówię, to wyszłoby to od razu. Dlatego i tak muszę załatwiać swoje sprawy w realu, ale właśnie dlatego czuję się spokojna o to, że nie kłamię. Bo mi się zdarza w życiu zmyślać, jak na bajkopisarkę przystało.

Ale jest też ta dowolność. Jeśli chce mi się spotkać z kimś, to wysyłam mu wiadomość. On odbierze ją dopiero wtedy, kiedy będzie chciał. Sama też tak robię. Jeśli nie mam ochoty na kontakty z ludźmi z Sieci, nie włączam komputera. I to jest piękne. Siadam z Wami wtedy, kiedy Was potrzebuję. Nie ma kontaktów przypadkowych i niechcianych, które ciągną się latami. Wręcz przeciwnie - czasem mam niedosyt, bo tak wielu ludzi znika. W realu łatwiej kogoś wyśledzić. Sieć pozwala ludziom na ucieczkę, kiedy nie chcą kontaktu.

A może trochę zamotałam? Nie wiem, dawno nie piłam arkoholu, a z kąta kusi resztówka domowej roboty wina, resztówka, bo Samiec, który nie cierpi wina, wypił prawie litr, zakąszając nim piwo. Wkurwia mnie to. Mam jeden ulubiony trunek i też ciężko trafić z takim, jaki lubię, a on nie potrafi trzymać pyska z dala od niego.

Heh, wyszło, jakby był takim pijakiem. Jest, ale tylko w weekendy.

Temperatura w mieszkaniu osiągnęła zawrotny poziom 11,3oC. Idę po strój kąpielowy. Dobrze, że był Tata Samca i przyniósł mi węgla i drewna, bo to, co zostawił Samiec skończyło się około 10...
14:41, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 stycznia 2010
Oprócz mojej, wśród naszych znajomych nie ma żadnej córy Jany. Chociaż może, gdyby była, łatwiej przekonałabym Samca do Kornelii lub Idy?
Skąd się biorą mody na imiona? Przecież imię to coś, z czym się identyfikujemy mocniej, niż z nazwiskiem, coś naszego, osobistego. Od roku panuje moda na Maje. Wiem o 6 na chyba 7 urodzonych w zeszłym roku dziewczynek. Nie liczę tych dalszych znajomych ze szpitala, ale liczba dzieci o tym imieniu to prawie 50% ogólnych urodzeń. To samo z Igorami, dlatego byłam zdecydowana przekonywać Samca, żeby nasz syn nie miał na imię właśnie tak, bo tych Igorów też było od metra. Na szczęście mam córkę. Zabawne to to, że jak leżałam, to "na szybko" wpadła laska przed porodem i zgadałyśmy się, że ona też wybrała imię od Musierowicz.
10:48, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 stycznia 2010
Przed chwilą reklama: "Na co zwracasz uwagę, kiedy tańczę? Na pewno nie na moje nietrzymanie moczu!" Nie wiem, czy ja źle zrozumiałam, ale reklama dotyczyła wkładek Tena Lady, więc... Boże, widzisz i nie grzmisz.
środa, 20 stycznia 2010
Podobno to normalne. Mama twierdzi, że miała trójkę zdrowych dzieci, a i tak sprawdzała, czy oddychają. Czyli że to, że śpię twarzą w twarz z Żabą to też norma?

Dzisiaj Mała zdecydowanie jest nie w sosie, martwi mnie jej katar i pokasływanie [ale jesteśmy w mieszkaniu z centralnym ogrzewaniem, więc to dla niej "inny klimat", a że temperatury nie ma (Boże, widzisz i nie grzmisz, cztery lata wbijania do głowy, że temperaturę to każdy ma, może NIE MIEĆ GORĄCZKI), to jeszcze nie dzwonię po lekarza].

I tak mijają dni. Urlop dodatkowy będę miała, w efekcie czeka mnie jeszcze kilka tygodni macierzyńskiego, potem zaległy urlop, a potem, najprawdopodobniej - urlop tegoroczny i wychowawczy. Damy radę, Samcze. Pochytamy to jakoś.
14:57, dziewczynalenina , jana
Link Komentarze (1) »
Kolor + faktura + RĘKAWY!!!
wtorek, 19 stycznia 2010
I co? Założyłam sobie konto na wielkim portalu społecznościowym i całe dnie spędzam w ZOO. Głupie to, ale Hattrick mi się znudził, a to wpadło w ręce przed innymi, to co miałam zrobić. Ino nie ma mi kto trzepać drzewami.

Mała całkiem fajnie prze do przodu. Zaczyna powoli odkrywać funkcjonalność swoich rączek. No i ucieka z poduchy, na której się ją kładzie. Ruchliwa i sprytna jest. Rwie się do siadania, głowę unosi coraz bardziej stabilnie.

I drze się. Bierze wszystko do buzi, chce być w towarzystwie. Nie daj Boże zostawić ją samą.

Sytuację mamy zapętloną, ale pół nocy siedziałam i wysiedziałam pomysł. Dostaliśmy przydział na mieszkanie 72,5m2. Trzeba zrobić remont. Najlepiej robić remont od razu, a już idealnie byłoby mieszkanie wykupić w cenie od metra, w stanie takim, jak jest teraz. Nie da się. Trzeba spisać umowę na pół roku, w czasie, gdy nie płacimy czynszu i robimy remont. Potem jest odbiór mieszkania i wycena. W efekcie płaci się, co by ludzie nie mówili, za standard, który się podniosło na własny koszt. Bo, jakby było od metra, to nie robiłoby się wyceny "w terenie", a na papierze.
Podsumowując naszą sytuację - wykupić teraz nie możemy, więc kredytu na hipotekę nie wezmę, więc nie dostanę więcej niż 10 -15 tysięcy. Za to na pewno centralnego nie pociągnę. Efekt? Ja już znalazłam najprostsze wyjście - wyremontować w pół roku tylko kuchnię i łazienkę, i to tak lajtowo, potem wycena, a potem dopiero, jak spłacimy tamten kredyt, ja wrócę do pracy [aha - głównym problemem jest to, że ja idę na wychowawczy, co nam w sposób znaczny obniża dochody], za dwa lata weźmiemy następny i wykupimy, zrobimy centralne.
20:10, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Może jestem okrutna, ale te zdjęcia nie wyglądają na zrzucenie kilkunastu kilogramów, a co najmniej dwudziestu. Mało realistyczne.
http://dieta-gwiazd.net/3/

A tak poza tym, to spadłam do 45 kilogramów. Bez diet. Po prostu nie żrę w chuj [swoją drogą - nie mam kiedy]. Że się tak wyrażę. Bo wiem, że są uwarunkowania genetyczne, choroby i takie tam. Ale jeśli ktoś jest chory, czy bierze leki, które powodują tycie, czy puchnięcie, to mu żaden UltraSlim nie pomoże. A jak ktoś wpierdala wszystko, co na drzewo nie ucieka, mimo iż wie, że ma tendencje, to wystarczyłoby trochę silnej woli.

16:16, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
Tych, co są, tych, co byli. I tych, co mogli być, ale coś nie poszło.
czwartek, 14 stycznia 2010
wtorek, 12 stycznia 2010
Czyżby zaczęło nam się układać? Boję się cokolwiek sobie wyobrażać, marzyć. Powiem tylko tyle, że w nocy z niedzieli na poniedziałek intensywnie marzyłam sobie, żeby być Inną z serii książek o Patrolach. I wyszło tak, jakbym była.
Magicznie.

Poza tym, w chwili, kiedy zaczęłam pisać, Żaba rozdarła się maksymalnie [ma już taki zachrypnięty głos od krzyczenia] i muszę kończyć.
21:04, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 stycznia 2010
24 lutego pod młotek idzie pół naszej ulicy. No, ok, nie pół, tylko 4 numery z 14 bodajże. Nie jest dobrze, myśleliśmy, że pójdzie osobno nasz budyneczek, wtedy hehe, nie byłoby szans, że ktoś kupi tą ruinę :).

Ale po chwili wściekłości, uspokoiłam się. Nie ma źle. Wyjścia zawsze są, nadal mamy na oku to mieszkanie na Sobieskiego, o ile nikt nie kupił. Nadal jest szansa, że damy radę, w końcu rodzinę mamy blisko siebie, przecież nam pomogą.
Wiem, jestem mało samodzielna. Ale wychodzę na tym lepiej, niż jakbym miała być zależna tylko od siebie.

Żaba w nocy fisiuje. A to brzuszek, a to złe sny. I ja się mam martwić o to, że mi ktoś mieszkanie zlicytuje?
14:02, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 stycznia 2010
Znowu!!!
Nie wiem, od czego to zależy.
Jestem wykończona.
Chciałam dziś napisać o damsko-męskiej przyjaźni, ale mi się nie chce.

Lubię spać z Żabą. Jest taka mięciutka i cieplutka.
19:54, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 stycznia 2010
Swego czasu mój Tata pracował w serwisie w Selgrosie. Uszkodzone, reklamowane sprzęta przesyłali kurierem.
Pewnego dnia trafiła się reklamacja aparatu. Mój Tata, zgodnie ze zwyczajami podbił i zanim się podpisał, zaczął wydawać sprzęt.

Jakiś czas później okazało się, że aparat nie dotarł do firmy.
Mieli się już składać, ale Tata zadzwonił i spytał, kto to wydawał. Ktoś mu mówi: "Pan Jan Sz."
Tata stwierdził, że to niemożliwe, że ktoś z jego podpisu wyczytał jego nazwisko [kto wie, jak ja piszę, temu mówię, że Tata jest moim niedoścignionym mistrzem w bazgraniu]. Zamówił kopię dokumentu wydania [właściwie wtedy kończył już pracę w Selgrosie, ale tak z ciekawości]. Okazało się, że DEBIL, ten kurier, podpisał się za mojego Tatę takim wyraźnym pismem. Sprawa została rozpatrzona i wszystko się dobrze skończyło.

Co do walki, to załatwia to Samczysko. Jakoś tak wypadło. Ja to w ostateczności. Aczkolwiek wkurza mnie to, że wczoraj nie zadzwonili.
15:08, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 stycznia 2010
Mam za swoje. 16 grudnia została nadana paczka do mnie z prezentami świątecznymi. Przyjęła ją firma Kolporter. Jest potwierdzenie, że została wysłana z biura w Tarnowie, ale nie dotarła do magazynu w Katowicach.

W każdym bądź razie czekamy. Mam ochotę zrobić awanturę, pewnie zanim będzie okazja, to mi przejdzie.

Przeglądam te forum o wcześniakach. Głupio właściwie, bo tam większość dzieci poniżej kilograma się urodziła, więc Żaba jest olbrzymem w porównaniu z nimi.

A poza tym - dzisiaj spędziłyśmy cudowny dzień razem. Nie było żadnych płaczów, dostała grzechotkę na łapkę i się do niej śmiała. Jeszcze nie bardzo sprawnie nią grzechocze, ale przyjemność sprawia jej nawet przypadkowe poruszenie. Teraz zasypia, a zaraz chcę ją kąpać, bo Samiec przyjdzie.

Zaczyna mi tak trochę sprawiać przyjemność podchodzenie do seksu. Pożyjemy, zobaczymy, co będzie dalej.
21:03, dziewczynalenina , pamiętnik
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2