Blog > Komentarze do wpisu

Taaaak przyjemnie.

Orgazm to spuszczenie tego całego napięcia, jakie siedzi we mnie. Każdy kolejny skurcz wyrzuca powody do przejmowania się czymkolwiek.

Nie jestem człowiekiem, który zwala winę na to, jaki jest, na rodziców. To teraz nie ma znaczenia, ale nie pozwalam im popełniać błędów, jeśli już wiem, co było między nami nie tak. Stawiam stabilne granice, nie do przekroczenia, są rzeczy, których nie pozwolę sobie zrobić, nie pozwolę zrobić też mojej córce.
Bo ja chcę, żeby chciała ze mną rozmawiać, bez obawy, że ją skrytykuję. Żeby wiedziała, że jestem po jej stronie i nie będę wzbudzać w niej poczucia winy. Czasem nie wychodzi, owszem, ale mimo to staram się. Wczoraj jednak nerwy mi puściły, bo wieszała nowe bombki na choince i kiedy widziałam, jak macha na wszystkie strony bałwankiem, poprosiłam, żeby tego nie robiła, bo bombki się tłuką (tłumaczenie tego ośmiolatce uważam za obrazę dla jej inteligencji, ale miałam do wyboru to, albo związać jej ręce). Bałwanka powiesiła, przyszła kolej na aniołka, który tej karuzeli nie wytrzymał... Czasem wychowywanie dziecka mnie przerasta.

Sytuacja z niedzieli - jakiś totalny tajfun, kiedy kłóciłam się z bratową, w sumie bardziej na żarty i powierzchownie, musiała się wtrącić w to moja mama ze swoim odwiecznym "bo ona ma zły dzień".
Ludzie dziwią się, że jestem nerwowa i drę mordę o byle co, ale w moim domu było tak, że kiedy byłam nie w humorze, mama łaziła i wtykała mi szpile. "Bo ty masz zły dzień" to jej popisówa. Efektem było to, że darłam mordę, ona waliła focha, a ja miałam święty spokój.
Ludziska, jak ktoś ma złamaną nogę, to się go wyciąga na rower? Jak ma ranę, to się mu wbija w nią palce?
Dlaczego więc, jeśli wyraźnie ktoś wie, że mam zły dzień, wkurwia mnie jeszcze bardziej? Dlaczego ja, choleryk i egoista, potrafię, widząc, że ktoś nie ma humoru, po prostu przejść obok i zostawić go w spokoju? Dać mu chwilę na poprawę nastroju?
Czasem zastanawiam się - w teście wyszło mi, że jestem w spektrum Aspergera, a jednak empatię najwyraźniej mam fchuj wysoką? A może tylko robię tak, jak chcę, żeby się mnie traktowało?
Czy potem jest dziwne, że z problemami wolę przyjść do Lenina, który po prostu mnie przytuli bez tych wszystkich słów?

Ostatnio bzdurny demot: jakaś babka napisała post o tym, dlaczego nie lubi być dotykana przez męża. Bo jest zmęczona, bo dzieci jej włażą na głowę, bo nie wyrabia z pracą zawodową, bo sprząta, gotuje, sra kwiatkami i pierdzi perfumami, o ile ma na to czas.
Pierwsza rzecz: jak można nie chcieć, żeby dotykał mnie ktoś, kogo kocham? Nie ma takiego zmęczenia, które sprawiłoby, żebym się przed tym broniła.
Druga rzecz: niepokojące jest to, że najwyraźniej w jej domu dotyk = nieodrzucalna prośba o seks, bo na to akurat rozumiem, że można nie mieć ochoty, kiedy jest się zmęczonym.
O trzeciej napisałam na fejsie: nie wyobrażam sobie, żebyśmy obydwoje pracując nie dzielili się domowymi obowiązkami i opieką nad dzieckiem.
czwartek, 21 grudnia 2017, dziewczynalenina

Polecane wpisy

  • Spełnianie marzeń

    Dwa tygodnie temu byliśmy w Majstrze po lampkę dla Jany. Niestety, w Majstrze mają też dział zoologiczny. Wielkie woliery z różnymi papugami przyciągnęły nasz w

  • Płacz

    Dzisiaj rano Jana wyjechała na zimowisko z zuchami. Nieco zepsuł jej humor fakt, że jechała też koleżanka Emi, więc na starcie zaczęły się obawy, czy nie będzie

  • Wyrzuty sumienia

    Ostatnio ciężka rozmowa o tym, co czujemy po śmierci Moni. Że mamy wyrzuty sumienia, że nikt jej nie chwycił za kudły i nie potrząsnął. Że nie marudził jej, że