Blog > Komentarze do wpisu

Music is my best friend

Dzisiaj w Drzwiach Zwanymi Koniem, czy Koniu Zwanym Drzwiami grała Dikanda. Wybawiliśmy się od serca, Jana zebrała nawet pochwały od wokalistki i zapoznała się z perkusistą, taka to światowa baba z niej.
A mi gdzieś tam z tyłu głowy kolebie myśl, że dokładnie dziesięć lat temu byłam na ich koncercie ostatni raz.
Byłam wtedy w ciąży.
A teraz byłam z żywym dzieckiem i to jest tak, jakby mi ktoś znowu postawił przed oczy znak: "Do kurwy nędzy, co jeszcze musi się wydarzyć, żebyś zaczęła wierzyć w to, że życie nie musi być ciągłym zagrożeniem, że dookoła ciebie dzieje się tyle dobrego? Otwórz się!".
Takie znaki widuję często, pojawiają się, ale nie docierają do serca, lądują gdzieś w okolicach mózgu, który sarkastycznie i z niedowierzaniem ripostuje, i nawet czasem te riposty są śmieszne.

PS: Jana w końcu padła, wisiała w moich ramionach, a ja wdychałam jej zapach, czułam całe 25kg ciężaru i wiecie co?
Jestem szczęśliwa.
Najbardziej to czuję, gdy jestem zmęczona.
A teraz zmykam wpierdzielać tiramisu w wannie.
sobota, 13 maja 2017, dziewczynalenina

Polecane wpisy

  • Granice...?

    Jako wielbiciel zwierząt mam na fb pozaznaczane różne organizacje działające na rzecz zwierząt, uświadamiające, grupy wsparcia dla posiadaczy i takie tam. Ostat

  • Jak zmienia nas życie

    Szesnaście i pół roku związku to dużo w naszych czasach. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy to, co jest centrum tego stanu to rzeczywiste potrzeby,

  • Przewrotnie

    Właściwie to wczoraj chciałam zrobić bogatą notkę muzyczną o Marina And The Diamonds, ale zamiar powstał przedwczoraj, a od wczoraj już nie jest tak sielsko, wi