Blog > Komentarze do wpisu

Notki dwie

Nie ma drugiej rzeczy, która wkurzałaby mnie tak bardzo, jak flirtujące stare chłopy. Poważnie, jak jest stary i marudny, to znoszę bez bólu - najwyżej mu odpyskuję, ale wtedy to jest jego wina.
Ale taki miły, nadskakujący, kiedy nie rozumie mojego stanowczego "dość". Asertywność można o kant dupy rozbić, kiedy ktoś nie dopuszcza do siebie żadnego przekazu. Aluzje seksualne przy pewnej różnicy wieku są niesmaczne. Specjalnie nie piszę, że to tylko o wiek chodzi, bo mam nadzieję, że nasze półżarty i niedopowiedzenia małżeńskie nadal będą funkcjonować nawet, jak będziemy mieli po osiemdziesiąt lat. Nie czuję również wdzięczności, gdy ktoś chwali mój wygląd. Czuję wtedy niepokój. W sumie nie zależy mi na pochwałach w ogóle - wystarczy, że zwracają się do mnie z pewnymi zagadnieniami, wtedy czuję, że jestem w czymś dobra i to jest dla mnie ważniejsze. Nie lubię wylewnej wdzięczności, chyba że chwali mnie ktoś bliski. Np: Samiec. Wtedy puchnę z dumy.
Jednak w innych wypadkach pomagam bezmyślnie. Jakbym była wytresowana. Nikomu nie chcę imponować, no - chyba że sobie.

Co do tych miłych-niemiłych facetów - nie cierpię ich przylepności (i tu akurat wiek nie ma znaczenia). Nie lubię podszczypywania, nie lubię dotyku, w ogóle niech trzymają się z daleka. Moja przestrzeń osobista jest bardzo wyraźnie zaznaczona.

Kwestia zaufania nadal jest u mnie niepewna. Kiedy o nie zapytałam, utknęła jedna rozmowa. Tak naprawdę nie oczekiwałam deklaracji, bo sama nie wiem, czy można mi ufać, jeszcze nie wiem kim jestem. Ile we mnie jest moje, a ile nerwicy, nie jestem w stanie zdefiniować granicy na tyle precyzyjnie, żebym wiedziała, czy to co czuję i robię jest prawdziwe, czy tylko nakręcane strachem o wszystko.

Najgorszy jest paraliżujący strach, kiedy Jana lub Samiec są daleko, np: w drugim pokoju, bo przecież tam też może się coś stać. Za dużo książek przeczytanych, za dużo napisanych opowiadań, za bardzo pozwalam sobie na wyobrażanie, może powinnam zamiast świadomego snu ćwiczyć kontrolowane marzenia?

Bujam w obłokach, w odtwarzaczu: "Virus of life", you don't even know the danger you're facing...
środa, 14 czerwca 2017, dziewczynalenina

Polecane wpisy

  • Małe zwierzę

    W czwartek pożegnaliśmy Milę. W sumie nie wiadomo, co ją rozłożyło. Chwyciła jakieś przeziębienie, niestety, leczenie nie przyniosło poprawy, trzeciego dnia już

  • Corey Taylor

    Na fali informacji pewnego radia z kilku ostatnich miesięcy, kiedy co drugi artykuł ma w tytule "Slipknot", "Corey Taylor (Slipknot/Stone Sour),

  • Senność

    Nie będę pisała o zaletach urlopu. Nie napiszę też o plusach wypoczynku właśnie nad Zalewem Sromowickim i Czorsztyńskim. Napiszę o traumach. Idąc do Niedzicy mi