Blog > Komentarze do wpisu

Jak dziecko

Jestem podjarana Wigilią, zawsze tak mam. Brakuje mi tylko śniegu za oknem. Nie mogę się doczekać zebrania nad stołem, nie mogę doczekać się tego specyficznego podenerwowania, choć przecież widujemy się co najmniej co tydzień wszyscy, a jednak tego dnia jesteśmy nieco skrępowani, jak przy kimś, kogo się długo nie widuje.

Zawsze tak było. Kiedy jeszcze Wigilie były raz w Jaworznie, raz na Dąbrówie, też w zasadzie widywaliśmy się całą rodziną, z kuzynostwem co tydzień (niedzielne popołudnia, czy obiady u jednej babci i czwartkowe spotkania u drugiej), a jednak tego dnia byliśmy tacy inni, odświętni. Choć nigdy nie opuszczało nas czarne poczucie humoru i skłonność do złośliwości (gena nie wyskrobiesz), to było bardzo, ale to bardzo dobrze.
I ja nadal jestem tak podekscytowana, że chyba nawet Jana nie czuje się taka. No, właśnie - Jana ona już zasnęła, ja nie umiem, czekam na ranek.

Jest mi dziwnie. Dziesięć lat temu to właśnie Monia pierwsza życzyła mi, żebym miała nowego dzidziusia. Nie bała się, choć wiedziała, że doprowadzi mnie tym do łez. Nie miałam nigdy siostry, dlatego tak trochę te kuzynki są dla mnie siostrami, zwłaszcza, że prawie wszystkie są młodsze. I takie to dziwne uczucie, kiedy wszystko w środku mówi, że, do kurwy nędzy, to ona miała mnie z sentymentem wspominać - i nie teraz, a za pięćdziesiąt lat na przykład.

Matematyka poziom ja: kupiłam trzy wina, bo jedno miałam. Potem zorientowałam się, że przecież nie ma Moni, więc będzie za dużo. Jak zaczęłam dzielić, to nagle mi jednego zabrakło.

Ech, ten rok był zły, niespodziewanie zły. Najpierw przecież był GB, do niego na pewno Samiec dzwoniłby w Wigilię z życzeniami. Facet, który zawsze pomagał, nawet jak wysłałam mu smsa, że mi się czad ulatnia, to też wyjaśnił, co mam zrobić. I zawsze jakoś tak smutno mi pod kościołem na Dąbrówce w drodze do pracy, bo stamtąd mnie zabierał.

Mimo wszystko, Święta są okazją do tego, żeby zobaczyć, jak powinno być na co dzień. Żebyśmy się spotkali z bliskimi, żebyśmy mieli czas - choćby to były tylko dwie godziny. Tak powinno być częściej. Żebyśmy wierzyli w to, co sobie życzymy. Żeby było tak, jak to wygląda. Nie łudzę się, że wszędzie ludzie kochają się pełnią serc, wiem że są rodziny z którymi dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu, ale w Święta stwarzamy pozory i wtedy wszystko jest takie piękne. Przyjrzyjmy się temu i bądźmy dla siebie tacy zawsze. Wtedy nie tylko będzie wyglądać, ale i nasze serca będą lżejsze.
Życzę też, żebyśmy wszyscy umieli chłonąć każdy przejaw dobrej woli, doświadczać, odbierać i posyłać dalej. Doceniać...
(Tak sobie piszę, zbieram się na to, żeby te życzenia były najlepsze, ale właśnie mam przerwę, bo Żuja spierdziała się sakramencko i nastrój z podniosłego stał się śmierdzący)
Doceniać to, że jesteśmy razem. Odpuszczać, kiedy mamy ochotę wrzeszczeć, albo drażnić się tylko po to, żeby ktoś wybuchnął. Żebyśmy wiedzieli, kiedy złość i złośliwość jest usprawiedliwiona.
Przede wszystkim zaś - patrzmy tak na innych, jakbyśmy chcieli być sami postrzegani. Życzliwie i pomimo pozorów.
I bądźmy sobą, bo wszyscy jesteśmy potrzebni - i wszyscy są nam potrzebni. I żeby to docierało do nas, zanim jeszcze jest za późno.

Wesołych Świąt!
niedziela, 24 grudnia 2017, dziewczynalenina

Polecane wpisy

  • Spełnianie marzeń

    Dwa tygodnie temu byliśmy w Majstrze po lampkę dla Jany. Niestety, w Majstrze mają też dział zoologiczny. Wielkie woliery z różnymi papugami przyciągnęły nasz w

  • Płacz

    Dzisiaj rano Jana wyjechała na zimowisko z zuchami. Nieco zepsuł jej humor fakt, że jechała też koleżanka Emi, więc na starcie zaczęły się obawy, czy nie będzie

  • Wyrzuty sumienia

    Ostatnio ciężka rozmowa o tym, co czujemy po śmierci Moni. Że mamy wyrzuty sumienia, że nikt jej nie chwycił za kudły i nie potrząsnął. Że nie marudził jej, że