Blog > Komentarze do wpisu

Corey Taylor

Na fali informacji pewnego radia z kilku ostatnich miesięcy, kiedy co drugi artykuł ma w tytule "Slipknot", "Corey Taylor (Slipknot/Stone Sour), "Stone Sour" musiałam napisać taką notkę.
Zwykle większą przyjemność, niż czytanie artykułu sprawia mi czytanie komentarzy, tradycyjna gównoburza, znudzenie,któremu się nie dziwię, strach kichnąć, żeby nie dowiedzieć się na drugi dzień, że życzy mi zdrowia (albo żebym leciała po flaszkę), pytania o to, kim jest ten gościu. Trafiła się jednak wypowiedź, która mnie rozśmieszyła, ale i nieco tak... Zniesmaczyła. "On nie jest żadnym muzykiem".
Cokolwiek o tym facecie nie napisać, np: że jest przeciętnym dupkiem (a może raczej: nieprzeciętnym dupkiem), jest zaczepny niczym kogucik i nie wie, kiedy odpuścić, może wkurwiać, za dużo go w mediach, że cała ta jego niby-charyzma to tylko efekciarstwo, (cholera, czuję się, jakbym opisywała prawie siebie :)), a pisanie to bzdury, które wydały się tylko dla nazwiska autora (aczkolwiek z "Siedmiu grzechów głównych" - o ile rzeczywiście nikt mu nie pomagał - wygląda typ faceta, którego polubiłam, coś jak mój mąż - w jednej minucie potrafi wkurwić na maksa, a potem totalnie rozbroić, nawet żartując z moich własnych, babskich słabości), to jedno jest pewne - jest świetnym muzykiem. Na robieniu muzyki zna się doskonale, a oprócz tego posiada jeden z najlepszych głosów, jakie się pojawiły w ciężkiej muzyce kiedykolwiek. Potrafi stworzyć coś, co łamie serce, ale i wtłacza w serce tlen. Niewielu jest takich ludzi w muzyce, u których wszystko ma ręce i nogi. Mogę się zgodzić, że według kogoś nie jest takim geniuszem, jak ja go czasem widzę, ale cholera, no. Muzyka wychodzi mu doskonale. Znalazł świetne połączenie łojenia i melodyjności, sprawdza się w tym. Wiele można mu więc wybaczyć i, co by nie mówić, trzeba to docenić.

Jasne, może w tej chwili ani Slipknot, ani Stone Sour nie są odkrywcze, ale to nie jest ważne. Muzyka nie musi cały czas zdobywać nowych miejsc, muzyka ma być częścią życia.
sobota, 12 sierpnia 2017, dziewczynalenina

Polecane wpisy

  • Senność

    Nie będę pisała o zaletach urlopu. Nie napiszę też o plusach wypoczynku właśnie nad Zalewem Sromowickim i Czorsztyńskim. Napiszę o traumach. Idąc do Niedzicy mi

  • Metal Hammer Festival

    Załapaliśmy się na końcówkę pierwszego zespołu - ARRM, więc o nim nie mogę nic napisać, ale potem było już znacznie lepiej. Był Percival Schuttenbach (właśnie m

  • Tresura

    Stojąc sobie przy zlewozmywaku (moje ulubione miejsce do myślenia), popłynęłam umysłem do pewnego demota, który widziałam kilka dni temu. Pewien bardzo nowocześ