Blog > Komentarze do wpisu

Tresura

Stojąc sobie przy zlewozmywaku (moje ulubione miejsce do myślenia), popłynęłam umysłem do pewnego demota, który widziałam kilka dni temu. Pewien bardzo nowocześnie wyglądający pan rozprawiał o ludziach starej i nowej daty. Że ludzie starej daty, to my, wychowani w blokach, z dostępem do szeroko pojętego podwórka, którzy znajomych mieli pod ręką i tak wyrabiali sobie postawy społeczne (jak sobie wyrobili, to nie powiem, bo już nawet introwertycy dziwią się, że nie mam żadnej potrzeby wyjścia na zewnątrz i mogę siedzieć w domu bez szkody dla psychiki). Z jednej strony ma rację - rzeczywiście, trzeba było być fair wobec tych kumpli, trzeba było być tolerancyjnym dla ich wad, trzeba było umieć przepraszać i rozwiązywać konflikty, bo jeśli się z kimś było skłóconym, to niestety, nie można było go wyrzucić ze znajomych.
Ale dalej poszedł głęboko w odbyt, bo stwierdził, że dzieciaki urodzone po 2000 roku w większości mają trociny w głowie. A kto jest temu winien? Dzieci? Czy ci właśnie, zajebiście społecznie przystosowani dorośli, wychowani na podwórkach? No, chyba coś poszło nie tak, bo nagle okazuje się, że nawet własnego domu nie umiemy społecznie ogarnąć, tej podstawowej komórki. I nie przemawia do mnie to, że "ja sobie mogę, a moje dziecko wejdzie potem w złe towarzystwo i..." Sorry, ale mniej więcej tak samo mówili o paleniu papierosów i piciu alkoholu. Nie wpadłam w alkoholizm, nie palę, choć zdecydowana większość moich koleżanek paliła. Mało tego, żaden z moich braci też nie pali. I nie pije.
Czyli się da. Po prostu dziecka nie można tresować. Na czym polega tresura? Na tym, żeby wyrobić u kogoś odruchy nie związane z logiką, czy naturą.
Np: dziecko nie bawi się zapałkami, bo boi się wpierdolu od matki.
Powstaje sytuacja, że zacznie się bawić, gdy będzie miało pewność, że matka nie dowie się o tym, prawda?
Wychowanie polega na tym, żeby nie bawiło się tymi zapałkami, bo zna realne konsekwencje tego postępowania. Wiem, myślę idealistycznie, ale uwierzcie - sprawdza się lepiej. Na tej samej zasadzie wiele rzeczy zadziałało u nas w domu. Np: nie piję alkoholu, bo mi wstyd za pijanych członków rodziny i nie chcę być taka, jak oni.
Bicie nie jest elementem wychowania. Jest elementem tresury. Dziecko, które się boi bicia, wcześniej czy później nauczy się unikać go - niekoniecznie w taki sposób, jakiego oczekujemy. Tamten system wychowania nie był dobry. Człowiek bał się własnych rodziców. Spotkałam się z tym, że w temacie bicia padał temat "wzbudzania szacunku". Nie, jeśli ktoś na mnie wymusza, żebym była posłuszna wobec innych poprzez zadanie mi bólu, to nie jest szacunek. Szacunek jest wtedy, kiedy mi wytłumaczy istotę człowieczeństwa, powody dla których mam traktować drugiego człowieka dobrze, a najlepiej niech mi jeszcze to pokaże.

Dobrze pamiętam, jak to jest dostać pasem po dupie. Nie zdarzało się to często, może dwa - trzy razy. Ale pamiętam. Nie chcę, żeby moje dziecko czuło się tak, jak ja wtedy. I żeby było mi posłuszne dlatego, żeby tak się nie czuć.
czwartek, 20 lipca 2017, dziewczynalenina

Polecane wpisy

  • Trudności

    Są takie życiowe kąski, którymi można się zadławić. Po których nie da się do końca żyć. Ja jeszcze nie wierzę, nie czuję tego. Wrzuciłam sobie zdjęcie Moni na p

  • ...

    Już zapomniałam, jak bardzo płacz wyniszcza. Przynosi ulgę tylko wtedy, gdy po nim można się wyspać, a ja musiałam iść do pracy. Pisałam już wiele razy o śmierc

  • Granice...?

    Jako wielbiciel zwierząt mam na fb pozaznaczane różne organizacje działające na rzecz zwierząt, uświadamiające, grupy wsparcia dla posiadaczy i takie tam. Ostat